Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
458 postów 1672 komentarze

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Kościół katolicki ocalił życie Indian przed protestantami

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

To Kościół katolicki ocalił życie Indian przed chciwymi protestantami i żydami, którzy odmawiali Indianom i aborygenom prawa do bycia ludźmi. Krótka historia o żydowskim i protestanckim ludobójstwie popełnionym na Indianach w Ameryce.

 

 

RWM – Indianie izolowani cz. 1
RWM – Indianie izolowani cz. 2
RWM – Indianie izolowani cz. 3
 

 

Program Maurycego Hawranka z udziałem Damian Żuchowskiego. Audycja poświęcona losowi Indian izolowanych w Ameryce Południowej.

 

 

 

 

 

 Z Bartłomieja de Las Casas uczyniono jednego z prekursorów Deklaracji Praw Człowieka. Swym proroczym głosem, broniącym Indian Ameryki Łacińskiej, miał on wyprzedzać swój wiek. Jedyny, niezrozumiany obrońca Indian, wstawiający się za nimi w czasach, gdy konkwistadorzy hiszpańscy podbijając Nowy Świat, niszczyli imperia Inków i Azteków.

Las Casas jednak nie był wcale tak wyobcowany spośród sobie współczesnych. Nie kierował się filozofią praw człowieka, ale Ewangelią. Jeszcze bardziej niż na wolności i dobrobycie Indian zależało mu na zdobyciu ich dla Jezusa Chrystusa. W pierwszym rzędzie był głosicielem Dobrej Nowiny, przyświecały mu nade wszystko cele ewangelizacyjne. Przynależał do Złotego Wieku katolickiej Hiszpanii, kraju teologów, mnichów i świętych. Podstawy filozoficzne dla swej publicystyki znajdował w nauce św. Tomasza - realistycznej, optymistycznej, doszukującej się Bożego ładu w naturze, a zarazem otwartej na wymiar nadprzyrodzony. W swoim dziele Las Casas nie był samotny. Miał pełne poparcie swego zakonu, znajdował sojuszników wśród wpływowych teologów hiszpańskich uniwersytetów, obracał się wśród dygnitarzy państwowych, a z jego zdaniem liczono się na dworze królewskim. Z władzą polityczną swojego kraju Las Casas znajdował wspólny język na gruncie tych samych wyznawanych zasad - Ewangelii. W celu nadania Ameryce takiego porządku prawnego, który zabezpieczyłby swobodne włączenie Indian w żywy organizm Ciała Chrystusowego, z władzą tą współpracował.
Taki był sens słynnej bulli "Inter caetera" papieża Aleksandra VI, wydanej w roku 1493, w rok po odkryciu Ameryki przez Kolumba. Bulla dzieliła Nowy Świat na sferę wpływów Hiszpanii i Portugalii oraz nadawała królom katolickim misję ewangelizacyjną. Misja ta była zasadniczym celem podboju. Akty korony hiszpańskiej uznawały priorytet tegoż papieskiego imperatywu. Las Casas często się do niego odwoływał. Walczył natomiast z kolonizatorami, którzy swą grabieżą, chciwością, zniewoleniem i mordem stanęli na przeszkodzie ewangelizacji.
Swoją "Krótką relacją o wyniszczeniu Indian", Las Casas spowodował moralny wstrząs w Hiszpanii. Wstrząs ten okazał się skuteczny. Relacja jednak, niezamierzenie, przyczyniła się do powstanie Czarnej Legendy obciążającej na wieki katolicką Hiszpanię. Legenda ta nie brała jednak pod uwagę skutków jej proroczego głosu. W krajach protestanckich zapamiętano nadużycia, które Las Casas piętnował, nie zauważono jednak ani przemian, które zainicjował, ani ogromnego dorobku Koś­cioła hiszpańskiego w Ameryce Łacińskiej. Ileż było klaszto­rów w hiszpańskim imperium XVII i XVIII wieku! Pomiędzy 1526 a 1567 rokiem franciszkanie, dominikanie oraz augustianie założyli ich w Nowym Świecie 281. Z początkiem XVIII wieku tylko te trzy zakony miały na terytorium dzisiejszego Meksyku 2 396 braci. Hiszpańskie misje ogarniające cały kon­tynent od Kalifornii, Teksasu i Florydy uczyły rolnictwa, rze­miosła, funkcjonowały jako szkoły i szpitale oraz nade wszy­stko przekazywały wiarę — zbliżały do Chrystusa. Misyjne szkoły elementarne były bezpłatne, otwarte dla wszystkich dzieci bez względu na pochodzenie rasowe. Biskup Zumarraga założył kolegium dla synów indiańskich wodzów w Tlatelolco w 1536 roku. Królewski i Papieski Uniwersytet został założo­ny w Meksyku w 1553 roku. Do roku 1800 drukarnia uniwer­sytecka wydała 11 632 tytułów książek. Drukarnie klasztorne wydawały podręczniki szkolne, katechizmy, gramatyki i słow­niki miejscowych języków. Nie było poważnego europejskie­go dzieła teologicznego, którego egzemplarz nie znalazłby się w XVI-wiecznej bibliotece klasztoru ojców dominikanów w Limie, w Peru. Z czasem w szkołach hiszpańskiego Nowego Świata zdarzało się, że profesorami byli Indianie, a studentami Hiszpanie. W 1677 roku generałem Zakonu Dominikańskiego został meksykański Metys, Antoni Monroy e Hijar. Pomimo XlX-wiecznych rewolucji i kasat zakonów, dorobek katoli­ckiej Hiszpanii jest odczuwalny w dzisiejszej Ameryce Łaciń­skiej. Ludność indiańska przetrwała do naszych czasów, zacho­wując otrzymaną w darze wiarę katolicką.
Całkiem inaczej traktowali Indian protestanci Ameryki Pół­nocnej. Stereotyp Indianina wytworzony przez kowbojskie filmy z Hollywood ma swe historyczne uzasadnienie. Anglosasi nie przewidywali miejsca dla Indian w swoim państwie. W dzi­siejszych Stanach Zjednoczonych Indianie stanowią nikłą, zamkniętą w rezerwatach garstkę. W episkopacie północno­amerykańskim jest tylko jeden biskup pochodzenia indiań­skiego — mianowany dopiero przez Jana Pawła II.
Las Casas nie był jedynym obrońcą Indian w XVI-wiecznej Hiszpanii. Było ich wielu. On jedynie najpełniej umiał dopiąć i wprowadzić w czyn to, co dyktowało Hiszpanii jej chrześci­jańskie sumienie.
Bartłomiej Las Casas urodził się w Sewilli w 1484 roku (nie w 1474, jak do niedawna sądzono). Zmarł więc mając 82 lata. Pochodził z drobnej szlachty francuskiej. Ojciec jego udał się do Ameryki w drugiej wyprawie Kolumba w 1493 roku. Las Casas jako osiemnastoletni młodzieniec dojechał do swego ojca na wyspę San Domingo w roku 1502. Wiódł trudne, nie­bezpieczne życie pierwszych pionierów. Nie wiadomo jak i gdzie obudziło się w nim powołanie kapłańskie. Nie jest też znana dokładnie data jego święceń. Miały one miejsce pomię­dzy 1506 a 1510 rokiem, zapewne w Hiszpanii.
W oktawie Wszystkich Świętych roku 1510 Las Casas odpra­wił swe amerykańskie prymicje. Spotkał wtedy ojca Pedro de Cordoba, dopiero co przybyłego z Europy z grupą młodych dominikanów uformowanych w Salamance, Valladolid i Avili. Żyli oni duchem ukształtowanym w zreformowanym klasztorze św. Marka we Florencji. Nowo przybyli dominikanie pilnie ob­serwowali sposób życia kolonizatorów hiszpańskich. Trakto­wanie Indian uznali za niegodziwe i sprzeczne z Ewangelią. W trzecią niedzielę Adwentu 151l roku ojciec Antoni Montesinos wygłosił płomienne kazanie, piętnując otwarcie okrucień­stwa dokonane wobec niewinnych Indian. Stwierdził, że kolo­nizatorzy którzy dopuszczają się niesprawiedliwości, są w cięż­kim grzechu i nie mogą otrzymać rozgrzeszenia. Las Casas obecny był na tej Mszy św. Sympatie jego wówczas były jed­nak po stronie kolonizatorów protestujących przeciwko temu osądowi. Dominikanie nic ulękli się protestów. Przeor, ojciec Pedro de Cordoba, udał się do Hiszpanii, gdzie wpłynął na opracowanie ochronnego ustawodawstwa, znanego jako prawa z Burgos (1512-1513).
Z początkiem 1512 roku młody kapłan Las Casas został dusz­pasterzem Hiszpanów dokonujących podboju Kuby. Za swoje usługi otrzymał tam przydział ziemi wraz z Indianami. Hisz­pańska władza kolonizacyjna powtarzała wzory z Andaluzji z czasów niedawno zakończonej Rekonkwisty. Konkwistadorzy otrzymywali encomiendy, przydział ziemi łącznie z miejscową ludnością.Encomendero był za to zobowiązany utrzymać siłę zbrojną, dbać o kult religijny oraz troszczyć się o nawrócenie swoich Indian. Indianie natomiast musieli płacić trybut oraz odrabiać pańszczyznę. Las Casas pierwotnie nie podważał tego systemu ustanowionego przez monarchów katolickich. W ra­mach swojego majątku zajmował się pokojową działalnością misyjną. Dopiero w roku następnym krwawa pacyfikacja In­dian na Kubie poruszyła jego sumienie. Na próżno próbował pohamować krwiożerczość swych pobratymców. Przygotowując kazanie na niedzielę Zesłania Ducha Świętego w 1514 roku, uświadomił sobie, że jest może dobrym panem, ale słabym misjonarzem. Był życzliwy wobec Indian, ale zapomniał iż nawet nieochrzczeni, przynależą oni potencjalnie do Mistycznego Ciała Chrystusa. Rozpoznał w nich Jezusa, znieważonego, biczowanego, ukrzyżowanego. Kazanie świąteczne zadziwiło słuchaczy. Jeszcze bardziej zadziwiła decyzja wyrzeczenia się swej encomiendy, ogłoszona w święto Wniebowzięcia 1514 roku. Odtąd, wyzwalając Indian, oddaje się całkowicie Ewangelii.
Decyzja Las Casasa była przemyślana. Uznał, iż koniecznie trzeba oddzielić apostolstwo od systemu encomiendy. Nie poczuwał się do winy niegodziwego zarządzania majątkiem. Niesprawiedliwość widział w tym, że nie spełniał posługi ewangelizacyjnej, do której był podwójnie zobowiązany - jako wyświęcony kapłan, i jako właściciel encomiendy gdyż jedynie racje apostolskie uzasadniały jej posiadanie. Grzech rozpoznany przez Las Casasa był grzechem społecznym, solidarnie popełnianym przez Hiszpanów, fałszywych świadków Chrystusa. Dlatego gest młodego kapłana nie było tylko znakiem własnego przełomu duchowego. Był to gest polityczny, wyzwanie wobec struktur ustanawianych przez hiszpańską, kolonizacyjną władzę, wyzwanie bliskie duchowo wystąpieniu dominikanów, którzy rok wcześniej w Burgos proponowali alternatywny ustrój rolny, złożony z autonomicznych, tubylczych wspólnot wiejskich. Posunięcie Las Casasa zbliżyło go do wspólnoty dominikanów na Hispanioli (dzisiejsze Haiti). Pod ich wpływem przygotował dwa memoriały do króla, wskazując na niewystarczalność moralizujących frazesów ustawodawstwa z Burgos, na konieczność podjęcia silnych środków hamujących wyludnianie wysp, powodowanego złym traktowaniem tubylców przez Hiszpanów oraz na możliwość innego ułożenia współżycia z Indianami.
Dominikanin Pedro de Cordoba nie dowierzał dobrej woli starego króla Ferdynanda, ale gdy we wrześniu 1515 roku Bartłomiej Las Casas wsiadał na statek, aby udać się do Hiszpanii, żegnała go wspólnota dominikanów. Wraz z nim płynął także pierwszy obrońca Indian Antoni Montesinos, mający przedstawić królowi młodego, nieznanego kapłana.
Spotkanie z Ferdynandem nie miało wielkiego znaczenia, gdyż wkrótce potem monarcha zmarł. Rządy w Hiszpanii znalazły się w ręku regenta, sędziwego franciszkanina, kardynała Jiménes de Cisneros. Poprzez swoich braci zakonników, regent był dobrze informowany o stosunkach panujących w Ameryce. W spotkaniu Las Casasa z kardynałem uczestniczył Adrien Boyens, dziekan uniwersytetu w Louvain, późniejszy papież Hadrian VI. Memoriały Las Casasa złożone w początku 1516 roku stały się podstawą obrad odnowionej Rady do spraw Reformy Indii. Czternastopunktowy program Las Casasa proponował zakładanie hiszpańskich wsi w sąsiedztwie podobnych wsi indiańskich. Kardynał - regent wstrzymał się od ostatecznej decyzji i nakazał przeprowadzić dalsze dochodzenie. W tym celu posłano na Hispaniolę trzech zakonników z Zakonu św. Hieronima. Tego samego dnia 17 września 1516 roku Las Casas otrzymał rozporządzenie królewskie nadające mu nieograniczony oficjalny mandat. Jako procurator de los Indios miał Las Casas informować i doradzać, co należy czynić w sprawie wolności oraz dobrobytu duchowego i cielesnego Indian na wyspach i stałym lądzie. Stał się więc Las Casas pierwszym oficjalnym współpracownikiem władzy hiszpańskiej w przeprowadzeniu reformy administracji Indii (jak wówczas nazywano Amerykę).
Instrukcje, jakie trzymali hieronimici od kardynała, uznawały wolność India, ich prawo do sprawiedliwości, poszanowanie osoby i mienia, usankcjonowane koniecznością naprawienia krzywd i ukarania winowajców. A nade wszystko mieli hieronimici troszczyć się o to, by uczono Indian świętej wiary. Wysłannicy rządowi mieli informować się u Indian, u ich wodzów, mieli dowiadywać się, jak są traktowani przez encomenderos, i przez hiszpańskich gubernatorów. Kardynał przewidywał potrójny ustrój wiejski, złożony z samodzielnych indiańskich wsi, wsi wspartych przez hiszpańskiego administratora i misjonarza oraz z majątków, encomiend, z zastrzeżeniem, że pierwszy model miał być preferowany na miarę zdolności cywilizacyjnych Indian. Proponowano, by wioski ich liczyły około trzystu mieszkańców, by uznawano naturalnych wodzów typowanych przez struktury plemienne. Plany reformacyjne kardynała nie obalały jednakencomiendy. Hieronimici mieli władzę nad całą hiszpańską administracją Indii, mogli obalać urzędników, wydawać akty ustawodawcze i wykonawcze mocą autorytetu króla. ProcuratorIndii był tylko doradcą i informatorem.
Wylądowawszy w Hispanioli w grudniu 1516 roku hieronimici potwierdzili majątki wszystkich hiszpańskich urzędników. Indianie nadal byli zobowiązani do pańszczyzny. Las Casas postawił im zarzut, że wbrew poleceniom kardynała ograniczyli dochodzenie do wysłuchania jednej tylko strony - hiszpańskiej. Dominikanie z ambon piętnowali nadal encomiendy. Jedynie oni i franciszkanie opowiadali się za reformą. Wskazywali na zastraszające wyniszczenie demograficzne ludności tubylczej. Uległość hieronimitów wobec miejscowej władzy zmusiła procuradora do podjęcia nowej podróży do Hiszpanii. Wiózł ze sobą dwa dokumenty, jeden do kardynała, drugi do samego króla, przebywającego jeszcze we Flandrii. W piśmie do króla dominikanin Pedro de Cordoba wykazywał, że monarcha traci poddanych, którzy nie poznawszy Dobrej Nowiny, giną z rąk jego przedstawicieli. Las Casas zastał kardynała chorego i bardziej przychylnego hieronimitom, a zarazem świadomego, że władza przechodzi w ręce młodego króla i jego nowej świty.
W listopadzie 1517 roku Karol I zjawił się w Valladolid obejmując władzę w Hiszpanii. Na posiedzeniu Rady Indii w grudniu tego roku, dominikanin Reginald Montesinos, teolog z Salamanki, a zarazem rodzony brat Antoniego obalił tezę głoszącą, iż Indianie są niezdolni do przyjęcia wiary. Uznał ją po prostu za heretycką. Tematem obrad Rady stał się memoriał opracowany przez Las Casasa.
Nowy wielki kanclerz Jean Sauvage stanął w obronie Las Casasa. Sprawa stosunku do Indian stała się narzędziem rozgrywki politycznej, w której nowa ekipa szukała potwierdzenia swojej władzy. Las Casas umiał to wykorzystać. W marcu 1518 roku procurador otrzymał od kanclerza polecenie opracowania projektu nowej reformy Indii. Niestety, wkrótce potem Sauvage zmarł. Wpływy Las Casasa zmalały, ale da się jednak rozpoznać jego rękę w instrukcjach, jakie w grudniu 1518 roku otrzymał Rodrigo de Figueroa, następca hieronimitów. Przewidywano zachowanie różnorodnego ustroju rolnego. Polecano zakładanie wiosek indiańskich na miarę zdolności Indian do samorządu. Ale encomiendy, otoczonej co prawda licznymi przepisami wykonawczymi, nie obalono. Zachowano też zabójczą pracę w kopalniach. Nawiązanie dialogu z wodzami indiańskimi przekazano w ręce Las Casasa. Procurador miał założyć wzorcową wioskę indiańską na Hispanioli, by potem przenieść ten model na pozostałe wyspy i stały ląd.
Trzeba było jednak upewnić się, że partia biskupa Fonseca, wroga reformie Indii, nie zwycięży wobec króla. Dominikanie obecni na dworze królewskim, przyjaciele Las Casasa wykazali na posiedzeniu Rady, że encomienda jest sprzeczna z dobrem wspólnym, a więc dobrem króla. Zasada teologiczna głosi: środek musi być przyporządkowany celowi. Celem jest ewangelizacja, a więc encomienda jest sprzeczna z Bożym porządkiem. Dobry cel uświęca tylko dobre środki.
Konkwistador Fernandez de Oviedo głosił coś przeciwnego. Uważał, iż trzeba uwolnić Indian od ich sprzecznych z prawem natury obyczajów (kanibalizm, sodomia, lenistwo), że jedynie drogą podboju można im przybliżyć Ewangelię. Las Casas odpowiedział, że Oviedo nie zna Indian. By ich poznać, trzeba ich pokochać. Niechęć Indian do pracy na roli wynika stąd, że bardziej są przyzwyczajeni do polowania i rybołówstwa, niż rolnictwa.
Karol I polecił, aby sprawę tę rozstrzygnięto na turnieju teologicznym. Turniej ten, bardziej właściwy dla średniowiecza odbył się w Molins del Rey w dniach od 12 do 24 grudnia 1519 roku. Przeciwko reformie wystąpił Quevedo, młody biskup franciszkański z Darien (w dzisiejszej Panamie), ordynariusz pierwszej diecezji amerykańskiej. Wychodząc od Arystotelesa mówił o ludach niewolnych z natury, które trzeba podbić, aby mogły przyjąć wiarę. Riposta Las Casasa była ostra: "Biskupie, jesteś w stanie grzechu śmiertelnego!". W swej obronie Las Casas wystąpił z doktryną powszechnej ewangelizacji, skierowanej do wszystkich ludów. Wezwał też świadków, którzy mówili o okrucieństwach jakich dopuścili się konkwistadorzy. Procurador mógł liczyć na zaufanie monarchy.
W maju 1520 roku król złożył swój podpis pod szeregiem rozporządzeń realizujących plan Las Casasa. Zakazano prowadzenia wojny przeciw Indianom. Okręg zwany Cumana został oddany pod jurysdykcję procuradora. Miał on tam podjąć wzorcową pokojową penetrację kolonizacyjną oraz ewangelizację. Trzeba było jednak znaleźć dla tej misji współpracowników.
Przedsięwzięcie nie było łatwe. Na przeszkodzie stanęły trudności finansowe i inne. Przyjechawszy do Puerto Rico w styczniu 1521 roku, Las Casas odkrył, że wojowniczy Indianie zniszczyli dominikańskie i franciszkańskie misje Cumany. Nie była to ludność łagodna, jak na wyspach. Pomiędzy nimi a miejscową hiszpańską władzą wojskową, trwała regularna wojna. Las Casas nie mógł znaleźć chętnych do tej wyprawy. Cały pomysł spełzł na niczym. Można zadawać sobie pytania: Czy Las Casas nie myślał zbyt po ludzku? Czy nie zagubił sprawy Bożej? Nieudana wyprawa do Cumany postawiła pod znakiem zapytania całą reformę. Trzeba było poszukać innych środków, bardziej nadprzyrodzonych. Odtąd Las Casas porzuca wszelkie myśli o kolonizacji. Interesuje go już tylko ewangelizacja.
Jako trzydziestoletni kapłan Las Casas wstępuje na wyspie San Domingo do klasztoru dominikańskiego. Przez następne pięć lat odbywa spokojnie nowicjat i ponowne studia. Przez szereg lat na scenie politycznej brat Bartłomiej Las Casas milczy.
W ciszy klasztoru rodzi dzieło na miarę Włodkowica - "De unico modo vocationis gentium ad teram religionem" (O jednym sposobie powołania narodów do prawdziwej religii). Tak jak jest jedna wiara w Chrystusa, jako prawo ewangeliczne, jedna ludzka natura, tak też jest jeden tylko sposób rozszerzenia wiary w Chrystusa. Cały rodzaj ludzki jest powołany do tego, by stać się dzieckiem Bożym, poprzez udział w życiu Syna Bożego. Idąc za myślą św. Tomasza z Akwinu, Las Casas widzi w pogańskich Indianach potencjalnych członków Kościoła. Nigdy Las Casas nie będzie teologiem akademickim, ale sięga w ciągu tych lat do mistrzów tomistycznego renesansu z Salamanki i Valladolid. Dogłębnie rozumie, że przylgnięcie do prawdy domaga się wolności.
W 1527 roku, ukończywszy okres formacji, Las Casas zostaje przeorem klasztoru w Puerto de la Plata na drugim końcu Hispanioli. Stamtąd wysyła list do Rady Indii, napisany w stylu prorockim. Odwołuje się do miłości Chrystusa, piętnuje nędzę Indian. Doszukuje się przyczyny rozdarcia Europy w grzechu, jaki się dokonuje po amerykańskiej stronie globu. Wzywa koronę hiszpańską, by na mocy mandatu papieża posyłała do Ameryki gorliwych apostołów wiary katolickiej, a nie okrutnych tyranów. Błaga, by dobierano na gubernatorów ludzi prawych, by im dawano gorliwych zakonników do pomocy. Nie zapomina o realiach. Dobrych zarządców trzeba wesprzeć wiernym wojskiem. Obiecuje, że Indianie, z czasem nawróceni, będą wpłacać do skarbu państwa podatki. Wobec niegodziwych kolonizatorów trzeba stosować kary, z karą śmierci włącznie; inaczej dobre intencje korony hiszpańskiej pozostaną tylko na papierze.
Działalność Las Casasa staje się teraz przede wszystkim misyjna i duszpasterska. Do Hiszpanii się nie udaje. Z ambony swego klasztoru wyklina grzeszników. Umierającym Hiszpanom odmawia rozgrzeszenia, gdyż nie chcą zwrócić Indianom zagrabionych ziem. Występuje w roli pośrednika pomiędzy Hiszpanami a zbuntowanym wodzem Indian.
Nie starczy mu pracy na Hispanioli. Podejmuje więc wyprawę misyjną do Peru. Tymczasem burza na morzu kieruje statek w stronę Nikaragui. Tam również żyją Indianie i im trzeba głośnio głosić Ewangelię. Stamtąd też kieruje listu do dworu królewskiego. Sytuacja jednak nie zmieniła się. Wyniszczanie Indian trwa nadal. Ewangelizacja jest niemożliwa. Obowiązek głoszenia Ewangelii Jezusa Chrystusa, nadany Hiszpanii przez Stolicę Apostolską, nie jest spełniany. Tym samym bezprawne staje się włączanie tych ziem do korony hiszpańskiej. Las Casas wprost wyrzucał katolickiemu królowi, że droga podbojów nie ma nic wspólnego z głoszeniem Ewangelii, że nie jest to droga Chrystusa, lecz Mahometa.
Postawa Las Casasa nie spotyka się z przychylnością kolonizatorów. Po roku otwartego konfliktu dominikanie zmuszeni są opuścić Nikaraguę. W 1536 roku przyjmuje ich do Gwatemali biskup Marroquin. Diecezja biskupa graniczy z nie podbitym jeszcze meksykańskim terytorium Tezulutlan (dziś Vera Paz), zwanym przez Hiszpanów "Ziemią Wojny". Lasa Casas zawiera umowę z biskupem oraz życzliwym gubernatorem Maldonado. Misjonarze na własne ryzyko wkroczą na ten niebezpieczny obszar bez eskorty. Będą głosić ewangelię idąc śladem ubogiego mistrza. Maldonado obiecuje nie podejmować żadnej interwencji zbrojnej w "Ziemi Wojny" przez okres pięciu lat. Dla pięćdziesięciodwuletniego Ojca Indian zaczyna się najradośniejsza przygoda życia
W chwili przyjazdu braci, ziemie ciągnące się od jeziora Atitlan aż do lasów Jukatanu i bagien nad Morzem Karaibskim     trwały w permanentnym oporze wobec władzy hiszpańskiej. Po dziesięciu latach ewangelizacji "Ziemia Wojny" stała się "Ziemią Pokoju". Dominikanie wśród indiańskich wiosek założyli klasztor. Wodzowie złożyli przysięgę wierności królowi Kastylii, a Las Casas został biskupem swojej nowo nawróconej trzody.
Otrzymując od Maldonado, członka Audiencji i gubernatora Gwatemali monopol ewangelizacji w "Ziemi Wojny" Las Casas miał na uwadze nie tylko Indian tego obszaru. Podejmował lokalny eksperyment czystej ewangelizacji i nowej polityki integracji z myślą o przeniesieniu zdobytego doświadczenia na cały kontynent. Umowa z gubernatorem zawarta w marcu 1537 roku stanowiła zarodek przyszłych "Nowych Praw" z roku 1542. Przyjęto dwa podstawowe kanony: pokojowej penetracji oraz samorządu Indian. Feudalne związanie nowo nawróconych Indian z koroną Hiszpanii broniło ich przed zniewoleniem przez jakichkolwiek pośredników. Było to obalenie dwóch fundamentalnych instytucji dotychczasowego podboju Ameryki, zbrojnej penetracji oraz encomiendy.
Misja w "Ziemi Wojny" nie była jednak tylko eksperymentem społecznym. Dla garstki dominikańskich misjonarzy było to dzieło autentycznej ewangelizacji. Przygotowali się do niego gorliwą modlitwą. Pierwsze kroki apostolskie trzeba było podjąć posługując się indiańskimi tłumaczeniami. Wkrótce jednak dominikanie nauczyli się miejscowego języka; prawdy wiary układali w wiersze, które śpiewane przy akompaniamencie dzwonków ukazywały mieszkańcom tej ziemi tajemnice odkupienia. Ojcowie byli inni od pozostałych Hiszpanów. Nie szukali złota czy kakao, nie jedli mięsa, nie żenili się i cały dzień śpiewali na chwałę Boga. Las Casas kierując misją nie zawsze jest na miejscu. W lutym 1539 roku przebywa w Meksyku, gdzie wicekról potwierdza przywileje nadane misji przez gubernatora. W czerwcu umowa z Maldonado otrzymuje potwierdzenie samego króla. Las Casas wówczas znajduje się w drodze do Sewilli. Owocem podróży będą liczne dekrety królewskie, które zabezpieczają spokojne wykonanie umowy z 1537 roku w sprawie dominikańskiej misji w "Ziemi Wojny".
Cofnijmy się jednak wstecz. Lata spokojnej formacji dominikańskiej Las Casas zbiegają się z ogromnym rozszerzeniem hiszpańskiego imperium. W 1522 roku Cortes podbija państwo Azteków w Meksyku. W dziesięć lat później Pizarro sięga do serca kontynentu i obala imperium Inków. Jaki ustrój nadać podbitym ludom, przyzwyczajonych przecież do władzy absolutnej tubylczych struktur państwowych? Władca Hiszpanii, a zarazem niemiecki cesarz Karol I pierwotnie pod wpływem dominikanów nie zgadzał się na encomiendę, ale z czasem uległ presjom. Rada Indii w 1534 roku zgodziła się na wprowadzenie niewolnictwa.
Dominikanie przystępują więc do ataku. Przeor z Meksyku Minaya dociera do papieża z listem od biskupa dominikańskiego Juliana Garceza, z diecezji w Tlaxcala. Paweł III odpowiada w 1537 roku bullą Sublimis Deus, która rozstrzyga problem doktrynalny. Indianie są prawdziwymi ludźmi, powołanymi jak wszyscy do udziału w życiu Bożym. Nie wolno więc pozbawić ich wolności i mienia. W liście do prymasa Hiszpanii Paweł III rzuca ekskomunikę zastrzeżoną Stolicy Apostolskiej na wszystkich, którzy uprowadzają Indian w niewolę.
Wystąpienie papieskie powoduje poruszenie. Dominikanin Franciszek de Vitoria rozpoczyna słynne wykłady na uniwersytecie w Salamance o Indianach i o prawie wojny. Vitoria jest człowiekiem nauki, las Casas człowiekiem czynu. Obaj opierają się na tych samych zasadach wziętych z Ewangelii i myśli św. Tomasza. Dla obu sprawiedliwość nie jest tylko hasłem, ideałem, lecz cnotą, sprawnością mającą swój przedmiot w konkretnych osobach, rzeczach. Vitoria, o dziesięć lat młodszy od Las Casas, jest czołową postacią odnowy tomizmu w Kościele. W myśli św. Tomasza znajduje teorię prawa naturalnego, które jest odbiciem wieczystego prawa Bożego, zapisanym w każdej osobie ludzkiej. Władza polityczna pogan także pochodzi od Boga, jeżeli tylko odpowiada wymaganiom naturalnej sprawiedliwości. Podobnie jak Las Casas, Vitoria potępia podbój Ameryki, uznaje jedynie ewangelizację. Staje się gorącym obrońcą praw przysługujących ludom niechrześcijańskim i dlatego słusznie uchodzi za twórcę prawa narodów (ius gentium). Te poczynania Las Casas i Vitorii przywodzą na pamięć osiągnięcia o ileż wcześniejszej krakowskiej szkoły prawniczej i Pawła Włodkowica, który na Soborze w Konstancji (1414-1418) potępiał podbijanie i nawracanie przemocą pogan przez Krzyżaków (haeresis prussiana). Obecność Europejczyków w Nowym Świecie Vitoria uzasadnia naturalnym prawem do życia społecznego i komunikacji, prawem, którym cieszą się zarówno Indianie jak Europejczycy. A więc nie podbój, lecz penetracja jest jedynie dopuszczalna. Inna musi być polityka Hiszpanii wobec islamu, inna wobec Indian. Maurowie byli w stanie ciągłej wojny z chrześcijaństwem, trzeba się było wobec nich bronić. Indianie zaś nie atakowali Hiszpanii, nie ma więc moralnych podstaw do prowadzenia z nimi wojny.
Jasne stanowisko Kościoła wyrażone głosem papieża, uniwersytetów i misjonarzy doprasza się o konkretne decyzje. W 1540 roku Las Casas zostawia swoich Indian i podejmuje na nowo rolę procuradora de los Indios. Oficjalnie jest tylko misjonarzem, ale jedzie do króla z listami od biskupa Marroquin i gubernatora Maldonado, oraz od biskupa Meksyku Zumarragi. Oczekując na powrót króla do Hiszpanii, Las Casas uzyskuje piętnaście dekretów Rady Indii, skierowanych do różnych osobistości swej misyjnej republiki w Tezulutlanie. Przyjazd Karola I do Hiszpanii opóźnia się. Las Casas więc opracowuje swoje memoriały.
Zachowały się z nich "Krótka relacja o wyniszczeniu Indian", oraz "Ósme remedium", fragment dwudziestopunktowego programu reformy ustawodawstwa kolonialnego. W "Krótkiej relacji" Las Casas opisuje straszne zbrodnie dokonane w ramach kolonizacji. Jego pióro wyraża bunt katolickiego sumienia. Jest to przejrzysta denuncjacja nadużyć hiszpańskiej władzy, ale równocześnie jest to denuncjacja chroniona przez tę władzę. Dominikanom wolna ją krytykować, bo monarsze zależy na pełnej informacji. Król chce mieć czyste sumienie, dlatego musi znać prawdę. Memoriały Las Casasa są czytane w Hiszpanii, poruszają opinię publiczną. Karol I zjawia się w Hiszpanii w grudniu 1541 roku. W styczniu zwołuje kortezy do Valladolid. Zebrane stany proszą króla, by zahamował okrucieństwa, jakich dokonuje się w Ameryce. Król spotyka się z prawnikami, z dominikańskimi teologami (Vitoria, Soto, Carranza) i z Las Casasem. Z końcem roku ustanawia "Nowe Prawa", które stanowią przewrót w całym systemie kolonialnym.
Encomienda ma zostać obalona. Monarcha sankcjonuje autochtoniczne struktury społeczne. Indianie stają się bezpośrednimi wasalami korony hiszpańskiej. Indiańskie wioski i państewka uznane zostają jako królestwa (reinos indios) wchodzące w skład imperium hiszpańskiego. Wcale nie zanosiło się na łatwą egzekucję nowych praw. Opozycja encomenderos była do przewidzenia. Las Casas pozostał przez cały rok 1542 w Valladolid uczestnicząc w szczegółowym opracowaniu nowych praw, jako de facto członek Rady Indii.
Nowe prawa wprowadzały spójny system prawny zgodny z programem Las Casasa. Odtąd wszelka władza ma podlegać kontroli sądowniczej. Zakazano całkowicie niewolnictwa i zmuszania do pracy tragarzy. Likwidacja encomiendy miała być dwustopniowa. Majątki w posiadaniu urzędników królewskich, instytucji kościelnych oraz tych, którzy źle traktowali Indian, miały przejść natychmiast w ręce korony. Pozostałe miały wygasnąć ze śmiercią posiadacza. Większość, więc majątków ulegała natychmiastowej konfiskacie, co równało się z wyzwoleniem Indian. Zmieniono również stosowaną terminologię. Odtąd miano mówić o odkrywaniu nowych ziem (descubrimiento), a nie o podboju (conquista).
Nowe prawa miały jednak pewne słabe punkty. Las Casas interweniował dalej, domagając się uzupełnień. Memoriał złożony królowi wspólnie z bratem Rodrigiem Ladrada wskazywał, że nowe prawa nie mówią nic o naprawieniu dokonanych krzywd. Domagał się wprowadzenia zasady, że odkrywcy mogą penetrować nowe tereny tylko pod kontrolą Audiencji i zawsze w towarzystwie dwóch zakonników. Prosił króla o rozesłanie biskupom i zakonnikom ekspertyzy teologicznej Franciszka Vitorii o konieczności przygotowywania Indian do przyjęcia chrztu św. Interwencja Las Casasa okazała się skuteczna. W czerwcu 1543 roku ogłoszono dodatkowe uzupełnienia do nowych praw.
W marcu 1543 roku Las Casas zostaje biskupem, ordynariuszem ubogiej diecezji w Chiapa. Nowa diecezja obejmuje również dawny teren misyjny Las Casasa na pograniczu Gwatemali i Meksyku. Wrogowie reformy mają nadzieję, że Las Casas opuści Hiszpanię. Przed wyjazdem zabezpiecza on jednak swoją misję. Królewskie dekrety skierowane do misji dominikańskiej w Tezulutlanie wymieniają brata Pedro de Angulo najbliższego współpracownika Las Casasa oraz wodzów indiańskich z okolic jeziora Atitlan. Król dziękuje im za współpracę, nakazuje zwolnić ich z podatków. Wodzowie indiańscy dominikańskiej misji otrzymują uprawnienia herbowych wasali korony hiszpańskiej. Następnie król asygnuje pieniądze na potrzeby misji i poleca franciszkanom w Tlaxcala, by posłali tam indiańskich śpiewaków i instrumentalistów.
Hiszpanie w Gwatemali są oburzeni zakazem wkraczania na terytorium misji. Nowy biskup pozostaje jednak w Hiszpanii, uzyskuje rozszerzenie granic swej diecezji i jej wyjątkowego statusu prawnego. Dopiero w lipcu 1544 roku Las Casas wyrusza ponownie do Ameryki. Wiezie ze sobą wiele egzemplarzy świeżo wydrukowanych "Nowych Praw". Nowe ustawodawstwo obaliłoencomiendę - na papierze. Tymczasem w Peru wybuchło hiszpańskie powstanie pod wodzą Gonzala Pizarro, brata odkrywcy. Konkwistadorzy nie mieli zamiaru oddać swych majątków. Jak egzekwować nowe prawa? Jak opracować nowy ustrój rolny, autochtoniczny, na miejsce pańszczyzny?
Podróż jest bardzo trudna i niebezpieczna. Mimo to zakonnicy prowadzą na statku regularne życie konwentualne. W noc Bożego Narodzenia ustawiają w dziobie statku szopkę, przed którą śpiewają psalmy, odprawiają pasterkę. Dzieciątko Jezus chroni garstkę apostołów. W końcu burza wyrzuciła statek w Jukatanie. Miejscowi Hiszpanie przyjęli biskupa wrogo. O "Nowych Prawach" nie chcieli słyszeć. Podróż kontynuowano w dwóch partiach. Pierwszy statek wiozący dziesięciu dominikanów i wydrukowane "Nowe Prawa" zatonął.
Dopiero w połowie marca 1545 roku Las Casas dotarł do swej diecezji, liczącej tylko pięciu księży diecezjalnych. W wielkanocnym liście pasterskim nakazał uwolnić niewolników. Tylko dwaj księża otrzymali prawo do spowiadania, z zastrzeżeniem, że mają odmawiać rozgrzeszenia właścicielom niewolników. Hiszpanie biskupa znienawidzili. Jeden ze spowiedników uległ presji tłumu, był gotów udzielać łatwej absolucji. Rządy biskupa nie były łatwe. Musiał suspendować miękkiego kapłana.
Zupełnie w innym nastroju odbyło się spotkanie w głębi dominikańskich misji. Biskupa witali współbracia otoczeni tańczącą, śpiewającą ludnością indiańską. Wodzowie indiańscy składali hołd. Wioski przygotowane przez misjonarzy przyjmowały z rąk biskupa chrzest. Las Casas postępował roztropnie. W wizytacji uczestniczył biskup Marroquin z sąsiedniej diecezji. Opis wizytacji został potwierdzony notarialnie. Las Casas potrzebował dowodów skuteczności pokojowej ewangelizacji.
Stosunki z władzą cywilną nie układały się dobrze. Dawny przyjaciel Maldonado dał się skorumpować; nie chciał egzekwować nowych praw. Wspólny list biskupów Gwatemali, Chiapa i Nikaragui skierowany do Audiencji domagał się sprawiedliwości, przypominał, że władza cywilna powinna uznać kompetencje biskupów w tej materii. Wkrótce potem Valdivieso, biskup Nikaragui, został zamordowany przez hiszpańskich kolonizatorów. Z inicjatywy Las Casasa odbyło się szersze spotkanie biskupów Nowego Świata poświęcone problemom restytucji winnej Indianom. W sprawie encomiendy Las Casas okazał się jednak samotny. Nawet współbracia dominikanie rezygnowali z batalii.
Z początkiem 1547 roku biskup Chiapa udał się do Hiszpanii. Do Meksyku nie miał już powrócić. Do swej śmierci będzie miał wstęp do Rady Indii. Pamięta nadal o swej misji. Pierwszy akt, jaki przeprowadza w Hiszpanii, to zmiana nazwy. "Ziemia Wojny" staje się ,,Ziemią Prawdziwego Pokoju - Vera Paz ". Wydaje drukiem "Confesionario" podręcznik dla spowiedników udających się do Ameryki, by mieli jasno wyłożone zasady, jak należy traktować w konfesjonale grzechy popełnione wobec Indian. Twarde zasady domagające się restytucji jako warunku rozgrzeszenia powodowały oburzenie. Las Casas opowiada pisząc "Trzydzieści zasad prawnych" oraz "Traktat o niewolnictwie Indian".
 "Trzydzieści zasad" wyjaśnia podstawy, na jakich opiera się władza hiszpańska w Ameryce. Król otrzymał tę władzę od papieża w celu ewangelizacji. Papież nie posiada władzy cywilnej nad światem, posiada tylko władzę duchową. Na mocy tejże powierzył monarchii hiszpańskiej misję duchową, która określa i ogranicza jej władzę cywilną. Misję tę nadaną w Hiszpanii winny uznawać jedynie nawrócone na chrześcijaństwo królestwa indiańskie. Poza prestiżem praworządnego i sprawiedliwego monarchy król Hiszpanii nie ma żadnej władzy nad państwami pogańskimi, chyba że wodzowie Indian zawrą swobodnie umowę z koroną hiszpańską. Tymczasem intencje króla zostały wypaczone przez okrutnych konkwistadorów, których zdobycze są niegodziwe. I dlatego szkody należy naprawić obalając encomiendę. Las Casas złożył swe "Trzydzieści zasad" w Radzie Indii. Zaopatrzył je w biskupią pieczęć pięciu profesorów teologii.
W "Traktacie o niewolnictwie" Las Casas uważa niewolę za uboczny skutek dopuszczalnej wojny sprawiedliwej. Ale Hiszpanie nigdy nie byli zagrożeni przez Indian. Wojna z nimi nigdy nie była sprawiedliwa. Nie ma więc podstaw zniewalania ich.
Pod naciskiem Las Casasa uniwersytety w Alcala i Salamance zakazały publikacji książki kanonika Sepulvedy, wychowawcy królewicza Filipa, który bronił niewolnictwa Indian. Karol I nakazał wstrzymanie ekspedycji zdobywczych w Ameryce oraz wezwał Sepulvedę i Las Casasa do Valladolid na publiczną dysputę. Odbyła się ona latem 1550 roku. Sepulveda powołując się na Arystotelesa oraz na relacje podróżników uznawał istnienie ludów barbarzyńskich z natury. Las Casas opowiadał faktami zaczerpniętymi z własnego doświadczenia. W Ameryce żył ponad czterdzieści lat. Bronił tezy, że Indianie są zdolni do życia politycznego. W swoich autochtonicznych wspólnotach stosują bowiem cnotę sprawiedliwości i roztropności. Na zarzut, że składają ofiary z ludzi, biskup argumentował Pismem Świętym, że podobne praktyki znane były już przed Abrahamem. W ofiarach tych wyraża się zniekształcone poznanie Boga, chęć oddania Jemu tego co najlepsze. Te budzące grozę praktyki nie upoważniają jednak nikogo do przymusowego nawracania. Obradom przewodniczył uczeń nieżyjącego już Vitorii, dominikanin Domingo de Soto. Zwyciężył głos Las Casasa. Książka Sepulvedy, dopuszczona przez cenzurę kościelną w Rzymie, została zakazana w Hiszpanii.
Teologowie z Salamanki nie we wszystkim zgadzali się z biskupem. Dopuszczali np. wojnę wobec pogańskiego władcy, który uciska swych poddanych. Las Casas te racje odrzucał. Nie negował prawa naturalnego, ale kierował się wyższym prawem, prawem Ewangelii.
Król uważnie przysłuchuje się wypowiedziom Las Casasa. Hiszpanią w imieniu ojca rządzi teraz książę Filip. W pełni akceptuje on ewangelizacyjną misję apostolskiej monarchii. Bunt hiszpańskich konkwistadorów w Peru został opanowany, a Gonzalo Pizarro skazany na śmierć. Sędziwy biskup Las Casas od 1552 roku zamieszkuje w Sewilli. Wydaje broszury, pamflety, które posyła do Ameryki.
"Nowe Prawa" tylko częściowo zostały wprowadzone. Dekret z Malines w 1545 roku zawiesił wykonanie dwóch ustaw. Encomiendy nie obalono, ale poddano właścicieli majątków pod kontrolę królewskiego wymiaru sprawiedliwości. Ponawiano zakazy przymusowej służby. Gubernatorzy mieli czuwać, by podatki były umiarkowane i ustalone, aby Indianie zawczasu wiedzieli, ile mają płacić. Nie wolno było obciążać Indian większymi podatkami niż Hiszpanów. Krok po kroku korona hiszpańska redukowała arbitralną władzę encomenderos.
Las Casas informowany przez swych braci interweniuje w przypadkach konkretnych nadużyć. Domaga się dla Indian Gwatemali sprawiedliwego kodeksu pracy. Pod jego wpływem wytwarza się nowa praktyka penetracji Ameryki. W maju 1556 roku Rada Indii wydaje instrukcję, dotyczącą dalszych odkryć geograficznych. Zajmowanie nowych terenów przez żołnierzy i kolonizatorów ma być odtąd podporządkowane misjonarzom. Mają oni zakładać wioski -pueblos de Indios, podległe bezpośrednio koronie, oraz pueblos de reduccion, gromadzące Indian wokół kościoła. Władza centralna w Hiszpanii ulega rozszerzeniu; włącza ich bezpośrednio do korony Kastylii. W ten sposób chroni Indian przed arbitralną władzą miejscowych kolonizatorów. Ewangeliczne żądania Las Casasa trafiają jednak na opór różnorakich interesów i ludzkiego egoizmu. Mimo to zasady reformatorskie zostały ustanowione, uznane przez władze królewską i w dużej mierze, stopniowo, wprowadzane w życie.
Las Casas, broniąc Indian, sięga po kolejne argumenty. Wydaje "Apologetica historia", w której opisuje indiańskie obyczaje, porównuje je z religiami starożytnej Grecji i Rzymu. W Indianach rozpoznaje ludzi zdolnych do kierowanie się rozumem i wolnością. Ich natura, nadana przez Boga, zawiera w sobie możność nabycia wyższej kultury, przesyconej Ewangelią. Nie oznacza to, iż należy wykorzeniać ich z własnego dziedzictwa. Teologia historii w ujęciu Las Casasa prowadzi wszystkie ludy do Kościoła Chrystusowego. Nie ma ludów, które byłyby do tego niezdolne. Jego atak na dekulturyzację oparty jest nie na opisie obyczajów, ale na teologii. Dekulturyzacja nie jest grzechem przeciwko kulturze, jest grzechem przeciwko wolności osoby ludzkiej. Ewangelizacja wzywa Indian do lepszego życia, ale szanuje wszystko to, co było dobre w ich przeszłości. U podstaw takiego myślenia leży tomistyczny kanon, według którego natura pozostaje z gruntu dobra, nawet po grzechu pierworodnym. Natura ta, będąca darem Bożym, rozpoznana przez rozum, staje się podstawą wolności. Wolność według Las Casasa nie jest sztucznym wytworem umowy społecznej. Podobnie jak ludzkie prawa, ma swoje metafizyczne źródło w prawie naturalnym, będącym echem wieczystego prawa Bożego. Las Casas wyciągał z tego wniosek praktyczny: Indianie wcale nie są mniej dysponowani do przyjęcia Chrystusa niż Hiszpanie.
Ostatnie lata Las Casasa przypadają na okres militarnych zmagań katolickiego imperium Habsburgów. Reformacja rozdarła Europę. Turcy zagrażają od południowego wschodu. Protestancka Anglia rywalizuje z Hiszpanią o władzę nad morzami. Tej Hiszpanii Las Casas głosi słowa pokuty, wzywa do restytucji dóbr zabranych Indianom. Głos jego jest ceniony na dworze, w Radzie Indii, bywa też odbierany z niechęcią. Do Hiszpanii docierają skargi misjonarzy. Zarzuca się Las Casasowi utopijną pychę, brak kompetencji.
Z Vera Paz przychodzą różne wieści. Misja kierowana przez Pedro de Angulo rozwija się w kierunku ziem zamieszkałych przez wojowniczych Lakadończyków. Napadają oni na wioski chrześcijańskie, mordują, palą kościoły. Następca Las Casasa, biskup Tomasz Casillas, myśli o wyprawie militarnej. W 1559 roku Rada Indii wyraża na nią zgodę. Ochrzczeni wodzowie indiańscy walczą po stronie hiszpańskiej. Niebezpieczeństwo ze strony Lakadończyków zostało zażegnane, ale fakt, że Indianie przelewali krew indiańską, i to za poparciem miejscowych dominikanów, jest wielce znaczący.
W tymże samym roku encomenderos z Nowego Świata wystąpili z prośbą do króla Filipa o wykupienie na wieczystą własność swoich majątków. W ten sposób wzbogaciliby pusty skarb królewski. Sugestię poparli franciszkanie, którzy widzieli w tym szansę nadania trwałości, a zatem i większej odpowiedzialności właścicielom encomiendy. Dominikanie z Peru, wraz ze swym byłym prowincjałem, a obecnie biskupem Domingo de Santo Tomas podzielali wątpliwości Las Casasa. Wodzowie indiańscy z Peru zebrali się razem w San Juan de los Reyes, przedstawili wicekrólowi swój własny projekt oraz upoważnili Las Casasa, aby w ich imieniu interweniował u Filipa II. Las Casas w trzech memoriałach: "O władzy królewskiej", "O skarbach Peru", i "Odpowiedzi na dwanaście pytań", wykazuje królowi, że nie może sprzedać swojej władzy Hiszpanom w Peru, tak jak nie może sprzedać kupcom włoskim czy niemieckim korony Kastylii.
Tymczasem w górach Peru Indianie zbuntowali się pod wodzą Tupac Amaru, potomka Inków. Las Casas był zdania, że należy przywrócić do władzy tego pretendenta do tronu Inków, włączając w ten sposób indiańskie państwo w koronę Kastylii. Na posiedzeniu Rady w obecności króla Las Casas odważył się żądać przywrócenia Inkom ich niepodległości, majątków, złota. Tupac Amaru w końcu złapano i stracono w roku 1571.
Las Casas nieustannie pisze. Prowadzi korespondencję z misjonarzami oraz teologami. W tych interwencjach i memoriałach wyraża się jego żarliwe kaznodziejstwo. W osiemdziesiątym drugim roku życia pisze list do nowo obranego papieża, dominikanina Piusa V. Wzywa Ojca Świętego by ekskomunikował tych, którzy prowadzą wojnę przeciw Indianom, podważają ich prawa do należnej im restytucji, oraz powątpiewają w ich zdolność do przyjęcia wiary. Jest świadom, że został wybrany przez Boga, aby głosić miłosierdzie i bronić sprawiedliwości. Dobrze wie, że jedynie pokorna postawa dłużnika wobec Indian otwiera drogę do prawdziwej ewangelizacji. Z tą świadomością umiera w Madrycie, w klasztorze dominikańskim, 18 lipca 1566 roku.
Wojciech Giertych OP
 
 
Tytuł oryginału
Brevisima relación de la destrucción de las Indias colegida por el obispo
fray Bartolemé de las Casas o Casaus de la orden de Santo Domingo,
Sevilla 1552
 
Źródło; //www.ocm.republika.pl/1/11.html
 
 
Święty Bartłomiej de Las Casas
A Brief Account of the Destruction of the Indies - by Bartolomé de las Casas
PO STRONIE SŁABSZYCH i POGARDZANYCH – św. Bartłomiej de Las Casas
MISJE A KONKWISTA
 
 
 
 
 
 
 
Historia Ameryki cz. 2
 
"Wojny Indiańskie" - cały film. Lektor PL
 
 
 
 
 
 
 
 
 

KOMENTARZE

  • """"Kościół katolicki ocalił życie Indian przed protestantami.....""""
    Nie musiałby nikogo ocalać, gdyby nie kontynuował europejskiej metody propagowania swojej wizji świętości życia ludzkiego, nie dzielił Ameryki i reszty swiata na części przynależne królom hiszpańskim, portugalskim lub francuskim...., gdyby posłuchał Pawła Włodkowica z 1416 roku....

    Podobny tekst mogą napisać zwolennicy marksizmu, faszyzmu, nazizmu... Pokażą dowody na walkę z analfabetyzmem, z wrogami porządku moralnego, z osłabianiem jedynej słusznej władzy państwowej....

    Got mit uns...

    Taka propaganda trwa od setek lat ...
    Walka z nia jest trudna , bo toczy się w naszych głowach...
  • @Lotna 18:52:53
    Protestuję:
    Powinno być "pliszka" a nie "myszka".

    To jest komentarz merytoryczny do tej notki.
  • @Krzysztof J. Wojtas 20:29:45
    Zgadza się, święta racja: "pliszka" nie "myszka".
    Dziękuję za oświecenie, bo całe (dotychczasowe) życie myślałam, że to "myszka". :))
  • @Zbigniew Jacniacki 18:41:22
    Znasz coś jeszcze prócz ideologii illuminatów ? ;)
  • @Lotna 18:52:53
    https://www.youtube.com/watch?v=lpzLvb0Wz54
    Wiem, że podoba się Tobie kolonizacja marksistowska i jad Ciebie zalewa z powodu ewangelizowania dusz.

    Chrześcijaństwo przynosi ludzkości Miłość a pogaństwo nienawiść. Jezus przyszedł na świat zniszczyć dzieła diabła i pokonać śmierć i uratować rodzaj ludzki od piekła.

    Cortés pod Otumbą

    W lipcu 1520 r. meksykańskie równiny przemierzała gromada kilkuset wynędzniałych, okrytych ranami wędrowców. Byli to hiszpańscy konkwistadorzy pod wodzą Hernána Cortésa – smętne resztki świetnego ongiś zastępu.
    Hiszpanom towarzyszyli indiańscy sojusznicy z ludu Tlaxcalan. Razem zamierzali uciec z upiornej krainy azteckich krwawych bóstw, przedrzeć się do przyjaznej Tlaxcali, schronić pod opiekę tamtejszych wodzów.

    ***
    „Wołali, że (…) nikt z nas nie pozostanie przy życiu i że serca nasze i krew ofiarują bogom swoim, a ucztować będą, zjadając nasze ramiona i nogi…”
    (Bernal Diaz del Castillo)

    Hiszpanie nigdy nie podbiliby Meksyku, gdyby nie pomoc indiańskich towarzyszy broni. O sukcesach Cortésa wcale nie przesądziła początkowa wiara tubylców, iż jest on wcieleniem boga Quetzalcoatla, również nie bojowe konie, nawet nie arkebuzy ani armaty. Czynnikiem decydującym było wystąpienie wielotysięcznej rzeszy czerwonoskórych wojowników, dla których Hiszpanie byli wybawieniem od stale zagrażających im Azteków (właśc. Mexików).
    Razem pomaszerowali w głąb azteckiego imperium. Razem wkroczyli do jego stolicy – Tenochtitlan. Ujrzeli tam straszliwe świątynie boga Kolibra z Południa (Huitzilopochtli) ozdobione dziesiątkami tysięcy ludzkich czaszek; ofiarne ołtarze, na których wyrywano serca ofiarom; wyzutych z człowieczeństwa pogańskich kapłanów paradujących w strojach uszytych z ludzkiej skóry...
    Potem losy wojny odwróciły się. Konkwistadorzy doznali srogiej klęski. Większość zginęła z rąk wroga podczas „smutnej nocy” (La Noche Triste) z 30 czerwca na 1 lipca 1520 r. Pozostali przy życiu rozpoczęli odwrót.
    Ucieczka z krainy Azteków nie była rzeczą prostą. Kapłani boga Kolibra domagali się krwawych ofiar. Za Hiszpanami trwał nieprzerwany pościg. Odwrót odbywał się wśród ciągłych potyczek. Ludzie Cortésa słaniali się ze zmęczenia i głodu, za posiłek niejednokrotnie musiała wystarczyć im… trawa. Doskwierały rany – codziennie umierało kilku uciekinierów. Jednak dzień prawdziwej próby dopiero miał nadejść.

    ***
    „Przeraziliśmy się, ale nie straciliśmy ducha i nie uchyliliśmy się od walki, zdecydowani bić się do upadłego.”
    (Bernal Diaz del Castillo)

    7 lipca oddział Cortésa stanął na równinie Tonan. Opodal miasta Otumba zastąpiły mu drogę nieprzebrane tłumy nieprzyjaciół. Ówcześni kronikarze szacowali ich liczbę na dwieście tysięcy, co było grubą przesadą, ale i tak przewaga Mexików była miażdżąca. „W rzeczy samej nasz wróg był nieprzeliczony” – wspominał Alonso de Navarette. Kilkusetosobowy oddział Cortésa był niczym wyspa, otoczona zewsząd morzem nieprzyjaciół.
    Cortés sformował swych żołnierzy w czworobok najeżony ostrzami mieczy i włóczni. Następnie wygłosił do swoich ludzi porywającą mowę. Wspomniał rycerskie przewagi iberyjskiej rekonkwisty i ogrom klęsk zadanych islamskim Maurom. Zapewnił, że chrześcijanie toczący bój z poganami mogą liczyć na Bożą pomoc. „Poleciwszy się z całego serca Maryi Pannie, Bogu, wezwawszy imienia Świętego Jakuba” (Bernal Diaz) ludzie Cortésa ruszyli do walki.

    ***
    „Och, warto było widzieć tę bitwę straszliwą i zaciekłą walkę!”
    (Bernal Diaz del Castillo)

    „Uderzyli na nas z furią ze wszystkich stron, a my nieomal zginęliśmy w tym tłumie” – wspominał Cortés. Aztekowie zasypali jego czworobok strzałami (nie zrobiło to większego wrażenia na odzianych w stalowe pancerze i grube, pikowane kaftany Kastylijczykach), po czym zaatakowali, zbrojni w miecze z obsydianu oraz maczugi. Ich natarcie rozbiło się jednak o żelazny mur konkwistadorów.
    Nikt nie żałował krwi i potu. Walczyli ranni, wsparci na laskach, walczyły kobiety. Chwałą okryła się Maria de Estrada z Sewilli, z morderczą precyzją operująca włócznią. Dzielnie, „jak lwy”, bili się Tlaxcalanie. Ukryci wewnątrz czworoboku jeźdźcy raz po raz dokonywali wypadów, polując zwłaszcza na nieprzyjacielskich oficerów, łatwych do rozpoznania po bogatych zbrojach, wysokich pióropuszach i przytwierdzonych do pleców sztandarach.
    Po pięciu godzinach nieustannych ataków Hiszpanom i ich sojusznikom omdlewały już ręce od zadawania i parowania ciosów. Cortés, cały pokryty ranami, wciąż zagrzewał do boju: „Bracia i przyjaciele! Co robicie? Dlaczego słabniecie i przestajecie zabijać tych przeklętych bałwochwalców jak psy?”
    Wtórował mu zuchwały Gonzago de Sandoval: „Hej, panowie, dziś jest dzień naszego zwycięstwa, miejcie nadzieję w Bogu, że wyjdziemy z tego żywi dla jeszcze większych przeznaczeń!”
    Mexikowie ginęli setkami. Napór wroga był jednak nieustanny.

    ***
    „Bo – poza Bogiem – tylko w koniach mieliśmy rękojmię.”
    (Hernán Cortés)

    Na szczycie pobliskiego wzgórza stał głównodowodzący wojsk azteckich, Cihuacatzin (Kobieta-Wąż), w złocistej zbroi i wielkim, srebrzystym pióropuszu na głowie. Do pleców miał przytroczoną ogromną chorągiew tlahuizmatlaxopilli, insygnium władzy, rozciągniętą na bambusowej ramie.
    Cortés wskazał go swym jeźdźcom. Runęli do szarży, okryci zbrojami, na swych opancerzonych wierzchowcach. Zaledwie sześciu – prowadził ich osobiście Hernán, dosiadający jucznego konia. Obok niego galopował na dereszowatej klaczy młody Juan de Salamanca. Przedarli się do wzgórza przez tłum nieprzyjacielskiej piechoty, rąbiąc i tratując wszystko, co stanęło im na drodze. Cortés obalił koniem Kobietę-Węża. Zaraz potem Juan de Salamanca przygwoździł wodza pogan włócznią do ziemi, zdarł z niego pióropusz i chorągiew. Śmierć przywódcy, upadek wielkiej chorągwi podziałały na Mexików niczym zimny prysznic. Zaczęli ustępować.
    „Pan nasz zechciał okazać swą moc i zlitować się nad nami, bo mimo całej naszej słabości skruszyliśmy ich dumę i pychę...” – pisał po latach Bernal Diaz del Castillo. Mexikowie wycofali się. Hiszpanie, otoczeni wałem dwudziestu tysięcy trupów, uklękli teraz na pobojowisku, by podziękować Bogu za ocalenie.

    ***
    „Moim pierwszym zamiarem i powodem prowadzenia tej wojny i innych, które prowadziłem, jest sprawić, aby rzeczeni naturales poznali naszą świętą wiarę.”
    (Hernán Cortés)

    W trakcie odwrotu z Tenochtitlan poległo 800 Hiszpanów i 1200 - 2000 Tlaxcalan. Cortés zdołał doprowadzić do zbawczej granicy Tlaxcali zaledwie 440 ludzi.
    Szybko jednak odtworzył swą armię. Pod jego sztandary zgłosiły się tysiące indiańskich wojowników. Przybyły nowe oddziały hiszpańskie z Kuby. W następnym roku wojska sprzymierzonych znów pomaszerowały w głąb Meksyku, po zaciekłym oblężeniu zdobyły Tenochtitlan i raz na zawsze obaliły rządy azteckich bogów.
    Cortés uważał Indian za ludzi „zasługujących na podniesienie do godności dzieci Bożych, braci i sióstr Chrystusa i spadkobierców ich chwały.” Konkwista Meksyku miała również duchowy wymiar
    18 czerwca 1524 r. do Tenochtitlan dotarła pierwsza grupa misjonarzy – dwunastu ojców franciszkanów. Przed granicami miasta powitał ich osobiście Hernán Cortés. Wódz konkwisty, poraniony na duszy i ciele, klęczał w pyle - na ziemi zroszonej krwią tysięcy przyjaciół i wrogów. Ziemi, którą wszelako wydarł spod władzy czarnych bóstw.
    „Spowiadał się płacząc” – wspominał ojciec Motolinia. - „Nawet, jeśli był grzesznikiem, miał wiarę i wykonał pracę dobrego chrześcijanina”.

    ***
    Dzisiaj nie wypada głośno chwalić hiszpańskich konkwistadorów. Obowiązująca moda nakazuje potępiać ich okrucieństwo, chciwość i religijny fanatyzm. Przykładać współczesną, politycznie poprawną miarę do mentalności szesnastowiecznych rębajłów. Nie pamiętać, kto zlikwidował potworny kult boga Kolibra, kto obalił jego splamione krwią ołtarze.
    Jednak nawet najwięksi krytycy milkną na wspomnienie Otumby. Bo w ów lipcowy poranek garść stanęła przeciw tysiącom; nikt nie uchylił się od walki, nikt nie zawiódł w godzinie próby.

    „Wzrastanie” lipiec-sierpień 2008

    Andrzej Solak
    http://cristeros1.w.interia.pl/crist/rekonkwista/Cortes%20pod%20Otumba.htm
  • @ninanonimowa 19:56:56
    Faktycznie Polacy-katolicy nie kradną tak jak żydy i masoni. Żydy i masoni kradną na bezczelnego całe państwa i kontynenty. W Polsce nawet można pluć na "swój" kraj z pozycji rządu i sejmu, który mu daje wielkie apanaże.

    O czym tutaj mówić do kobiety, dla której szpetota i sensacje obyczajowe Dody, Wojewódzkiego, Owsiaka to cnota.

    WPISZ SOBIE W GOOGLE WYKAZ EGZORCYSTÓW BOWIEM MASZ W GŁOWIE SAME DEMONY I SPACZONE WIDZENIE RZECZYWIŚCI ORAZ SENS ŻYCIA.
  • @Pope Nimrod 20:31:24
    To Bóg jest ograniczony granicami ? Nie ograniczaj się ideologią bowiem wiara w mity czyni człowieka śmiesznym ;)
  • @Pope Nimrod 20:31:24
    //Wszystkie barany prowadzone są do RZEŹNI.//

    W Kościele katolickim są owce i pasterze a wilki i barany to są poza Mistycznym Ciałem Chrystusa.

    Polecam Katechizm Kościoła Katolickiego, bo samowola w redagowaniu pojęć religijnych także czyni z kreatywnego mitomana-neologisty kabotyna ;)
  • @Janusz Górzyński 00:43:51
    "Wiem, że podoba się Tobie kolonizacja marksistowska i jad Ciebie zalewa z powodu ewangelizowania dusz."

    Nic nie wiesz. Co mi sią nie podoba to obłuda . Czym różni się kolonizacja marksistowska od kolonizacji przyniesionej pod patronatem kościoła? Co mi się rzeczywiście nie podoba, to odpowiedź ad personam zamiast ad meritum. Ja staram sią trzymać tematu. Przykro, że Autor notki woli ubliżać.

    "Chrześcijaństwo przynosi ludzkości Miłość a pogaństwo nienawiść. Jezus przyszedł na świat zniszczyć dzieła diabła i pokonać śmierć i uratować rodzaj ludzki od piekła."

    Proszę to powiedzieć Indianom, którzy przeżyli tę miłość w szkołach kanadyjskch prowadzonych przez księży i zakonnice i którzy do dnia dzisiejszego mają koszmary, choć dawno są dorosłymi ludźmi.
  • @Lotna 03:28:27
    https://www.youtube.com/watch?v=0brD50DIv5Q
  • @Pope Nimrod 12:12:27
    Napisz dokładny raport ze wskazaniem na źródła. Oczywiście wiarygodne a nie masońsko-mitomańskie. I oczywiście podpisz imieniem i nazwiskiem.

    KAŻDY OSZCZERCA MOŻE PISAĆ POD NIKIEM CO CHCE ALE PAMIĘTAĆ TEŻ TRZEBA, ŻE OSZCZERCY I KŁAMCY DO KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO NIE WEJDĄ!!!!
  • @Zbigniew Jacniacki 18:41:22
    Got mit uns.... to chyba na mundurach SS i Wermahtu ?
    Szkołę miałeś pod górkę ?

    LEWĄ RĘKĘ OD PRAWEJ POTRAFISZ ODRÓŻNIĆ?

    SS miało jeszcze te dwa piorunki, które oznaczają niszczycielską siłę Lucyfera.
    Nawet nie ukrywali tego, że Lucyfer jest ich bogiem.


    Polecam na youtube SPISEK OKULTYSTÓW oraz NAZISTOWSKIE EWANGELIE oraz protokoły z postępowań w Norymbergii przez Międzynarodowym Trybunałem ds spraw zbrodni III Rzeszy.

    Rosenberg przyznał się do tego, że Szatan był ich bogiem a ruch nazistowski zaczął się od spisku okultystów.
  • @Lotna 03:28:27
    O św. Marcinie de Pores inne teksty;
    http://siostramalgorzata.blog.onet.pl/2010/09/09/myszy-sw-marcina/
    http://www.wsm.archibial.pl/wsm26/art.php?id_artykul=313
    http://www.ms.ecclesia.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=437&Itemid=133
    http://kosciol.wiara.pl/doc/490958.Swiety-Marcin-de-Porres-Patron-tolerancji-rasowej
    http://www.deon.pl/religia/swiety-patron-dnia/art,169,sw-marcin-de-porres-ojciec-dobroczynnosci.html

    POLECAM TO POD ROZWAGĘ!

    A dla kontrastu obejrzyj sobie Sowiecką Historię na youtube i Czekistę.


    O Katyniu słyszałaś ?
  • @Pope Nimrod 12:12:27
    //W państwie opiekuńczym, każdy obywatel, bez wyjątku, jest złodziejem, który zamiast kraść samemu, prosi rząd, by systematycznie, rabował jego sąsiadów, za niego.

    Niewolnik nie myśli o tym, że jego sąsiad, i brat, pragnie dokładnie tego samego, i że to jest przyczyną jego największych nieszczęść.

    (...)

    Ta nowa mama, to może być jedynie tylko macochą, lub niedobrą niańką.

    Każdy, kto wymaga, by ktoś za darmo, się nim opiekował, musi oddać swoją Wolność "opiekunowi", który, by za te usługi zapłacić, musi okradać innych.

    W państwie opiekuńczym, każdy obywatel, bez wyjątku, jest złodziejem, który zamiast kraść samemu, prosi rząd, by systematycznie, rabował jego sąsiadów, za niego.

    Niewolnik nie myśli o tym, że jego sąsiad, i brat, pragnie dokładnie tego samego, i że to jest przyczyną jego największych nieszczęść.

    Chytry dwa razy traci!! Mówi mędrzec.

    Chcieliście mieć macochę, lub opiekunkę, to teraz zamiast żyć, egzystujecie!!

    Chcieliście opieki państwa od kołyski do grobu, to teraz, bez rodzin, w samotności, umieracie w domach starców.

    Tam jest opieka, jest bezpiecznie i wszystko poukładane, tak, jak w dzielnicowej radzie narodowej.

    W domu starców, nawet salowa jest waszym właścicielem!

    A teraz, wio do kolejki, tam gdzie rząd, dzieli się, waszym wspólnym łupem. Tam czeka na was, ochłap - "wasza" zapomoga.

    Chyba zrozumiałe jest to, że ten, co rabował własnoręcznie, dał pomysł, własne narzędzia i swój czas, ma należne prawo, do podziału tego łupu, według swojego uznania, i do większej jego części. //

    PANIE KOMUCH - "ELOKWENTNY" - PRZECHRZCZONY NA KORWINIZM.
    Czy sam Pan pojmuje ten bełkot ? Po pierwsze mówimy o Indianach a po drugie o zderzeniu cywilizacji. Po trzecie zaś rozmawiamy o misjach chrześcijańskich, których zadaniem było szerzenie zasad cywilizacji łacińskiej.

    Pan natomiast piszesz o dwóch potworach - marksizm i liberalizm, które zrodziły heretyckie i ciężko chore na duchu społeczeństwa żyjące w błędach i w przemocy.

    Ludy ukąszone przez Lutra, Kalwina, Zwinglii, etc., a potem zdeformowane przez złodziejsko-ludobójcze Rewolucje, tj. Rewolucję Protestancką, Rewolucję Antyfrancuską, Rewolucję Bolszewicką żyją w niekończącej się traumie i w stanie totalnego odmóżdżenia. Rewolucja produkuje zawsze analfabetów. Także wtórnych analfabetów. Wtórny analfabeta to ten, który nie rozumie co czyta i nierzadko co sam pisze.
    PAN JEST TEGO NAJDOSKONALSZYM PRZYKŁADEM.

    Głupota zrodzona przez Feuerbacha, Hegla, Kanta, Marksa aż po współczesną - dewiację myśli - Lewicę Laicką pociąga wiele ofiar, także i spośród tych, którzy sądzą, że wspierają system i są po stronie "zwycięzców".

    Nie jest istotne jak ideologiczne państwo niewolnicze się nazwie. Czy państwo będzie się nazywało opiekuńczym czy ideologicznym (socjalistycznym, nazistowskim, socliberalnym, faszystowskim, liberalistycznym, masońskim, etc.) na ogół zależy od rządzącej sitwy albowiem większość i tak nie interesuje się polityką i systemami oraz chce po prostu uczciwie żyć. Ważne jest jednak jaką koncepcję państwo realizuje i czy na pewno za przyzwoleniem społecznym ???

    PAŃSKIE WYPOCINY TROCHĘ MI PRZYPOMINAJĄ DZIEŁA TYCH INDIAN Z EPOKI KAMIENNEJ, KTÓRZY POTRZEBOWALI DOMINIKAŃSKICH RZECZNIKÓW ABY WYPOWIEDZIEĆ SWOJE RACJE BO SAMI BYLI NIEZDOLNI DO ZDEFINIOWANIA MYŚLI/

    Niestety widać, że nie miał Pan szczęścia być uformowany przez misje katolickie lecz przez misje rewolucyjne - państwa diamatu - i dlatego pierdzi Pan trochę Marksem i trochę Ricardo oraz Miltonem Freedmanem a więc żydami ;)

    "Musimy się odżydzić albo zginiemy marnie w zażydzeniu" prof. Feliks Koneczny
  • @Pope Nimrod 12:12:27
    //Cała administracja kościelna, to nieroby i PASOŻYTY i OSZUŚCI!
    Nikomu w Polsce biednemu, nie zbudowali nawet jednego domu.
    Nie mówię tu, o ich kochankach, żenskich i męskich.//

    Znasz zakres czynności tej administracji ? Wiesz czym się zajmują na co dzień ?

    MAM WRAŻENIE, ŻE JESTEŚ MOCNO SFRUSTROWANY PEDALE, BO PEWNIE CHCIAŁEŚ BYĆ KOCHANKIEM KSIĘDZA LECZ ŻADEN KSIĄDZ CIEBIE NIE CHCIAŁ ;)

    Niestety żaden pedał nie zrozumie czym jest czystość !!! Bo żyje w ciele a nie w duchu!!!!

    Twoja "literatura" to wytwór obłąkanego!
  • @Janusz Górzyński 21:04:56
    nie dodałem słowa Rozumu, bo w Twoim przypadku słowo rozum po prostu było by nadużyciem.

    Na pewno jesteś odmóżdżony i zideologizowany oraz żyjesz chaosie a więc w obłędzie - nie myślisz lecz plujesz propagandowymi hasłami, które nawet nie układają się w logiczny system.

    JAK PALIKOCIARNIA, KTÓREJ CELEM JEST KONTESTOWAĆ I PLUĆ!!!

    Ot taki folklor internetowy.

    BLOGERSKI DOM DLA ŚWIRÓW!

    ;)
  • O KOLONIZACJI NOWEGO ŚWIATA
    Krew, terror i klechy w Hameryce, czyli Guadalupe parte primo, bo temat jest latino.
    https://www.youtube.com/watch?v=oM5tCTHfly8

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej