Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
419 postów 1337 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

USA akceptuje ezoteryczny panturkizm

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Świat zaakceptował alternatywę dla ISIS - neoosmanizm i panturkizm! Islam ma być religią przyszłości, gdyż miły jest lewackim elitom i banksterom.

  

 

 

Zdaniem papieża "nie należy mówić, że islam jest terrorystyczny".
"Długo rozmawiałem z wielkim imamem (kairskiego uniwersytetu) Al Azhar. Oni dążą do pokoju i spotkania"- zaznaczył Franciszek. Jego zdaniem możliwa jest "dobra koegzystencja".
"Terroryzm jest wszędzie" - powiedział. W tym kontekście wymienił "terroryzm plemienny" w niektórych państwach afrykańskich.
"Terroryzm wzrasta, kiedy nie ma innej opcji. Teraz powiem coś, co może być niebezpieczne. Ale kiedy w centrum światowej gospodarki umieszcza się bożka-pieniądza, a nie mężczyznę i kobietę, to już jest pierwszy terroryzm"- mówił papież dziennikarzom.
"Przepędziłeś cud stworzenia, a w centrum umieściłeś pieniądz. To już jest bazowy terroryzm, pomyślmy o tym"- zachęcił .
Pytany o to, dlaczego do tej pory nie wypowiedział się na temat wydarzeń w Turcji, gdzie- jak podkreślił włoski dziennikarz- trwają represje, Franciszek oświadczył: "Kiedy musiałem powiedzieć coś, co nie podobało się Turcji, ale czego byłem pewien, powiedziałem z konsekwencjami, które znacie". Tak nawiązał do tego, że ludobójstwo Ormian nazwał "ludobójstwem", co wywołało sprzeciw władz w Ankarze.
"O Turcji nie mówiłem dotąd, bo na podstawie otrzymanych informacji nie jestem wciąż pewien, co się tam dzieje"- wyjaśnił.
Papież zapewnił, że śledzi wiadomości napływające do Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej i analizy polityczne. Jego zdaniem sytuacja w Turcji "nadal nie jest jasna".
źródło; http://gosc.pl/doc/3347802.Papiez-z-uznaniem-o-Polsce-i-organizacji-SDM
 
 
Trudno polegać na Turcji Erdogana
 
Z dr. Michałem Kuziem, politologiem z Uczelni Łazarskiego i ekspertem Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

 Panie Doktorze, jakie są przyczyny puczu w Turcji i czy nie dziwi fakt, że tak potężna armia jak turecka przeprowadza tak nieskutecznie, wręcz nieudolnie, zamach stanu? 
– Na podstawie wiedzy, jaką dziś posiadamy, nie da się w sposób jednoznaczny określić przyczyn tego puczu. Rzeczywiście wygląda na to, że ten zamach stanu został przeprowadzony bardzo nieudolnie i że to nie była prowokacja. Ale to nic pewnego. Erdogan już od początku lat dwutysięcznych wprowadzał radykalne czystki w armii, obawiając się powtórzenia poprzedniego puczu. Jeden z ekspertów zwrócił uwagę, że zbliżaliśmy się do daty kolejnego posiedzenia Sztabu Generalnego Tureckich Sił Zbrojnych, podczas którego miało dojść do kolejnych dymisji, w związku z tym puczyści mogli stwierdzić, że nie mają nic do stracenia, i spróbować przejąć władzę. 

Jakie były przyczyny takich działań?    

– Nakreśliłbym trzy scenariusze. Po pierwsze, w ostatnich miesiącach Erdogan wzmógł represje wobec tureckiej opozycji. Przejawem tego jest zamykanie gazet, przejmowanie mediów czy zamykanie do więzienia osób, które odważyły się krytykować prezydenta na Facebooku. Do tego dochodzi sprawa zamachów w Turcji i związana z tym nieudolność władz, które nie chcą raz na zawsze rozwiązać kwestii tzw. Państwa Islamskiego, unikając sprzymierzenia się z siłami Baszara al-Asada. Mamy zatem z jednej strony represje w polityce wewnętrznej i niezdecydowaną postawę wobec konfliktu w Syrii. 

To jest powód polityczny, a inne…? 

– Wobec kolejnych dymisji w armii, a być może nawet częściowego wykrycia spisku, puczyści uznali, że nie mają nic do stracenia. 

To z kolei oznacza – i tu się z panem nie zgodzę – że pucz był dobrze zaplanowany. Równoczesne przejęcie kluczowych obiektów telewizji, atak na siedzibę rządu, odcięcie szlaków komunikacyjnych to wszystko są działania sensowne. Czego zatem zabrakło? 

– Przede wszystkim zabrakło poparcia społecznego dla tych działań, i to zarówno w armii, jak i na ulicach. Natomiast sam plan działań wydaje się opracowany w miarę sensownie. Dobrze przemyślany plan nie sprawdza się zazwyczaj wtedy, kiedy ktoś musi się pospieszyć, chociaż wolałby zaczekać. Natomiast jest jeszcze trzeci scenariusz, za którym też przemawiają pewne czynniki, a mianowicie że mieliśmy do czynienia z prowokacją podobną do spalenia gmachu Reichstagu w Berlinie w 1933 r. W tym momencie prezydent Erdogan nakręci niespotykaną od lat 90. spiralę represji, przemocy, aresztowań i przywróci karę śmierci, krótko mówiąc, stworzy nie tylko częściową, która już jest, ale prawdziwą, pełną dyktaturę. Co ciekawe, przynajmniej na początkowym etapie odbędzie się to przy aprobacie zachodnich mocarstw. Pierwsze oznaki po puczu wskazują, że Erdogan tak właśnie działa, nawet jeśli ten zamach stanu nie był przez niego sprowokowany jako polityczne działanie. Proszę zwrócić uwagę, że doszło do masowych aresztowań sędziów, w tym sędziów Trybunału Konstytucyjnego, i Unia Europejska jakoś niespecjalnie protestuje. Turcja wprawdzie nie jest członkiem Unii, ale współpracuje ze Wspólnotą w ramach Rady Europy, a jej przedstawiciele zasiadają w Komisji Weneckiej. Tak czy inaczej Erdogan, wykorzystując sytuację, przeprowadza masowe aresztowania i wrzuca do worka z napisem „puczyści” wszystkich, począwszy od swojego największego przeciwnika Fethullaha Gülena, który jest islamskim przewodnikiem duchowym przebywającym w Stanach Zjednoczonych, poprzez wojskowych, za którymi nie przepada, skończywszy na sędziach, również sędziach Sądu Najwyższego, którzy mogliby jego radykalne posunięcia podawać w wątpliwość. I to jest nic innego jak dyktatura. 

W tej sytuacji sam fakt puczu może być problemem. Co Pan ma na myśli? 

– Niektórym mogłoby się wydawać, że zatrzymania to jest pomyślne zakończenie tego buntu, że puczyści zostali ujęci, a sprawiedliwości stało się zadość, ale ja, szczerze mówiąc, jestem pesymistą. Uważam, że mimo zatrzymania prowodyrów w wyniku puczu w Turcji i tak będzie dyktatura, tyle że inna, nie wojskowa. 

Czy umocnienie władzy Erdogana może oznaczać wzrost islamizacji Turcji? 

– Tak można przypuszczać, że będzie to zmierzało w stronę islamu, konserwatywnego islamu, i w stronę większej radykalizacji postaw, ale nie będzie gwałtownego skoku w stronę fundamentalizmu, bo to mogłoby za bardzo podgrzać atmosferę. I na to społeczeństwo tureckie jeszcze nie jest gotowe. Trzeba pamiętać, że Turcja to wielki kraj, niezwykle zróżnicowany i to nie będzie islamizacja gwałtowna, taka jak np. podczas rewolucji irańskiej. Natomiast polityczna islamizacja będzie postępować. To znaczy, że jeżeli rząd utraci zaufanie i rozpocznie represje wobec wojskowych, mediów, prawników, to siłą rzeczy rządzącą partię (AKP), która i tak jest już konserwatywno-muzułmańska, będzie jeszcze bardziej ciągnęło w stronę meczetu, zwłaszcza jego radykalnej części. 

Dlaczego? 

Dlatego że partia polityczna musi mieć jakąś polityczną podbudowę społeczną i po pierwszych posunięciach Erdogana widać, że właściwie nie ufa on nikomu, nawet liberalnym duchownym muzułmańskim. Fethullah Gülen, na którego punkcie Erdogan ma pewną obsesję, jest tego najlepszym przykładem. Z tych wszystkich środowisk religijnych, jakie są w Turcji, prezydentowi najbliżej do konserwatywnych muzułmanów. Oczywiście póki co nie ma sygnałów, żeby miał to być radykalny, fundamentalistyczny islam, natomiast niewątpliwie w tym właśnie kierunku będzie się to rozwijać. Zresztą takie zwroty w tureckiej polityce pojawiały się już przed puczem. 

Jak to, co się dzieje w Turcji, ma się do aspiracji tego kraju do członkostwa w UE, która tak „wielką” wagę (jak w przypadku Polski) przywiązuje do standardów państwa demokratycznego? – 

Francuski filozof, eseista François de La Rochefoucauld mawiał, że hipokryzja jest ukłonem występków w stronę cnót. Zgodnie z tą definicją hipokryzja ma pewne granice. Uważam, i być może nie wszyscy analitycy się ze mną zgodzą, że to, co się wydarzyło w Turcji, pomimo tego, że pucz był nieudany, przekreśla w przewidywalnej przyszłości tureckie aspiracje związane zarówno z akcesją do UE, jak też z wprowadzeniem ruchu bezwizowego. 

Dlaczego przekreśla?… 

– Dlatego że – jak powiedziałem wcześniej – wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że niezależnie od przyczyn puczu, a teorie są różne, skończy się on niespotykanym wcześniej w Europie i niewyobrażalnym dla przeciętnego Europejczyka wzmocnieniem władzy i falą represji, których nie da się uzasadnić samym zamachem stanu. Znając inklinacje Erdogana, trudno wyobrazić sobie, aby mogło być inaczej. Pewnych rzeczy pod dywan zamieść się nie da, podobnie jak nie da się nagiąć pewnych standardów – nawet w UE i nawet jeśli chcą tego Niemcy. W tej sytuacji otwarcie granic dla Turków oznaczałoby niespotykaną falę migracyjną. Biorąc to wszystko pod uwagę, w tej chwili nie ma możliwości nawet rozmawiania na temat członkostwa Turcji w UE. 

No dobrze, ale akcesja Turcji i zniesienie wiz były warunkami powstrzymania fali uchodźców… 

– W tej sytuacji to porozumienie prawdopodobnie też może nie wytrzymać najnowszych posunięć Erdogana. I to jest bardzo niepokojące. Oczywiście patrzymy na ten problem w pewnej perspektywie. Tak czy inaczej proszę nie zapominać o tym, że mówiąc o Turcji, mamy na uwadze, że jest to druga armia NATO, najliczniejsza armia w Europie, że jest to kraj, który pod względem liczby mieszkańców ustępuje tylko nieznacznie Niemcom. I porównując historycznie populację, wojsko i w ogóle potencjał, Turcja jest teraz mniej więcej na poziomie Niemiec w latach 30. ubiegłego stulecia, a więc na bardzo wysokim poziomie.  A więc mówić, że w Turcji wszystko wróciło do normy, to tak jakby po wydarzeniach z 1933 r. w Niemczech, czyli po spaleniu Reichstagu, ktoś powiedział, że nic w zasadzie się nie stało… Ale to nieprawda, bo stało się. Już sam fakt, że w tak potężnym kraju mogło dojść do tak poważnych zawirowań, jest bardzo niepokojący, wręcz przerażający. I to powinno decydentom w UE, w ogóle w Europie, spędzać sen z powiek. 

Czy w tej sytuacji Turcja będzie nadal tą przysłowiową bramą, czy wciąż będzie pełnić rolę katalizatora dla imigrantów muzułmańskich przed wstępem do Europy Zachodniej, na co chyba dość nierozsądnie politycy unijni liczyli? 

– Bardzo trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Tak czy inaczej wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że Turcja pod rządami prezydenta Erdogana nadal będzie spełniać taką rolę. Wszystko bowiem wskazuje, że Erdogan będzie budował w swoim kraju dyktaturę, na co UE zareaguje alergicznie, np. poprzez spowolnienie wszelkich procesów negocjacyjnych dotyczących zarówno wiz, jak i ewentualnej akcesji Turcji do Unii. W tej sytuacji Erdogan zareaguje najpewniej podniesieniem szlabanów w obozach dla uchodźców i stwierdzeniem, że on również wypowiada umowę. W związku z tym pod jego rządami jest bardzo mało prawdopodobne, że Turcja będzie krajem stabilnym, demokratycznym i mogącym powstrzymać uchodźców. Oczywiście pod rządami puczystów byłoby niewiele lepiej. Jak patrzę na wydarzenia w Turcji i działania prezydenta Erdogana, to sądzę, że najlepiej byłoby, gdyby jednak na pewnym etapie nastąpiła pokojowa wymiana władzy, co też poniekąd jest niemożliwe. Doszło do zjednoczenia opinii publicznej wokół Erdogana, co w sytuacji zagrożenia jest zupełnie zrozumiałe i wiele wskazuje – patrząc z dzisiejszej perspektywy – że ten człowiek będzie rządził długo, co więcej, będzie rządził twardą ręką. Jest mało prawdopodobne, że pod jego rządami Turcja będzie państwem, na którym można będzie polegać. 

Co to oznacza dla Europy?        

– To znaczy, że niestety, ale będziemy musieli się przygotować na kolejne fale uchodźców, na zawirowania z tym związane. Musimy też przestać udawać, że wszystkich dobijających się do bram Europy jesteśmy w stanie przyjąć. Konieczna jest zatem rewizja bezrefleksyjnej polityki migracyjnej. Co więcej, potrzebna jest strategia lokowania uchodźców do bezpiecznych ośrodków, być może będziemy musieli też ustabilizować sytuację w Libii, wysyłając tam – jako NATO i UE – wojsko. I to wszystko jest na miarę naszych możliwości. W Syrii, gdzie do walki z tzw. Państwem Islamskim włączyły się główne światowe mocarstwa, sytuacja jest bardzo skomplikowana, natomiast nawet metodami wojskowymi jesteśmy w stanie opanować sytuację w Libii i przynajmniej z tej strony odciążyć granice Europy przed napływem imigrantów. Być może wyjściem będzie też utworzenie również w Libii obozów przejściowych, które pomogą nam w racjonalny sposób zarządzać kryzysem uchodźczym (myślę tu o faktycznych uchodźcach wojennych) w podobny sposób, jak to miało miejsce w Turcji. Oczywiście jest to pieśń przyszłości, pewna wizja i może się ona wydawać dość radykalna, ale kto wie, czy nie konieczna. NATO musi podjąć takie kroki, musi zacząć działać w sposób zdecydowany. Główne siły polityczne na świecie muszą zacząć myśleć w kategoriach realnego zagrożenia. Być może ocieram się tu o banał, ale współczesna, odpowiedzialna polityka zagraniczna nie polega li tylko na soft power i wymianie handlowej,  te czasy się już skończyły. 

To, co Pan mówi, to nie jest banał i być może od tego należałoby zacząć rozwiązywać problem uchodźców, a więc od rozwiązania problemów tam, gdzie one powstają, a nie za ogromne pieniądze kupować sobie czas i tzw. święty spokój, uznając, że Turcja zatrzyma falę migracyjną? 

– Porozumienia z rządem prezydenta Erdogana raczej nie przetrwają próby czasu, zważywszy, że w tej chwili w Turcji może nastąpić budowa dyktatury. Pomysł, aby zastopować falę migracji w Turcji, nie był całkowicie pozbawiony sensu. W polityce można popełnić dwa błędy: pierwszy to błąd unikania jakiejkolwiek współpracy i wtedy wyzwania zaczynają nas przerastać, natomiast drugi to błąd, gdzie uzależnia się własną egzystencję od widzimisię sojuszników. Tak zrobiła Polska w latach 30. i w 1939 r. działała, uznając, że w razie czego ma międzynarodowe gwarancje. Podobnie UE postąpiła w przypadku kryzysu migracyjnego, opierając się na Turcji. Nie można zawieszać bytu i stabilności całego kontynentu europejskiego i uzależniać się od opinii Turcji. Konieczny jest plan B, który trzeba mieć przynajmniej w formie koncepcyjnej. Kupienie czasu od Turcji nie było czymś z gruntu złym, ale pod warunkiem, że traktuje się to jako rozwiązanie prowizoryczne, na które można przystać tylko w sytuacji podbramkowej. 

Dziękuję za rozmowę.        Mariusz Kamieniecki

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/162303,trudno-polegac-na-turcji-erdogana.html


 
Turcja krytykuje sojuszników
Turecki minister ds. UE Omur Celik powiedział w sobotę, że rząd jest zdumiony, iż sojusznicy nie złożyli po zamachu wizyt w Turcji na znak poparcia. Reuters przypomina, że UE i USA wyraziły poparcie dla Ankary, ale krytykują czystki, jakie nastały po zamachu.
Również w sobotę turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu zapowiedział, że w ciągu dziesięciu dni Ankara przygotuje dokumentację do wniosku o ekstradycję mieszkającego w USA islamskiego myśliciela Fethullaha Gulena, którego prezydent Recep Tayyip Erdogan oskarża o zorganizowanie puczu.
W wywiadzie dla prywatnej telewizji NTV Cavugoglu oznajmił, że powiązania między Gulenem a puczystami „są bardzo oczywiste”, a Turcja zrobi wszystko w wymiarze „politycznym i prawnym”, aby zapewnić sobie ekstradycję kaznodziei.
Gulen jest dawnym sojusznikiem Erdogana, który jednak obecnie uznaje go za swego największego wroga.
RS, PAP
 
 Czystki po zamachu trwają

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powrócił do Ankary, by przewodniczyć posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zapowiedział, że podjęta na nim zostanie „ważna decyzja”. Czystki po próbie zamachu stanu objęły już 50 tys. osób w całym kraju. Zapowiedziana „ważna decyzja” wywołała falę spekulacji w Turcji, ale żadne szczegóły nie zostały ujawnione. Oczekuje się jednak, że będzie ona miała kluczowe znaczenie dla rozwoju sytuacji politycznej Turcji po udaremnionym przewrocie wojskowym z 15 lipca.  Prezydent Erdogan pojawił się w Ankarze po raz pierwszy od próby przewrotu. Do tej pory przebywał w swoim rodzinnym Stambule, pokazując się w otoczeniu tłumów zwolenników. Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego zwołano w pałacu prezydenckim, którego najbliższe otoczenie mocno ucierpiało w bombardowaniach w noc z piątku na sobotę.  Podano najnowszy bilans przewrotu: zginęło 312 osób, w tym 145 cywilów, 60 policjantów i trzech żołnierzy wiernych rządowi, a także 104 buntowników. Od tamtej pory 48,8 tys. osób zostało zwolnionych z pracy lub zawieszonych – wynika z zestawienia dziennika „Hurriyet”. Są to głównie wojskowi, policjanci, sędziowie i prokuratorzy, urzędnicy, nauczyciele i wykładowcy. Zwolniono m.in. prawie 1,6 tys. rektorów i dziekanów wszystkich tureckich uczelni, zarówno państwowych, jak i prywatnych. W środę poinformowano, że ministerstwo obrony objęło dochodzeniami wszystkich sędziów i prokuratorów wojskowych w kraju i podjęło decyzję o zawieszeniu 262 z nich. Wszystkim nauczycielom akademickim zakazano wyjazdu z kraju, a przebywających za granicą wezwano do powrotu.  Zatrzymanych lub aresztowanych zostało ponad 9 tys. osób, w tym ponad stu spośród ok. 360 tureckich generałów. 99 z nich zostało już formalnie oskarżonych o związki z próbą zamachu stanu.  W środę tureckie lotnictwo przeprowadziło nowe bombardowania pozycji Partii Pracujących Kurdystanu w Iraku, co odebrano jako dowód, że Erdogan odzyskał całkowitą kontrolę nad siłami powietrznymi. To właśnie one miały odegrać decydującą rolę w nieudanym puczu. W areszcie pozostaje ich były dowódca gen. Akin Ozturk, który jednak odrzucił oskarżenia, że kierował spiskiem. Tureckie władze oskarżają Fethullaha Gulena o zorganizowanie puczu. Mieszkający w USA od 1999 roku Gulen, który ma wielu sympatyków w tureckiej służbie cywilnej, sądownictwie i policji, zdecydowanie zaprzecza, jakoby miał coś wspólnego z próbą przewrotu. W środę wezwał amerykańskie władze do odrzucenia zapowiadanego przez Ankarę wniosku o jego ekstradycję. Erdogan „po raz kolejny pokazał, że jest gotów na wszystko, by konsolidować władzę i prześladować tych, którzy go krytykują” – napisał w oświadczeniu Gulen. Jego organizację Hizmet (Służba) tureckie władze uznają za organizację terrorystyczną, choć w przeszłości Gulen i Erdogan blisko ze sobą współpracowali. Kreml potwierdził doniesienia tureckich mediów, że Erdogan spotka się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Do spotkania ma dojść w Rosji na początku sierpnia.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/swiat/162479,czystki-po-zamachu-trwaja.html
 
Turcja: Po puczu zatrzymano ponad 15 tys. osób
W Turcji po nieudanej próbie przewrotu wojskowego, do której doszło 15 lipca, zatrzymano ponad 15 tys. osób, w tym ponad 10 tys. wojskowych – poinformowała w środę telewizja CNN Turk, powołując się na ministra spraw wewnętrznych Efkana Alę.
Według tego źródła, ogółem 8113 osób osadzono już w areszcie śledczym.
Wcześniej, w środę, tureckie wojsko poinformowało, że w próbie puczu wzięło udział ponad 8,6 tys. żołnierzy, co stanowi ok. 1,5 proc. sił zbrojnych. Wojskowi mieli należeć do „siatki terrorystycznej” przebywającego w USA muzułmańskiego kaznodziei Fethullaha Gulena.
Tureckie władze, które oskarżają Gulena o zorganizowanie zamachu stanu, domagają się od USA jego wydania. Gulen był sprzymierzeńcem prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, obecnie jednak jest przez niego uważany za największego wroga.
W odpowiedzi na pucz, w wyniku którego zginęło co najmniej 270 osób, władze Turcji rozpoczęły czystki na bezprecedensową skalę w różnych instytucjach, w tym w mediach. Prezydent Erdogan potwierdził w poniedziałek, że „obywatele Turcji chcą przywrócenia kary śmierci”. Władze nie wykluczają, że może ona obowiązywać wstecz, aby mogła być zastosowana wobec puczystów

 

 

 

 

Pucz w Turcji. "NYT" ostrzega: powstała fala antyamerykanizmu, która może zagrozić NATO i relacjom Ankary z Waszyngtonem
• Turcja oskarża USA o współudział w wojskowym zamachu stanu z 15 lipca 
• "NYT": Turcja "prowadzi dwulicową, cyniczną grę", to nie jest zaufany sojusznik 
• Dziennik zauważa, że może to zaszkodzić NATO i popchnąć Turcję w stronę Rosji
PAP/EPA / Abdullah Coskun
Turcja, która po nieudanym puczu szuka kozła ofiarnego, o współudział w spisku oskarża USA; wywołało to falę antyamerykanizmu, który wraz z czystkami w państwie może zagrozić NATO, relacjom Ankary z Waszyngtonem i stabilności samej Turcji - pisze "NYT". 

Zdaniem prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana i innych przedstawicieli tureckich władz głównym odpowiedzialnym za próbę wojskowego zamachu stanu z 15 lipca jest Fethullah Gulen - islamski kaznodzieja, dawniej sojusznik, a obecnie wróg Erdogana, który od 1999 roku mieszka w USA na dobrowolnym wygnaniu. "Jednak prorządowe media, politycy i zwykli obywatele z wszystkich grup społecznych wskazują palcem także Waszyngton (...)" - podkreśla "New York Times". 

Jak pisze "NYT", prorządowa gazeta "Yeni Safak" oskarżyła o zorganizowanie przewrotu CIA, amerykańskiego generała i byłego dowódcę sił NATO w Afganistanie Johna Campbella oraz Henri Barkeya - specjalistę ds. Bliskiego Wschodu w waszyngtońskim think tanku Woodrow Wilson Center. Jako dowód na współudział tego ostatniego podano, że w czasie puczu przebywał na wyspie niedaleko Stambułu na akademickim seminarium. 


"Nie miałaby sensu próba zdestabilizowania przez USA sojusznika w NATO, którego współpraca jest kluczowa dla bezpieczeństwa Sojuszu i walki z Państwem Islamskim, zwłaszcza gdy duża część regionu pogrążona jest w chaosie" - zauważa dziennik. 

Turcja "prowadzi dwulicową, cyniczną grę" - pisze "NYT". "Erdogan zarzucił Zachodowi, że nie dość stanowczo potępił pucz, ale wydaje się, że tak naprawdę chodzi mu raczej o to, iż kraje zachodnie wyraziły zaniepokojenie sposobem, w jaki on sam wykorzystał próbę przewrotu do usunięcia ok. 66 tys. osób z armii, ministerstw, szkół i uniwersytetów" - ocenia dziennik. 

"Napięcia w stosunkach będą narastać i mogą popchnąć Turcję w stronę Rosji" 


"Amerykańskie władze całkiem słusznie podejrzewają, że Erdogan nasila krytykę pod adresem Waszyngtonu, by zmusić USA do ekstradycji Gulena. (...) Turcja przekazała (amerykańskiej) administracji dokumenty (w tej sprawie), ale bez prawnego uzasadnienia" - zaznacza gazeta. 

USA spodziewają się, że wywołane sprawą Gulena napięcia w stosunkach amerykańsko-tureckich będą narastać i mogą popchnąć Turcję w stronę Rosji - pisze "NYT", choć jednocześnie zaznacza, że w prywatnych rozmowach strona turecka zapewniła USA o dalszej współpracy w walce z IS. 

"W dłuższej perspektywie USA i NATO muszą się zmierzyć z poważniejszym problemem: co zrobić z kluczowym sojusznikiem, który odchodzi od demokratycznych standardów?" - podkreśla gazeta, dodając, że "nawet wzmianka o możliwych działaniach NATO (wobec Turcji) prawdopodobnie rozwścieczy Erdogana". 

"Trudno jednak wyobrażać sobie Turcję jako zaufanego sojusznika, jeśli przyjmuje ona zasady i praktyki tak niespójne z tymi wyznawanymi przez Zachód, ani też jak kraj ten ma zapewnić sobie dalszy rozwój i bezpieczeństwo bez NATO jako kotwicy" - konkluduje "New York Times".
 
Źródło; http://wiadomosci.wp.pl/kat,143156,title,Pucz-w-Turcji-NYT-ostrzega-powstala-fala-antyamerykanizmu-ktora-moze-zagrozic-NATO-i-relacjom-Ankary-z-Waszyngtonem,wid,18454018,wiadomosc.html
 
 
 
De Mattei: imamowie w kościele to obraza wiary i rozumu
 
De Mattei: imamowie w kościele to obraza wiary i rozumu
fot. bigvolum.com
W ostatnią niedzielę we włoskich kościołach gościli muzułmanie – stało się tak z inicjatywy biskupów. Imamowie cytowali Koran z ambony. Gdy ISIS zachęca swych żołnierzy do niszczenia krzyży i zabijania chrześcijan, Konferencja Episkopatu Włoch zdaje się uwalniać religię mahometańską od wszelkiej odpowiedzialności za krwawe prześladowania – zauważa profesor Roberto de Mattei.

Roberto de Mattei na łamach włoskiego „Il Tempo” komentuje inicjatywę przewodniczącego Konferencji Episkopatu Włoch kardynała Angelo Bagnasco, który skrytykował katolików wyrażających swe zakłopotanie, lub nawet oburzenie, z powodu zaproszenia do włoskich kościołów, na niedzielę 31 lipca, muzułmanów. –Doprawdy nie rozumiem powodu tego oburzenia – powiedział duchowny. W przekonaniu duchownego uczestnictwo tysięcy muzułmanów w modlitwie przed ołtarzem ma być „wyrazem potępienia przemocy i bezwzględnego odcięcia się od aktów terroru”.

Według profesora de Mattei udział muzułmanów w Mszach świętych był nie tylko bezsensowny, ale przede wszystkim był aktem świętokradczym.

„Dlaczego było to świętokradztwo? Dlatego, że katolickie kościoły, w przeciwieństwie do meczetów, nie są ośrodkami konferencyjnymi czy propagandowymi, ale miejscami świętymi, gdzie odbywa się adoracja Jezusa Chrystusa, prawdziwie obecnego w Mszy Świętej w swym Ciele, Krwi, Duszy i Bóstwie. Jeśli trzeba zorganizować międzyreligijne spotkania poświęcone walce z przemocą, to takie eventy (stricte polityczne przecież) mogą mieć miejsce w każdym innym miejscu, ale nie w Domu Bożym! Domu Boga, w którego wiarę wyznają przecież włoscy biskupi i papież, a z którym to Bogiem przez wieki walczyli właśnie wyznawcy islamu”  - napisał publicysta.  

Autor podał skandaliczne przykłady skutków, do których doprowadziła inicjatywa biskupów: „W Rzymie na przykład, w Bazylice Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu, dwóch spośród obecnych tam w niedzielę imamów - Ben Mohamed Mohamed i Sami Salem – przemawiali z ambony cytując fragmenty Koranu! Ale podczas Ewangelii obrócili się plecami, a gdy katolicy odmawiali Credo, imamowie mruczeli pod nosem muzułmańską modlitwę. W katedrze w Bari natomiast, imam Sharif Lorenzini, recytował po arabsku pierwszą surę Koranu, która potępia niewiarę chrześcijan a brzmi: Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, których obdarzyłeś dobrodziejstwami, nie zaś tych, na których jesteś zagniewany, i nie tych, którzy błądzą”.

De Mattei zauważa, że prócz świętokradztwa całe to wydarzenie było też po prostu aktem pozbawionym sensu. „Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia dla zapraszania muzułmanów do kościołów i udostępniania im ambon. Inicjatywa włoskich i francuskich biskupów może wywołać wrażenie, że islam nie ponosi żadnej odpowiedzialności za terroryzm, jakby to nie w imię Koranu muzułmanie masakrowali chrześcijan na całym świecie. Zaprzeczanie, że to czego doświadczamy nie jest wojną religijną, to tak jakby zaprzeczać, że terroryści z Czerwonych Brygad prowadzili wojnę przeciwko państwu włoskiemu” – pisze de Mattei.

Włoski uczony zauważa, że motywacja bojowników Państwa Islamskiego jest bowiem zarówno religijna jak i ideologiczna, a inspirację czerpie z wersetów Koranu. „To w imię Koranu prześladuje się dziesiątki tysięcy katolików na Bliskim Wschodzie, w Indonezji i w Afryce. Gdy ISIS zachęca swych żołnierzy do niszczenia krzyży i zabijania chrześcijan, Konferencja Episkopatu Włoch zdaje się uwalniać religię mahometańską od wszelkiej odpowiedzialności za krwawe prześladowania, przypisując masakry z ostatnich miesięcy kilku ekstremistom. Trudno więc nie zauważyć, że to co miało miejsce we włoskich i francuskich kościołach w niedzielę 31 lipca jest poważnym wykroczeniem przeciwko wierze i rozumowi” – puentuje Roberto de Mattei.  



Źródło: corrispondenzaromana.it
malk



 
 
Niemcy kilkukrotnie pchnęły nas w Europie do wojny – powiada ks. Cisło
 
„Niestety, ale płacimy dzisiaj za zdradę chrześcijaństwa”
podkreślił na antenie Telewizji Trwam ks. prof. Waldemar Cisło, wskazując na  antychrześcijańską politykę Unii Europejskiej. W audycji „Polski punkt widzenia” dyrektor Sekcji Polskiej Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” przypomniał słowa św. Jana Pawła II i Benedykta XVI, którzy podkreślali, że wieki XX i XXI są czasami męczenników.
Ks. prof. Waldemar Cisło – w rozmowie z red. Dariuszem Pogorzelskim – zaznaczył, że każdego roku na świecie tysiące chrześcijan ponosi męczeńską śmierć. 
– Te liczby były dramatyczne. Przez wiele lat podawano liczbę 170 tys. męczenników rocznie, czyli co 3 minuty ktoś na świecie ginął za wiarę. Ostatnie dane podawane dwa lata temu przez Radio Watykańskie mówiły o 105 tys., co daje wypadkową, że co 5 minut ktoś na świecie jest zabijany tylko dlatego, że jest chrześcijaninem – tłumaczył gość czwartkowej audycji „Polski punkt widzenia”.
Jak dodał, nienawiści wobec chrześcijan oraz innych mniejszości religijnych sprzyjały zjawisko arabskiej wiosny czy działalność tzw. Państwa Islamskiego.
– To są często małe grupy. Za nimi nikt się nie wstawia – czy rządy, czy wielkie instytucje. Pamiętajmy, że kiedy prosiliśmy chociażby agendy Unii Europejskiej o jakieś mocniejsze wypowiedzi, kiedy mordowano chrześcijan, bardzo trudno było otrzymać jakąś rezolucję, akt potępienia czy tego typu wypowiedzi. To też niestety wpisuje się w pewną niechęć do chrześcijaństwa, która jest widoczna również na tym poziomie – zauważył dyrektor Sekcji Polskiej Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”.
Ks. prof. Waldemar Cisło przypomniał wołanie św. Jana Pawła II, który do końca prosił Stany Zjednoczone o to, by nie rozpoczynały interwencji w Iraku.
Kapłan tłumaczył, że zarówno w Iraku, jak i Syrii ginęły setki ludzi, a problem zauważono dopiero w momencie, gdy przeniósł się on do Europy. Skrytykował politykę migracyjną niemieckiej kanclerz Angeli Merkel.
– Niektórzy obserwatorzy życia publicznego mówią, że Niemcy kilkukrotnie pchnęły nas w Europie do wojny. Musimy zrobić wszystko, żeby Angela Merkel nie wpakowała nas w wojnę w Europie. Wszystko zmierza niestety w tym kierunku. To są dość ostre stwierdzenia, ale poniekąd można się z nimi zgodzić – tłumaczył gość czwartkowej audycji „Polski punkt widzenia”.
Dodał, że poprzez zgodę na napływ ludności muzułmańskiej do Europy próbowano zniwelować wpływy chrześcijaństwa na wiele instytucji europejskich. Podkreślił, że wraz z oświeceniem chciano narzucić Europie narrację, według której chrześcijaństwo jest złem, a religia przeszkodą do szczęścia człowieka.
– Dzisiaj płacimy za zdradę chrześcijaństwa, bo gdybyśmy byli autentycznie wierzącymi ludźmi, to nie musielibyśmy obawiać się ani najazdu, ani tego, że utracimy pewne wartości. Jak Europa jest pusta, jak Europa zdradziła Krzyż, to teraz musi za to płacić. Ci, którzy przychodzą, przychodzą z taką oto misją, że postrzegają nasz kontynent jako kontynent pozbawiony wartości i przynoszą nam te wartości, które oni uważają za swoje– mówił dyrektor Sekcji Polskiej Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”. (.. co by nie mówić i jakby nie patrzeć i tak wpadliśmy z deszczu pod rynnę.  Czas w którym przyszło nam żyć nie jest czasem optymistycznym i w chwili obecnej musimy szukać mniejszego zła,  ale jedno jest pewne – szanujmy własną religię niż cudzą na siłę !)
Na 1,5 mln ks. prof. Waldemar Cisło oszacował liczbę katolików w Arabii Saudyjskiej. Wskazując na ich prześladowanie, przyznał, że ludzie ci nie mają jednego miejsca, w którym mogliby się modlić.
 
 
Kolejny zamach w Belgii. Dwie policjantki ranne, napastnik krzyczał „Allah akbar!”
 
Kolejny zamach w Belgii. Dwie policjantki ranne, napastnik krzyczał „Allah akbar!”
REUTERS/Eric Vidal
Niezidentyfikowany mężczyzna w pobliżu komendy w belgijskim Charleroi zaatakował maczetą dwie policjantki. Obrażenia jednej z nich są poważne. Padły strzały, w wyniku czego napastnik został ranny, a następnie zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
 
W piątek po południu w Charleroi w Belgii mężczyzna uzbrojony w maczetę zaatakował dwie policjantki. Jak informuje na Twitterze tamtejsza policja „ranił je, zanim sam został postrzelony”. Do ataku doszło w pobliżu komendy głównej policji.
 
Napastnik miał krzyczeć: „Allah akbar”. Jak podaje TVP Info stan jednej z kobiet jest poważny, otrzymała uderzenia m.in. w głowę.
 
Belgijski premier Charles Michel potępił atak. - Moje myśli kieruję ku ofiarom, ich krewnym i policjantom. Wyjaśniamy sytuację - podkreślił.

Na razie nic nie wiadomo o sprawcy ataku. Prokuratura wszczęła śledztwo. Miasto było wykorzystywane jako baza dla terrorystów wiązanych z atakami w Paryżu w listopadzie 2015 r. i w Brukseli w marcu roku 2016.
 
Źródło: tvp.info/rmf24.pl/interia.pl
KRaj


 
 
 
 
Muzułmanin szefem resortu spraw zagranicznych? W Niemczech to bardzo prawdopodobne
 
Muzułmanin szefem resortu spraw zagranicznych? W Niemczech to bardzo prawdopodobne
Photo: MAURIZIO GAMBRINI/DPA
Jeśli w wyborach parlamentarnych Angela Merkel nie będzie miała tylu głosów, aby samodzielnie rządzić, wówczas zajdzie potrzeba koalicji z Zielonymi. Całkiem prawdopodobne, że resort spraw zagranicznych RFN obejmie wtedy Cem Özdemir, wiceszef lewicowej partii. Byłby to pierwszy taki przypadek w historii Europy.
 
Cem Özdemir to niemiecki polityk pochodzenia tureckiego. Jest deputowanym do Bundestagu, a także wiceprzewodniczącym Zielonych. Wyznaje islam. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że w najbliższej przeszłości może zostać ministrem spraw zagranicznych Niemiec. - Mieliśmy już Sayeedę Warsi – sekretarz stanu w MSZ Wielkiej Brytanii – która była pierwszą w historii muzułmanką, jaka weszła w skład brytyjskiego rządu. Jednak żaden z pierwszych krajów członkowskich Unii Europejskiej nie miał w historii ministra muzułmanina odpowiedzialnego za politykę zagraniczną – powiedział niezalezna.pl europoseł Ryszard Czarnecki.
 
- W Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii są milionowe wspólnoty wyznawców islamu. I ich awans postępuje, zwłaszcza w strukturach politycznych, ale także medialnych. Oznacza to tylko jedno, w Unii Europejskiej jest nie tylko coraz więcej muzułmanów procentowo, ale i jest ich coraz więcej w europejskich elitach. Wzrasta ilość muzułmańskich wyborców, a w związku z tym politycy zachodnioeuropejscy stają się ich zakładnikami – nie chcą ich drażnić, nie chcą tracić ich głosów – dodaje Czarnecki.
 
Źródło: niezalezna.pl
KRaj


 
 
 
 
 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Znakomity zestaw informacji
    Gratuluję.
  • Poparcie w Turcji
    http://wpolityce.pl/swiat/303688-erdoganie-jestes-darem-od-bogakaz-nam-zginac-a-zginiemyw-stambule-rozpoczela-sie-wielka-manifestacja-poparcia-dla-prezydenta
  • I arogancja wobec UE
    http://wpolityce.pl/swiat/303684-glowny-doradca-erdogana-obraza-na-twitterze-kanclerza-austrii-spie-niewierny-ue-rozpada-sie-nato-jest-niczym-bez-turcji

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

więcej