Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
420 postów 1337 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Matka Boża Gietrzwałdzka Królowa Niepodległości

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Historia sanktuarium w Gietrzwałdzie – miejsce uzdrowień duchowych i fizycznych

 Matka Boża Gietrzwałdzka Królowa Niepodległości

 

Historia sanktuarium w Gietrzwałdzie – miejsce uzdrowień duchowych i fizycznych.

 

140 ROCZNICA UZNANYCH PRZEZ KOŚCIÓŁ KATOLICKI 160 OBJAWIEŃ W GIETRZWAŁDZIE

 

27 czerwca 2017 roku minęło 140 lat od pierwszego objawienia się Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Jest to jedyne objawienie w Polsce i jedno z nielicznych na świecie, które zostało zatwierdzone przez Kościół jako prawdziwe.

27 czerwca 1877 r. Maryja ukazała się w Gietrzwałdzie po raz pierwszy.

Według dziewczynek, które widziały Maryję, Matka Boża zwracała się do nich po polsku, w gwarze warmińskiej. Głównym przesłaniem było wezwanie do modlitwy różańcem oraz zapewnienie, że jeśli wierni będą się modlić, Kościół na ziemiach polskich nie będzie prześladowany i wkrótce otrzyma kapłanów.

Z okazji 140. rocznicy objawień Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie papież Franciszek udzielił odpustu zupełnego wiernym, którzy od 1 maja do 31 października tego roku nawiedzą tamtejsze sanktuarium.

gosc.pl, wiki

                                                                         

                                                                             


TRUDNE DZIEJE SANKTUARIUM W GIETRZWAŁDZIE

 

Dlaczego Gietrzwałd jest tak mało znany w Polsce?

 Przecież to tak ważne miejsce. Oto pytanie, które bardzo często zadają pątnicy przybywający do tego sanktuarium. Prawdę mówiąc, są to nie tyle pytania, ile raczej zarzuty, że nic się nie czyni, by orędzie gietrzwałdzkie propagować.Przecież Kościół swoim autorytetem potwierdził prawdziwość objawień – mówią pielgrzymi. – Do tego miejsca powinna pielgrzymować cała Polska, i nie tylko – dodają. Gietrzwałd to takie miejsce jak Fatima czy Lourdes, równorzędne sanktuarium,ale przy nich jawi się bardzo skromnie – ubogi i wciąż mało znany. Mimo że po zapoznaniu się z orędziem, jakie Matka Boża przekazała nam przez Justynę Szafryńską i Barbarę Samulowską w 1877 r., tak wielu pielgrzymów mówi o tym miejscu, jest ono nadal mało znane.

Dlaczego tak się dzieje? – to pytanie nurtuje także ludzi, którzy pracują tu od wielu lat. Niełatwo na nie odpowiedzieć. Można się doszukiwać różnych czynników, które na to wpłynęły. Zwrócę uwagę na to, co przeszkadzało w rozwoju sanktuarium, od objawień aż niemal po 1990 r. Pamiętając, że 1989 r. stał się rokiem przełomowym w najnowszych dziejach Polski.

O co prosiła Maryja?

Treść objawień dostarcza nam ogromnego bogactwa teologicznego i historycznego. Maryja przedstawiła się Justynie Szafryńskiej jako Niepokalanie Poczęta. Zapraszała do modlitwy różańcowej, prosiła o modlitwę za tych, którzy uzależnili się od alkoholu, prosiła o pokutę, pobłogosławiła źródełko, a na zakończenie kolejny raz prosiła o modlitwę różańcową i dodała otuchy: „Nie smućcie się, Ja zawsze będę z wami”.Objawienia miały miejsce w określonym czasie i miejscu. To był Gietrzwałd, wioska leżąca na pograniczu Warmii i Mazur,a wszystko to działo się w okresie walki z kulturą polską i Kościołem katolickim.Miejsce nieznane stało się znanym i przyciągającym rzesze wiernych zarówno z różnych stron diecezji, jak i spoza niej.

Ale czy tak było przez te 140 lat od objawień?

Ruch pątniczy w czasie objawień, a także zaraz po nich ruch pątniczy bardzo mocno się rozwijał. Bywało, że w ciągu jednego dnia do tego miejsca przybywało po kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów z różnych stron.Od zakończenia objawień do 1890 r. każdego roku pielgrzymowało do Gietrzwałdu około 80 tys. osób. Sanktuarium dynamicznie się rozwijało do wybuchu I wojny światowej (1914 r.), ale ruch pielgrzymkowy zaczął słabnąć już kilka lat wcześniej. Po plebiscycie w 1920 r., po pozostawieniu Warmii w granicach państwa niemieckiego, ruch pielgrzymkowy do Gietrzwałdu jeszcze bardziej malał.

Wpływ pątników na mieszkańców Gietrzwałdu i okolicznych miejscowości był tak duży, że władze pruskie na zlecenie samego O. Bismarcka uznały swą ingerencję za niezbędną, wydały zakaz przepuszczania przez granicę pielgrzymich kompanii z Królestwa Kongresowego. W sukurs władzom pruskim szły w tym zakresie władze carskie. W 1880 r. żandarmeria rosyjska powracającym z Gietrzwałdu pielgrzymom rekwirowała książeczki do nabożeństwa, różańce i obrazki gietrzwałdzkie. Władze pruskie na problem gietrzwałdzki patrzyły z narodowego, a nie religijnego punktu widzenia. Obawiały się, że spotkania w Gietrzwałdzie stają się okazją do szerzenia agitacji narodowo-polskiej. Minister Puttkamer, naczelny prezydent Prus Wschodnich, ciągle przypominał, że istnieje realne niebezpieczeństwo wciągnięcia Warmii do ruchu polskiego.

Język polski

W przekonaniu ministra było dużo racji. Chociażby przez sam fakt, że Matka Boża z dziećmi rozmawiała po polsku, a oznaczało to, że językiem polskim nie należy gardzić. Niebawem „Gazeta Olsztyńska” podała: „Jeżeli w niebie nie gardzą polskim językiem, czyż się może na to odważyć nędzny proch ziemski?”. To pokazało, jak mocna była już świadomość narodowa Warmiaków, tym bardziej że pielgrzymi przybywający z Polski stwarzali ku temu wspaniałą okazję.Do Gietrzwałdu pielgrzymowali nie tylko prości i niewykształceni, ale także inteligencja polska, obywatele ziemscy, a także polska arystokracja.Jednak w języku, w jakim Maryja rozmawiała z wizjonerkami, leżał także problem z akceptacją objawień gietrzwałdzkich.Matka Boża mówiła po polsku – a dokładniej w dialekcie warmińskim.

Do 1945 r.

Gietrzwałd leżał w granicach państwa niemieckiego. Język polski był rugowany ze świątyń, szkół, urzędów. Władze pruskie wszelkimi sposobami ograniczały rozgłos Gietrzwałdu i tego, co się tu wydarzyło w 1877 r. Kiedy zorientowały się, że wiadomości przekazywane przez prasę polskąprzyczyniają się do coraz większego zainteresowania Gietrzwałdem przez ludność polską z różnych dzielnic nieistniejącej Polski, ruszyły z kampanią podważania wiarygodności objawień.Posunęły się jeszcze dalej, podważyły zdrowie wizjonerek.Kampania ta przybierała na sile z każdym rokiem po zakończeniu objawień.

Czas prześladowania

Kolejne lata dla Gietrzwałdu nie były sprzyjające. Po dojściu Adolfa Hitlera do władzy w Niemczech Kościół katolicki z czasem coraz bardziej był prześladowany, do tego stopnia, że w 1937 r. zabroniono działania jakimkolwiek organizacjom katolickim. Rozwiązano wszelkie stowarzyszenia.Mimo wielu ograniczeń nadal ludność katolicka pielgrzymowała do sanktuarium w Gietrzwałdzie, ale w znacznie mniejszej liczbie. Nasilający się ruch pielgrzymkowy zaniepokoił władze pruskie, a szczególnie możliwa repolonizacja i budzenie się świadomości narodowej wśród Polaków. W 1940 r., wykorzystując stan wojenny, niemiecka żandarmeria gęstym kordonem otoczyła Gietrzwałd, nie dopuszczając pątników pod pretekstem… panującej we wsi szkarlatyny. 20 tys. pielgrzymów rozeszło się wówczas, modląc się, do domów.Następne pielgrzymki ogólnodiecezjalne, zaplanowane na 1940 i 1941 r., nie odbyły się. Mimo to w czasie wojny do Gietrzwałdu przybywali pątnicy – przede wszystkim mieszkańcy pobliskich miejscowości, by modlić się za swoich bliskich, których zabrano na wojnę. Modlitwa różańcowa miała w tym czasie swoją ogromną moc.Trudne chwile przyszły w styczniu 1945 r., wojska sowieckie zbliżały się do granic Olsztyna, a także do okolicznych wiosek, między innymi do Gietrzwałdu.Mieszkańcy Gietrzwałdu zostali przez władze niemieckie zmuszeni do opuszczenia wsi.

Nie wszyscy chcieli uciekać.

Parafii nie opuścił proboszcz ks. Franciszek Klink. Był obecny przez cały czas. Za to, że sprzeciwiał się wprowadzaniu koni do kościoła i niszczeniu krzyży, został pobity przez żołnierzy sowieckich do nieprzytomności. Rosjanie z kościoła uczynili stajnię, a za ołtarzem szalet. Zawierucha wojenna znacznie zmniejszyła liczbę księży pracujących w diecezji warmińskiej. Do Olsztyna przybywali księża z różnych stron Polski, by służyć pomocą duszpasterską w zniszczonej diecezji.

Totalitaryzm komunistyczny

Po zakończeniu II wojny światowej sanktuarium w Gietrzwałdzie nadal nie mogło w pełni realizować swej misji duszpasterskiej. Władze komunistyczne czyniły wszystko, by pomniejszać i ograniczać oddziaływanie sanktuarium gietrzwałdzkiego na okoliczną ludność. Pierwszym czynnikiem, który osłabił oddziaływanie sanktuarium na wiernych, była wymiana narodowościowa, która odbywała się w długim czasie po zakończeniu wojny. Wielu Warmiaków, tak mocno związanych z Gietrzwałdem, opuściło swą małą Ojczyznę, udając się do Niemiec. Nowi osadnicy przybywający na te ziemie nie znali historii tego miejsca, dla wielu z nich kościół gietrzwałdzki był tylko i wyłącznie jednym z wielu kościołów, jakie są w parafiach. Nie znali treści objawień i tego wszystkiego, co w tym miejscu się wydarzyło.Drugim czynnikiem, który hamował szerzenie się orędzia gietrzwałdzkiego, był komunizm – nie dopuszczał, by sanktuarium oddziaływało zarówno na osadników, jak i na Warmiaków. Środowisko gietrzwałdzkie było w latach powojennych nad wyraz dobrze nasycone pracownikami służby bezpieczeństwa. Zadaniem funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa była ciągła inwigilacja księży pracujących w sanktuarium, a także pielgrzymów, którzy przybywali do tego świętego miejsca. Przeglądając zasoby Archiwum Państwowego w Olsztynie i Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku, napotykamy dość sporo materiałów, które poświadczają tę tezę. Od końca lat czterdziestych XX wieku władze komunistyczne czyniły wszystko, by ograniczyć oddziaływanie orędzia gietrzwałdzkiego i pomniejszyć rolę tego miejsca w oczach wiernych. Czyniono to wszystkimi możliwymi sposobami. Przez szereg lat władze komunistyczne nie pozwalały na budowę bazy noclegowej przy sanktuarium. Nie wolno było publikować pozycji książkowych o Gietrzwałdzie. Informacje prasowe o uroczystościach odpustowych praktycznie się nie pojawiały, a jeśli nawet, to była to tylko krótka wzmianka. Na przykład z uroczystości 100. rocznicy objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej w lokalnym dzienniku, jakim była „Gazeta Olsztyńska”, nie pojawiła się żadna informacja.Władze komunistyczne dokonywały też kontroli wszelkich księgozbiorów i czasopism znajdujących się w seminariach, sanktuariach czy też w budynkach przysanktuaryjnych. Tak też było w Gietrzwałdzie.

Inwigilacja

Przybywający do sanktuarium pątnicy byli inwigilowani i zastraszani, poddawani represjom ze strony służb bezpieczeństwa.Informatorzy dość dokładnie opisywali osoby biorące udział w uroczystościach odpustowych, ale nie tylko. Funkcjonariusze służb bezpieczeństwa obserwowali sanktuarium przez cały rok.Informowali swych przełożonych o wszystkich ważniejszych wydarzeniach i osobach tu przybywających. Poza tym władze komunistyczne przez cały czas dokonywały inwigilacji środowiska sanktuaryjnego, a szczególnie księży tu pracujących. Na bieżąco były sporządzane notatki informacyjne o wszelkich działaniach duszpasterskich na terenie przykościelnym albo w samym kościele.

W latach sześćdziesiątych XX w. sytuacja nieznacznie się zmieniła. Do Gietrzwałdu przybywało każdego roku znacznie więcej pielgrzymów, koronacja obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej w 1967 r. ożywiła ruch pielgrzymkowy.Wielu wiernych dzięki systematycznej pracy księży kanoników regularnych i księży diecezjalnych, na czele z rządcami diecezji warmińskiej, dowiedziało się o tym szczególnym miejscu, gdzie przed kilkudziesięciu laty ukazywała się Matka Boża. Mimo to nadal władze komunistyczne wszelkimi sposobami ograniczały wiernym możliwość uczestnictwa w uroczystościach odpustowych w Gietrzwałdzie. W 100-lecie objawień, w 1977 r., władze komunistyczne zaangażowały się w uroczystości, ale po to, by pokazać przybywającym gościom, przede wszystkim pielgrzymom z Niemiec, że w Polsce pod rządami komunistów obywatele w sposób nieskrępowany mogą wyznawać swoją religię. Tak też zostało to ukazane w raportach funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Po zakończeniu uroczystości w Gietrzwałdzie z okazji 100-lecia objawień SB nadal prowadziła inwigilację miejsca i pomniejszania jego roli wśród katolików. Taki stan rzeczy trwał do początku lat dziewięćdziesiątych XX w.

Zakończenie

 Dlaczego Gietrzwałd jest tak mało znany w Polsce? – starałem się przybliżyć problem, opierając się na dwóch okresach historycznych. Pierwszy obejmował lata 1877-1945, a drugi 1945-1989. W pierwszym rozwój sanktuarium hamował Kulturkampf, czasy I wojny światowej, a co za tym idzie – cały okres niemieckiego narodowego socjalizmu. Sytuacja nie zmieniła się po 1945 r. Na tym obszarze pojawiła się inna odmiana socjalizmu – ta moskiewska, która bezwzględnie niszczyła wszelkie oznaki życia religijnego, a tym bardziej miejsca z nim związane, te szczególnej obecności Bożej, do których należał Gietrzwałd. Podsumowując, należy stwierdzić, że historia sanktuarium to ciągłe zmaganie się o zachowywanie orędzia, jakie Maryja przekazała ludzkości przez wizjonerki. Sytuacja zmieniła się na korzyść po 1990 r. Obecnie sanktuarium gietrzwałdzkie promieniuje na całą diecezję warmińską, a nie będzie przesadą, jeśli powiem, że także na całą Polskę.W dni powszednie w okresie wakacyjnym sanktuarium odwiedza około 2,5 tys. pątników, w soboty i niedziele około 12-13 tys. Znacznie więcej przybywa na odpusty w pierwszą niedzielę po 8 września. W ciągu trzech dni, w piątek, sobotę i niedzielę, sanktuarium odwiedza około 150 tys. wiernych. Według danych podawanych przez kustoszy sanktuarium, księży kanoników, w ciągu roku do Gietrzwałdu przybywa około 1 mln pątników.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/mysl/184469,trudne-dzieje-sanktuarium.html  

 

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.

Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. A więc: poznacie ich po ich owocach».

(Mt 7, 15-20)

 

                                                                         

 

Gietrzwałd: uroczystości 140. rocznicy objawień Matki Bożej

 

W piątek 21 kwietnia rozpoczynają się jubileuszowe uroczystości związane ze 140. rocznicą objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie oraz 50. rocznicą koronacji Jej obrazu koronami papieskimi.

Gietrzwałd to jedyne w Polsce uznane przez Kościół miejsce objawień Maryi. Objawiła się Ona dwóm dziewczynkom: 13-letniej Justynie Szafryńskiej oraz 12-letniej Barbarze Samulowskiej.Maryja przemówiła do nich po polsku, a na ich pytanie: "kto ty jesteś?" odpowiedziała: "Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta!". Gdy zapytały: czego żądasz Matko Boża? Maryja odpowiedziała: "Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec!".Objawienia trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku.

- Obecny rok przez wielu nazywany jest rokiem Maryi: obchodzimy 100. rocznicę objawień w Fatimie, 300. rocznicę koronacji obrazu w Częstochowie... chcemy, by również uroczystości w Gietrzwałdzie wpisywały się w ten rok, by miały charakter ogólnokościelny, nie tylko lokalny. Zapraszamy wszystkich, by w tym czasie odwiedzili Gietrzwałd - mówi abp Józef Górzyński, metropolita warmiński.

Od 27 czerwca do 16 września w Gietrzwałdzie będzie możliwość uzyskania specjalnego odpustu okolicznościowego

Publikujemy kalendarium obchodów 140. rocznicy objawień Maryi w Gietrzwałdzie i 50. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej:

21 kwietnia - pielgrzymka maturzystów

6 maja - VI Gietrzwałdzkie Ogólnopolskie Dni Trzeźwości

12 maja - wojewódzka pielgrzymka strażaków

13 maja - poświęcenie kapliczek różańcowych w Gietrzwałdzie

19 maja - pielgrzymka władz wojewódzkich i samorządowych

26 maja - przegląd Szkolnych Form Teatralnych

19-23 czerwca - rekolekcje dla kapłanów (prowadzi bp Grzegorz Ryś)

27 czerwca - rozpoczęcie objawień gietrzwałdzkich

27 lipca - czuwanie modlitewne ruchów pro-life i Apostolatu Nowenny Pompejańskiej

15 sierpnia - pielgrzymka rodzin

20 sierpnia - dzień chorych i służby zdrowia

27 sierpnia - czuwanie modlitewne ruchów i wspólnot katolickich

2 września - festiwal młodych

7 września - spotkanie kapłanów warmińskich

8-10 września - uroczystości odpustowe, Msza św. z udziałem władz państwowych oraz Konferencji Episkopatu Polski

29 września - pielgrzymka Wyższego Seminarium Duchownego Hosianum

7 października - dzień skupienia osób konsekrowanych

5-7 listopada - sympozjum naukowe poświęcone sanktuarium gietrzwałdzkiemu

Źródło;http://niedziela.pl/artykul/28416

 

 

Cudowne uzdrowienia w Gietrzwałdzie

 

Od początku trwania objawień dziewczynki pytały Maryję, czy przybywający chorzy pielgrzymi doznają uzdrowienia. Matka Boża obiecywała, że takie wypadki będą miały miejsce, ale zawsze potrzebna jest modlitwa, poprawa życia, czasem zamówienie Mszy św. W dokumentacji zachował się opis pierwszego uzdrowienia. Oto jego treść: Przed niżej podpisanym stawił się nauczyciel Józef Paulino z Mądłek i oświadczył co następuje: Moja żona Maria, z domu Stanig, cierpiała od marca tego roku na niebezpieczną chorobę oczu. Wezwani lekarze, wśród nich lekarz specjalista dr Katernaum z Olsztyna i prof. Jakobson z Królewca, oświadczyli, że ta choroba chociaż uleczalna, wymaga jednak długiego czasu. Przepisane przez profesora Jakobsona lekarstwo ulżyło wprawdzie cierpieniu, nie wzmocniło bynajmniej wzroku, tak że żona musiała stale przebywać w ciemnym pokoju. Dopiero po użyciu wody i płótna z Gietrzwałdu, ustąpił powoli ból i po pięciu dniach mogła zupełnie dobrze znosić światło słoneczne, mogła podjąć pracę, pleść, szyć i spełniać inne zajęcia, czego przedtem nie była w stanie robić. Wiarygodni świadkowie, którzy znają żonę i wielokrotnie mogli przekonać się o jej chorobie mogą w każdej chwili na żądanie to potwierdzić. Podpisani Paulina, nauczyciel oraz ksiądz Weichsel proboszcz.

Jak wiadomo, aby uzdrowienie mogło zostać uznane za cud, potrzebna jest opinia komisji lekarskiej.Uzdrowienie z choroby musi być całkowite, ponadto należy wykluczyć ponad wszelką wątpliwość ludzką pomoc czy to lekarską, czy psychologiczną. Stąd nawet w Lourdes, choć dokonało się tam wiele cudownych uzdrowień, szczegółowo badająca wszystkie takie przypadki komisja lekarska i teologiczna tylko w nielicznych sytuacjach orzekła o nadprzyrodzonym fakcie uzdrowienia z choroby, często śmiertelnej.

W Gietrzwałdzie wiele osób doznało pokrzepienia duchowego i uzdrowienia z dolegliwości zdrowotnych, jednak żadnego takiego przypadku nie poddano orzeczeniu komisji lekarskiej.Niektóre osoby złożyły jednak stosowne oświadczenia, ustne lub pisemne. W roku 1962 ks. Franciszek Węglarczyk CRL założył "Księgę łask i uzdrowień otrzymanych za przyczyną N.M.P. w Gietrzwałdzie".Zostały do niej wpisane oświadczenia o otrzymanych łaskach od roku 1947.

Pierwszy wpis oznajmia o uzdrowieniu z choroby rwy kulszowej czyli ischiasu 48-letniej Marii Materny, która bezskutecznie leczyła się przez dziesięć lat. Lekarz oznajmił jej o nieuleczalności choroby, wtedy kobieta poszła do źródełka, obmyła nogi, zimno było bardzo, bo to było późną jesienią. Już po wyjściu z wody poczuła się lepiej, a po miesiącu objawy choroby odeszły.

Drugim wpisem jest oświadczenie ks. kanonika Jana Hanowskiego,który w latach 1913-1927 był proboszczem w Gietrzwałdzie. Otóż siostra kanonika Maria Hanowskapo kilku przebytych operacjach, w tym jednej przeprowadzonej w klinice w Królewcu, nie odzyskała zdrowia, a operujący profesor zawyrokował o nieuchronnej śmierci. Kanonik poinformował o tym siostrę. Wtedy Maria Hanowska udała się do Gietrzwałdu, odprawiła tam nowennę, piła wodę ze źródełka i wyzdrowiała. Zmarła po 25 latach, zarażona tyfusem.

W roku 1962 do Gietrzwałdu nadszedł protokół podpisany przez ks. Franciszka Hermana z Różynki. Opisywał w nim wypadek uzdrowienia chłopca z ataków konwulsji. Stefania i Józef Markowscy spod Myszyńca mieli dziesięcioro dzieci, z których sześcioro pozostało przy życiu. Najmłodszy syn Janusz urodzony w roku 1949 cierpiał na konwulsję i kokluszowy kaszel. Leczył go dr Pawłowski z Myszyńca. Chłopiec nie mógł ani jeść, ani stawać na nóżki i nic nie rozmawiał, a oprócz tego cierpiał na biegunkę. Jednego dnia naliczyliśmy 25 ataków konwulsji - oświadczyli rodzice. W roku 1951 na urodziny Matki Boskiej zabrałam to dziecko - powiada matka - do Gietrzwałdu mimo przestróg sąsiadów, którzy twierdzili, że dziecko po drodze umrze. W kościele gietrzwałdzkim przed wielkim ołtarzem padłam na kolana i modliłam się: "Matuchno Najświętsza, nie pójdę z tego miejsca, aż mi ulżysz". W tym czasie mój malec stracił zupełnie apetyt i nie jadł przez całe trzy dni.

Doszliśmy do źródełka, tam nagle chłopiec chwycił mnie za brodę i mówi, że chce mu się pić. Wypił ćwierć litra wody ze źródełka i zaraz zjadł kawałek chleba. I jeszcze coś dziwnego: śpiewał razem z ludźmi przy źródełku i wstając zaraz dał znak, że został uzdrowiony. Ponadto matka zeznała jeszcze - napisał w protokóle ksiądz Hermann - że nóżki chłopca przedtem były pokrzywione do tyłu, a potem stan zmienił się na lepsze. Dziecko dotąd rozwija się na pociechę rodziców.
Podobne objawy choroby miała córka Marianny i Stanisława Klim z Ełku. Leczenie okazało się bezskuteczne. Matka dziecka po otrzymaniu od proboszcza wody ze źródełka gietrzwałdzkiego podawała ją dziecku, zamawiała Msze św., ofiarowała na ołtarz św. Antoniego obrus. Poprawa zdrowia była widoczna. Po trzech latach od zaniku choroby rodzice dziecka zwrócili się do księdza proboszcza, aby zaświadczył o fakcie uzdrowienia i podziękowanie w Gietrzwałdzie ogłosić.

We wrześniu 1957 roku Anna Urbanowicz z Prabut złożyła w kancelarii parafialnej w Gietrzwałdzie oświadczenie o uzdrowieniu chorej nogi. Przez dwa lata cierpiała z powodu otwartej rany na nodze, rana stale się powiększała, ciekła z niej ropa. 8 września 1956 roku chora przyjechała z córką do Gietrzwałdu. Po obmyciu rany w wodzie wypływającej ze źródełka poczuła się lepiej. Po tygodniu rana zagoiła się i ból ustąpił całkowicie. Uzdrowienie Anna Urbanowicz całkowicie przypisuje Matce Bożej i publicznie za nie dziękuje.

W roku 1957 Władysław Marciniak z Targowa koło Szczytna po przemyciu uszu wodą z Gietrzwałdu doznał poprawy słuchu. Przyjechał z nadzieją, że tu uzyska zdrowie i tak się stało. W tym samym roku oświadczenia o uzdrowieniu złożyła Waleria Małecka z Inowrocławia: Wczoraj 7 września 1957 roku przyjechałam do Gietrzwałdu po raz siódmy. Od urodzenia byłam głucha i słabo mówiłam, leczyłam się u znachora i u lekarza. Ale nic nie pomogło. Cztery lata temu przyjechałam do Gietrzwałdu po raz czwarty i napiłam się wody ze źródełka. Zaczęłam lepiej słyszeć, rozumieć i mówić. Po przyjeździe do domu zażyłam lekarstwa i wtedy pogorszyło mi się. Dopiero gdy po raz piąty przyjechałam do Gietrzwałdu i napiłam się wody ze źródełka, zaraz mi się polepszyło i teraz przyjechałam do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej podziękować Jej za otrzymaną łaskę. Składam serduszko srebrne. Oświadczenie to potwierdziły koleżanki i matka Walerii.

W "Księdze łask i uzdrowień" znalazły się też podziękowania za uleczenie bez skutków pochorobowych z heinemediny i gruźlicy kręgosłupa. Matka chłopca - Janina Garlińska z Wrocławia szczegółowo opowiedziała po przybyciu do Gietrzwałdu o historii choroby syna Tomasza. Badania lekarskie wykazały u chłopca bolesną dolegliwość, gruźlicę kręgosłupa, która wymagała operacji, a następnie unieruchomienia w kaftanie gipsowym. Tuż przed założeniem gipsu, po podaniu wody z Gietrzwałdu, zrobiono jeszcze raz prześwietlenie rentgenowskie. Zasięg zmian chorobowych okazał się znikomy. Następne prześwietlenia wykazały całkowite wyleczenie. Gorset gipsowy okazał się zbyteczny.

W sierpniu 1968 roku Zofia Reinhard, lekarz medycyny z Ostródy, oświadczyła: Urodziły się dzieci-bliźniaki, 7-miesięczne o wadze 1,5 kg. Dzieci zostały umieszczone w inkubatorach. Jedno z dzieci otrzymało zbyt dużo tlenu i w ten sposób oczy dziecka zostały spalone. Dziecko zupełnie nie widziało. Profesor lekarz we Wrocławiu i klinika odmówili leczenia. Po roku syn i synowa przywieźli dziecko do mnie. Ja się modliłam do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej przez cały rok. W tej chwili spostrzegam, że dziecko zaczyna widzieć. Uważam to za cud.

Te wypisy z księgi doznanych łask świadczą, że nie ma sytuacji beznadziejnych, w których człowiek mógłby popaść w rezygnację. Modlitwa zawsze wlewa nadzieję, bo Bóg swoich łask nie skąpi.

Większość zapisów w "Księdze łask i uzdrowień otrzymanych za przyczyną N. M. P. w Gietrzwałdzie" dotyczy uzdrowień cielesnych, ale są tam też oświadczenia dotyczące uzdrowień duchowych.

Oto Janina K. podała, że jej mąż, który przez kilka lat pracował w milicji, stał się człowiekiem niewierzącym. Z pacierza się śmiał i uważał to za głupstwo. Prosiłam go - oświadczyła żona - by poszedł ze mną na odpust. Powiedział, że jak będzie miał pieniądze to pójdzie. Pożyczyłam pieniędzy i razem pojechaliśmy. Prosiłam bardzo Matkę Bożą, a potem Pana Jezusa, by go nawrócił. Mąż poszedł do spowiedzi i stał się innym człowiekiem. Dobrym, pracowitym. Do Gietrzwałdu chodzi. Było to w roku 1957. Oświadczenie zostało spisane w roku 1963.

W roku 1966 Maria Trębacz z Prabut zgłosiła fakt następujący: była w Gietrzwałdzie na odpuście 8 września 1962 roku. Zabrała stąd wodę ze źródełka. Miesiąc później jej mąż ...pracując w ogrodzie skaleczył się w rękę kolcem cierniowym, głogiem długości 2 cm. Kolec został głęboko wbity pod skórę i nie dał się wyjąć. Pod wpływem tego kolca ręka spuchła bardzo silnie. Ponieważ była to noc, nie mając innych lekarstw wzięłam cudowną wodę z Gietrzwałdu, umyłam nią rękę i zaczęłam się modlić. Mąż tymczasem zasnął spokojnie. Nad ranem przebudził się i krzyknął: już mnie ręka nie boli i czuje się bardzo dobrze. Dla uzupełnienia protokołu dodaję, że kolec ten wyszedł z ręki zaraz, gdy mąż się przebudził i krzyknął, już mnie ręka nie boli.

Bolesława Sielicka z Książnik koło Morąga przez dziesięć lat cierpiała na różę nogi. Łaski uzdrowienia doznała 8 września 1957 roku, oświadczenie złożyła po ośmiu latach, gdy choroba nie powróciła. Bronisława Suchowiecka z Wielbarka cierpiała na ból pięty. W 1958 roku zdecydowała się pojechać do Gietrzwałdu.

Ze stacji Biesal wielu ludzi pojechało furmanką - oświadczyła - ja postanowiłam iść pieszo w intencji uleczenia nogi. W drodze odczułam natchnienie, że moja noga nie boli. Minęło już pięć lat i nie odczuwam żadnego bólu.

Przez rok na chorą nogę skarżył się Wacław Saroniak z Biskupca Reszelskiego. Noga puchła, maść przepisana przez lekarza nie skutkowała. Wtedy żona Maria podpowiedziała, aby nogę smarować wodą z Gietrzwałdu. Już w pierwszych dniach od tej decyzji mężczyzna poczuł ulgę w cierpieniach, a po miesiącu wszystkie dolegliwości odeszły.

Rozalia Wierzchowska z Witowa miała bardzo trudne i bolesne porody. Przed urodzeniem trzeciego dziecka przyjechała do Gietrzwałdu wraz z mężem, aby prosić o łatwe rozwiązanie. Rzeczywiście tak się stało, poród nie był ...taki bolesny jak poprzednio. Potem miałam jeszcze pięcioro dzieci i przed każdym porodem odmawiałam różaniec oraz w czasie porodu. Każdy odbył się krótko i łagodnie. Uważam to jako wyraźną łaskę doznaną za przyczyna M. B. Gietrzwałdzkiej. Ta sama osoba oświadczyła, że jej córka została uderzona przez konia. Na cztery dni utraciła przytomność. Gdy dałam na Mszę św. do M. B. Gietrzwałdzkiej, tego samego dnia córka oprzytomniała. Do obecnej chwili czuje się dobrze.

Bardzo częste są wpisy do księgi dziękujące za łaskę uzdrowienia dzieci. Michalina Jackowska z Morąga, gdy wnuczek zachorował na zapalenie opon mózgowych, przybyła wraz z matką dziecka do Gietrzwałdu, ...by wyprosić dla niego zdrowie. Tu daliśmy na Mszę św. Po mniej więcej dwóch tygodniach wnuk poczuł się zdrowy. W trzy lata po tym wydarzeniu babcia zaświadczyła o całkowitym powrocie do zdrowia swego wnuka. Ewa Funk z Rumiprzeżyła boleśnie upadek córki z pierwszego piętra, po stromych schodach na cement. Córka miała w chwili upadku trzy lata, ale po kilku latach rozpoczęły się bóle głowy i oczu. Lekarze zaproponowali operację głowy, na którą rodzice nie wyrazili zgody. Dziecko było w stanie ciężkim, a matka modliła się do Matki Bożej. Modlitwa okazała się skuteczna. Córka wyzdrowiała. Choroba nie powróciła. Małżonkowie złożyli wtedy przyrzeczenie, że co roku pielgrzymować będą do sanktuarium maryjnego.

Maria Kamińska z Olsztyna w roku 1968 przytoczyła historię choroby jej wnuczki, która zapadła na zapalenie zatok ocznych. Najbliższy lekarz przepisał zastrzyki. Zanim lekarstwo zostało wykupione wzięłam wodę ze źródełka z Gietrzwałdu i tą wodą obmyłam buzię dziecka, rączki i dałam jej się napić. Dziecko zasnęło na parę godzin. Po przebudzeniu dziecko zostało zdrowe bez gorączki. Lekarz potwierdził wyzdrowienie dziecka. Oto inny wpis do księgi: Iwona Roman chorowała od urodzenia (zwichnięcie nóżki). Była tu u Matki Najświętszej i bardzo Ją prosiła o zdrowie. Gdy wróciła do domu rzekła matce: mamo nie wiem co się stało, że ja mogę chodzić. Gips został zdjęty. Lekarz powiedział: chyba Bóg nam ją uzdrowił. Stało się to 8 września 1963 r.

Po dwudziestu latach od uzdrowienia Janina Gerko z Barczewa złożyła oświadczenie, że jej syn cierpiał na epilepsję. Po napiciu się wody ze źródełka w Gietrzwałdzie, spowiedzi i Komunii św. został uzdrowiony. Ataki choroby odeszły, wcześniejsze dwuletnie leczenie było nieskuteczne. Danuta Dawnorowicz pod przysięgą złożyła oświadczenie o uzdrowieniu z paraliżu osiemnastoletniej dziewczyny. Leżała w szpitalu wojewódzkim, lecz zabiegi lecznicze nie przynosiły poprawy. Matka dziewczyny posmarowała ją wodą z Gietrzwałdu. Po przebudzeniu się, dziewczynka odzyskała władzę w całym ciele. Wyszła ze szpitala bez żadnych śladów, zupełnie zdrowa. Matka jej sądzi, że tylko Matka Boża przywróciła jej zdrowie.

W 1963 roku Amelia Kąkol z Gdyni-Orłowa złożyła następujące oświadczenie: W 1915 roku pracowałam w fabryce amunicji w Niemczech w Wittemberdze w Saksonii. W tym czasie fabryka ta została wysadzona w powietrze z przyczyn nieznanych. Pod wpływem tego wstrząsu z przerażenia straciłam mowę, oczy zaszły mi mgłą i zaczęła mnie boleć głowa. Zabrali mnie do szpitala nieprzytomną z Wittenbergi. Po trzech miesiącach straciłam wzrok zupełnie. Nic nie widziałam. Z oczu i uszu zaczęła mi lać się ropa. Po sześciu miesiącach wróciłam ze szpitala do domu dalej chora. W domu w Wejherowie leżałam półtora roku. W 1918 roku przyjechałam do Gietrzwałdu na odpust wrześniowy (8 IX). Trzy dni przed odpustem, to jest 5 września matka zaczęła mi myć głowę wodą ze źródełka cudownego i modlić się o moje zdrowie. Dnia 9 września przedpołudniem odzyskałam wzrok. Głowa przestała mnie boleć i przestała się też lać ropa z oczu i uszu. Bandaże matka zostawiła przy źródełku. Dla uzupełnienia oświadczenia dodaję, że świadkiem mojej choroby był młodzieniec, który jest obecnie moim mężem i jego siostra Anastazja. Mężowi na imię Leru. Przez cały czas pragnęłam gorąco być jeszcze raz w Gietrzwałdzie. Dzisiaj moje pragnienia zrealizowały się. Do tej pory czuję się bardzo dobrze.

W roku 1982 Wacława Brzostek z Pisza oświadczyła: W 1978 roku pojawił się guz na głowie. Lekarka stwierdziła, że jest to kaszak i skierowała na operację. Jednak pełna obawy, dopiero po długich naleganiach lekarki i krewnych zdecydowałam się na operację. Wróciłam więc do domu i już żadne namowy nie pomogły, by się zdecydować na operację. W roku ubiegłym 1981 przyjechałam na odpust do Gietrzwałdu i przemyłam sobie guz wodą ze źródełka pobłogosławionego przez Matkę Bożą. Po pewnym czasie guz począł sam znikać. Dzisiaj nie odczuwam istnienia guza, jak również żadnych dolegliwości. Pragnę dodać, że zgodnie z życzeniem Matki Bożej codziennie odmawiam różaniec.

Przytoczę jeszcze podziękowania z roku 1993 za laskę zdrowia uzyskaną w Gietrzwałdzie. Otóż Aleksander Rosa z Warszawy tuż po ślubie zapadł na chorobę związaną z układem nerwowym. Jak pisze: Dostałem się do szpitala, przez prawie cały okres pobytu nie mogłem chodzić, dopiero przed wyjściem ze szpitala mogłem się jako tako wolniutko poruszać. Będąc w szpitalu dowiedziałem się o objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie i o cudach z tym związanych. Chory odwiedził Gietrzwałd i oświadczył, że przełom w... chorobie rozpoczął się od momentu powrotu z Gietrzwałdu. Z każdym dniem czuję się lepiej (mogę już pracować), czuję jak zdrowie powraca do mnie. Wiem, że wszystko mogę zawdzięczać wstawiennictwu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej.

dam/adonai.pl

Źródło;https://gloria.tv/article/2FghxDu9gePGEPGxEhn3CkFdG

 

Gietrzwałd – orędzie wciąż aktualne

 

Orędzie gietrzwałdzkie sprowadza się do wskazań bardzo uniwersalnych. Na początku objawień i na ich końcu Maryja powiedziała: „Odmawiajcie różaniec! Łaski wyproszone przez tę modlitwę będą dla was zbawienne i doprowadzą was do szczęścia wiecznego w niebie” – mówi redaktor Grzegorz Kasjaniuk, autor książki pt. „Gietrzwałd. 160 objawień Matki Bożej dla Polski i Polaków – na trudne czasy”.

 

Z badań sondażowych wynika, że tylko kilkanaście procent Polaków wie cokolwiek o objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie z 1877 roku. Dlaczego tylko tyle?

W pierwszej kolejności trzeba zwrócić uwagę na to, że objawienia miały miejsce w czasie, kiedy Polska była pod zaborami. Gietrzwałd znajdował się wtedy w zaborze pruskim. „Żelazny kanclerz” Otto von Bismarck wypowiedział wojnę Polsce i katolicyzmowi. Wydane przez niego w 1873 roku „ustawy majowe” bardzo mocno atakowały Kościół katolicki i jego najliczniejszą grupę wyznawców w Prusach, czyli Polaków. Kulminacja antykatolickich działań miała miejsce po tym, jak ówczesna opinia publiczna dowiedziała się, że Matka Boża podczas objawień w Gietrzwałdzie mówiła w naszym języku. Zaborca odpowiedział potężną akcją dezinformacyjną i szkalującą Najświętszą Maryję Pannę. Doszło także do brutalnych ataków na wiernych pielgrzymujących do Gietrzwałdu by oddać Jej cześć.

 

Później wybuchła I wojna światowa. Podziały terytorialne, które były następstwem tego konfliktu, znacznie utrudniły – żeby nie powiedzieć: uniemożliwiły – odpowiednie oddawanie czci Matce Bożej w Gietrzwałdzie. Z kolei wybuch II wojny światowej spowodował, że objawienia zostały niemalże całkowicie wyłączone z powszechnej świadomości naszych rodaków. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść…

 

Chodzi Panu o rok 1945 i początek komunistycznej okupacji w Polsce?

Tak. Można odnieść wrażenie, że komuniści za jeden ze swoich głównych priorytetów uznali „represjonowanie” Gietrzwałdu i pamięci o objawieniach Matki Bożej. UB a potem SB wszelkimi możliwymi sposobami inwigilowały to miejsce i powielały na jego temat „czarne legendy”, uwłaczające Kościołowi oraz Najświętszej Maryi Pannie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, żewładza komunistyczna bardziej „wierzyła” w te objawienia niż sami katolicy, o czym świadczy ogromny strach, jaki ogarniał „aparat partyjny” na samą myśl o tym miejscu.

 

Strach jak najbardziej zrozumiały…

Oczywiście. W 1877 roku objawienia doprowadziły do mocnego przebudzenia polskiego patriotyzmu, i to we wszystkich zaborach. Do maleńkiego Gietrzwałdu na Warmii przyjeżdżały pielgrzymki ze wszystkich zaborów i wszystkich stanów – od arystokracji po prostych chłopów. W jednym miejscu Polacy pochodzący z różnych stron mogli spojrzeć na siebie, wysłuchać i zrozumieć, że wcale nie są jakąś skazaną na wymarcie czy też wynarodowienie mniejszością, tylko żywym narodem katolickim.Tego samego obawiali się 70 lat później komuniści.

 

Jak przebiegały objawienia w Gietrzwałdzie?

Rozpoczęły się 27 czerwca i trwały do 16 września 1877 roku. W mojej oceniebył to jedyny na świecie „wywiad z Maryją”, łączący doczesność z wiecznością.

 

Co ma Pan na myśli?

Wizjonerki w Gietrzwałdzie zadawały Matce Bożej konkretne pytania, a Ona udzielała na nie konkretnych odpowiedzi, stąd określenie „wywiad”.

 

Do połowy trwania objawień – a było ich łącznie 160 – Matka Boża ukazywała się raz dziennie. Później trzy razy dziennie. Zawsze miało to miejsce podczas modlitwy różańcowej. Były jednak wyjątki, m.in. jedno objawienie prywatne dla wizjonerki Barbary Samulowskiej, u niej w domu w Worytach. Matka Boża potwierdziła wówczas swoje słowa wypowiedziane wcześniej do Justyny Szafryńskiej – że jest Niepokalanie Poczęta.

 

Dlaczego tak się stało?

Ponieważ dwunastoletnia wówczas Basia spóźniła się pod drzewo klonu na spotkanie z koleżanką, o rok starszą Justyną, i nie widziała Matki Bożej. Dlatego też Maryja pojawiła się w domu zrozpaczonego dziecka.

 

Wspomnieć trzeba również o pobłogosławieniu przez Matkę Bożą cudownego źródełka podczas odmawiania przez wizjonerki i wszystkie towarzyszące im osoby modlitwy Anioł Pański oraz Litanii Loretańskiej. Woda ze źródełka tryska do dziś i dzięki niej wiele osób doświadczyło łaski fizycznego oraz duchowego uzdrowienia.

 

Mówiąc krótko: był to zadziwiający czas, w którym Matka Boża swoją obecnością i swoim orędziem dała ludziom nadzieję na zbawienie i życie wieczne. Przesłanie gietrzwałdzkie stało się swoistym „motorem napędowym” do jeszcze gorliwszej wiary dla Polaków mieszkających na niemalże całym historycznym obszarze I Rzeczypospolitej.

 

Jaką treść niosą ze sobą objawienia w Gietrzwałdzie?

Orędzie sprowadza się do wskazań bardzo uniwersalnych. Na początku objawień i na ich końcu Maryja powiedziała: „Odmawiajcie Różaniec! Łaski wyproszone przez tę modlitwę będą dla was zbawienne i doprowadzą was do szczęścia wiecznego w niebie”.

 

W swoim orędziu Matka Boża prosi aby Różaniec stał się naszą codziennością, gdyż stanowi oręż, dzięki któremu możemy poprawić nie tylko własną kondycję duchową, ale również uzdrowić swoje środowisko. Środowisko z kolei może uzdrowić region, region – całą Polskę, Polska – Europę, Europa – cały świat.

 

Matka Boża wezwała do modlitwy i pokuty. Wezwanie to nie było jednak w swej treści tak apokaliptyczne, jak podczas objawień w Fatimie 40 lat później. Dawało bowiem ludziom dosyć dużą dawkę pociechy i nadziei.

 

Muszę tutaj dodać, żew 1876 roku rozpoczęły się rzekome objawienia w niemieckim Marpingen.Nie zostały one zatwierdzone przez Stolicę Apostolską. Trwało więc pewnego rodzaju duchowe zamieszanie, w którym brakowało rozeznania. W tym kontekście objawienia z Gietrzwałdu postrzegamy jako bardzo konkretne. Poprzez swoje dziennikarskie śledztwo doszedłem do wniosku, że Matka Boża wybrała szczególnie nasz naród, żeby posłużyć się nami jako „narzędziem”, które może uzdrowić całą Europę i może rozprzestrzenić wiarę katolicką dalej, na cały świat. Moim zdaniem, tak właśnie się dzieje. Pomimo naszych wewnętrznych problemów, Polska była, jest i będzie narodem maryjnym.Potwierdza to, że wybór Matki Bożej, aby w 1877 roku objawić się właśnie w Gietrzwałdzie, nie był przypadkowy.

 

W swojej książce napisał Pan, że to właśnie z Gietrzwałdu wyszła iskra dla Polski i Polaków na trudne czasy.

Dokładnie tak. To iskra dająca nadzieję nie tylko wówczas – w drugiej połowie XIX wieku – ale i obecnie. Powiem więcej: objawienia w Gietrzwałdzie są nadzieją dla świata, w którym tak wyraźnie widać upadek wiary, tradycji i kultury. Akcentowano to w XIX stuleciu i trzeba akcentować to także dzisiaj, w czasach kiedy rodzina, tradycja i wszystkie inne czynniki tworzące Kościół Boży są zagrożone. Dlatego właśnie Gietrzwałd jest iskrą, która od 140 lat broni Polaków-katolików. Iskrą, która przerodzi się w zarzewie odrodzenia wiary.

 

Dlaczego Matka Boża, zarówno w Gietrzwałdzie jak i 40 lat później w Fatimie, objawiła się dzieciom? Dlaczego to dzieci mają nieść Jej orędzie?

Odpowiedzią na to pytanie są losy dorosłych świadków gietrzwałdzkich objawień – tych, których wizje nie zostały zatwierdzone. Chodzi o21-letnią Katarzynę Wieczorek i 42-letnią Elżbietę Bilitewską. Okazało się, niestety, że kobiety te doznawały demonicznych omamów, których nie potrafiły lub nie chciały rozeznać. Pojawiło się też pragnienie mistycznych doznań. Uderzyło ono w pokorę obu kobiet. Doszło w rezultacie do fałszowania zeznań. Sama komisja również nie potrafiła w czasie trwania objawień podejść do nich z odpowiednią rozwagą. Nastąpiło to dopiero po jakimś czasie.

Dwa lata po objawieniach obie kobiety miały fałszywe wizje świętego Józefa.Prawda wyszła na jaw wtedy, kiedy pojawiło się wyznanie młodszej z nich – Katarzyny.Powiedziała ona, że wraz z Elżbietą ustalały niektóre odpowiedzi i wersje „objawień” przekazanych komisji. Informacja ta rzuciła cień na wszystko to, co później dotknęło obie panie.

 

Być może miały one prawdziwe widzenia Matki Bożej, ale przez źle pojmowaną pobożność i chęć dobrego „wypadnięcia przed komisją” mogły coś zafałszować. Nawet jeśli robiły to w dobrej wierze, aby pokazać moc Matki Bożej, to zamiast pomóc, skompromitowały się a ich zeznania nie mogły być wzięte pod uwagę.

 

W mojej ocenie często przez ludzi w dojrzałym wieku przemawia brak pokory. Nawet jeśli ktoś ma dobre intencje, to ten czynnik nie pozwala mu zachować rozwagi. Dziecięctwo zaś jest postawą, do przyjęcia której sam Pan Jezus nakłaniał słowami:Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 18, 3). Dlatego Matka Boża objawiła się wówczas dzieciom.

 

Pamiętajmy również, że w tamtych czasach nie było Internetu, telewizji a gazety czytali jedynie nieliczni. Świat dzieci kształtowała pobożność domu rodzinnego i wychowanie. Kilkunastoletnie dziewczynki – wizjonerki z Gietrzwałdu, były nadzwyczajnie pobożne i otwarte na kontakt z Niebem na tyle, żeby się nie dziwić tylko radować, że objawiła im się Matka Boża, a także by nie zafałszować tego przekazu. Tam gdzie jest pokora, tam jest prawda!

 

Dlaczego Matka Boża objawiła się właśnie w Gietrzwałdzie a nie np. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu czy jakimkolwiek innym polskim mieście?

Gietrzwałd w tamtych czasach był miejscem szczególnym – to właśnie tam ludność polska potrafiła stawiać najtwardszy opór niemieckiej ekspansji protestantyzmu. Gdzie wchodzili luteranie, tam z miejsca niszczyli przydrożne krzyże i kapliczki. Jedyne miejsca, które zazwyczaj zostawiali w spokoju, to kościoły – tak było na terenie Mazur.

 

Gietrzwałd był całkowicie oddany Najświętszej Maryi Pannie i niejednokrotnie odpowiadał na antykatolicką czy antypolską agresję ze strony wrogów Kościoła i Polski właśnie kultem Matki Bożej. Wydaje mi się, że Matka Boża wchodząc właśnie do Gietrzwałdu ze swoimi objawieniami, wiedziała, że wchodzi na grunt ludzi mocnych wiarą, którzy Ją przyjmą z otwartym sercem. Dzięki temu Jej przesłanie rozejdzie się na pozostałe narody.

 

Z książki wiemy, że doświadczył Pan mocy Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Proszę opowiedzieć o tym naszym Czytelnikom.

W Gietrzwałdzie otrzymałem od Matki Bożej przede wszystkim łaskę wiary oraz łaskę dwóch uzdrowień: choroby kręgosłupa – miałem wysunięte dyski – oraz kamieni nerkowych. Zostałem wyleczony właśnie tam, podczas modlitwy o uzdrowienie i zawierzenia się Matce Bożej Gietrzwałdzkiej.

 

Muszę przyznać, że trafiłem w to miejsce zupełnie „przypadkowo”, podczas podróży po Warmii. Miałem wówczas kłopoty ze zdrowiem i z pracą. Ogarniały mnie: depresja, przygnębienie i zwykłe, ludzkie poczucie beznadziei. Znajdowałem się w sytuacji podbramkowej i nie potrafiłem dać sobie rady ze wszystkimi problemami. To właśnie skłoniło mnie do zwrócenia się w stronę Matki Bożej Gietrzwałdzkiej i zawierzenia Jej mojego życia. W jednej sekundzie, podczas modlitwy różańcowej doznałem łaski wiary. Przez moją duszę przeszedł płomień ciepła i doznałem uzdrowienia fizycznego przed cudownym obrazem Matki Bożej.

 

Cieszę się, że mogę to powiedzieć w tym szczególnym roku 140-lecia objawień Matki Bożej. Gietrzwałd jest cały czas odkrywany. I bardzo dobrze, ponieważ takie odkrywanie w dzisiejszych czasach jest potrzebne nie tylko Polakom. Potrzeba takich miejsc będących miejscem żywej wiary. W dzisiejszych czasach, w obliczu wielu zawirowań i problemów, właśnie w Gietrzwałdzie odnajdujemy drogowskaz do prawdziwego źródła Bożej miłości i wiecznego życia przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny. Wierzę, że każdy kto mu zawierzy, osiągnie zbawienie.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

Rozmawiał Tomasz Kolanek

 



Read more: http://www.pch24.pl/gietrzwald---oredzie-wciaz-aktualne,52598,i.html#ixzz4lLXuCb9a

 

 

Który Przychodzi - Gietrzwałd 160 objawień Matki Bożej (Grzegorz Kasjaniuk)

https://www.youtube.com/watch?v=jOUwzb99Z4k

„GIETRZWAŁD - 160 objawień Maryi dla Polaków na trudne czasy”

https://www.youtube.com/watch?v=how2Htn8VfU

160 objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie (Grzegorz Kasjaniuk) - Część pierwsza

https://www.youtube.com/watch?v=oOqWWO1XPUc

160 objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie (Grzegorz Kasjaniuk) – Część druga

https://www.youtube.com/watch?v=CWKzUc06pMQ

Nocne Światła - Gietrzwałd - Miejsce objawień Maryjnych (Grzegorz Kasjaniuk)

https://www.youtube.com/watch?v=MAq_3y7LvW4

Powrót do domu Ojca - Grzegorz Kasjaniuk

https://www.youtube.com/watch?v=zpGYbYxnTBY

Gietrzwałd. 140-lecie objawień Matki Bożej oraz 50-lecie koronacji obrazu

http://rozaniec.info/gietrzwald-140-lecie-objawien-matki-bozej-oraz-50-lecie-koronacji-obrazu/

140 lat triumfów Gietrzwałdzkiej Hetmanki katolickiego Narodu Polskiego

http://janusz.neon24.pl/post/139236,140-lat-triumfow-hetmanki-narodu-polskiego

Uroczystości odpustowe w Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej 2016 r

https://www.youtube.com/watch?v=zKIx-H6EL_M

Msza Święta, Gietrzwałd, 24-06-2017, Ks. Jacek Bałemba

https://www.youtube.com/watch?v=FGYJxZA55jw

Gietrzwałd 13 maja 2017 - Poświęcenie kapliczek

https://www.youtube.com/watch?v=maFQOi0wFN8

Od Nazaretu do Gietrzwałdu, ks. Michał Olszewski SCJ 

https://www.youtube.com/watch?v=qjctNEe1krw

140 rocznica objawień w Gietrzwałdzie cz.1 (polecam jako historyka a nie księdza)

https://www.youtube.com/watch?v=hAiaoRsQQxg

140 rocznica objawień w Gietrzwałdzie cz.2

https://www.youtube.com/watch?v=0TtYPdKqS60

KOMENTARZE

  • @DO WSZYSTKICH!
    PAN JEZUS JEST JEDYNĄ DROGĄ DO BOGA OJCA A NIE MARIA!

    Mowa Apostoła Piotra o Panu Jezusie:

    „ 12 I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż NIE DANO LUDZIOM POD NIEBEM ŻADNEGO INNEGO IMIENIA, w którym moglibyśmy być zbawieni". 

    Dzieje Apostolskie 4/12

    http://www.nonpossumus.pl/ps/Dz/4.php

    Zbawiciel powiedział:

    „6 (…) "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. NIKT NIE PRZYCHODZI DO OJCA INACZEJ JAK TYLKO PRZEZE MNIE”. 

    Ewangelia według Jana 14/6

    http://www.nonpossumus.pl/ps/J/14.php

    DO PANA JEZUSA MOŻNA MODLIĆ SIĘ BEZPOŚREDNIO I ŻADEN LUDZKI POŚREDNIK NIE JEST DO TEGO POTRZEBNY!

    Zresztą Marii nie ma w Niebie! Ludzie niestety wierzą ciągle w dziwne objawienia, które albo są czczym wymysłem albo podstępem szatana!

    http://m.neon24.pl/1725615c08709e725bf94ab5fd73c76a,0,0.jpg

    Jeszcze raz:

    W celach zbawczych Bóg Ojciec Dał ludziom tylko i wyłącznie Swojego Syna!
    Pan Jezus jest Najwyższym Arcykapłanem i każdy z ludzi może do Niego modlić się bezpośrednio bez jakiegokolwiek pośrednictwa „Marii”.


    http://m.neon24.pl/61c76bf3104e5aea3af8c4136d38ff6e,0,0.jpg
  • Dziękuję za to oopracowanie
    Nie rozumiem dlaczego włócza się do Medugorie (razem z wypadkami po drodze. o czym się milczy) a sanktuarium cichutkie w Gietrzwałdzie.
  • Jeśli dobrze Pana rozumiem, to
    żydowski mesjasz i jego żydowska matka mają być jedyną drogą do zbawienia Polaków, Słowian ?

    I Pan jesteś Polak, Słowianin?
  • @wercia 19:44:11
    Przepraszam za błędy.
    Zdaje się, że Gietrzwałd jest zamilczany przez Kler politycznie. Całego artykułu nie przeczytałam, ale sobie zapisałam,
  • @Rzeczpospolita 20:07:02
    Zostaniesz DAREK przymusowo ewangelizowany a następnie ochrzczony !!! WSZELKIE POKOJOWE METODY I ŁAGODNA PERSWAZJA WOBEC CIEBIE SĄ WYKLUCZONE I ZAWODNE!!! To jakiś defekt mózgu spowodowany ideologizacją żydowskim ateizmem i mongolskim barbarzyństwem.

    Mamy XXI wiek, w którym warto dokonać reasumpcji dziejów a nie biegać z naganem jak bolszewik i wygłaszać teorię z piekła rodem.

    Nie wstyd Tobie człowieku okazywać tak wielką ignorancję, arogancję i warcholstwo wobec historii, kultury, cywilizacji, antropologii, filozofii, teologii, etnografii, demonologii, biologii, etc. etc ???

    ZAISTE POLACY SĄ SŁOWIANAMI, ALE RUSKIE TO SĄ MONGOŁOWIE I TURKMENI POMIESZANI Z CAŁĄ AZJĄ !!!

    Ja buduję na duchu, a nie na cielesnych genotypach, albowiem "ciało należy do ducha, a duch do Boga" św. Augustyn.

    "Duch ożywia wszystko a ciało na nic się nie przyda" św. Paweł z Tarsu
  • @wercia 20:10:03
    Niemożliwe, albowiem podąża tam ponad milion pielgrzymów rocznie z całej Polski :) Żaden ksiądz tego nie zabrania!

    POLECAM POZNAĆ PROGRAM TEGOROCZNYCH OBCHODÓW promowany zresztą przez cały KEP !!!
  • @57KerenOr 18:08:35
    Oczywiście, że Pan Jezus jest Drogą, Prawda i Zyciem. Tak samo jak oczywistością jest i to, że NMP jest Matką Boga, Matką Słowa Wcielonego, Matką Jezusa Chrystusa, Matką Zbawiciela i dlatego zawsze każdego człowieka do swego Syna prowadzi. Pro Christi per Maria.
  • @Janusz Górzyński 21:23:09
    Jasiu,
    ja na prawdę Ciebie lubię, bo co by nie mówić, to poczciwe z Ciebie chłopisko - szkoda tylko wielka, że intelektualnie zagubione, skoro ojczysty - słowiański, gmach chcesz wznosić na żydowskim duchu i z uporem nie chcesz widzieć, do czego ten żydowski duch w ostatnim tysiącu lat historii naszego narodu (i całego żydo-chrześcijańskiego świata) doprowadził.

    Jasiu,
    a o ewangelizowaniu mnie nawet nie myśl, co najwyżej o egzorcyzmach, bo ja wypełniłem wszystkie sakramenty, oprócz namaszczenia (ostatniego) chorych i kapłaństwa. Ale zdradzę Tobie w zaufaniu, że był moment, że i sakrament kapłaństwa mogłem wypełnić - na szczęście odwiodło mnie od tego zamiłowanie do płci przeciwnej.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej