Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
450 postów 1526 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Heretycy przeczą, iż władza i państwo pochodzą od Boga

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Heretycy przeczą, iż władza i państwo pochodzą od Boga Heretycy zaprzeczają, iż zadaniem państwa jest bronić Świętej Wiary katolickiej oraz Civitas Dei

 
Cywilizowany człowiek żyje w państwie” ks. prof. Michał Poradowski
 
Kard. August Hlond
Państwo i jego władza pochodzi od Boga
 
Państwo wywodzi się z natury ludzkiej, w której tkwi wrodzona skłonność do łączenia się w większe zespoły dla celów bezpieczeństwa i porządku publicznego, dla postępu i rozwoju. Będąc potrzebą natury ludzkiej, Państwo jest nakazem owego odwiecznego zakonu moralnego, który Stwórca wyrył w sercu człowieka, a który nazywamy prawem przyrodzonym.A ponieważ żadne społeczeństwo nie może istnieć, jeżeli ktoś nad wszystkimi władzy nie sprawuje, któraby skutecznie pobudzała jednostki do wspólnych celów, jest rzeczą oczywistą, że zespołom ludzkim jest koniecznie potrzebna naczelna władza, wypływająca z tego samego zakonu bożego, z którego społeczność pochodzi”.

Zatem i Państwo i władza jego wywodzą się nie z jakiegoś przygodnego wydarzenia dziejowego ani z dobrowolnej umowy ludzkiej, lecz z prawa przyrodzonego. To prawo nie określa wprawdzie ani ustroju Państwa, ani sposobu przekazywania władzy państwowej, a tym mniej osobę piastuna władzy, ale wprowadzając do społeczności państwowej władzę naczelną, jako konieczność natury, opromienia tę władzę majestatem Stwórcy, który jest zakonu przyrodzonego dawcą. W tym znaczeniu Kościółuczy, że Państwo i władza od Boga pochodzą. Tak też rozumiemy te miejsca Pisma świętego, które mówią o boskim pochodzeniu władzy. Przytaczam tylko owo dosadne twierdzenie św. Pawła: „niemasz zwierzchności, jeno od Boga, a które są, od Boga są postanowione”.

Nauce katolickiej nie sprzeciwia się, że w pewnych wypadkach lud obiera tych, którzy mają stanąć na czele Państwa. W tych razach bowiem Bóg nie wyznacza ani formy ani piastuna władzy bezpośrednio, jak wyznaczył Mojżesza i Dawida, leczpośrednio przez lud. Taki wybór nie nadaje władzy, lecz wskazuje jedynie tego, który ma ją wykonywać. Każda władza zaś jest od Boga”. Tak pojmować należy te zwroty w nowoczesnych konstytucjach demokratycznych, które mówią o narodzie, jako o źródle władzy państwowej.

Taka jest w krótkich słowach zasadniczą nauka Kościoła katolickiego o pochodzeniu Państwa i jego władzy. Wynika z niej:

a) Kościół bezwzględnie przyjmuje Państwo jako potrzebę przyrodzoną i jako konieczne następstwo faktu, że człowiek, przez Boga stworzony, ma taką a nie inną naturę. Państwo nie jest zatem czymś dowolnym, ale warunkiem naturalnego rozwoju ludzkości, która bez instytucji Państwa nie mogłaby osiągnąć swych przeznaczeń ziemskich i popadłaby w nieopisany chaos.

b) Państwo jest społecznością realną i zorganizowaną, nad którą wykonywa rządy widomy piastun władzy. Ustrój tej społeczności podlega rozwojowi i jest wynikiem czynników historycznych. Również przechodzenie władzy państwowej z jednej na inną osobę jest rzeczą rozwoju dziejowego. Natomiast władza państwowa, jako taka, nie jest tworem człowieka, nie jest płodem dziejów ani wynikiem woli czy mocy narodu, lecz następstwem natury ludzkiej.

c) Ponieważ prawo przyrodzone w myśl nauki Kościoła jest obowiązującym nakazem etycznym, przeto stosunek człowieka do Państwa i do władzy państwowej jest objęty moralnością katolicką.

Kard. August Hlond, List pasterski "O chrześcijańskie zasady życia państwowego" z 23 kwietnia 1923 roku.
 
Zdaniem Ojca Profesora Józefa I.M. Bocheńskiego OP„...polski katolicyzm powinien odrzucić zarówno Maritainowską koncepcję państwa liberalnego, jak neopogańską koncepcję państwa totalnego, atoli jednak opowiedzieć się za państwem "jednokierunkowym", tzn. takim, w którym "uobecnia się określony ideał narodowy i katolicki". Polska "nie może być pojmowana jako wspólny dach dla komunistów, hitlerowców i tym podobnych. Polska ma określoną misję katolicką, tę misję spełnić ma naród polski, w imię tej misji naród polski rządzi Polską, nie inni. Tamci mogą być tolerowani, o ile nie szkodzą. Nic więcej".
 
 
O. prof. Józef Maria Inocenty Bocheński
WOLNOŚĆ RELIGIJNA JEST HEREZJĄ
 
Leżą przede mną ciekawe dokumenty chwili: odezwa biskupów hiszpańskich i protest hiszpańskich teologów, skierowany przeciw ich kolegom francuskim; referat prof. Mantama, wygłoszony u nas, w Poznaniu, na kongresie tomistycznym przed paru laty; zbiór artykułów “Vie intellectuelle”, czołowego organu francuskiej myśli katolickiej, dotyczący spraw hiszpańskich i dwa inne o Kościele - “corp du peche” (”ciele grzechu”, jak jeden z nich głosi w swym tytule), wreszcie znakomity artykuł wybitnego naszego działacza katolickiego, doktora Andrzeja Niesiołowskiego, niedawno drukowany w “Kulturze”.

Żaden z nich, osobno rozważany nie wywołałby może zbyt daleko idących zastrzeżeń, ani obaw - wyjąwszy owe, skandaliczne moim zdaniem wywody o Kościele. Kiedy się jednak czyta te rzeczy jedne po drugich, kiedy się próbuje powiązać ich myśli przewodnie - co zresztą trudno nie przychodzi - mnie przynajmniej robi się zimno. Jest źle, trzeba bić na alarm. Myśl katolicka w osobach najwybitniejszych swoich reprezentantów zdaje się iść na manowce, zdradza wielowiekową tradycję, próbuje zaprzeczyć dorobkowi wieków, od św. Augustyna do Piusa X, szuka nowego sensu w Ewangelii, której - nie można oprzeć się wrażeniu, że tak autorowie myślą - nie zrozumieli ani św. Augustyn, ani św. Bernard, ani św. Tomasz z Akwinu. Szczególnie źle wychodzi w ich analizach jeden z największych papieży ostatnich czasów, Pius IX. Nie cytuje się wprawdzie jego słów z “Syllabusa”, bo tam zebrane są zdania i twierdzenia, które Pius IX jako papież potępił. Ale kto uważnie czyta, ten dojrzy prędko, że choć wyraźnie się tego nie mówi, chce się potępić Piusa IX, a z nim całą tradycję chrześcijańską, której patronuje sam św. Augustyn. Dr Niesiołowski trafnie i wnikliwie wykazał to w swoim artykule.

Nie mogę zrozumieć, jak katolicy - między którymi jest wielu księży, ba, wykształconych teologów, którzy wszyscy powinni znać elementarne zasady metodologii katolickiej, w szczególności rolę, jaką w przyjmowaniu i odrzucaniu różnych teorii odgrywa zdanie tradycji tylu wieków, potwierdzone tylekroć przez sam Kościół - powtarzam, nie rozumiem, jak katolicy mogą przechodzić nad tą tradycją do porządku dziennego i - proszę mi wybaczyć wyrażenie - tak po protestancku próbują na nowo i o własnych siłach wysnuć nową treść ze słów Chrystusa? Zdawałoby się, że przypominać nie trzeba, a jednak muszę: źródłem, z którego czerpiemy znajomość prawd wiary jest nie tylko Ewangelia, nie tylko pisma Ojców Kościoła, ale i żywa tradycja, życie Kościoła; nie wolno jej przeczyć, gdy chodzi o sprawy zasadnicze; nie wolno zwłaszcza wtedy, gdy długi szereg papieży i wszyscy teologowie najświetniejszego okresu katolicyzmu jednogłośnie dawali taką właśnie wykładnię ducha katolicyzmu.

Niezrozumienie nauki Kościoła, które może się stać zaczątkiem nowej herezji dotyczy głównie kwestii relacji między Państwem, Kościołem, Narodem, ich wzajemnych powiązań i zależności. Według nauki św. Tomasza z Akwinu, do którego trzeba nam wracać zawsze, bo jego dzieło jest najlepszym wyrazem tradycji, zebranej przez geniusza i uznanej za własną przez Kościół - ten Kościół choć ma cele nadziemskie i choć działa głownie środkami nadprzyrodzonymi, może jednak i powinien uważać się za organizację żyjącą na ziemi, bo tak jest istotnie. Jako taki, Kościół ma prawo domagać się od państwa, by zapewniło mu spokojny rozwój i uniemożliwiło rozkładową akcję jego wrogów. Kościół nie pragnie nikogo zmuszać do wyznawania jego własnej wiary;nie może jednak pozwolić, by błąd miał równe prawa propagandy jak prawda, ani tym bardziej, by tam, gdzie wierni są w przytłaczającej większości, rządzili nimi poganie czy heretycy. W imię tego podstawowego prawa, żąda Kościół od państwa, by uznało jego wyznanie za religię panującą, aby przeszkodziło sile akcji heretyków i karało tych, którzy wprowadzają zamęt w pojęcia.

A jeśli takim jest stanowisko Kościoła, nie innym powinno być, zdaniem św. Tomasza, zadanie państwa. Państwo nie jest neutralnym bożkiem, który obojętnie przygląda się “prywatnym” zajęciom religijnym swoich obywateli. Państwo jest najwyższą organizacją świecką społeczeństwa i ma za cel zapewnienie obywatelom jak najpomyślniejszego rozwoju doczesnego życia, harmonii i spokoju, to jest tych ram, w których rozwijać się ma życie nadprzyrodzone.Co więcej państwo samo będąc tworem ludzkim, powinno być przejęte myślą o celu celów wszystkich ludzkich czynności, o Bogu. Nie mogąc bezpośrednio oddziaływać na życie religijne, ma obowiązek postępować jednak tak, aby zawsze, ilekroć Wiara potrzebuje obrony i pomocy materialnej, siły społeczeństwa były do jej dyspozycji. Państwo jest więc, w pojęciu św. Tomasza, pod pewnym względem państwem totalnym: ma swój własny katolicki program i ten program realizuje w miarę sił. Nie ma w państwie katolickim miejsca na równouprawnienie innowierców; nie ma wolności dla dzikiej propagandy niewiary, równie jak nie ma jej dla pornografii. Interes duchowy mas obywateli idzie przed rzekomym prawem wyżycia się zepsutych jednostek i ich wybryki łamane będą, według św. Tomasza, żelazną ręką władzy.

św, Tomasz z Akwinu, jak i cały Kościół, nie był tak naiwny, aby myśleć, ze chrześcijanin jest aniołem, nie związanym z ciałem, i że społeczeństwem rządzie można tylko środkami duchowymi. Rzecz jasna, że przemoc nie może stanowić głównego środka, ale przemoc jest potrzebna ubocznie, dla obrony przed złym. Przeczyć temu może zresztą tylko ten, kto równą wartość przypisuje wszystkim poglądom i wszystkim zasadom etycznym i kto odmawia państwu treści ideologicznej. Ale to jest koncepcja liberalna, a nie tradycyjny sposób pojmowania państwa katolickiego

Chciałbym podkreślić, że mówiąc “państwo totalne”, mam na myśli państwo, jeśli wolno się tak wyrazić, “jednokierunkowe”. Ze stanowiska katolickiego państwo nie może regulować wszystkich funkcji kulturowych społeczeństwa, gdyż niektóre z nich podpadają pod wyłączną kompetencję Kościoła. Nie mniej jednokierunkowość musi być postulowana.

Nasuwa się w związku z tym zagadnienie stosunku państwa do Kościoła. Z trzech możliwych koncepcji: podporządkowania Kościoła Państwu, Państwa Kościołowi i koordynacji, ta ostatnia wydaje się najbardziej zgodna z nowoczesną myślą katolicką i najlepsza w praktyce. Może jednak koordynacja nie wyraża stosunku, o który chodzi: będą pewne zakresy, w których Państwo musi podporządkować się Kościołowi, inne w których na odwrót Kościół musi się zgodzić z wolą Państwa. W praktyce pokazuje się, że można doskonale pogodzić oba czynniki, pod warunkiem, by z obu stron istniało zrozumienie potrzeby współpracy. Tak jest na przykład we współczesnej Italii, i tak będzie zapewne zawsze, jeśli u rządów będą katolicy.

Forma prawna odgrywa tutaj znacznie mniejszą rolę. Myślę jednak, że zasadniczy stosunek koordynacji wyrazi się z jednej strony przez udział Kościoła w przygotowywaniu ustaw, z drugiej przez różne przywileje nadane Państwu przez Kościół, jak się to dotąd czyni w konkordatach.

Zasada dopuszczalności użycia siły obowiązuje także w stosunkach międzynarodowych. Państwo napadnięte ma prawo bronić się siłą, to jest toczyć wojnę. Co więcej, istnieją warunki, w których wolno wojnę samemu wypowiedzieć i długa historia wypraw krzyżowych świadczy aż nadto wyraźnie, że tę zasadę wprowadzano praktycznie w czyn. Zachodzi to zawsze, o ile inne państwo gwałci wyraźnie prawa Boskie, a istnieją szansę pokonania go i zaprowadzenia ładu etycznego. Państwo działa w tym wypadku jako narzędzie ogółu chrześcijaństwa, wykonując jego wolę i torując drogę Kościołowi.

Reasumuję: według tradycyjnej koncepcji chrześcijańskiej liberalizm polityczny jest błędem i pacyfizm jest błędem.Nie waham się twierdzić, że takim samym błędem jest teoria “ubogich środków”, w mnę której niektórzy myśliciele francuscy chcieliby odmówić społeczeństwu katolickiemu prawa używania siły dla zapewnienia sobie normalnych warunków rozwoju.

Teoria “ubogich środków”, antymilitaryzm, antynacjonalizm, skrajny “antytotalizm” - to jest odmawianie katolickiemu państwu prawa ograniczania wolności swoich wrogów - rozrosły się szeroko na gruncie francuskim. Tam stawano niemal wyraźnie w obronie Walencji; tam napisano owe bluźniercze artykuły o przeszłości Kościoła, w których zebrano wszystkie ohydy z historii, aby potępić samo chrześcijaństwo piętnastu wieków; stamtąd wreszcie przyjechał jeden z najsławniejszych obecnie myślicieli Maritain, aby uczyć, nas Polaków, że przyszłe państwo katolickie dba nie tolerancję, - uważajcie! - ale równouprawnienie wszystkim heretykom, komunistom, wszystkim wrogom wiary i moralności, że zapomni o celu nadprzyrodzonym człowieka i będzie państwem w pełni laickim.Stamtąd, poprzez najlepsze nasze pisma katolickie poprzez pióra najlepszych naszych pisarzy, idzie do nas ten nowy rodzaj modernizmu.

Metoda naszych współwyznawców francuskich jest bardzo prosta, uderzająco podobna do tej, którą w swej egzegezie stosował ongiś Tołstoj: bierze się Ewangelię, wyłapuje się w mej wszystkie teksty przemawiające za pokojem, niesprzeciwianiem się złu, znoszeniem prześladowań dla sprawiedliwości itd. - następnie dorabia do tego doktrynę społeczną i rzecz jest gotowa. Katolik winien stosować nie “bogate”, ale “ubogie” środki: milczenie, męczeństwo, niesprzeciwianie się złu. Któż by mógł przeczyć, że to jest właśnie duch Ewangelii. A więc - to już logiczna konsekwencja - nie dążmy do władzy; gdy u niej będziemy, nie przeszkadzajmy agitacji komunistycznej; nie kładźmy tamy nauczaniu doktryn złych; gdy katolicy walczą gdzieś o życie swoich dzieci i możność zachowania wiary z barbarzyńcami nasłanymi z Moskwy, przede wszystkim bądźmy neutralni, a jeśli mamy komu pomagać, to raczej tamtym niż naszym. Ubogie środki! (�)

Tradycja katolicka, choć zawsze wysoko nosiła sztandar uniwersalizmu, przeczy jednak równie stanowczo słuszności owego mechanistycznego internacjonalizmu, według którego me ma różnic między ludźmi i wszyscy kochać się mają równą miłością. św. Tomasz z Akwinu wypracował, przyjętą dziś przez Kościół, bo z jego depozytu Wiary wziętą, teorie stopni miłości: im kto nas bliższy, tym bardziej mamy go kochać. Nie ma doktryny bardziej sprzecznej z tradycją katolicką, jak teoria Corpus politicum Hobbesa, według której wszyscy ludzie są tylko atomami jednego rodzaju, złączonymi w mechaniczny sposób w państwie. Socjologia katolicka była zawsze inna. Jest ona, jeśli wolno się tak wyrazić, radykalnie antydemokratyczna pod tym względem. Każe mianowicie uważać innych nie za homogeniczne zbiorowisko, ale odnosić się do bliźnich inaczej jeśli stoją nas bliżej, inaczej zaś jeśli dalej.

I tak, według katolicyzmu, miłość nie powinna gwałcić natury, ani kultury; a ze związki krwi i związki kulturowe ludzi zbliżają, miłość ku tym, którzy są z nami jednej krwi czy jednej kultury powinna być intensywniejsza niż ku innym. Przed i ponad miłością wszechludzką idzie miłość rodziny a zwłaszcza narodu.

Tradycyjna koncepcja katolicka przemyślana do końca przez nowszych myślicieli - jest naszą chlubą, że główną zasługę ma pod tym względem polski myślicielo. Jacek Woroniecki - jest zdecydowanie nacjonalistyczna.W obecnych warunkach nie ma w Europie inne] struktury społecznej, która by łączyła ludzi pod względem większej ilości wspólnych cech i łączyła silniej, niż naród. Członkowie narodu winni więc być przed innymi przedmiotem naszej miłości.Przy tym ta miłość odnosi się me tylko do poszczególnych ludzi, ale do całej grupy, przede wszystkim do grupy, to jest do narodu. W porządnie przemyślanej etyce katolickiej nie ma wcale rozdziału pod tytułem “etyka społeczna”, a to dlatego, że cała etyka katolicka jest bez reszty społeczna; w konsekwencji szczególna miłość ku członkom własnego narodu otrzymuje swoją bazę w miłości ku narodowi jako takiemu.

Posiadamy nawet wcale rozbudowaną teorię narodu ze stanowiska katolickiej teorii. Naród to taka grupa ludzi, których łączy z jednej strony wspólna rasa psychiczna, wspólne cechy charakteru i obyczaj oparty na wspólnych przeżyciach i wspomnieniach historycznych, z drugiej zaś wspólny cel: praca nad rozbudową, kultywowaniem, obroną i rozpowszechnianiem wspólnych wartości duchowych, owej specyficznej kultury narodowej, która naród określa i dla której naród żyje. Podkreślam, ze chodzi o wartości duchowe, nieśmiertelne, między którymi są także wartości religijne. W imię ich, rzecz jasna, wolno i trzeba żądać od jednostki podporządkowania się narodowi, który dąży do celów wyższych niż wszystko, co doczesne w jednostce.Nie ma bodaj autora, który by tak kategorycznie żądał poświęcenia się dla społeczeństwa jak św. Tomasz.

Proszę zwócic uwagę jeszcze na jedno: nacjonalizm katolicki nie jest zaprzeczeniem katolickiego uniwersalizmu, ale on właśnie umożliwia ten uniwersalizm. Tradycja katolicka nie pojmuje mianowicie wcale kultury ogólnoludzkiej jako czegoś jednolitego we wszystkich szczegółach, ale jako harmonię różnych odcieni kultury reprezentowanych przez poszczególne grupy, na wspólnym podłożu ogólnoludzkim i ogólnochrześcijańskim. I dlatego ci, co przerażeni błędami niektórych nacjonalizmów, wolą przenieść się od razu do obozu skrajnych internacjonalistów, są w błędzie. Katolicyzm, jak zawsze, tak i tutaj, zajmuje stanowisko syntetyczne, wyższe nad obie skrajności; ale św. Tomasz uczył, że jeśli każda cnota przeciwstawia się dwom skrajnie różnym błędom, to jednak zawsze stoi bliżej któregoś z nich. Podobnie jest i tutaj: bardziej obcy duchowi katolicyzmu, niż najgorszy choćby nacjonalizm, jest - o wiele niebezpieczniejszym od niego - internacjonalizm masoński, czy sowiecki. Nie mówiąc już o tym, że nacjonalizmy współczesne, prócz oczywistych błędów w niektórych przypadkach, zawierają myśli zdrowe, bez porównania bliższe organicznej koncepcji społecznej katolicyzmu i jego pojęciu bonum commune, niż mechanizmy liberalny i socjalistyczny.

A już naprawdę zrozumieć niepodobna tych katolików, którzy w imię jakiegoś urojonego ideału uniwersalistycznego potępiają nawet te nacjonalizmy, które - jak polski - stoją zdecydowanie na gruncie katolickim i świadome są swojej roli cząstkowej w obrębie kultury ogólnej.

Co do różnic między Francuzami, Polakami, Niemcami, czy Rosjanami trzeba stwierdzić, iż natura ludzka jest w zasadzie niezmienna; ale zmienne są różne odcienie tej natury, zależne od klimatu, od warunków życia, od historii. I na tym tle powstaje nie tylko odrębny typ psychiczny, nie tylko odrębny obyczaj, ale także specyficzny sposób myślenia. Socjologia filozofii jest jeszcze w zarodku, nie jest nawet wcale jeszcze nauką; ale podstawowa jej prawda znana była już Arystotelesowi i twierdzić możemy, że duch nasz jest w bardzo wielkim stopniu zależny od warunków otoczenia.

I dlatego obok etyk narodowych - każda etyka ostatecznie łączy się ze strukturą psychiki - istnieć mogą filozofie narodowe. Nie w tym oczywiście znaczeniu, by to co było prawdą z jednej strony Pirenei, miałoby być fałszem z drugiej. Jednak pewne narody zdają się być
lepiej niż inne dysponowane do rozumienia pewnych zagadnień.
Narody mają więc obowiązek owe kwestie, sobie bardziej dostępne, wypracować teoretycznie i wprowadzać w życie czynem.

Otóż zdaje mi się, że Opatrzność predystynowała nas, Polaków, do obrony tradycyjnego sposobu myślenia o społeczeństwie, narodzie i państwie. Jesteśmy narodem stosunkowo świeżym, pełnym sił i rozmachu życiowego, o niedawnej stosunkowo kulturze; nie doświadczyliśmy w tym samym stopniu co Francuzi, zgubnych wpływów ideologii liberalno-masońskiej, jak się ją nazywać zwykło; jesteśmy narodem w pełni katolickim, w którym ogromna większość ludzi przyznaje się otwarcie do Wiary, zarówno w elicie, zwłaszcza młodszej, jak i w masach; wreszcie, historia nauczyła nas krwawić się na polach bitew w obronie naszej kultury narodowej, która zawsze była katolicka.

W rezultacie mamy nastawienie psychiczne zgoła inne niż wielu Francuzów. Nikt bodaj lepiej nie wyraził tego nastawienia i tego sposobu wartościowania czynu orężnego, niż wielki nasz prymas współczesny, ks. August Hlond, który tak kapitalnie umie chwytać podstawowe cechy naszej myśli katolickiej. Podczas wręczania buławy marszałkowskiej obecnemu Wodzowi naszej Armii, wypowiedział ks. Prymas mowę, zaczynającą się od słów: “Krzyż i miecz prowadziły Polskę przez dzieje..”, mowę tak doskonałą, że powinna naprawdę znaleźć się w czytankach dla wszystkich polskich dzieci. Otóż pamiętam, że gdy pełny entuzjazmu dla tak dobrego sformułowania moich najgłębszych przekonań tłumaczyłem tę mowę jednemu z moich kolegów Francuzów, spotkałem się u mego wprost z oburzeniem: wyszedł z pokoju bez słowa, trzaskając drzwiami. Zrozumiałem wtedy, że dzieli nas od Francuzów ideologiczna przepaść.

A skoro tak jest, mamy obowiązek nie poddawać się ślepo prądom idącym z Francji, ale konsekwentnie rozwijać katolicyzm tak, jak my go rozumiemy, jak zawsze go rozumiano w Polsce. Będzie to katolicyzm, który nie przeczy doczesnej stronie Kościoła, ani obowiązkom jakie wobec niego ma Państwo, katolicyzm antyliberalny i antysocjalistyczny, katolicyzm nacjonalistyczny, wierny wielkiej tradycji obrony Wiary i Narodu, nawet, gdy zajdzie tego potrzeba, orężem.Rozbudowa tego katolicyzmu jest konieczna, nie tylko ze względu na nas samych i naszą przeszłość - przecież samo istnienie naszego państwa zależy od tego, czy potrafimy być dość mocni zarówno wewnętrznie, jak i na zewnątrz- ale także wobec olbrzymiej roli. wyznaczonej Polsce przez Opatrzność. Polska jest dzisiaj, jak ongiś, przedmurzem chrześcijaństwa. Nie może zapominać o tym i pilnować powinna, aby była po pierwsze chrześcijańska, aby miała organizację państwową przejętą ideologią katolicką, a po wtóre, aby była naprawdę przedmurzem, to jest dysponowała do swej obrony siłą moralną i fizyczną obywateli.

Myślę, że rozwijając te myśli, przyczynilibyśmy się walnie do postępu myśli katolickiej w świecie, przypominając ludziom, także i poza naszymi granicami, prawdziwą tradycję katolicką. I dlatego trzeba abyśmy uznając w pełni to, co wartościowe w dorobku zagranicy, umieli ocenić wartości własne i zabrali się do pracy nad nimi, a nie byli ową osławioną papugą narodów, zdolną tylko do wchłaniania i powtarzania zdań cudzych, nawet wówczas, gdy one wyraźnie zbaczają z drogi prawdy…

o. Józef Maria Bocheński

( o. prof. Józej .Maria Innocenty Bocheński OP, Szkice o nacjonalizmie i katolicyzmie polskim, ss.22-32. Książka napisana w latach 1932-38)
Za: Organizacja Monarchistów Polskich - Oddział Lublin

 


Ks. prof. Tadeusz Guz -- "Polska po 89 roku duchowym slumsem"
 Ks. prof. Tadeusz Guz – kazanie – DIABEŁ JEST NAJWIĘKSZYM ŚMIECIARZEM ŚWIATA https://www.youtube.com/watch?v=uJ8eO90UImg 


 
 
 
BÓG JEST ŹRÓDŁEM WŁADZY - ARGUMENTY BIBLIJNE
 8.  Co się tyczy władzy politycznej, to Kościół słusznie naucza, iż źródło swe ma ona w Bogu; znajduje tego Kościół bezspornie świadectwo w Piśmie świętym i w pomnikach starożytności chrześcijańskiej. Nie da się zresztą pomyśleć żadna inna doktryna bardziej zgodna tak z rozumem, jak z dobrem panujących i ludów.
 9.  Że źródłem największej władzy wśród ludzi jest Bóg, księgi Starego Testamentu w wielu miejscach kategorycznie twierdzą: "Przeze mnie królują królowie [...], przeze mnie panują monarchowie, a sędziowie wymierzają sprawiedliwość" (Prz 8,15.16). A gdzie indziej: "Nadstawcie uszu, wy którzy rządzicie narodami [...] albowiem od Boga dana wam jest potęga, a od Najwyższego władza wasza" (Mdr 6,2-3). Księga Eklezjastyki mówi to samo: "Na czele każdego narodu Bóg postawił przywódcę". Te wszakże, od Boga płynące nauki, ludzie pod wpływem fałszywych religii zatracili; poganizm, spaczywszy, wiele prawd i pojęć o rzeczach, zniszczył też przyrodzoną i piękną ideę władzy monarszej. Dopiero później, gdy zaświtała chrześcijańska Ewangelia, prawda odzyskała swoje prawa i zajaśniał na powrót najszlachetniejszy i boski pierwiastek, z którego płynie wszelka władza. Gdy rzymski wielkorządca chełpi się przed Chrystusem Panem z mocy, którą posiada, by Go uwolnić lub skazać, odpowiada mu Zbawiciel: "Nie miałbyś nade mną żadnej władzy, gdyby ci nie była dana z góry" (J 19,11). Święty Augustyn tłumacząc ten ustęp, woła: "Uczmy się od Pana, co i przez Apostoła powiedział nam, iż nie ma władzy, jak tylko dana od Boga" (Tract. 116 in Joan., n. 5 (PL 35, 1942). Albowiem głos Apostołów jest nieskażonym odbiciem nauki i wskazań Jezusa Chrystusa. Wzniosłe i pełne powagi są słowa Pawła do Rzymian, poddanych pogańskich cesarzy: "Nie ma władzy, jak tylko dana od Boga" (Rzym 13,1), z czego Apostoł wyprowadza jako konieczny wniosek: "Władca jest narzędziem Boga" (Rzym 13,4).
 
BÓG JEST ŹRÓDŁEM WŁADZY - ARGUMENTY OJCÓW KOŚCIOŁA I ROZUMU
 
10.  Ojcowie Kościoła czuli się powołani tę samą doktrynę wyznawać i pilnie rozszerzać. "Nie przypisujemy nikomu - mówi św. Augustyn - władzy udzielania potęgi królewskiej ani cesarskiej, jak tylko prawdziwemu Bogu" ("O państwie Bożym" 5,21). W tym samym duchu pisze Jan Chryzostom: "Że istnieje władza zwierzchnia, że jedni rozkazują, a drudzy słuchają, że wskutek tego wszystko w społeczeństwie nie jest zdane na los ślepego przypadku [...] to jest twierdzę, dziełem boskiej mądrości" (Do Listu do Rzymian, Homilia 23n. 1). To samo zaświadcza św. Grzegorz Wielki: "Wyznajemy, że Cesarzom i Królom władza dana jest z nieba" (List 61). Święci Doktorzy przedsięwzięli powyższą doktrynę uzasadnić też ścisłym rozumowaniem, aby ci nawet, którzy jedynie rozum uznają za przewodnika, musieli przyznać jej słuszność.
 11.  Istotnie ludziom w społeczeństwie żyć każe natura, albo raczej twórca natury - Bóg. Dowodzi tego niezbicie dar mowy, ten główny pośrednik ludzi między sobą i liczne wrodzone duszy pragnienia, wreszcie mnóstwo potężnych potrzeb, którym zadośćuczynić nie mogliby ludzie samotni, a które znajdują swe zadowolenie wśród ludzi złączonych w społeczeństwo. Z drugiej strony nie może istnieć, nie da się nawet pomyśleć społeczeństwo, w którym nie byłoby kogoś, kto by dążenia jednostek uzgadniał, utrzymywał w równowadze i kierował bez zastrzeżeń ku wspólnemu dobru; chciał więc Bóg, aby w społeczeństwie istnieli ludzie posiadający władzę nad innymi. Tu jednak zachodzi okoliczność pierwszorzędnej wagi. Mianowicie ci, którzy rządzą państwem, powinni móc wymagać od obywateli posłuszeństwa w ten sposób, aby nieposłuszeństwo było dla tych ostatnich grzechem. Otóż żaden człowiek nie może posiadać w sobie, ani sam ze siebie pierwiastka, pozwalającego mu tego rodzaju więzami skrępować sumienie i wolną wolę innych. Jeden Bóg, wszechrzeczy twórca i prawodawca, posiada podobną władzę, ci więc, którzy ją wykonują, muszą ją mieć udzieloną sobie przez Boga i w Jego imieniu ją sprawować. "Jeden jest prawodawca i sędzia, który może skazywać i uniewinniać" (Jak 4,12). To się odnosi do wszystkich rodzajów władzy. Co się tyczy władzy kapłańskiej, to tak powszechnie jest uznane, iż pochodzi ona od Boga, że u wszystkich narodów ci, którzy ją dzierżą, nazwani są ministrami Boga i za takich uważani. Podobnie władza ojców rodziny zawiera w sobie cechy i jest jakby obrazem tej władzy, która jest w Bogu i od której wywodzi swą nazwę wszelkie ojcostwo w niebie i na ziemi. Tak więc różne rodzaje władzy mają między sobą przedziwne podobieństwo: gdziekolwiek istnieje jakiś pierwiastek panowania i władzy, u tego samego źródła, w Bogu, jedynym twórcy i panu świata, należy szukać jego początku.
 
KRYTYKA TEORII O UMOWIE SPOŁECZNEJ JAKO ŹRÓDLE WŁADZY
 
12.  Ci, którzy twierdzą, iż społeczeństwa ludzkie powstały z wolnej umowy, zawartej pomiędzy obywatelami, z tego źródła wyprowadzają prawo panowania. Mówią, że każda jednostka wyrzekła się części swoich praw i że wszyscy poddali się dobrowolnie władzy tego, w którym ześrodkowały się prawa wszystkich. Wielkim atoli błędem jest ich nie widzieć, co jest przecie jasne, że ludzie, nie będąc samopas błąkającym się plemieniem, przyszli na świat z przyrodzonym popędem do życia w gromadzie, niezależnie od swej woli wolnej. Zresztą owa umowa, o której szeroko mówią, jest oczywiście zmyślona i fikcyjna, a gdyby nawet była rzeczywista, nie wystarczyłaby do nadania władzy politycznej tej siły, godności, stałości, której wymaga bezpieczeństwo państwa i interes ogółu obywateli. Władza zwierzchnia o tyle jedynie posiadać będzie ten urok i móc, o ile Bóg uznany zostanie za jej dostojne i najświętsze źródło.
 
KORZYŚCI PŁYNĄCE Z TEORII O BOSKIM POCHODZENIU WŁADZY
 
13.  Doktryna powyższa jest nie tylko najprawdziwsza, ale najzbawienniejsza, jaką sobie można wyobrazić. Jeżeli bowiem władza tych, którzy rządzą państwem, jest emanacją władzy boskiej, przez to samo dostępuje ona godności więcej niż ludzkiej. Nie jest to ta bezbożna i niedorzeczna wielkość, którą posiąść chcieli pogańscy cesarze, wymagający dla siebie czci boskiej, a dostojeństwo prawdziwe i niezachwiane, otrzymane jako dar i dobrodziejstwo Boże. Wówczas poddani winni być posłuszni panującym jak Bogu, nie tak z obawy przed karami, jak przez uszanowanie dla ich majestatu, nie przez pochlebstwo, a z nakazu sumienia. Władza, na właściwym fundamencie oparta, znajdzie się znakomicie wzmocniona, albowiem obywatele, czując się związani obowiązkiem, będą z konieczności musieli stronić od nieposłuszeństwa i krnąbrności, w tym poczuciu, że kto opiera się władzy państwowej, opiera się woli Bożej, że odmawiać szacunku panującemu, jest to odmawiać go Bogu.
 14.  Tę naukę Paweł Apostoł w szczególności propagował wśród Rzymian, do których pisał o uległości, należnej panującym, w słowach tak mocnych i poważnych, iż kategoryczniejszego nakazu trudno sobie wyobrazić: "Niechaj każdy człowiek będzie poddany władzy zwierzchniej, albowiem nie ma władzy, jak tylko dana od Boga, te zaś, które istnieją, przez Boga ustanowione zostały. Tak więc kto opiera się władzy, opiera się Boskiemu nakazowi. A kto tak postępuje, na potępienie się skazuje [...]. Dlatego bądźcie posłuszni nie z obawy przed karą, a z obowiązku sumienia" (Rzym 13,1.2.5). Potwierdza tę naukę Piotr, Książę Apostołów, w sławnym swym orzeczeniu: "Bądźcie ulegli każdej istocie z przyczyny Boga", "królowi jako stojącemu na czele, innym przełożonym, jako posłanym od Boga dla karania złych czynów, a dla pochwały dobrych, taka jest bowiem wola Boża" (1 P 2,13-15).
 
JEDYNY POWÓD ODMOWY POSŁUSZEŃSTWA WŁADZY
 
15.  Jeden jest tylko powód uwalniający ludzi od posłuszeństwa, mianowicie gdyby żądano od nich czegoś przeciwnego prawu naturalnemu albo Bożemu, tam bowiem, gdzie zachodzi pogwałcenie prawa natury lub woli Bożej, zarówno sam rozkaz, jak wykonanie go byłoby zbrodnią. Gdyby więc kto znalazł się w tym położeniu, iż miałby do wyboru nie usłuchać rozkazów Boga albo panujących, powinien postąpić według słów Jezusa Chrystusa, nakazujących oddać: "Cesarzowi co jest cesarskie, a Bogu co jest Boskiego" (Mat 22,21), a idąc za przykładem Apostołów śmiało odpowiedzieć: "Słuchać należy Boga raczej niż ludzi" (Dz 5,29). I nie zarzucać tym, którzy w ten sposób postępują, iż łamią obowiązek posłuszeństwa, jeśli bowiem wola panujących jest w sprzeczności z wolą i prawami Boga, to oni sami władzy swej granice przekraczają i sprawiedliwość odwracają. Władza ich traci wówczas swą podstawę, albowiem gdzie nie ma sprawiedliwości, nie może być władzy.
 
ZASADY, KTÓRYMI WINNI SIĘ KIEROWAĆ RZĄDZĄCY
 
16.  Aby jednak sprawiedliwość panowała w państwie, należy przede wszystkim, aby ci, którzy rządzą, rozumieli, iż władza polityczna nie powstała na to, aby być przydatną czyjemukolwiek prywatnemu interesowi, oraz iż urzędy publiczne służyć powinny dobru rządzonych, a nie tych, którzy je piastują. Niechaj monarchowie wzorują się na Bogu Najwyższym, od którego mają władzę; niechaj biorąc Go za przykład w zarządzaniu państwem, postępują sprawiedliwie, a surowość swą, jeśli jest konieczna, niechaj łagodzą ojcowską miłością. Dlatego Pismo św. w swych przepowiedniach ostrzega ich, że kiedyś będą musieli zdać rachunek Królowi królów i Panu panów, a jeżeli obowiązków swoich nie spełnią, nic ich uchronić nie potrafi od surowej kary Bożej. Najwyższy "zbada czyny wasze i zgłębi myśli wasze. Jeżeli, gdy byliście narzędziami jego królowania, nie sądziliście sprawiedliwie [...], staniecie przed Nim pełni przerażenia, albowiem najsroższy będzie sąd dla tych, którzy stoją na czele [...]. Nie oszczędzi Bóg niczyjej osoby, nie będzie miał względu na niczyją wielkość: małego i wielkiego On stworzył i jednaką ma troskę o wszystkich, a tylko dla potężniejszych chowa karę" (Mdr 6,3.6-8).
Ojciec Święty Leon XIII encyklika O pochodzeniu władzy cywilnej „Diuturnum illud”
 

KOMENTARZE

  • Ani państwo, ani władza nie pochodzą od Boga
    Gdy Bóg stworzył człowieka, człowiek żył w gromadach rodzinnych, gromadach kilku rodzinnych utrzymując się ze zbieractwa i padlinożerstwa (rozumieć to należy jako odbieranie łupów innym drapieżnikom), później tworząc większe gromady i gdy wynalazł broń z łowiectwa. To jest to co człowiek otrzymał od Boga. Nie państwo ani władzę. Zmiana kultury na kulturę osiadłą, rolniczą, która w zapisie grobów ludzi tamtego okresu spowodowało degradację zdrowotną człowieka pojawiły się państewka i ich władcy, którzy dla motywowania swej władzy nad ludem mianowali się synami bogów. Synami Ozyrysa byli Faraonowie, synami Bogini byli władcy Rzymu, Asyrii. Gdy IV w Rzym i stopniowo cała Europa przyjęła chrześcijaństwo tytuł "Syn Boga" był przynależny Jezusowi, żaden władca jego przyjąć nie mógł, pojawiło się pojęcie "pomazaniec Boży" stosowany zarówno do władców jak i biskupów, czyli średniowiecznej dwuwładzy. Tak więc zarówno władza jak i państwo to wytwór człowieka nikogo innego. Bóg nikogo nie wyznacza na władcę, robią to ludzie, stąd władcami byli Iwan Groźny, Stalin, Hitler itd. Czy można powiedzieć, że ich władza od Boga pochodziła?
  • @Janusz Górzyński
    Gdy tak wchodzę na Pana blog od czasu do czasu ( na żaden na Neon 24 nie wchodzę stale) a nawet nie wchodzę i widzę niskie oceny zastanawiam się gdzie jestem.

    Pana cenne i fachowe materiały reprezentują katolicki punkt widzenia.
    Tymczasem wchodzą na Pana blog wrogowie Chrystusa i Jego Kościoła i dają niskie oceny.

    Co w tej sytuacji robią katolicy których tu ma być wiekszość ,a nawet 90 procent. Nic nie robią.

    Jeśli sidziesz człowieku na tym portaku to ile jest nacisnąc tę gwiazdkę.


    zbliżają się czasy ostatnie.

    XVI według objawień z Garabandal jest ostatnim papieżem. wedle tego Franciszek nie jest ważnym papieżem.

    Chrystus takich katolików wypluje z ust swoich.
    Nadto nie jesteście hojni ani uspołecznieni jak pisze św. Paweł.
  • Wszystko na tym świecie (oprócz grzechu, który jest "dziełem" szatana), pochodzi od...
    Pana Boga. Więc także i władza. Władza więc, wiąże się z wielką odpowiedzialnością przed Panem Bogiem, czego nie wszyscy (a raczej większość) ludzi ją pełniących, chce do swojej świadomości przyjąć. Wolałbym nie mieć tych wszystkich zaszczytów, bogactwa itd z tym wszystkim związanych, gdyby chociaż jedna dusza z mojego powodu została potępiona. A ile dusz mają na sumieniu, ci wszyscy teraz ludzie, pełniący władzę. Szczerze mówiąc, zal mi tych wszystkich ludzi. Jak wiemy już z różnych przekazów, nie pomogą im nawet znajomi księża. Potępiony ksiądz Fleischmann (znamy tą postać z filmu Egzorcyzmy Annelise Michel) z całą pewnością miał opiekę innych księży przy śmierci i pogrzeb kościelny a jednak trafił do piekła. Za żadne skarby nie chciałbym tych wszystkich zaszczytów, pieniędzy itd wynikających w pełnienia władzy...
  • @Zawisza Niebieski 11:15:25
    To, że niektórzy ludzie, tak jak np Hitler, dochodzą do władzy podstępem, nie zwalnia ich z odpowiedzialności przed Panem Bogiem.
    Jak skończył Hitler, który w tym swoim ograniczeniu, nie pojmował po co tą władzę przejął, to wiemy z różnych przekazów, m.in z przekazów Annelise Michel.
    Przy okazji, zostały wtedy zdementowane plotki o tym, że niby Hitler żyje, gdzieś tam sobie w luksusach w Ameryce Południowej.
    Zainteresowanych, gdzie obecnie jest Hitler, zachęcam do obejrzenia filmu, który niedawno pokazywała Telewizja Polska:
    https://www.youtube.com/watch?v=AN3HvPLVruw&spfreload=10
  • @Jan Paweł 13:50:52
    Oczywiście, muszę tutaj sprostować. Bo jak wiemy z innych przekazów, tym razem Bł Anny Katarzyny Emmerich, szczere nawrócenie w Sakramencie Pokuty, ale i... ZADOŚĆUCZYNIENIE, może nas od tego potępienia uchronić. O ile niektórym udaje się zdążyć z nawróceniem, to jak zdążyć z zadośćuczynieniem?
    Zachęcam do wysłuchania na YouTube przekazów Bł. Anny Katarzyny Emmerich.
    A tak jeszcze na marginesie, powyższego komentarza, to czy czasami Annelise Michel nie jest już świętą? Oczywiście nie do mnie należy tu osąd, ale wydaje mi się, że jest już świętą.
  • @Zawisza Niebieski 11:15:25
    //Bóg nikogo nie wyznacza na władcę, robią to ludzie, stąd władcami byli Iwan Groźny, Stalin, Hitler itd. Czy można powiedzieć, że ich władza od Boga pochodziła?//

    Gdy Pana czytam to się zastanawiam czy faktycznie zasługuje Pan na lepszą władzę niźlii wyżej wymienieni ?

    Niczego Pan nie zrozumiał z powyższego a to jest tragedia!!!

    ks. prof. Dariusz Oko - Na czym polega potępienie?
    https://pl.gloria.tv/?media=578502

    Szczególnej mocy nabiera ta myśl w strukturze wiary chrześcijańskiej: bo człowiek jako jednostka, dzisiejszy, rzeczywisty człowiek - i on sam tylko a nie ludzkość, jest dzieckiem Bożym, odkupionym jedynie przez Chrystusa i mogącym i mającym być przyjacielem Tego, który jest Nieskończony. (O. Prof. I.M. Bocheński „Sens życia”)
    (...) wszelkie działanie polityczne ma tylko jeden sens: ma służyć rozwojowi człowieka, rzeczywistego człowieka. Społeczeństwo jest dla jednostki, a nie na odwrót. A jeśli w imię społeczeństwa żąda się od jednostki ofiar, to dzieje się w imię innych jednostek, a nie w imię kolektywu czy mitycznego człowieka przyszłości. (O. Prof. I.M. Bocheński „Sens życia”)
    Ze swej istoty myśl naukowa stanowi odrzucenie ideologii, uzurpowania sobie prawa rozstrzygania o faktach wewnętrznych świata metodami nienaukowymi. Myśl naukowa nie potrzebuje dalszych uzasadnień. Ze stanowiska chrześcijańskiego jest ona wiążąca również dlatego, że każda ideologia jest bluźnierstwem: przypisuje autorytetowi ludzkiemu te właściwości, które posiada jedynie Bóg. (O. Prof. I.M. Bocheński „Sens życia”)


    Kościół stoi na stanowisku monizmu etycznego. Ta sama musi być moralność w życiu prywatnym i w publicznym, nie wyłączając ani nawet polityki. My, katolicy, chcemy etyki totalnej”.
    (...) nie należy pogrążać prawa prywatnego w publicznym; monizm prawny nie mieści się w katolicyzmie.(….)
    „Etyka cywilizacji łacińskiej nie może się pogodzić z linią rozwojową wszechwładzy państwa, a wiec ani z etatyzmem ani z biurokratyzmem, ni z elephantiasis ustawodawcza, ni z ex lex podczas pokoju. Nasza etyka musi zmierzać do państwa opartego na społeczeństwie, a wiec ku samorządowi. Wszelki zaś krok, który by odsuwał państwo od omnipotencji, będzie zarazem krokiem postępu dla etyki, oświaty i dobrobytu.
    Fundamentalnym zaś wszystkiego warunkiem jest pielęgnowanie personalizmu. Toteż w życiu publicznym musi być szanowana jednostka.
    (...) sama Polska stanowi przykład niejednolitości cywilizacyjnej, mieszcząc w sobie i pielęgnując aż cztery: łacińską, bizantyńską, turańską i żydowską, które wytwarzają rozmaite mieszanki. Bywają to wytwory w zasadzie acywilizacyjne, lecz w praktyce stają one do zawziętego boju, przeciwko cywilizacji łacińskiej. Tamte trzy nie mają wprawdzie ze sobą nic wspólnego, lecz łączą się w zwalczaniu cywilizacji łacińskiej, która jest historyczną polską cywilizacją.
    (...) co w cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej (łacińskiej) uchodzi za niskie, to samo może w turańskiej uchodzić za wielce chwalebne.
    Cywilizacje, póki choć trochę żywotne, walczą wciąż ze sobą, a walki [te] pociągają za sobą wzajemne wpływy. Syntezy możliwe są atoli tylko pomiędzy odmianami tej samej cywilizacji, na przykład między kulturą polską i francuską. Absurdem natomiast jest wszelki pomysł syntezy dwóch lub więcej cywilizacji, bo jakżeż łączyć wykluczające się wzajem metody ustroju życia zbiorowego? (….) /prof. Feliks Koneczny – Czy polityka należy do cywilizacji?/ (…)
    Łacińska [cywilizacja] jest zwolenniczką rozmaitości, umiejąc właśnie w oparciu o rozmaitość pogłębiać jeszcze mocniej jedność, gdy tymczasem dla bizantyńca wyda się to absurdem, bo on nie zna innego sposobu na jedność, jak tylko jednostajność. W bizantyńskiej cywilizacji wymuszanie jednostajności, choćby największymi gwałtami, uchodzi za najwyższy obowiązek państwa! (….)
    Na próżnych dążeniach do jakichś syntez wyczerpała się Polska, a potem Rosja zginęła od swej mieszanki cywilizacyjnej. Nieuchronne wzajemne wpływy zagnieżdżonych obok siebie cywilizacji, nie mogąc wytworzyć syntezy, wydają z siebie potworki i potwory rozmaitych mieszańców, nigdy udanych. Im bardziej mieszańcy tacy wpływają na życie publiczne, tym bardziej musi się obniżać jego poziom. Albowiem przy mechanicznym mieszaniu się cywilizacji zwycięża zawsze niższa, nigdy wyższa! Sama mieszanka trwa też stosunkowo niedługo, i proces wzajemnych wpływów kończy się zanikiem cywilizacji wyższej. Tak rzymska ustąpiła Wschodowi (głównie wpływom asyryjskim), tak też za naszych dni następczyni tej pierwszej – cywilizacja łacińska – cofa się w całej Europie coraz widoczniej przed naporem żydowskim i bizantyńskim, a w Polsce nadto przed turańskim. Czyż mało u nas osób, których serca są niewątpliwie gorąco polskie, lecz mózgi moskiewskie? Oto przykład „syntezy”, na który możemy patrzeć we własnym domu. /prof. Feliks Koneczny – Czy polityka należy do cywilizacji?/
    (….)„Wnosząc z wypadków roku 1920, Żydzi przyjęli zasadę, że korzystne jest dla nich wszystko, co szkodliwe dla Polski. Przeprowadziwszy traktat o „mniejszościach", uznali wnet, że to za mało, że to dopiero punkt zaczepienia do dalszych żądań. Nie kryli się zresztą z tym że będą wrogami Polski, dopóki nakreślony przez nich (a rozszerzany bez końca) program Judeopolonii nie zostanie wykonany do ostatniej kropki. Jasno postawili sprawę, jako Polska nie może być państwem polskim, lecz musi być polsko-żydowskim”. /prof. Feliks Koneczny „Syjonizm a sprawa Polska”/



    „…Sprawiedliwy porządek społeczeństwa i państwa jest centralnym zadaniem polityki. Państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością zredukowałoby się do wielkiej bandy złodziei.(…) Sprawiedliwość jest celem, a więc również wewnętrzną miarą każdej polityki…” Benedykt XVI encyklika „Deus caritas est” n.28

    „Kiedy bezbożnicy przejmą władzę, jęczy lud Bardziej podejrzani dla tyranów są dobrzy niż źli i zawsze straszliwie boją się cudzej cnoty” /Św. Tomasz z Akwiniu „O zasadzie monarchii”/


    Św. Tomasz z Akwinu w dziedzinie filozofii państwa głosił, że na czele
    państwa jest władza świecka i duchowna, twierdził też, iż istnieje
    ustrój republiki i monarchii.
    Najlepsza jest monarchia, bo to ona troszczy się o lud, zaś król musi
    przestrzegać prawa bożego i natury. Za tyrana uznawał tego, co
    nielegalnie zdobył władzę, przez uzurpację, symonię (kupienie urzędu), albo
    podstępnie oszukał lud. Św. Tomasz głosił, że naród ma prawo
    usunąć uzurpatora, lub tyrana – siłą, a nawet go zgładzić, zwłaszcza, gdy
    ten narusza zasady sprawiedliwości i burzy ład moralny swym postępowaniem.
    W filozofii prawa głosił, że prawo jest rozporządzeniem rozumu (a nie
    woli). Prawo musi mieć odpowiedni cel – dobro wspólne, które
    utożsamia się ze szczęściem. Prawo ustanawiają legalnie panujący. Musi ono być
    promulgowane (ogłoszone). Prawo sprawiedliwe musi spełniać przynajmniej
    te cztery warunki. Problematyka prawa obejmuje dwa obszary: prawo-lex, oraz
    prawo-ius. Tomasz wyróżnia cztery zasadnicze typy prawa-lex: prawo wieczne
    (lex aeterna), prawo naturalne (lex naturalis), prawo pozytywne zwane też
    prawem ludzkim (lex positiva seu humana) oraz prawo Boże (lex divina). Prawo
    pozytywne obejmuje prawo narodów (ius gentium) i prawo poszczególnych
    państw (ius civile). Prawo Boże jest prawem objawionym i jako takie jest domeną
    teologii. Obejmuje prawo Starego Testamentu (lex vetus) oraz prawo Nowego
    Testamentu (lex nova).
    Św. Tomasz napisał, że Żydzi, judaiści, świadomie odrzucili Prawdę i
    Boże Prawo. Mimo, że działalność Pana Jezusa została potwierdzona
    licznymi cudami/ Wypowiedziane przez Niego nauki są prawdziwe i zgodne z
    Tradycją starego przymierza. ,Niestety, Żydzi pozostali w zaślepieniu i
    nienawiści. Zasłona z ich serc dotąd nie opadła. Przyczyną tego stanu
    rzeczy tkwi w naturalistycznym rozumowaniu żydowskim. Judaiści kierują się
    żądzami tego świata, a nie racjami Królestwa Bożego. Zatem ich grzech jest
    świadomy i pochodzi z wolnego wyboru. Wynika z zatwardziałości serca i
    nieczystości sumienia. Chrystus rzekł, iż „Gdybym nie przyszedł i nie
    pouczył ich, nie mieliby grzechu; a tak nie mają już wymówki dla swego grzechu”
    (J 15, 22). Przeto Doktor Anielski słusznie skonstatował; „Książęta
    żydowscy poznali Chrystusa, a jeśli czegoś o Nim nie wiedzieli, była to
    nieświadomość umyślna, więc nie zwalniająca od winy. Grzech ich był
    przeto grzechem najcięższym, zarówno ze względu na rodzaj grzesznego czynu,
    jak i ze względu na złą wolę.


    Króluj nam Chryste zawsze i wszędzie

    Pan Jezus Król królów i Pan panów Objawił św. Janowi

    I rzekł Zasiadający na tronie: "Oto czynię wszystko nowe". I mówi:
    "Napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe".
    6 I rzekł mi: "Stało się.
    Jam
    Alfa i Omega, Początek i Koniec.
    Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia.
    7 Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla
    mnie będzie synem.
    8 A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców,
    rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców: udział w
    jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga".


    Prawo jest zdolnością moralną; i, jak powiedzieliśmy i nie możemy powtarzać zbyt często, absurdem byłoby wierzyć, że przynależy ono w sposób naturalny i bez rozróżnienia, do prawdy i do kłamstwa, do dobra i do zła (Leon XIII Libertas)



    PROSZĘ WYBACZYĆ, ALE KAŻDY KTO MIAŁ W RĘKACH PISMO ŚW. MIAŁ OKAZJĘ PRZECZYTAĆ JAK JEZUS PAN PRZEKAZUJE SWOJĄ WŁADZĘ NAD OWCAMI I BARANKAMI ŚW. PIOTROWI I WRĘCZA MU KLUCZE KRÓLESTWA!!!!

    "Paś owce moje. Paś baranki moje".

    O POCHODZENIU WŁADZY CYWILNEJ encyklika LEONA XIII
    https://www.nonpossumus.pl/encykliki/Leon_XIII/diuturnum_illud/di.php

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

ULUBIENI AUTORZY

więcej