Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
458 postów 1677 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

"Boccaperta" i „król strapiony i zatroskany”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

O świętym „głupku” co kardynałowi przepowiedział, że zostanie Królem Polski

"Boccaperta"ikról strapiony i zatroskany”, który oddał Polskę pod władzę NMP Królowej Polski

 

Item in alio tomo sub Iohanne XV papa Dagome iudex et Ote senatrix et filii eorum: Misicam et Lambertus – nescio cuius gentis homines, puto autem Sardos fuisse, quoniam ipsi a IIII iudicibus reguntur – leguntur beato Petro contulisse unam civitatem in integro, que vocatur Schinesghe, cum omnibus suis pertinentiis infra hos affines, sicuti incipit a primo latere longum mare, fine Bruzze usque in locum, qui dicitur Russe et fines Russe extendente usque in Craccoa et ab ipsa Craccoa usque ad flumen Oddere recte in locum, qui dicitur Alemure, et ab ipsa Alemura usque in terram Milze recte intra Oddere et exinde ducente iuxta flumen Oddera usque in predictam civitatem Schinesghe.[5]

(Mieszko I „Dagome iudex”)

źródło;  https://pl.wikipedia.org/wiki/Dagome_iudex

 


 

 

O świętym „głupku” co kardynałowi Kościoła rzymskiego przepowiedział, że zostanie wojennym Królem Polski i będzie zawsze pod opieką Opatrzności

 

19 września Kościół wspomina św. Józefa z Kupertynu, franciszkanina, patrona studentów i zdających egzaminy, a także lotników, astronautów, podróżujących drogą powietrzną i pilotów wojsk NATO. Przypominamy, że można go znaleźć u krakowskich Franciszkanów w bazylice przy ul. Franciszkańskiej. Jest tam od wielu lat, ale na co dzień ukrywa się za obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

(…)

17 czerwca 1603 roku w małej wiosce Kupertyn w południowych Włoszech przyszedł na świat chłopiec. Ponieważ mieszkanie jego rodziców z powodu długów zajęte było przez poborcę podatkowego, dziecko narodziło się w stajni. Rodzice dali mu na imię Giuseppe – Józef.

Życie chłopca nie było łatwe. Od najmłodszych lat cierpiał na chorobę określaną przez współczesnych mu gangreną lub wrzodem. Schorzenie to było ciężkie i bolesne. Liczne operacje nie pomagały.

Pewnego dnia matka chłopca, Franceschina, namaściła chore miejsca oliwą z wiecznej lampki, która paliła się przed Madonną w świątyni parafialnej. Wówczas nastąpiło natychmiastowe, cudowne uzdrowienie. To Boże działanie naznaczyło życie chłopca i związało go z Panem.

Źródło;//www.mojepowolanie.pl/1528,a,latajacy-zakonnik-sw-jozef-z-kupertynu.htm

(…)

Już jako mały chłopiec modlił się w sposób nie tylko nad wiek dojrzały, ale też wyjątkowy. Często wpadał w stan wzruszenia, zachwytu i kontemplacji. Niekiedy działo się w zupełnie nieoczekiwanych miejscach - na podwórku, w czasie zabawy lub nauki w szkole. Ten niezwykły sposób modlitwy sprawiał, że Józef nie był rozumiany przez rówieśników i kolegów w szkole, a nawet przez swoich krewnych.

Źródło;https://www.franciszkanie.pl/artykuly/sw-jozef-z-kupertynu-1603-1663-latajacy-patron-studentow

(…)

W 1630 roku w czasie procesji ku czci św. Franciszka miał pierwsze uniesienie ekstatyczne połączone z lewitacją obserwowane przez tłumy. Lewitacje zaczęły następować codziennie, głównie w momentach ekstazy.

(…)

W czasie odprawiania mszy świętej, słysząc dźwięk dzwonów albo imię Maryi czy świętych, Józef wpadał w zachwyt, wydawał okrzyk i unosił się nad ziemię, czasem nawet na kilka metrów. Jeśli przebywał akurat w ogrodzie, zdarzało się, że siadał na czubku drzewa. W takim stanie mógł trwać nawet kilkanaście minut, a potem jakby nigdy nic, wracał do przerwanego niespodziewanie zajęcia. 

Źródło;https://stacja7.pl/wiara/swiety-jozef-z-kupertynu-patron-studentow/

(…)

Sprawą wielokrotnie interesowało się Święte Oficjum. By nie wzbudzać sensacji umieszczono Józefa w klasztorze Sacro Convento w Asyżu a następnie w Pietrarubbii. Jego sława rozpowszechniała się jednak zarówno we Włoszech jak i w całej Europie. Odwiedzali go księża, zakonnicy, dostojnicy kościoła, biskupi i kardynałowie, a także głowy koronowane. Wśród nich przyszły król Polski Jan Kazimierz, któremu Józef przepowiedział tron Polski.

Źródło;https://www.franciszkanie.pl/artykuly/sw-jozef-z-kupertynu

 

Święty mimo woli…. Czyli św. Józef z Kupertynu (film)

https://www.youtube.com/watch?v=QwXB8MSc7Gk

 

Józef  Deza urodził się w Copertino (Italia) w dniu 17 czerwca 1603 r. W młodości pracował na roli, oddając się poza tym samotnym rozmyślaniom. Do życia zakonnego wedle współczesnych się nie nadawał: dyskwalifikował go brak elementarnego wykształcenia i brak uzdolnień, a także niemrawy, żeby nie powiedzieć głupkowaty wyraz twarzy. Mimo to po kilku daremnych próbach został wreszcie przyjęty do franciszkanów konwentualnych w Grotelli (1625). Tam pod kierunkiem wuja, zakonnika, przygotowywał się do święceń. Ledwo udało mu się zdać egzamin; w 1628 r. został dopuszczony do święceń i rozpoczął posługiwanie kapłańskie.
Wtedy to ujawniły się publicznie jego lewitacje, którym towarzyszyły inne dary mistyczne i które zaczęły ściągać do niego rzesze pobożnych i ciekawskich. W czasie, gdy odwiedzał sąsiednie klasztory, zjawiskami zaniepokoiło się wielu duchownych. Zaalarmowano więc inkwizycję neapolitańską, która przeprowadziła badania(1636-1639). Józefa uznano niewinnym, ale zażądano jego przeniesienia. Dlatego też w latach 1639-1653 Józef przebywał w Asyżu, dokąd tak bardzo pragnął się dostać, chociaż nie spodziewał się, że trafi tam wskutek decyzji Św. Oficjum. Przeniesiono go następnie do kapucynów eremitów w Pietrarubbii, Fossombrone. Wreszcie w 1657 r. pozwolono mu wrócić do franciszkanów konwentualnych w Osimie (niedaleko Ankony). Tam też zmarł 18 września 1663 r.
Mimo swego odosobnienia spełniał wiele dzieł apostolskich. Swoje nawrócenie przypisywał mu Jan Fryderyk Saski, książę Brunszwiku i Lüneburga. Maria Sabaudzka, która była jego "św. Klarą", utrzymywała z nim ciągłą korespondencję. Dla wielu Józef był żywym odzwierciedleniem św. Franciszka z Asyżu. Teologowie widzieli w nim klasyczny przykład mistyka obdarzonego darem lewitacji, którą stwierdzono u niego co najmniej sto razy.
Beatyfikował go papież Benedykt XIV (1753), kanonizował zaś Klemens XIII (1767). Józef z Kupertynu uchodzi m.in. - nie bez dozy humoru - za patrona przystępujących do egzaminów.

Źródło;//www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/09-19c.php3

 

Zapukał do klasztoru oo. franciszkanów w Grotella, a tam przyjęli go z otwartymi ramionami, bo poszukiwali właśnie kogoś do opieki… nad zwierzętami. Nowe zajęcie przynosiło Józefowi wiele radości, bardzo lubił swoich podopiecznych. Sam zaczął nazywać się bratem-osłem. To określenie doskonale do niego pasowało: pospolity wygląd, powolny chód, spuszczona głowa, ale też cierpliwość, prostota, dobroduszność, ślepe posłuszeństwo i… upór, który starał się poskramiać wypełniając nakazy przełożonych.

(…)

Józef był wątły i chorowity. Nadto był strasznym niezdarą, pogardzanym i wyśmiewanym przez bliskich i - rzecz rzadka - bardzo szorstko traktowanym także przez matkę. W szkole niektórzy uważali go za ograniczonego umysłowo. Na skutek częstych mistycznych stanów zachwytu był nazywany w młodości "boccaperta" - "rozdziawiona gęba", sam nazywał siebie też "bratem osłem". W rzeczywistości jednak był człowiekiem inteligentnym i bardzo pokornym. Trwając w mistycznym zjednoczeniu z Bogiem, od Niego czerpał głęboką mądrość, przewyższającą wiedzę dostępną ludzkiemu poznaniu. Wykorzystywał ją później jako kapłan i przewodnik duchowy. Przybywali do niego po radę "możni tego świata", osoby świeckie, dostojnicy kościelni. Wśród jego czcicieli znaleźli się również liczni książęta i monarchowie.To właśnie św. Józef z Kupertynu, który był gorącym czcicielem Maryi, doradził królowi Janowi Kazimierzowi, by w dramatycznym dla historii Polski okresie potopu szwedzkiego powierzył kraj Matce Bożej. 

Źródło;//www.przymierzezmaryja.pl/Sw--Jozef-z-Kupertynu,445,a.html

(…)

Kiedyś Józef został poproszony listownie o pomoc kobiecie dręczonej przez demona. Przełożony klasztoru skierował go do tej posługi i Józef udał się do opętanej. Długo modlił się, prosząc dla niej o łaskę uwolnienia. W pewnym momencie został przez nią spoliczkowany. Wówczas wziął kartkę z prośbą o pomoc, przysłaną do klasztoru, rzucił ją na opętaną i zawołał: Panie, zabierz to zło! W tym momencie Szatan uciekł od kobiety. Zakonnik pytany, jak to się stało, odpowiedział: Uczyniłem to pod posłuszeństwem.

Pewnego razu Józef udał się do miejscowości Cascia, aby uwolnić od demona inną niewiastę. Dostał pozwolenie przebywania poza klasztorem przez 10 dni. Kiedy przyjechał na miejsce, kobieta zachowywała się normalnie, nie było widać śladu Złego. Dziesiątego dnia wieczorem ujawnił się w kobiecie Szatan, wiedział bowiem, iż zakonnik nie może już dłużej być poza klasztorem. Modlitwy o uwolnienie trwały długo. Jednak pod koniec dnia Malatasca - bo tak Józef nazywał Szatana - z wielkim krzykiem wyszedł z kobiety. W życiu o. Józefa było jeszcze wiele innych sytuacji, w których spotkał złego ducha.

Po doświadczeniach, jakim Józef został poddany przez Święte Oficjum, i sprawdzeniu, że jego nadzwyczajny dar lewitacji pochodzi od Pana Boga, zakonnik został skierowany do klasztoru w Ossimo. Tam spędził resztę swego ziemskiego życia. Po poradę duchową przybywał do niego sam papież, a także kardynałowie, kapłani i wielcy świeccy tego świata: królowie, książęta, możnowładcy. Pośród nich także książę, a późniejszy król Polski, Jan Kazimierz.

Józef zakończył swoją ziemską pielgrzymkę w nocy z 18 na 19 września 1663 roku w Ossimo. Chwała i kult pobożnego franciszkanina spowodowały, że 24 lutego 1753 roku papież Benedykt XIV ogłosił go błogosławionym, a 16 lipca 1767 roku papież Klemens XIII zaliczył go do grona świętych Kościoła.

Źródło;//strefatajemnic.onet.pl/cuda/latajacy-zakonnik/b5xm3

 


 

Wątki polskie w życiu św. Józefa z Kupertynu (1)

 

17 czerwca br. minęło dokładnie czterysta lat od urodzin we włoskim Copertino Józefa Marii Desa. Pochodził on z rodziny wiejskiej, jego ojciec był stolarzem pracującym na zamku Pinelli. Już od dzieciństwa chłopiec przejawiał oznaki pobożności; kiedy w siódmym roku życia zachorował ciężko, został cudownie uzdrowiony za przyczyną Matki Bożej Łaskawej z Galatone.Podczas nauki podstawowej młody Józef zaczął przeżywać duchowe zachwycenia, co sprawiło, że przylgnęło do niego przezwisko „gapa”.Mając lat 18 postanowił wstąpić do Zakonu Franciszkańskiego, zgłaszając się do Braci Mniejszych Konwentualnych, wśród których znajdowali się jego wuj oraz stryj.Ponieważ jednak uznano go za niezdatnego z powodu braku wykształcenia,w 1620 r. przyjął siermięgę kapucyńską jako brat Stefan. Nie dotrwał tam do ślubów zakonnych, dając się poznać jako niezguła o słabym zdrowiu, mający częste „zachwycenia”. Po dalszych staraniach w 1625 r. został ostatecznie przyjęty do franciszkanów w Grotella na prostego braciszka.Tym razem zgodzono się dopuścić go do podjęcia studiów filozoficzno-teologicznych, kiedy zaśzłożył śluby zakonne, przyjął święcenia kapłańskie 28 marca 1628 r
Ojciec Józef nigdy nie był mocny w naukach, chociaż
dobrze znał Pismo Święte oraz gorliwienaśladował św. Patriarchę Franciszka z Asyżu. Oddał się całym sercem pracy duszpasterskiej, otrzymującszczególne dary od Boga: mógł np. unosić się w powietrzu wbrew prawu ciążenia.Wiele znakomitych osób duchownych oraz świeckich uzyskiwało różne łaski za jego pośrednictwem, co zaczęło przynosić mu rozgłos jako mistykowi. Z tego względuinkwizycja podjęła wobec niego dochodzenie (1636-39), nakazując mu przenieść się do klasztoru w Asyżu (1639-53), po czym przezcztery lata przebywał na wygnaniu wśród kapucynów.Jako doskonały zakonnik przejawiał on zawszeducha posłuszeństwawobec poleceń przełożonych, jak równieżpokorę i wielką cierpliwość. Będąc prawdziwieSynem Biedaczyny,o. Józef nieustannie pielęgnował nabożeństwo do Pana Jezusa cierpiącego i utajonego w Eucharystii oraz do Matki Najświętszej,układając w uniesieniu ducha piękne pieśni i modlitwy.Zgodę na powrót do rodzimej wspólnoty franciszkańskiej w Osimo k. Ankony otrzymał dopiero w 1657 r. Stwórca doświadczał go licznymi cierpieniami z powodu chorób. Ostatnia z nich w postaci złośliwej zimnicy, na którą zapadł 10 sierpnia 1663 r., zabrała go z tego świata 17 września tegoż roku. Przeszedł przez życie ziemskie jakby w zachwycie, zatopiony zawsze w Bogu.Miejsce jego spoczynku zasłynęło niezliczonymi cudami, przyciągając licznych pątników. 24 lutego 1753 r. sługa Boży został zaliczony w poczet błogosławionych, natomiast 14 lat później papież Klemens XIII uroczyście ogłosił go świętym serafickim. 
W roku 1774
kościół Ojców Franciszkanów w Zamościu wzbogacił się o dwa ołtarze. Jeden z nich, ku czci Męki Pańskiej, umieszczono w oknie kaplicy św. Franciszka po stronie północnej, drugi zaś powstał na prawo od głównego ołtarza dla uczczenia św. Józefa z Kupertynu, kanonizowanego siedem lat wcześniej. Miejscowa wspólnota zakonna upamiętniła w ten sposób swego Współbrata, którego urodziny w 1603 r. zbiegły się z przybyciem Synów Biedaczyny do Grodu Hetmańskiego.Godzi się wspomnieć, że wuj Świętego, o. Jan Donat Caputo, miał bliskie powiązania z Prowincją Polską. Najpierw pełnił w Krakowie funkcję rektora studium Braci Mniejszych i kaznodziei wśród napływowych Włochów. Następnie został wybrany prowincjałem polskim. Okazał się prężnym zarządcą Prowincji, głęboko związanym z przybraną ojczyzną. W 1615 r. odwiedził wspólnotę franciszkanów w Zamościu. W sprawozdaniu zaznaczył, że jest tam 17 zakonników, którzy prowadzą życie z wielką pobożnością, utrzymując się z jałmużny i doświadczając ze strony ludu oznak przywiązania i miłości. 
Powróćmy do siostrzeńca o. Jana Donata, czyli św. Józefa z Kupertynu. Ten „drugi Franciszek z Asyżu”
przyczynił się do nawrócenia wielu sobie współczesnych władców Europy, m.in. księcia Brunszwiku i Lueneburga Jana Fryderyka.Poprzez listy oraz osobiste spotkania utrzymywał on również bliską więź z Janem Kazimierzem Wazą, późniejszym królem Polski. 
Syn króla Zygmunta znalazł się w niejasnym położeniu, ponieważ miał złożyć śluby zakonne w Towarzystwie Jezusowym z zamiarem przyjęcia święceń kapłańskich. Oznaczałoby to zrzeczenie się prawa do władzy królewskiej. Chociaż królów polskich wybierała wówczas szlachta, istniała możliwość zachowania tronu w rękach Wazów ze względu na starania głowy rodu. SynWładysław, brat Jana Kazimierza, zdołał objąć panowanie po ojcu, ale martwiła go sprawa następstwa
Mój brat król - pisał do przyszłego świętego królewicz Jan Kazimierz -uczynił bardzo wiele, aby odwieść mnie od mojego powołania”. Pielęgnował w sobie pragnienie poświęcenia się Bogu, lecz obawiając się, by nie popełnić jakiegoś błędnego lub sprzecznego z wolą Bożą kroku, coraz większe zaufanie zaczął pokładać w swoimopiekunie duchowym z Asyżu. „Zakochawszy się w wielkiej dobroci brata Józefa - jak zaświadcza o. Clavero, będący pośrednikiem między nimi - miał zawsze na ustach jego imię, często je wymawiał i jego modlitwom się polecał”.Kiedy zbliżały się święcenia kapłańskie, które książę polski miał przyjąć z rąk Innocentego X, król Władysław napisał do papieża: Ponieważ nadszedł czas, by po dwuletnim nowicjacie w Towarzystwie Jezusowym brat mój Kazimierz złożył śluby, które są sprzeczne z wolą moją oraz interesami naszego królewskiego rodu, proszę Waszą Świątobliwość, by swoim najwyższym autorytetem zechciał mu zabronić złożenia ślubów i aby przełożeni Towarzystwa zabronili mu tego, oczekując w tym względzie na dalsze moje oświadczenia”.
Nie mogąc znieść wielkiej rozterki, jaką przeżywał z powodu stawianych przeszkód, Jan Kazimierz wyruszył z Rzymu do Sacro Convento w grudniu 1644 r., by odwiedzić świątobliwego zakonnika i zasięgnąć u niego rady. Ujrzawszy księcia ubranego w jezuicki strój, ojciec Józef wybiegł na spotkanie z okrzykiem: „Gdzie szabla? Źle wyglądasz w tym ubraniu!”.

Źródło;//www.niedziela.pl/artykul/19009/nd/Watki-polskie-w-zyciu-sw-Jozefa-z

 

Piotr Bielenin OFMConv
Książę i żebrak. Dzieje niezwykłej przyjaźni króla Jana Kazimierza i Józefa z Kupertynu.

W czasach, o których mowa Polska od wielu lat była już monarchią elekcyjną. Po przedwczesnej śmierci króla Stefana Batorego w roku 1587 sejm królem obrał młodego, 22-letniego, Zygmunta III, syna króla szwedzkiego Jana III Wazy i Katarzyny Jagiellonki - córki Zygmunta Starego i Bony Sforzy. Po śmierci ojca Zygmunt w roku 1592 wszedł także w posiadanie korony szwedzkiej. Konflikt z magnaterią i duchowieństwem luterańskim doprowadził do pozbawienia go władzy w Szwecji i rozpoczął tym samym długi okres konfliktów i wojen polsko-szwedzkich, które uwikłały Rzeczpospolitą nie tylko za jego rządów, ale także za rządów jego następców.

Zygmunt III Waza zostawił licznych potomków. Z jego małżeństwa z Anną Habsburżanką (zmarłą w 1598 roku) narodziło się pięcioro dzieci, z których przeżył tylko pierworodny syn Władysław (urodzony w 1595). W roku 1605 król poślubił siostrę Anny, Konstancję. Miał z nią siedmioro dzieci, z których pięcioro przeżyło. Smutek króla po stracie zmarłego po kilku miesiącach od porodu, w roku 1608, syna Kazimierza ukoiły kolejne narodziny rok później syna Jana Kazimierza. Następnie narodziny kolejnych dzieci: Jana Alberta, Karola Ferdynanda, Aleksandra Karola i Anny Katarzyny Konstancji.

Potrzeba pieniędzy, pożeranych przez kolejne wojny, popchnęła króla Zygmunta do skierowania niektórych synów na drogę kariery kościelnej. Jan Albert został administratorem diecezji warmińskiej a następnie kardynałem i biskupem krakowskim. Karol Ferdynand w wieku jedenastu lat był już administratorem wieczystym diecezji wrocławskiej, księciem nyskim, a później także opolsko-raciborskim. Pomimo pełnienia funkcji biskupich nigdy nie przyjął odpowiednich święceń kapłańskich - pozostał człowiekiem świeckim.

Najstarszy syn Władysław, który w dzieciństwie w latach 1610-1613 posiadał tytuł cara Rosji, był przez ojca izolowany od spraw publicznych, a zwłaszcza wojskowych. Zygmunt pozwolił zasiąść pierworodnemu synowi wśród senatorów królestwa dopiero w marcu 1632 roku, a więc na miesiąc przed swoją śmiercią. W listopadzie tego samego roku sejm elekcyjny wybrał Władysława królem Polski. W 1637 roku Władysław IV, wzorem swego ojca, poślubił księżniczkę z rodu Habsburgów, Cecylię Renatę. Po jej śmierci król ożenił się w 1646 roku z księżniczką francuską, Ludwiką Marią Gonzagą.

W tym czasie pośród królewskiego rodzeństwa tylko sytuacja Jana Kazimierza była nieustabilizowana. Ten niespokojny duch w 1638 roku na polecenie królewskiego brata wyruszył do Hiszpanii by objąć nadane mu stanowisko wicekróla Portugalii i admirała hiszpańskiego. Lekkomyślnie wylądował w porcie pozostającej w wojnie z Hiszpanią Francji. Na rozkaz kardynała Armanda Jeana Richelieu został tam uwięziony i wypuszczony dopiero w 1640 roku po interwencji Rzeczypospolitej i naciskach Stolicy Apostolskiej.

Po uwięzieniu życie księcia Jana Kazimierza zaczęło koncentrować się na celach duchowych. Po powrocie do Polski zapragnął zostać jezuitą i potajemnie udać się do Rzymu aby tam wypełnić swoje marzenie. Obydwie te propozycje przełożeni Towarzystwa Jezusowego w Warszawie odrzucili, co więcej, zaznajomili z nimi Nuncjusza, który niezwłocznie wysłał potajemne pismo do Sekretariatu Stanu w Rzymie.

Książę jednakże nie wyrzekł się swego zamiaru. Wyruszył do Włoch i w sierpniu 1643 roku dotarł do w Loreto. Zatrzymał się w jezuickim kolegium skąd 12 września skierował list do przełożonego generalnego zakonu, w celu zakomunikowania mu swojego zamiaru „wykonania świętego postanowienia służenia Panu w Towarzystwie Jezusowym” i aby prosić o pozwolenie na przybycie do Wiecznego Miasta „z powodu pragnienia jak najszybszego bycia między jego dziećmi”.

Odpowiedzią na list było wysłanie naprzeciw polskiemu księciu przez samego papieża Urbana VIII, specjalnego posłańca Valeria Santacroce, bratanka kardynała Antonia Santacroce, który był w tym czasie nuncjuszem w Polsce.

W tym samym czasie w Loreto przebywał franciszkanin, ojciec Lorenzo Brancati da Lauria, znany później naukowiec i kardynał. To najprawdopodobniej on namówił księcia do wyruszenia do Asyżu i do spotkania się z ojcem Józefem z Kupertynu.

Ojciec Józef był już wtedy znany w Polsce, częściowo z powodu braci Polaków z zakonu franciszkańskiego przebywających na stałe lub czasowo w Asyżu. Częściowo jego sława dotarła na dwór warszawski i do uszu księcia z powodu licznych możnych, którzy w czasie swoich pielgrzymek do Rzymu nawiedzali po drodze również grób świętego Franciszka. Szczególne znaczenie miało tutaj świadectwo Karola Zygmunta Radziwiłła. Dostojnik ten, stojący na czele katolickiej linii rodziny, książę Cesarstwa Rzymskiego i pan na Nieświeżu, podczas pobytu w Asyżu poznał Józefa z Kupertynu, wtedy już otaczanego nimbem świętości. Radziwiłł często powracał do Asyżu aby skorzystać z porad duchowych i nacieszyć się rozmową ze świętym zakonnikiem. Dlatego też dotknięty ciężką chorobą Karol Zygmunt rozkazał się przewieźć do Asyżu. Wsparty słowami swego ojca duchownego umarł w styczniu 1643 roku i został pochowany w asyskiej bazylice dolnej, w kaplicy świętego Marcina.

W towarzystwie szlachetnego Valerio Santacroce, franciszkanina Lorenzo Brancati oraz jezuity Aleksandra Pellegrini, najjaśniejszy książę niezwłocznie wyruszył do Asyża aby otrzymać od brata Józefa z Kupertynu radę na temat nowej drogi, którą postanowił obrać.

Źródło;https://www.franciszkanie.pl/artykuly/sw-jozef-z-kupertynu-1603-1663-latajacy-patron-studentow

 

 

Nie mogąc znieść wielkiej rozterki, jaką przeżywał z powodu stawianych przeszkód, Jan Kazimierz wyruszył z Rzymu do Sacro Convento w grudniu 1644 r., by odwiedzić świątobliwego zakonnika i zasięgnąć u niego rady. Ujrzawszy księcia ubranego w jezuicki strój, ojciec Józef wybiegł na spotkanie z okrzykiem: „Gdzie szabla? Źle wyglądasz w tym ubraniu!”.
Wkrótce Ojciec Święty odpowiedział na pismo króla Władysława i doradzał w sprawie jego brata, by ten przynajmniej odroczył święcenia kapłańskie. Jako protektor Rzeczypospolitej papież wiedział dobrze, co znaczyło popieranie władców rzymskokatolickich w czasach szerzących się rozłamów kościelnych. Ostatecznie młody książę wystąpił z zakonu jezuitów, zapewne latem 1645 r. Jego pierwszym schronieniem stała się izdebka klasztorna doradcy duchownego. Ubrany po świecku, miał na sobie „kołnierz z daniela” noszący oznaki książęce. Święty, który tak właśnie wyobrażał sobie strój Kazimierza, stwierdzał z radością: „Ach, czyż nie mówiłem ci? Idź, a zobaczysz, że w ten sposób więcej zrobisz dla chrześcijaństwa niż jako zakonnik”. Przyszły król pozostał jeszcze jakiś czas w Wiecznym Mieście. 26 marca 1646 r. został podniesiony do godności kardynała przez Innocentego X, który w ten sposób chciał wyrazić uznanie wiernej postawie Kościoła polskiego wobec Stolicy Piotrowej. 
W październiku tegoż roku kard. Jan Kazimierz przybył do Asyżu, gdzie został odprowadzony przez Ojca Generała do pokoju św. Józefa, który przechodził właśnie ciemną noc ciężkich pokus i okropnych złudzeń. Nieoczekiwane przybycie dostojnika tak wielce podniosło go na duchu, że z radością powitał przyjaciela słowami: „Jak wspaniałym mistrzem nowicjuszy jest nasz Bóg, który z takim wyczuciem umie rozdzielać łaski i pokusy, walkę i pokój, burzę i uspokojenie”. Spotkanie przerodziło się w braterską rozmowę, która zeszła oczywiście na sprawy najbliższej przyszłości: „Czy lepiej będę służył Bogu w kardynalskim kapeluszu, czy z mieczem w ręku?- pytał Kazimierz. „Wydaje mi się, że z mieczem” - odpowiedział Brat Mniejszy. Kiedy nadeszła chwila rozstania i Kardynał miał ruszyć w dalszą drogę do Polski, o. Józef rzekł: „Idź, a nie będziesz ani jezuitą, ani kardynałem”. Dodał, że będzie „królem strapionym i zatroskanym, ale niech ufa Bogu, przez którego zawsze będzie kochanym”. 
Po powrocie do Warszawy Jan Kazimierz skierował list do Ojca Świętego 9 listopada 1647 r., zrzekając się godności kardynalskiej. Wiosną następnego roku południowe ziemie Rzeczypospolitej doznały najazdów, pożarów i rzezi ze strony Kozaków, przed którymi bronił się książę Jeremi Wiśniowiecki. Wówczas spalony został pierwszy kościół i klasztor franciszkański na Przedmieściu Lwowskim Zamościa, jak również zespół klasztorny w Krasnobrodzie. Król Władysław złożony został chorobą, która doprowadziła do śmierci 20 maja 1648 r. Dzięki poparciu ze strony Stolicy Świętej następcą został wybrany Jan Kazimierz, który napisał do Innocentego X, przedstawiając jako dar „na znak pobożnego oddania, u stóp Waszej Świątobliwości, jako czynię pokornie tym listem, Koronę Królestwa Polskiego, którą dnia 17 tego miesiąca [tj. lipca] z rąk Pana otrzymałem”. Na rozterki duszy niedoświadczonego władcy wskazuje pierwszy list z pieczęcią królewską wysłany do Asyżu: „Ojcze Józefie, choć wielka dobroć Ojca czyni mnie pewnym, iż masz w swojej modlitewnej pamięci mnie i moje narody, niemniej mając nadzieję, iż przypomnienie się osobistymi listami większą będzie miało skuteczność, skłoniłem się do napisania niniejszego listu, pamiętny doświadczenia, jakieś mi ukazał w Ojcu Miłosierdzia, kiedy przybyłem pokłonić się świętemu miejscu. Troska, jaką Bóg mi powierzył nad wieloma duszami, przewyższa znacznie słabości mojego ducha, jeśli ręką tego, który nad wszystkim króluje szczególną łaską, nie będę broniony. Dlatego pragnę, aby Ojciec szczególnymi modlitwami zanoszonymi do Łaskawego Boga błagał Go o oświecenie mojego rozumu i o rozgrzeszenie mego serca do dokonania wszystkich zamierzeń, aby je ku większej chwale Boga i Jego Świętej Wiary obrócił, abym ja nie pobłądził w poznaniu i nie zaniedbał wypełniania tego wszystkiego, czego Pan ode mnie zażąda. Powierzam również Ojca dobroci zdrowie mojego ciała, o ile nie będzie ono przeciwne zdrowiu duszy, trwają bowiem wciąż te niedyspozycje, które Ojcu są znane. Jan Kazimierz Król”. 
Józef z Kupertynu pisał w odpowiedzi na ten pierwszy list z Warszawy do Świętego Konwentu: „Złożyłem dzięki Najwyższemu Bogu, który udzielił nam łaski, powołując Jego Wysokość do królewskiej godności dla dobra ludów i pożytku Świętej Wiary i pokładam nadzieję w tym Bogu, iż jeśli powołał Wasz Majestat do tak wielkiego zadania, ześle na Was tę pomoc, jaką potrzebujecie do władzy nad taką liczbą narodów, ku Jego większej chwale. Jako niegodny kapłan nie zapomniałem prosić Boga za Waszą Królewską Wysokość i w przyszłości będę to czynił, żywiąc te uczucia, którymi wzbogacił mnie Wszechmogący Bóg, aby obdarzył Waszą Wysokość zdrowiem duszy i ciała, i aby zachował Wasze królowanie. Na koniec z pokorą składam Waszej Wysokości najgłębszy hołd. Asyż, 26 sierpnia 1650 r.”.

O. Jan Hernik

Źródło;//niedziela.pl/artykul/19221/nd/Watki-polskie-w-zyciu-sw-Jozefa-z

 

 


 

Najważniejsze bitwy za panowania Jana Kazimierza Wazy

https://twojahistoria.pl/encyklopedia/jan-kazimierz-waza-krol-polski-1648-1668/

Jak pokonaliśmy wroga pod Beresteczkiem 1651

https://www.youtube.com/watch?v=JqrQ7I703WE

 

 

Kiedy wielkie nieszczęścia zaczęły coraz bardziej nękać kraj, Jan Kazimierz wspomniał swego przyjaciela, pisząc doń o swych troskach: „Wielebny Ojcze! W zeszłym roku doświadczyłem szczególnej opieki Bożej w cudownym zwycięstwie, jakie Boska Dłoń odniosła nad niezliczoną liczbą barbarzyńców, nieprzyjaciół Wiary Świętej. Po zawarciu pokoju z rebeliantami, ci uparci w swej przewrotności znowu napadli na to królestwo i zupełnie rozbili wojska, które mieliśmy dla bezpieczeństwa granicy. Mamy podstawy obawiać się, że w kilka tygodni zdobędą bez oporu wszystkie prowincje. Sądzę, że to z powodu naszych własnych grzechów i grzechów naszego narodu Boska Sprawiedliwość pragnie zesłać na nas tę karę. Niech dobry Ojciec zechce w żarliwości i miłości ducha błagać Boski Majestat, aby uwolnić raczył królestwo od barbarzyńców i okrutnego ucisku niewiernych i odwrócić w swej dobroci ów sprawiedliwy bicz Boży, i dać nam i naszym poddanym łaskę nawrócenia nas samych i naprawienia tego zła, które gniew Boży poruszyło, aż do zesłania na nas kary. Polecam Ojcu wśród tych niebezpiecznych zamieszek naszą Królową, pragnąc, aby w modlitwach polecił ją Bogu w czasie, gdy my niebawem wyruszymy z wojskiem w pole dla powstrzymania zuchwałości tak przewrotnych nieprzyjaciół. Ale przede wszystkim niech ma Ojciec w pamięci zdrowie naszej duszy, dla której żadna udręka nie jest pożądana. A Pan niech wzbogaca Ojca swoją świętą łaską”. Król dopisał jeszcze ręką własną: „Ojcze mój, módl się za, mnie, a zwłaszcza za moją duszę”. Na ten list z 24 czerwca 1652 r. Święty odpisał 14 lipca: „Ja niegodny kapłan nie zapominam o obowiązku modlitwy do Boga w intencji dobrych zamiarów Jego Królewskiej Mości, za Królową i Królestwo, aby Bóg udzielił wszystkich potrzebnych do rozwoju Świętej Wiary łask, za Jego Królewską Osobę i zachowanie całego narodu, ku większej chwale Bożej. Niech się spodoba Bogu wysłuchanie tych próśb. Nędzny robak na tej ziemi, brat J”.
Wymiana listów zarówno ze Stolicą Świętą, jak i z Asyżem była bardzo ożywiona. Kard. Brancatipodaje: „W minionym czasie król wciąż pisywał do brata Józefa, który udzielał mu rad i umiał opowiedzieć wszystko o tym, co dzieje się na wojnie. Wiedziałem o tym, gdyż byłem wtedy sekretarzem zakonu i listy, które brat Józef pisał do Króla, oglądaliśmy wcześniej, tj. Ojciec Generał i ja”. Oto odpowiedź Świętego: „Chciałbym, chociaż nie jestem godzien, rozpalić się duchem mojego Ojca Franciszka, aby błagać Boga o pomoc w potrzebach Jego Królewskiej Mości, narodu polskiego, o wywyższenie Świętej Wiary i pomnożenie chwały Bożej, a jako niegodny kapłan nie zaprzestanę nigdy prosić w Świętej Ofierze Mszy, gdzie jest prawdziwy i żywy Bóg, aby podtrzymywał Was Jego Boską mocą. Niech Bóg mnie wysłucha w swojej dobroci. Pozdrawiam Jego Królewską Mość razem z Królową i polecam Najświętszej Dziewicy. Proszę wybaczyć mi, nędznemu i niegodnemu kapłanowi, jeśli pismo mam niewyraźne, ale zapewniam Was, iż troska moja o zdrowie duszy Waszej i Królowej jest mi tak droga, jak o moją własną duszę nędznego grzesznika. Asyż, 4 sierpnia 1652 r.”. 
Pragnąc uzyskać od przewodnika duchowego pocieszającą przepowiednię, Jan Kazimierz wysłał umyślnie do Asyżu biskupa krakowskiego Piotra Gembickiego, który dotarł do Świętego Konwentu 15 stycznia 1653 r. Ojciec Józef udzielił niezbyt zachęcającej, choć jasnej odpowiedzi: „Niech się kieruje dobrym sercem i niech się nie lęka, ale niech powierza się Tej, której Wizerunek miał w swoim namiocie”.Był to obraz Madonny z Częstochowy, do której władca zwracał się często w modlitwie razem ze swym ludem podczas burz wojennych. Wiadomość z Polski o zwycięskim zdobyciu Warszawy ucieszyła franciszkanina. Nie pozostały wprawdzie żadne listy królewskie pisane do Asyżu po roku 1653, monarcha zachował jednak głęboką pobożność i pewnego rodzaju czułą wdzięczność wobec św. Józefa z Kupertynu, który nie ustawał w modlitwach za niego. Kiedy prowincjał Transylwanii, o. Ottavio Lelli, przejeżdżał przez Warszawę w roku śmierci Świętego (17 IX 1663 r.) i odwiedził zamek, królowa zapewniała go, że jej małżonek „okazuje wielki szacunek dla ojca Józefa, gdyż wszystko, co ten mu przewidział, spełniło się”. Po wielu strapieniach i troskach zrzekł się tronu na Sejmie w Warszawie, by ostatnie cztery lata przeżyć u św. Germana w Prati, gdzie starał się zapomnieć o przepowiedni Brata Mniejszego o „królu strapionym i zatroskanym”.

O. Jan Hernik

Źródło://niedziela.pl/artykul/19663/nd/Watki-polskie-w-zyciu-sw-Jozefa-z

 

 

 

Modlitwa do świętego Józefa z Kupertynu (dla studentów i zdających egzaminy):

Święty Józefie z Kupertynu, Przyjacielu studentów i Orędowniku zdających egzaminy, przychodzę, by błagać o Twoją pomoc w moich studiach (moich egzaminach). Ty wiesz, z Twego osobistego doświadczenia, jak wielki niepokój towarzyszy trudowi studiów (zaangażowaniu w egzaminy) i jak łatwo popaść w niebezpieczeństwo zagubienia intelektualnego lub zniechęcenia. Ty, który byłeś wspierany cudownie przez Boga w studiach i w egzaminach, aby zostać dopuszczonym do święceń kapłańskich, wyproś u Pana światło dla mojego umysłu i siłę dla mojej woli. Ty, który w tak konkretny sposób doświadczyłeś matczynej pomocy Maryi, Matki Mądrości, proś Ją za mnie, żebym mógł przezwyciężyć szczęśliwie wszystkie trudności w studiach (w najbliższych egzaminach). Łączę moją ufność w Twoją opiekę z mocnym postanowieniem, by żyć jak człowiek naprawdę wierzący. Amen.

 

“Ioannes Casimirus Rex” mówiono o nim “Initium Calamitatis Regni”

 

Ioannes Casimirus, Dei Gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, Russie, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Livoniae, Smolenscie, Severiae, Czernichoviaeque; nec non Suecorum, Gothorum, Vandalorumque haereditarius rex etc.

 

Podczas sejmu w 1661 roku Jan Kazimierz w czasie przemówienia argumentował sens przeprowadzenia elekcji vivente rege i trafnie wtedy przepowiedział rozbiory Polski (tzw. przepowiednia Jana Kazimierza). Mówił bowiem:
Moskwa i Ruś odwołają się do ludów jednego z nimi języka i Litwę dla siebie przeznaczą; granice Wielkopolski staną otworem dla 
Brandenburczyka, a przypuszczać należy, iż [ten] o całe Prusy certować [starać się] zechce, wreszcie Dom Austriacki spoglądający łakomie na Kraków nie opuści dogodnej dla siebie sposobności i przy powszechnym rozrywaniu państwa nie wstrzyma się od zaboru[6]. Powtórzył podobne słowa w czasie sejmu abdykacyjnego.

Źródło;https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_II_Kazimierz_Waza

 

 

Jan II Kazimierz Waza (1609–1672), król polski. Ur. 22 III w Krakowie, syn Zygmunta III, króla polskiego, i Konstancji z Habsburgów. Słabego zdrowia, rozpieszczony zrazu przez matkę, dostał się następnie pod opiekę surowej Urszuli Mayerin, której twarda ręka dała mu się tak we znaki, że już jako młodzieniec myślał o opuszczeniu dworu ojcowskiego. Nauczycielami Jana Kazimierza byli: ks. Prewancjusz, jezuita P. Rudnicki i woj. poznański Jan Ostroróg. Nie rozbudzili oni u niego szerszych zainteresowań intelektualnych, za to wychowali go na skrupulatnego katolika. Z języków obcych poznał łacinę, język niemiecki, włoski i francuski. W r. 1632 po śmierci ojca J. K. gotów był objąć rządy w Polsce na wypadek, gdyby jego bratu Władysławowi udało się odzyskać koronę szwedzką.Ponieważ te gabinetowe plany spaliły na panewce, J. K. popierał brata w czasie bezkrólewia. Skoro zaś Władysław został królem, J. K. począł używać dawno upragnionej wolności, okazując wówczas swe główne cechy charakteru: niestałość i zmienność. Wziął kolejno udział w wyprawie przeciw Rosji w r. 1633, a dwa lata później w wojnie 30-letniej, walcząc w charakterze pułkownika cesarskiego na pograniczu niemiecko-francuskim. W r. 1637 wyprawił go Władysław jako posła do Wiednia, by tam w jego zastępstwie poślubił Cecylię Renatęi odwiózł ją do Polski. W związku z tym zbliżeniem się do Habsburgów wyruszył J. K. w r. 1638 do Hiszpanii, by tam objąć stanowisko admirała hiszpańskiego i wicekróla portugalskiego. W czasie tej podróży, gdy lekkomyślnie zatrzymywał się w portach południowej Francji pozostającej w wojnie z Hiszpanią, został aresztowany (maj 1638), zatrzymany w więzieniu kolejno w Salon, Sisteron, wreszcie Vincennes pod Paryżem. Dopiero w lutym 1640 r. został na interwencję Rzpltej, która również udzieliła żądanych przez Francję gwarancji, wypuszczony na wolność. Wróciwszy z tej nieudanej eskapady do Polski, przebywał w ojczyźnie do maja 1643 r., kiedy z kolei udał się do Włoch. Tam nieoczekiwanie wstąpił do zakonu jezuitów w Loretto. Jednakowoż roczny pobyt w charakterze braciszka w zakonie wystarczył, by mu obrzydzić życie zakonne i skłonić do podjęcia starań o honorowe wyjście na świat. Istotnie w r. 1645 po uzgodnieniu sprawy z bratem opuścił zakon, otrzymując niedługo potem kapelusz kardynalski. Rychło jednak zrzekł się i tej godności, opuścił Rzym i udał się do Polski, gdzie z czasem począł myśleć o małżeństwie.

Wiadomość o śmierci Władysława zastała go we Wiedniu, skąd wrócił natychmiast do kraju. Nie zrażając się ciężką sytuacją państwa, nie bacząc na starania o tron starszego brata Karola Ferdynanda, wszczął J. K. gorączkowe, nie zawsze fortunne i korzystne dla państwa starania w celu zapewnienia sobie korony polskiej. Dzięki poparciu Jerzego Ossolińskiego, kanclerza w. kor., i królowej wdowy Ludwiki Marii Gonzagi, której obiecał małżeństwo, wreszcie dzięki wycofaniu się Karola Ferdynanda został J. K. bez trudu wybrany królem 20 XI 1648 r. i ukoronowany 17 I 1649 r. w Krakowie. Uzyskawszy następnie odpowiednią dyspensę, ożenił się w maju 1649 r. z Ludwiką Marią.

W ówczesnej ciężkiej sytuacji państwowej J. K., ulegając wpływom J. Ossolińskiego, oświadczył się za polityką porozumienia z B. Chmielnickim, licząc się z tym, że z czasem uda mu się pozyskać go do wspólnej walki z Turcją. Nierealność tej polityki okazała się już w r. 1649, jednak J. K. trwał jeszcze jakiś czas przy tej koncepcji, skoro jednak wojna z powstańcami ukraińskimi odżywała, stawał na czele wojsk polskich i w prowadzonych przez siebie kampaniach dawał dowody zarówno osobistego męstwa(Zborów 1649), jak i pewnych uzdolnień strategicznych (Beresteczko 1651). Zdarzało się jednak, że upór i błędne koncepcje strategiczne króla wprowadzały wojska polskie w ciężkie sytuacje (Żwaniec 1653). W polityce ogólnoeuropejskiej J. K. reprezentował co najmniej do połowy swych rządów kierunek pro-austriacki, zgodnie ze swą wypowiedzią z r. 1648, kiedy to stwierdził wobec ambasadora austriackiego F. Lisoli: «se esse verissimum Austriacum». Dopiero w czasie wojny ze Szwecją zaobserwujemy u króla zwrot ku Francji. W stosunkach ze Szwecją król, marzący jeśli już nie o tronie szwedzkim, to co najmniej o jakiejś sowitej zapłacie za swe pretensje, nie przyspieszał rokowań o przedłużenie rozejmu i w pewnym stopniu wpływał hamująco na rokowania prowadzone w Lubece przez dyplomatów polskich.

W stosunkach wewnętrznych dążył J. K. wyraźnie, aczkolwiek nie zawsze konsekwentnie, do wzmocnienia władzy monarszej. Początkowo próbował rządzić w oparciu o nowych, mianowanych przez siebie senatorów, których zobowiązał specjalnymi rewersami do respektowania «woli królewskiej» i interesów «domu królewskiego». Na tej drodze wprowadził król istotnie do senatu niektórych ludzi zdolnych i rozsądnych, jak kanclerza S. Korycińskiego i M. Prażmowskiego, istotnego jednak celu nie osiągnął. W poszczególnych przypadkach sam król wprowadził do senatu swych późniejszych przeciwników lub ludzi bez wartości, jak K. Grzymułtowskiego i H. Radziejowskiego. Z czasem też wśród senatorów poczęto mu zarzucać, że rządzi nie oglądając się na senat. «Cudowny to pan – pisał Jan Leszczyński – że mu się nigdy senatu jego rada nie podobała, tylko pokojowych młodych». Podobnie nie udały mu się początkowo próby uleczenia parlamentaryzmu polskiego na drodze nie tyle reform, ile stwarzania precedensów prawnych. Po pierwszym liberum veto na wiosennym sejmie w r. 1652 z czasem sam król sięgnie do tej broni i zerwie przez swych stronników pierwszy sejm w r. 1654. W przededniu też wojny szwedzkiej zaistniał głęboki rozdźwięk między szlachtą a królem. Jan Leszczyński przepowiadał o królu: «i on i my zginiemy, initium zguby od niego». Toteż kiedy z chwilą wybuchu wojny szwedzkiej król stanął na czele pospolitego ruszenia województw centralnych, wnet poczuł się niezbyt pewnie w otoczeniu swych poddanych i po niepowodzeniach wojskowych, po zdradach całych województw poszukał schronienia z nielicznymi wiernymi mu senatorami na Śląsku, gdzie niezbyt życzliwie przyjęty przez władze cesarskie znalazł schronienie u swego prywatnego znajomego Oppersdorfa w Głogówku(17 X 1655). W pierwszych chwilach po opuszczeniu Polski pod wrażeniem sukcesów odnoszonych przez Szwedów J. K. popadł w depresję i myślał nawet o rokowaniach ze Szwedami, do czego nakłaniali go zaniepokojeni senatorzy z jego otoczenia. Na wieść jednak o szerzącym się w Polsce powstaniu ludowo-szlacheckim J. K. podniósł głowę i zwoławszy senatorów do Opola wydał 20 XI 1655 r. znany uniwersał do narodu, w którym wzywał wszystkie stany do powstania przeciw Szwedom. W drugiej połowie grudnia t. r., dowiedziawszy się, że wojsko zamierza odstąpić Szwedów, wybrał się do Polski i przez Słowaczyznę, potem Podkarpacie dotarł do Lwowa, gdzie przebywał do wiosny 1656 r., obserwując przebieg kampanii z Karolem Gustawem prowadzonej przez mianowanego nowego regimentarza Stefana Czarnieckiego. Wówczas widząc, z jakim zapałem chłopi biorą udział w wojnie z wrogiem, ślubował we Lwowie 1 IV 1656 r. Matce Bożej Królowej Polski porzucenie grzechów i reformy społeczne.

To właśnie św. Józef z Kupertynu, będący gorącym czcicielem Maryi, doradził królowi Janowi Kazimierzowi, aby w dramatycznym dla historii Polski okresie potopu szwedzkiego powierzył kraj Matce Bożej.

Źródło;//mimj.pl/media/spotkanie/NS2014/Adoracjempdf/sw_JOZEF_Z_KUPERTYNU.pdf

 

Król całe państwo RON oddał  we władanie NMP, także ślubował ulżyć doli chłopa polskiego.

KALENDARZ HISTORYCZNY 1.IV ŚLUBY LWOWSKIE JANA KAZIMIERZA

https://www.youtube.com/watch?v=CFunS7nTnOo

Dr hab. Włodzimierz Osadczy Śluby Lwowskie króla Jana Kazimierza

https://www.youtube.com/watch?v=VanprVOvYD0

360 rocznica Ślubów Jana Kazimierza we Lwowie

https://www.youtube.com/watch?v=8_HZafIKW90

 

Śluby te powtórzył następnie król latem t. r. pod Warszawą. W czasie dalszej wojny ze Szwedem król nie oszczędzał się, uczestniczył w oblężeniu Warszawy 30 V – 1 VII 1656 r., dowodził w bitwie pod Warszawą 28 – 30 VII 1656 r., brał udział w oblężeniu Krakowa 24 VI – 23 VIII 1657 r. i Torunia 26 IX – 23 XII 1658 r., występował czynnie na posiedzeniach senatu i rad wojennych, wreszcie pilnował negocjacji prowadzonych kolejno z cesarzem, Rosją, Danią i Brandenburgią, w końcu nadzorował rokowania pokojowe prowadzone za pośrednictwem Francji w Oliwie. W r. 1657 J. K., obserwując samolubną politykę Austrii i ulegając Ludwice Marii, zbliżył się do Francji i w znacznym stopniu związał politykę Polski z tym państwem.

Równocześnie interesował się król żywo sprawami wewnętrznymi Polski. Brał pilny udział w pracach sejmów w r. 1658 i 1659. Na pierwszym z nich, wprawdzie pod naciskiem kleru, zgodził się na powzięcie uchwały o wygnaniu arian z Polski, równocześnie jednak pchnął poważnie naprzód prace mające na celu naprawę polskiego ustroju parlamentarnego. W tym samym czasie prowadzono, za aprobatą króla, a pod przewodnictwem królowej, akcję mającą na celu przeprowadzenie zaraz po wojnie elekcji vivente rege księcia francuskiego Henryka Juliusza Bourbon, ks. d’EnghienObie te akcje miały na celu wzmocnienie władzy naczelnej w Polsce, przy czym jednak król, zdając sobie sprawę z niechęci, z jaką szlachta odnosi się do rządów absolutnych, usiłował ją przekonać, że nie myśli o absolutyzmie na modłę francuską. Prace prowadzone nad reformą ustroju Polski były poważne, wobec jednak braku źródeł niepodobna ustalić, jaki udział brał w nich król. Gdy jednak ostatecznie na konwokacji w r. 1660 szlachta i magnateria oświadczyły się przeciw reformom, J. K., którego nie cechowała wytrwałość, przestał tę sprawę forsować.Podobnie zniechęcił się do sprawy elekcji vivente regezwłaszcza gdy sejmiki wiosenne 1661 r. wypowiedziały się przeciw niej. Wprawdzie na sejmie w t. r. poparł jeszcze sprawę elekcji, ale gdy i wówczas sprawa napotkała na poważną opozycję, zniechęcił się do niej. Odtąd też jedynie królowa była głównym motorem dalszych poczynań w tej dziedzinie. Skoro w r. 1661 niepłatne wojsko zawiązało konfederację i następnie nawiązało kontakt z partią staroszlachecką i jej przywódcą marszałkiem J. Lubomirskim, J. K. gotów był użyć przeciw wojsku Kozaków i Tatarów. Na szczęście jednak w r. 1663 zdołał dwór dojść do porozumienia z wojskiem w sprawie należnych mu sum, po czym rozwiązano konfederację. Wówczas to wobec tego, że rząd polski nie doszedł do porozumienia z Rosją, z którą walczono z przerwami od r. 1654, zdecydował się król na objęcie naczelnego dowództwa w wyprawie skierowanej w głąb Rosji (1663/4), rachując, że sukcesy odniesione w tej kampanii wzmocnią jego autorytet i ułatwią realizację snutych nadal przez królowę planów elekcyjnych. Wyprawa ta dotarła aż pod Siewsk, jednak ostatecznie skończyła się niepowodzeniem.Po powrocie z niej J. K. zdecydował się w celu złamania opozycji na pozwanie przed sąd sejmowy w r. 1664 przywódcę opozycji Jerzego Lubomirskiego pod zarzutem zdrady stanu. Gdy skazany przez sąd Lubomirski wszczął w r. 1665 przy pomocy skonfederowanego wojska rokosz, J. K. wyruszył na czele wiernych mu oddziałów przeciw banicie. Trwająca przeszło rok wojna domowa, w czasie której poważna część szlachty stanęła po stronie rokoszanina, dała się królowi mocno we znaki«Gorsza to rzecz od śmierci mieć do czynienia z takimi ludźmi – pisał do królowej. – Stało się: wszedłem raz w ten taniec, ale nie wiem, jak się zeń wydobędę». Klęska poniesiona z rąk rokoszanina pod Mątwami w r. 1666, jeśli wierzyć świadkom, dotknęła go mocno. Ponieważ układ zawarty następnie przez króla z rokoszaninem pod Łęgonicami 31 VII 1666 r. zobowiązał go do wyrzeczenia się myśli o elekcji vivente rege, począł król myśleć o abdykacji, by ułatwić elekcję Francuza. Śmierć królowej w r. 1667 sprawiła, że abdykacja J-a K-a uległa zwłoce i została zrealizowana dopiero w jesieni 1668 r. Ostatnie miesiące rządów króla były wypełnione sporami ze szlachtą. Doszło do tego, że na pierwszym sejmie w r. 1668 J. K. wręcz oświadczył szlachcie: «Podobno tęskno waszmościom, że tak długo na tronie siedzę, wierzcie, że i mnie drugie tyle z wami». Formalna abdykacja miała miejsce 16 IX 1668 r.

Następne po abdykacji miesiące spędził J. K. w Polsce, porządkując swe sprawy finansowe. Dn. 30 IV 1669 r., molestowany do ostatniej chwili przez swych wierzycieli, opuścił stolicę, udając się do Krakowa i do Żywca. Doczekawszy się tam elekcji Michała Korybuta, wyjechał z kolei przez Śląsk i Niemcy do Francji, gdzie Ludwik XIV zapewnił mu dochody z ośmiu opactw, w tym opactwa St. Germain des Près. Dochody z tych beneficjów miały królowi zapewnić utrzymanie, podczas gdy prowizja uchwalona przez sejm polski miała być obracana na pokrycie długów królewskich. Pobyt we Francji od połowy listopada 1669 r. wypełniał król dewocją, życiem towarzyskim, podróżami do kąpiel, wreszcie targami z władzami polskimi o wypłatę należnej prowizji. Sprawami polskimi interesował się bardzo, do końca prowadząc korespondencję z magnatami, głównie z T. Denhoffem. Podobno wiadomość o zdobyciu Kamieńca w r. 1672 przyczyniła się do jego śmierci.

 

Fortyfikacje Kamieńca Podolskiego przedstawia dr Jan Przybył

https://www.youtube.com/watch?v=_4ErGUJejR4

 

 

Pod koniec życia począł J. K. myśleć o powrocie do Polski, ale na przeszkodzie stanęła choroba w jesieni 1672 r. Zmarł 16 XII 1672 r. w miejscowości Nevers, spisawszy testament, w którym zapisał majątek siostrze swej żony, Annie.Ciało jego pogrzebano początkowo w Nevers, by je z czasem przewieźć do Polski, gdzie je uroczyście pochowano 31 I 1676 r. w podziemiach Wawelskiej katedry. Serce znajduje się do dnia dzisiejszego w kościele St. Germain des Près w Paryżu.

 

Król Jan II Kazimierz kościół Saint-Germain-des-Prés

https://www.youtube.com/watch?v=yzLOxJ9-Xak

 

Mniej zdolny od swego królewskiego brata, średnio wykształcony J. K. nie był jednostką wybitną. Ze wszystkich też polskich Wazów może w najmniejszym stopniu opiekował się sztuką, aczkolwiek w pałacu swym, zwłaszcza w okresie przed wojną szwedzką, gromadził obrazy i przedmioty rzemiosła artystycznego. Na scenie teatru zamkowego grywano wprawdzie sztuki teatralne, m. in. „Cyda” CorneiIle’a, w porównaniu jednak z czasami jego poprzednika musimy i w tej dziedzinie zanotować regres. Przy licznych wadach swego usposobienia był jednak J. K. w gruncie rzeczy człowiekiem dobrym, chociaż wobec swej porywczości i kapryśności potrafił dotknąć nawet bliskich, oddanych sobie ludzi. Przez cały czas swego panowania, zwłaszcza w drugiej połowie swych rządów, znacznie ulegał wpływowi królowej. Uległość ta była wynikiem tego, że królowa była silniejszą indywidualnością, a król człowiekiem słabym, który, jak to zauważył poseł brandenburski Jan Hoverbeck, wolał królowej «wreszcie ustąpić, niż żyć w ustawicznej niezgodzie». Mimo to że J. K. popadał niejednokrotnie w zatarg ze szlachtą, cieszył się jednak wśród niej, zwłaszcza w kołach wojskowych pewną popularnością.Ciepło pisze o nim J. Pasek, serdecznie też wspominali go już po jego abdykacji żołnierze, pisząc w instrukcji z r. 1671: «nie wygasną z serc naszych widziane i dzielone przez wodza z żołnierzem za całość ojczyzny w tak wielu okazyjach prace, dzieła odwagi i heroiczne czyny, przykrości pogody ponoszącego, w bezsennych nocach z żołdatem prawie na nagiej rozłożonego ziemi, równo z prostym żołnierzem w krwawych bojach, w każdej godzinie fortunę wyzywającego». W tym samym piśmie nie wahali się też z przesadą nazywać go ojcem ojczyzny, najlepiej zasłużonym monarchą narodu polskiego.

Prof. Władysław Czapliński

Źródło; //www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/jan-ii-kazimierz-waza

 

 

 



 

 

Święty Józef z Kupertynu unosił się w powietrzu. Czym był ten Boży znak dla jego współczesnych, a czym może być dla nas dzisiaj. Pytamy o to o. Mateusza Stachowskiego OFMConv.

 

Fronda.pl: Proszę Ojca, ojciec jest franciszkaninem konwentualnym, tak jak św. Józef z Kupertynu. Czy to znaczy, że ojciec również unosi się nad ziemię?


Co nieco tak (śmiech). Staram się nie trzymać głowy w chmurach, ale samo życie zakonne jest oczywistym odrywaniem się od ziemi, od tego, co związane tylko z tą rzeczywistością, którą widać. Za wezwaniem św. Pawła staram się szukać tego, co w górze. Każda spowiedź jest wznoszeniem się, każda Eucharystia unosi do Pana Boga. Każdy upadek kończy się podniesieniem się dzięki łasce, więc chyba można powiedzieć, że od czasu do czasu unoszę się nad ziemię.

Ale to, o czym Ojciec mówi, jest to powiedziane w kategorii duchowej. Natomiast Jego współbrat, św. Józef z Kupertynu na serio unosił się w powietrzu. Ja chcę rozmawiać o tym co ludzie widzieli.

Unoszenie się św. Józefa było darem Pana Boga, charyzmatem. I tak jak każdy dar pochodzący od Stwórcy ma do Niego odnosić. Zatrzymanie się tylko na tym, co widoczne dla oczu jest zatrzymaniem się w połowie drogi, co prowadzić może do rozminięcia się z Dawcą. To co widzialne staje się więc znakiem tego, czego nie widać. Podobnie było np. z darem stygmatów, które otrzymał św. Ojciec Franciszek czy św. o. Pio - one były zewnętrznym znakiem działania Boga w ich życiu. Lewitacja św. Józefa z Kupertynu jest znakiem, trudniejszym do odczytania, ale jak się pozna dokładniej jego życie i ideały, stanie się to dla nas jasne.

 

Jak to było?

Ta historia jest z XVII wieku. Ten święty urodził się 17 czerwca 1603, i właściwie od pierwszych dni Bóg obdarzył go łaską naśladowania siebie, ponieważ z powodu ubóstwa rodziców Józef narodził się w stajni. Jego ojciec był stolarzem. W dzieciństwie poważnie chorował i został z tej choroby cudownie uzdrowiony. Wychowywany był w surowej atmosferze pracy i modlitwy. Tak jakby nowicjat przeżywał już w dzieciństwie. Jego droga była franciszkańska, ale nie od początku był franciszkaninem konwentualnym. W 1620 r. został przyjęty jako "brat świecki" do kapucynów pod imieniem Stefan. Później przeniósł się do grona "braci świeckich" u Braci Mniejszych Konwentualnych, choć kilka razy odmawiano mu przyjęcia do wspólnoty. Miał wielkie kłopoty z nauką. Wreszcie po koniecznych etapach formacji w 1628 r. przyjął święcenia kapłańskie. Zanotowano, że 4 października 1630 r. - w czasie procesji w uroczystość św. Franciszka - przydarzyła mu się pierwsza lewitacja.

 

Na serio?

Świadków było bardzo wielu. Stało się to, gdy do kościoła w Kupertynie wchodziła procesja. On jako kapłan miał odprawiać nabożeństwo. Wówczas uniósł się nad ziemię na wysokości pulpitu, co w oczywisty sposób wszystkich zaszokowało. Ale tak naprawdę to co w życiu św. Jana było bardzo na serio, to była jego głęboka modlitwa. To ona była tym zasadniczym uniesieniem, a przejawy widzialne, spektakularne, to był mały znak jego  wewnętrznego przebywania z Bogiem.

 

Może udawał?

No, gdyby udawał, to musiałby być doskonałym udawaczem, żeby unosić się kilkanaście minut wysoko nad ziemią. Ale mówiąc poważnie o udawaniu nie ma mowy. Trudno byłoby znaleźć jego motyw. Tym bardziej, że dar lewitacji był dla samego zakonnika bardzo uciążliwy. Sam pragnął ciszy, bycia sam na sam z Bogiem, a cudowne dary w oczywisty sposób ściągały ciekawskich. W pewnym momencie otrzymał nawet zakaz latania od przełożonych i stąd przydzielono mu w Asyżu kaplicę, gdzie sufit był ledwie nad jego głową. A Sacro Convento jest zachowane miejsce, gdzie Józef odprawiał Mszę św.  On nie lubił tych ostentacyjnych przejawów łaski, które narażały go na ciekawość ludzi. Nieraz modlił się do Pana, aby ten odebrał mu te dziwaczne  przejawy zewnętrzne. Wola Boga była jednak inna. Nie udawał swojego głębokiego życia duchowego, bo tego nie da się udawać przed ludźmi. Ludzie w kontakcie z nim widzieli coś szczególnego, chętnie się u niego spowiadali, odczuwali owoce jego modlitwy. Miał u ludzi za życia opinię świętości wynikającą z obserwacji jego świętego pokornego zakonnego życia. Byłby świętym nawet gdyby nie było w jego życiu tych szczególnych znaków, ponieważ one nie są do świętości konieczne.

 

A co na to inkwizycja?

To oczywiste, że inkwizycja badała jego sprawę i na pewno wiązało się to z cierpieniem dla tego zakonnika, jak i dla całego zakonu. Przesłuchania, zatrzymania Świętego Oficjum na pewno nie należały do przyjemności. W końcu jednak inkwizytorzy, przekonani zwłaszcza pokorą zakonnika uznali, że te dary pochodzą od Boga. Dla uniknięcia sensacji zalecili mu odosobnienie. W tym odosobnieniu mógł się jednak spotykać i udzielać porad duchowych. Po poradę duchową przybywał do niego sam papież, a także kardynałowie, a także możni tego świata, w tym późniejszy król Polski, Jan Kazimierz. Warto też wspomnieć, że biskup poznański Andrzej Szołdrski był tak zafascynowany postawą św. Józefa, z którym spotkał się w Asyżu, że ufundował franciszkanom kościół i klasztor w Poznaniu w 1644 r. Co jeszcze ciekawsze ustanowił franciszkanina kaznodzieją katedralnym w Poznaniu. Takie było niezwykłe oddziaływanie św. Józefa.

 

Czy walczył z szatanem?

Franciszkanie od dawna byli egzorcystami. W naszym wileńskim kościele, który zwrócono nam po wielu latach starań i wciąż jeszcze jest w nim wiele do zrobienia, przy okazji odnawiania malowideł natrafiono na postać św. Bonawentury, który wypędza szatana. Jest to bardzo rzadki przypadek takiego przestawienia tego świętego.  
Wiele żywotów moich współbraci zawiera wątki o walce z szatanem. Historia św. Józef z Kupertynu też ją ukazuje. Proszę pozwolić, że zacytuję fragment miesięcznika Egzorcysta „Jeden z biografów Józefa, niejaki Bernini, pisał: „Demony nieustannie dręczyły Józefa w Asyżu – czy to wewnętrznymi pokusami, czy też zewnętrznymi, napadając na niego i chłoszcząc go”. Józef nie mógł w ciągu dnia przychodzić do miejsca, gdzie znajdował się grób św. Franciszka, gdyż było tam wielu ludzi, a on wypełniając nakaz Świętego Oficjum, musiał przebywać w ukryciu. Przychodził więc wieczorami. Pewnego razu, gdy modlił się przy grobie świętego, usłyszał, że ktoś idzie przez kościół, głośno stąpając po posadzce w podkutych blachą butach. Wraz ze zbliżaniem się tej osoby gasły światła w świątyni. W pewnym momencie nieznajomy rzucił się na Józefa, powalając go na ziemię i dusząc. Józef wezwał wstawiennictwa św. Franciszka i wtedy zapaliły się lampy, a napastnik zniknął. Nie na długo. Innego dnia, modląc się wieczorem w kościele, Józef zobaczył idącą w drewnianych chodakach postać, ubraną w zgrzebny płaszcz i trzymającą w ręku różaniec. Gdy Józef ją pozdrowił, myśląc, że to inny zakonnik, postać zrzuciła płaszcz, odsłaniając swoje koźle nóżki. Demon ścisnął Józefa, dusząc go, a po chwili z wielkim krzykiem zniknął, wyrażając swoje niezadowolenie z obecności zakonnika w tym klasztorze. Inny razem z celi, gdzie mieszkał Józef, dały się słyszeć krzyki i dziwne odgłosy. Zaniepokojony współbrat, sąsiad Józefa, pobiegł po przełożonego. Gdy razem zapukali do drzwi celi, otworzył im Józef, uspokajając, że nic się nie stało: to tylko był Szatan, który szukał zaczepki. Na pytanie, jak sobie z nim poradził, zakonnik odpowiedział, że wziął stułę i kilkakrotnie uderzył nią Szatana, który przyjął postać stworzenia. Po dotknięciu świętym przedmiotem, diabeł zniknął.” (Ks. Paweł Kłys, Latający zakonnik, Miesięcznik Egzorcysta, maj 2013, 31-33)

 

Jak obecnie wygląda kult św. Józefa z Kupertynu?

Józef zakończył swoją ziemską pielgrzymkę w nocy z 18 na 19 września 1663 r. w Osimo. 24 lutego 1753 r. papież Benedykt XIV ogłosił go błogosławionym, a 16 lipca 1767 r. papież Klemens XIII zaliczył go do grona świętych Kościoła. Najważniejszym miejscem gdzie czczony jest św. Józef jest sanktuarium franciszkańskie w Osimo, u stóp Apeninów. W 2013 r. obchodzony był jubileusz 350 rocznicy śmierci świętego. Tam również można zwiedzać „pokoiki”, w których św. Józef  był przez wiele mieszkał oraz odnowioną kryptę, gdzie spoczywają jego doczesne szczątki. Przechowywane są tam też inne pamiątki po nim, jak jego habit. Samo miejsce, gdzie dokonał swego żywota, to mały, drewniany pokoik, z dużą czaszką i napisem Memento Moriw miejscu, gdzie była głowa świętego. Jest patronem pilotów, uczniów i studentów, ale też skutecznym orędownikiem w wielu innych sprawach. W większości naszych franciszkańskich kościołów znajdują się relikwie czy obrazy świętego. Zwłaszcza w czasie sesji miejsca te gromadnie nawiedzają studenci, którzy cenią sobie wsparcie tego prostego franciszkanina. 
    

Rozmawiała Maria Patynowska

 

Modlitwa

Święty Józefie z Kupertynu, który umiłowałeś Ewangelię i Eucharystię, Święty radości, Nauczycielu modlitwy, Patronie studentów, przyjmij z miłością moją modlitwę. Ty, który w swoim życiu dzięki wielkiemu zaufaniu w Bożą pomoc zmierzyłeś się z wieloma trudnościami, wstaw się za mną przed Panem, aby udzielił mi łaski, której tak bardzo potrzebuję. Swoim przykładem pociągnij mnie, abym i ja potrafił wznieść się na wyżyny niebios świętości i abym wraz z Tobą dziękował Bogu za Jego nieskończoną dobroć i miłosierdzie. Niech Twoje wstawiennictwo wyjedna mi łaskę Boga, niech mi pomaga i wyprasza moc Ducha Świętego, która mnie podtrzyma na długiej drodze życia, abym, tak jak ty, pozostał wierny Ewangelii. Amen.

 

Źródło;//www.fronda.pl/a/o-darze-lewitacji-sw-jozefa-z-kupertynu,78656.html

 

 

 Kapłańskiej posłudze Józefa towarzyszyły też, obok nadprzyrodzonej mądrości, także inne zadziwiające dary. Św. Józef był człowiekiem rozkochanym w Chrystusie. Sposób, w jaki sprawował Eucharystię, zdradzał głębokie przeżywanie świętych Tajemnic i był nacechowany mistycyzmem. W czasie odprawiania Mszy Świętej jego ciało niemal nieustannie unosiło się nad ziemią. Często w taki mistyczny stan wprowadzała go zwykła modlitwa, a szczególnie rozważanie Męki Pańskiej. Wystarczyło, że usłyszał imiona Jezusa i Maryi i już zaczął lewitować. Z tego niezwykłego stanu (a jego świadkiem był nawet papież Urban VIII), mogło go wyrwać tylko polecenie przełożonego. Ekstazy te prawie zawsze miały identyczny przebieg: towarzyszył im przenikliwy krzyk, uniesienie się ciała o kilka centymetrów lub nawet kilka metrów nad ziemią oraz upojenie bądź pogrążenie w kontemplacji. Zapytany przez współbrata, co widzi, gdy doświadcza takiego stanu oderwania od zmysłów, odpowiedział prosto: "Cóż miałbym widzieć? Trwam w jedności z Bogiem". Bóg obdarzył "brata osła" również charyzmatami proroctwa i uzdrawiania, a także darem bilokacji. Nadto ciało świętego wydzielało przyjemny, intensywny zapach, który trwale przenikał jego habit oraz pomieszczenia, w których przebywał. 
Woń duchowa 

Św. Józef często widział ludzi pod postacią zwierząt, przedstawiających właściwy stan ich duszy. Odczuwał zapachy, których nikt nie czuł. Jeśli spotkał człowieka, którego sumienie było zbrudzone, mówił: "Wydzielasz straszną woń, idź się umyć". Po spowiedzi, o ile była ona szczera, czuł już inny zapach. 

Źródło;//www.przymierzezmaryja.pl/Sw--Jozef-z-Kupertynu,445,a.html

 

 

Ci, co twierdzą, że wszyscy święci podobni są do siebie, dowodzą, że ich zupełnie nie znają. Ten sam duch ogarnia i oświeca różne natury i ta właśnie jedność przy tej różnorodności, stwarza w rzeczywistości jakoby nowy wszechświat.

(…)

Życie jego wewnętrzne przedstawia zbiór zjawisk ekstatycznych i cudotwórczych, najróżnorodniejszych i najwznioślejszych, objawiających się w postaci, zdawałoby się, zupełnie pozbawionej wzniosłości. Pielęgnował muły, pracował jak zwierzę robocze, umiał zaledwie czytać, nazywał się bratem-osłem; nazywał się tak nie przez fałszywą pokorę. Jego prostota, cierpliwość, wygląd pospolity, dobroduszność, brak wykształcenia, jego przyzwyczajenie do wykonywania najprostszych zajęć niewolnika, dźwiganie ciężarów, jego ślepe posłuszeństwo, jego chód powolny, ze schyloną głową, wszystko to istotnie nadawało mu pewne cechy podobieństwa do osła; do podobieństwa tego dopomagał też trochę i upór, zwalczony przez posłuszeństwo i przekształcony przez światło nadprzyrodzone.

(…)

Ten człowiek, który nic nie umiał, nic nie rozumiał, który nie umiał porozumiewać się z innymi ludźmi, który niczego nie mógł się nauczyć, pozbawiony zupełnie przytomności umysłu, nauki oraz umiejętności ukrycia swoich braków i usterek, człowiek ten wychodził zwycięsko ze wszystkich egzaminów, ze wszystkich badań, ze wszystkich prób, którym go poddawano.

Zamiast widzieć ludzi takimi, jakimi są, pod ich postacią zwykłą i dla wszystkich widoczną, on widział ich często pod postacią zwierząt, przedstawiających właściwy stan ich duszy. Odczuwał wonie, których nikt nie czuł, wonie duchowe, które dla niego były materialne. 

(…)

Całe serce jego tonęło w postaci Madonny z Grotella. U stóp jej nadzwyczajny ten człowiek spędzał całe godziny, zatopiony w głębokim rozmyślaniu. Rozmyślanie stanowiło jego życie i to do tego stopnia, że nigdy, spełniając nawet najgrubsze roboty, nie mógł się od niego oderwać. Dzieckiem jeszcze będąc, w wieku, w którym nie mógł mieć pojęcia czym jest ekstaza, pozostawał zachwycony przez Ducha Bożego, w postawie prostej, a zadziwiającej zarazem, która mu zjednała przezwisko „otwartej gęby”. Gdy się pomyśli jak pospolitą była jego postać, gdy się pomyśli, że był „osłem”, zdumiewa nas to zestawienie rzeczy wprost przeciwnych, które cechują rzeczy Boskie w najbardziej zdumiewający sposób. Rzeczy Boskie cechuje zazwyczaj właśnie ten cudowny kontrast jedności w różnolitości.

W rzeczywistości „brat-osioł” unosił się w powietrzu jak ptak; w życiu żadnego Świętego zdolność ta nie doszła do tak wysokiego stopnia.

(…)

Burza zatopiła wszystkie prawie owce w małej wiosce. Zrozpaczeni pasterze przyszli do Józefa. Święty dotykał jedną owcę po drugiej, powtarzając: „W Imię Boga wstań” i owce jedna po drugiej ożyły. Jedna z nich powstała i upadła znowu, wtedy Józef głosem silniejszym, prawie że gniewnym zawołał: „W Imię Boga wstań i stój”. Innego znów dnia sprowadził owce do kaplicy św. Barbary. Przeskakując przeszkody, owce odbiegały od żyznego pastwiska, by się stawić na modlitwę, posłuszne wołaniu Świętego.

Zdarzało się, że św. Józef na sam dźwięk imienia Maryi lub Jezusa unoszony bywał w górę, nawet fizycznie. Ekstaza jego objawiała się często wielkim krzykiem, krzyk ten jednak nie przerażał, a stwierdzenie tego faktu miało wielkie znaczenie w procesie kanonizacyjnym. Kościół z niezmierną ostrożnością przystępuje do rozróżniania duchów. Duch św. daje poczucie bezpieczeństwa, nawet wśród przerażających pozorów; zły duch niepokoi nawet wśród pozornej ciszy.

Pewnego dnia don Antonio przechadzał się z Józefem po ogrodzie. „Bracie Józefie, rzekł, jakież Bóg dał śliczne niebo”. Józef wydał okrzyk, uniósł się w górę i klęknął na wierzchołku drzewa oliwnego. Gałązka poruszała się lekko, jakby na niej siedział ptak. 

Źródło;//www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/409

 

Konferencja - św. Józef z Kupertynu

https://www.youtube.com/watch?v=H0Xjt1xJozY

Kalendarium życia 
17 czerwca 1603 - narodziny Józefa w stajni z matki Franceschiny Panaca i ojca Felice Desa.

1620 - sierpień - przyjęty jako "brat świecki" do kapucynów pod imieniem Stefan.

1625 - przyjęty do grona "braci świeckich" u Braci Mniejszych Konwentualnych składających śluby zakonne.

19 czerwca 1625 - rozpoczęcie nowicjatu w Grotella.

3 stycznia 1627 - pierwsza tonsura w Nardo, przyjęcie święceń niższych - ostiariusza, lektoratu, egzorcysty i akolitatu.

27 lutego 1627 - święcenia subdiakonatu (pierwsze ze świeceń wyższych)

20 marca 1627 - święcenia diakonatu.

18 marca 1628 - święcenia kapłańskie.

4 października 1630 - pierwsza lewitacja.

18 września 1663 - Józef umiera w Osimo.

Źródło;//www.jozefcupertino.entro.pl/kalendarium_zycia-17-s.html

 

Sentencje św. Józefa z Kupertynu;

 

„W człowieku, który Go kocha, Bóg pozwala na
niedoskonałości, ponieważ i one mogą okazać się pożyteczne: ten kto potknie się
idąc, jakby jednym skokiem postąpił dwa kroki do przodu.”

 

„Jak zimą widać drzewa bez liści i bez owoców, tak niekiedy
temu, kto służy Bogu brakuje kwiatów łaski i owoców cnoty; lecz potem gdy
nadchodzi wiosna łaski Bożej znów wypuszcza pączki i staje się mocny.”

 

„Chętnie poniósłbym śmierć za wiarę, ale ponieważ nie jest
mi dane, pragnę ćwiczyć się w rezygnowaniu z własnej woli, co do prawdy stanowi
już pewien rodzaj śmierci. Posłuszeństwo jest niczym nóż, który zabija wole
człowieka, składając ją Bogu w ofierze: jest to nóż ofiary Jezusa Chrystusa,
który stał się posłuszny aż do śmierci”.

 

„Aby nas oszukać i wpędzić w próżność, zły duch niekiedy
podsuwa nawet sposoby służenia Bogu. Jeżeli chcesz iść pewnie nie odstępuj nigdy
od żywej wiary i posłuszeństwa, ponieważ ono pozwala walczyć ze złym tak by nie
mógł nas omamić.”

 

„Ileż wysiłku kosztuje otrzymanie ziarna! Żeby były dobre
zbiory, konieczna jest pracowitość i wytrwałość przeciw burzy rozmaitych pokus
i utrapień.”

 

„Jeśli do ognia włożysz mokre drewno, musisz dmuchać, a oczy
będą łzawić zanim się zapali. Tak samo ten, kto błaga Boga o łaskę: powinien
prosić, płakać i nie ustawać, aż Bóg obdarzy go wszystkim o co Go błaga.”


„Aby wybić wizerunek na monecie potrzeba wielu uderzeń młotem.
W swoich najbardziej umiłowanych, Jezus Chrystus odciska własne piętno poprzez
uderzenia młotem bólu i udręki”.

 

„Kto kocha, nigdy nie odpoczywa. Obawia się, że wciąż nie dość
miłuje, jest zazdrosny o obiekt swej miłości i im bardziej kocha, tym większy
jest jego niepokój. Ale niech się nie dręczy. Wszystko wytrzyma, ponieważ
kocha.”

 

Św. Paweł z Tarsu, Apostoł Narodów, mówi: „Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Według oceny ludzkiej niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to , co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.” (1 Kor 1, 26-29)

Źródło; //mimj.pl/media/spotkanie/NS2014/Adoracjempdf/sw_JOZEF_Z_KUPERTYNU.pdf

 

 

Śluby króla Jana Kazimierza Wazy we Lwowie 1056

https://www.youtube.com/watch?v=z-WA14Zz0tQ

 

 

 

Tekst Ślubów króla Jana Kazimierza, Lwów, 1 kwietnia 1656 r.

Wielka Boga-Człowieka Matko, o Przeczysta Panno! 

Ja, Jan Kazimierz, z łaski Twego Syna, Króla Królów i Pana mojego, i z Twojej łaski Król, u stóp Twoich Najświętszych na kolana padając, obieram Cię dzisiaj za Patronkę moją i moich państw Królową, i polecam Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje Królestwo Polskie z Księstwami: Litewskim, Ruskim, Pruskim, Mazowieckim, Żmudzkim, Inflanckim i Czernihowskim, jako też wojska obydwu narodów i wszystek mój lud. Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym Królestwa mego stanie Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego Rzymskiego Kościoła.

A ponieważ największymi dobrodziejstwy Twymi zobowiązany, czuję w sobie gorącą żądzę służenia Ci gorliwie z narodem, przyrzekam więc moim, ministrów, senatorów, szlachty i ludu imieniem, Tobie i Twemu Synowi, Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć Twoję wszędzie po krajach Królestwa Polskiego rozszerzać będę. Przyrzekam wreszcie i ślubuję wyjednać u Stolicy Apostolskiej, skoro tylko za przemożnym Twoim pośrednictwem wielkim Syna Twego miłosierdziem zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi a szczególniej nad Szwedami odniosę, aby dzień ten corocznie dla Ciebie i Syna Twojego, na zawdzięczenie łask wiecznymi czasy obchodzono i święcono, i dołożę z Biskupami Królestwa starania, ażeby moje obietnice przez ludy moje wypełnione były. 

Ponieważ zaś z wielką boleścią mego serca widzę, że wszystkie klęski, jakie w ostatnich siedmiu latach na moje Królestwo spadły, jako to: zaraza, wojny i inne nieszczęścia, zesłane zostały przez Najwyższego Sędziego jako chłosta za jęki i uciemiężenie chłopów, przyrzekam wiec ślubuję, że po odzyskaniu pokoju użyję ze wszystkimi Stanami wszelkich sposobów, ażeby lud mego Królestwa od wszelkich niesprawiedliwych ciężarów i uciśnienia uwolnionym został.

Spraw to, o Najmiłosierniejsza Królowo i Pani, abym do wykonania moich przedsięwzięć którymiś mnie sama natchnęła, łaskę Twojego Syna otrzymał! 

Król Jan II Kazimierz

Źródło;//krolestwonmp.pl/2014/09/14/ogloszenie-najswietszej-panny-krolowa-korony-polskiej-i-sluby-lwowskie-jana-kazimierza-1648-1668/#more-361

 

Juliusz Słowacki - Mazepa (1999)

https://www.youtube.com/watch?v=V5VlqV3-_ig

Mazepa (skrót dzieła i tekst sztuki )

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mazepa_(dramat)

Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska

https://www.youtube.com/watch?v=v2WjNN-nfGg

 

 

Poczet królów Polski

https://www.youtube.com/watch?v=MPWxJK_NZ4A

Rzeczypospolita Obojga Narodów Paweł Jasienica Tom I

https://www.youtube.com/watch?v=79vOwH2RH8w

Rzeczypospolita Obojga Narodów Paweł Jasienica Tom II

https://www.youtube.com/watch?v=Q_OIZSJ4RfM

Anarchia polska Paweł Jasienica Tom I

https://www.youtube.com/watch?v=7UCbbTVbVpI

Anarchia polska Paweł Jasienica Tom II

https://www.youtube.com/watch?v=rr_pt5U8Nh0

Dzieje Polski

https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Polski

Dynastia Wazów

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wazowie

30.IV SĄD NAD KRÓLEM ZYGMUNTEM WAZĄ

https://www.youtube.com/watch?v=BIt9LoxWVRU

Władysław IV Waza król, który podpalił Rzeczypospolitą

https://www.youtube.com/watch?v=_br2WGQPklc

23.VI KOKENHAUSEN 1601 - UDERZENIE "PIORUNA"

https://www.youtube.com/watch?v=7Kez6gPkc8I

Powstanie Bohdana Chmielnickiego

https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Chmielnickiego

Powstanie Chmielnickiego

//www.bliskopolski.pl/historia-polski/w-skrocie/1648-1657-powstanie-chmielnickiego/

Zgnieść Kozaków: Bitwa pod Żowninem 1638 (bunt kozaków nierejestrowych)

https://www.youtube.com/watch?v=4WbKhZMgdSA

10.VII 1649 r. HEROICZNA OBRONA ZBARAŻA

https://www.youtube.com/watch?v=mo1qJdAWZug

Legenda ZbarażaOd 10 lipca do 22 sierpnia 1649 r. (po klęskach pod Żółtymi Wodami i Korsuniem) broniła się tu około 15 - tysięczna armia koronna i oddziały prywatne.

https://www.youtube.com/watch?v=73kmuDYmeAE

1.VI BATOH 1651 - SARMACKI KATYŃ

https://www.youtube.com/watch?v=nwKF1wmaIJ0

18.VII 1651 - BUNT Aleksandra Kostki NAPIERSKIEGO

https://www.youtube.com/watch?v=cIsN0GzWEM8

Aleksander Kostka Napierski

https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Kostka-Napierski

29.VI(28 czerwca – 10 lipca 1651 roku) największa bitwa Rzeczypospolitej w XVII w

BERESTECZKO - PRZERAŻAJĄCE ZWYCIĘSTWO

https://www.youtube.com/watch?v=jPdb4pVEyg8

Bitwa pod Beresteczkiem (Największa bitwa w XVII w Europie „mogiły kozackie”)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Beresteczkiem

Sądny dzień kozaków

https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1635520,Bitwa-pod-Beresteczkiem-–-sadny-dzien-Kozakow

Beresteczko i implikacje

//www.kuriergalicyjski.com/historia/upamietnienia/74-bitwa-pod-beresteczkiem?showall=1

Bitwa pod Białą Cerkwią

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Białą_Cerkwią_(1651)

 

25. VI POGROM MOSKWY - POŁONKA 1660

https://www.youtube.com/watch?v=SGGT_v3MWdk

3.XI CUDNÓW 1660 - OSTATNIA WIKTORIA I RZECZPOSPOLITEJ NAD MOSKWĄ

https://www.youtube.com/watch?v=CYTImg-ziNo

Najazd Rakoczego

//cristeros1.w.interiowo.pl/crist/rekonkwista/najazd_rakoczego.htm

Przyczyny potopu szwedzkiego

//historia-polski.klp.pl/a-6204.html

Początek potopu szwedzkiego

//muzhp.pl/pl/e/14/poczatek-potopu-szwedzkiego

Potop szwedzki

https://pl.wikipedia.org/wiki/Potop_szwedzki

Potop szwedzki i Jasna Góra

https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/978174,Potop-szwedzki-powstrzymala-Jasna-Gora

25 VII UJŚCIE 1655 r - HAŃBA PANÓW BRACI

https://www.youtube.com/watch?v=jsrw5fqrsrY

16.IX 1658 r UGODA W HADZIACZU I UTRACONA SZANSA NA RZECZPOSPOLITĄ TROJGA NARODÓW

https://www.youtube.com/watch?v=osi0CXigjYA

16 IX 1658 r. Unia hadziacka (unia pobożnych życzeń ?)

https://www.youtube.com/watch?v=K6yNgEFqPdg

Historia Polski! O trzech zdrajcach

https://www.youtube.com/watch?v=C_SYboEXNiU

Chocim 11 XI 1673. Największa masakra w historii Polski.

https://www.youtube.com/watch?v=nXCqD2D3iwI

 

Prof. Władysław Serczyk „Na płonącej Ukrainie”

https://www.youtube.com/watch?v=BoGH6WaVDPA

 

 


 

Pierwsze wolne elekcje

https://www.muzicahot.co/download/pierwsze-wolne-elekcje.html

Prof. Jan Dzięgielewski: "Wolne elekcje viritim" cz. 1 wykład

https://www.youtube.com/watch?v=PyXlzBBl2fQ

Prof. Jan Dzięgielewski: "Wolne elekcje viritim" cz. 2 wykład

https://www.youtube.com/watch?v=GhtM-ojFYxo

Kazanie elekcyjne (x. dr Roman Kneblewski)

https://www.youtube.com/watch?v=5zf9iEsFs6Q

W jaki sposób Polska tak szybko stała się potęgą? (Andrzej Nowak

https://www.youtube.com/watch?v=9HhNwfQOeuk

Prof. Tomasz Panfil (KUL) - O zwycięstwie materii nad duchem, czyli dlaczego przestaliśmy być mocarstwem (Polska 1608 – 1648)

https://www.youtube.com/watch?v=yLF-C7neghw

Czego nie nauczyła nas historia ? - Prof. Tomasz Panfil (KUL)

https://www.youtube.com/watch?v=1hQjv3ReLlY

Kto kształci ten rządzi i zniewala (Krzysztof Karoń)

https://wrealu24.tv/film/krzysztof-karon-o-tym-czy-nowym-zwierzchnikiem-polski-beda-chiny

Dlaczego upadła I Rzeczypospolita ?

https://www.youtube.com/watch?v=UhGKCm19o9k

 

 

 

Odchylmy zasłonę przeszłości, a z tych grobów odwiecznych wznoszą się wielkie cienie bohaterów, których Polska niebu i ziemidała. Patrz — oto ten Czarnecki, pogromca Szwedów, trzyma w potężnej dłoni koronkę Bogarodzicy, którą odmawiał przed każdą walną bitwą. Oto ten męczennik pól Cecorskich, na piersiach jego ta złota obrączka z napisem: ja niewolnik Maryi. Oto ten Jan zbawca całego chrześcijaństwa leży krzyżem w kościołach krakowskich przed wyprawą wiedeńską — i tylu, tylu innych, których imiona tylko wyliczyć czas nie dozwala. Nie wstydzili się oni być dziećmi Kościołai uchylać zwycięskim laurem uwieńczone czoło przed Krzyżem zbawienia!

(…)

Bóg wszystkim narodom dał dwojakie powołanie: jedno ogólne,
powszechne, drugie osobowe, narodowe. Bóg rzekł do Polski: Ty bądź OBRONICIELKĄ KOŚCIOŁA mojego, przedmurzem chrześcijaństwa; tobie pod opiekę oddaję ludy moje katolickie! O, jak święte i wielkie powołanie! O, jak święcie Polska je wypełniła! 

Źródło;//krolestwonmp.pl/2014/09/28/x-antoniewicz-krolowa-korony-polskiej/#more-464

 

 

NIEPOKALANA KRÓLOWA POLSKI „Jam jest Królową Polski”  (o. Józef Stanisław Pietrzak generał Marianów Białych)

 

//krolestwonmp.pl/biblioteka/x.%20Pietrzak%20-%20Niepokalana%20Królowa%20Polski%20[Kraków%201926].pdf

 

KOMENTARZE

  • Autor
    Głupcy nie chorują na choroby psychiczne - takie odkrycie naukowe.
    Dlatego inkwizycja oszczędziła świętego głupka.
    Święty głupek nazywał rzeczy po imieniu (jak jest w Starym Testamencie) np. to jest istota żywa o imieniu drzewo i wtedy drzewo mówi również do człowieka - głupka po imieniu.
    Sekret uzdrowienia jest następujący:
    Metodę poprawy stanu zdrowia przez poprawność językową.
    Ciało nie składa się z narządów, które nami rządzą, lecz z członków stanowiących człon czyli podstawę działania większej całości jaką jest organ. Organ jest narzędziem, a nie narządem. Organy służą więc do grania czyli sprawiania sobie przyjemności oraz są narzędziem pracy np. organisty. W taki oto prosty sposób przyjemność łączy się z pracą dając zadowolenie z jednego i drugiego. Przekłada się to na rytmiczną i miarową pracę serca. Jak wynika z znanego powiedzenia: "serce nie sługa" - serce nie jest sługą i nie służy żadnemu organowi, ani Bogu. Serce jest więc wolne i realizuje własne marzenie o innym świecie oraz marzenia zmysłów na które oddziaływuje. Itd.

    Warto wiedzieć !!!
    Skąd się wzięły wirusy i bakterie wywołujące choroby?
    To proste wzięto bakterie z jogurtu lub kwasu mlekowego odizolowano je i przegłodzono. Następnie głodne napuszczono na jakiś organ ciała, aby zjadały go bez opamiętania, aż do nasycenia i tak przeprogramowano pożyteczne bakterie na szkodliwe. Aby powstrzymać rozwój choroby podaje się lekarstwa czyli co? Czyli jakąś delicję, aby niesforne bakterie zamiast na ilość pokarmu z atakowanego ciała przeszły na jakość czyli przyjemność z zjedzenia czegoś co je się od święta. Zamiast lekarstwa - może być olej - jak to zrobił św. głupek
    I tak w prosty sposób przez sprawienie chorobie przyjemności można się z niej wyleczyć.

    To wiara czyni cuda, a nie Bóg. Jezus zawsze powtarzał: "Twoja wiara Cię uzdrowiła" Dlaczego mu nie wierzycie? Jezus nie rzucał słów na wiatr i nie mówił tych słów przez skromność.
  • @wiedza - sen 21:16:25
    Otóż jesteś w wielkim błędzie. Niestety umysł nieoświecony przez Ducha Świętego jest umysłem ciemnym a więc diabelskim. Jezus Pan niewątpliwie tej perykopie mówił o "wierze", lecz nie o "wierze w wiarę", ale o wierze we wszechmoc Boga, który jeśli chce, lub uzna to za korzystne dla zbawienia, to uczyni znak i uzdrowi proszącego.

    Nie można jednak przez wiarę "wywoływać cudów" jak to sobie wyobrażają, lub wmawiają prostemu ludowi, różnej maści charyzmatyczne pajace, którzy wprowadzili dziwactwa pentekostalne do Kościoła i ogłaszają światu cuda na kiju.

    Ducha Święty nie potrzebuje rozgłosu, bo jest Duchem Miłości i Pokoju oraz działa w ciszy. Jest Duchem subtelnym i delikatnym. Czyni cuda w ten sposób, że przemienia grzesznika w świętego, gdy oddziaływując na sumienie prowadzi skruszonego penitenta do konfesjonału. Każdy akt przemiany człowieka w kierunku jego uświęcenia stanowi cud Ducha Świętego.

    Pan Jezus powiedział BEZE MNIE NIC NIE ZROBICIE ! ( J 15, 5)
  • @Janusz Górzyński 23:11:16
    Wiara w wiarę nazywa się fanatyzm. Fanatyzmu nauczono w szkole i na lekcjach religii zadając wypracowania co poeta lub Jezus miał na myśli.
    Ja wolę konkrety i interpretację Pisma Świętego metodą Jana: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Co się tłumaczy zawracajcie z naszej drogi życiowej i wierzcie, że to co napisano w Ewangelii jest prawdą, a nie metaforą tj. że Jezus co innego powiedział, a co innego myślał. To co Jezus powiedział było rzeczywistością, a nie przenośnią. Wiara czyni cuda i koniec, kropka.
    Diabeł to nie to samo co Szatan, o którym się Pan rozpisuje. Diabeł zajmował się rozdawaniem kart, czyli stanowisk pracy aniołom czyli po dzisiejszemu był Urzędem Pracy lub Premierem. Zaś Szatan przydzielał zadania do wykonania przy ochronie osoby Boga.
    Któż to jest Duch Święty? To jest ten co odbiera od Ojca i Matki syna lub córkę, czyniąc z nich męża lub żonę. Duchem Świętym był Piotr co przejął naukę Jezusa. Duchem Świętym lekarza jest pielęgniarka czyli Duch Pocieszyciel co przejmuje opiekę nad chorym. I tak dalej i tak dalej.
    Nie ma tu żadnej magii, ani nabożnego nauczania.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej