Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
461 postów 1761 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

BEREZA KARTUSKA

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

BEREZA SANACYJNY OBÓZ KONCENTRACYJNY

 

 6 lipca 1934 czołowi działacze Obozu Narodowo-Radykalnego zostali osadzeni w Miejscu Odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Cztery dni później władze sanacyjne rozwiązały organizację. Pierwszymi osadzonymi działaczami ONR byli: Zygmunt Dziarmaga, Władysław Chackiewicz, Jan Jodzewicz, Edward Kemnitz, Bolesław Piasecki, Mieczysław Prószyński, Henryk Rossman, Włodzimierz Sznarbachowski i Bolesław Świderski.

Powody powstania najcięższego z aresztów w II RP
Obóz dla więźniów politycznych w Berezie Kartuskiej oficjalnie utworzono dopiero 12 lipca 1934. Obiekt ten nosił oficjalną nazwę "Miejsce Odosobnienia".
Powstał on na mocy rozporządzenia prezydenta Ignacego Mościckiego z dnia 17 czerwca 1934 "w sprawie osób zagrażających bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu”. Pomysłodawcą projektu, zaaprobowanego przez marszałka Józefa Piłsudskiego, był premier II RP Leon Kozłowski. 
Przyczyny powstania
Bezpośrednią przyczyną podjęcia decyzji o utworzeniu obozu było zabójstwo Bronisława Pierackiego,ówczesnego wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych. Ten zaufany człowiek Marszałka został zastrzelony na warszawskiej ulicy Foksal. Dość szybko udało się zidentyfikować sprawców, którymi okazali się członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (UON). Bojówką tą kierował bezpośrednio ukraiński polityk Stepan Bandera.
Obóz miał łamać charaktery
Jako odpowiedź na terrorystyczne metody działania w ciągu kilku tygodni utworzono Obóz Odosobnienia wBerezie Kartuskiej

   Wacław Kostek-Biernacki był jedną z ważnych osób obozu piłsudczykowskiego. W szerszej świadomości funkcjonuje przede wszystkim jako komendant wojskowego więzienia w Brześciu nad Bugiem, gdzie w 1930 r. zostali osadzeni politycy antysanacyjnej opozycji. Rola wówczas odegrana, łączona niekiedy z kilkoma innymi epizodami jego biografii, powodowała, że zazwyczaj prezentowano go jednowymiarowo jako postać zdecydowanie negatywną, symbol stosowania przemocy przez rodzime środowisko polityczne. Tymczasem należy stwierdzić, że życiorys Kostek-Biernackiego był skomplikowany, a i dramatyczny. Na plan pierwszy wybijają się: działalność w PPS doby rewolucji 1905-1907, wieloletnia służba cywilna na stanowisku wojewody w latach trzydziestych, wreszcie powojenne represje zwieńczone niewykonanym wyrokiem śmierci, orzeczonym w 1953 r.
 
 
 
 
 
06.07.1934 – Bereza Kartuska
 
„Ponieważ pańska dotychczasowa działalność
daje podstawy do przypuszczania,
że dalsze jej prowadzenie może zagrozić
spokojowi, porządkowi i bezpieczeństwu publicznemu,
zarządzam zatrzymanie pana i skierowanie
do miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej”.

Szósty lipca ’34: trafiają w to miejsce więźniowie z ONR-u,
terror uprzedza przestępstwo, bez prawa apelacji,
pierwszy obóz koncentracyjny za Sanacji.
Dzień później dociera „transport warszawski”,
wtedy psy miały jeszcze jaja, nie podpaski,
teraz widzę na protestach jak trzęsą dupą,
jak sadyści z CBŚ mierzyli do nas lufą.

Posłuchaj ścierwo, gdzie się dostaniesz,
do odosobnienia dla osób wybranych,
których działalność lub postępowanie,
daje podstawę do przypuszczania.
Brzmi to jak farsa, jak mowa nienawiści,
Kiedyś za to zabijali – dzisiaj nie są inni,
Więzienie karne, choć nie dla skazanych,
Obóz prewencyjny dla niearesztowanych,

[Ref.] x2
Kartuskie pola, poleskie błota,
krew narodowców wsiąka w piach,
polską Syberię tworzy hołota,
ratując swój ginący świat.

Zło zawsze jest złem, bez względu kto je popełnia,
socjalistyczna (…) w narodowe serca,
totalitarna męka utworzona przez Sanację,
ukazała patologię w ówczesnym polskim państwie.
(…)
W sumie mógłbyś dostać także pałką przez swój łeb.
Co można było zjeść za 49 groszy?
Ledwie suchy, czerstwy chleb popity łykiem wody.
Obóz dla burzycieli porządku publicznego,
obwieszczony przez Wacława Kostkę-Biernackiego.
Pobudka, śniadanie, apel, raport, praca, obiad,
ćwiczenia, kolacja, mycie naczyń, cisza nocna.
Tak mijał dzień za dniem w Berezie Kartuskiej,
instytucji niechlubnej (…) dla narodowców,
stos wyciągniętych wniosków, czyny wymagają kary,
mówiąc kurwa prosto z mostu:
jebać ten cały socjalizm!

[Ref.] x2

Zamach zawsze jest pretekstem, Pieracki musiał zginąć,
razwiedka wojskowa dogadana z Sanacją,
władza ma mieć spokój za każdą cenę,
jak seryjny samobójca w imię wyższych racji.
W trakcie podróży psy były jak służba,
donosili wódkę, podawali zakąski,
psom imponowała pozycja społeczna,
to była elita, a nie pionki.
Rossman, Dziarmaga, Hackiewicz, Piasecki,
Jodzewicz, Prószyński, Świderski, Kemnitz.
Perfidne kłamstwo o jego istnieniu,
niewygodna prawda dla tamtego pokolenia.
Uwierz człowieku, sytuacja się zmienia,
to my będziemy wsadzać władzę do więzienia.
Pierdolą w mediach, że jesteśmy zagrożeniem,
dla zdrajców Bereza – miejsce odosobnienia.

[Ref.] x2
 
 
 
 
6 lipca 1934 r. czołowi działacze ONR osadzeni zostali w Berezie Kartuskiej. Co to był za obóz? 
Obóz, którego oficjalna nazwa brzmiała „Miejsce odosobnienia w Berezie Kartuskiej”. Utworzono go 12 lipca 1934 roku na mocy rozporządzenia z mocą ustawy prezydenta Ignacego Mościckiego z dnia 17 czerwca w sprawie osób zagrażających bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu. Pomysłodawcą utworzenia obozu był premier Leon Kozłowski, a jego pomysł zaakceptował Józef Piłsudski nazywając to zarządzenie „czerezwyczajką”. Rozporządzenie zezwalało na utworzenie wielu takich miejsc odosobnienia, ale utworzono tylko jedno – w Berezie. Obóz mieścił się w budynku dawnych carskich koszar.
Dla kogo był przeznaczony ten obóz?
Jak czytamy w rozporządzeniu z dnia 17 czerwca 1934 r. obiekt ten był przeznaczony dla osób, „których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju, lub porządku publicznego„. Określano go jako „nieprzeznaczony dla osób skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstw”.Był to więc prewencyjny obóz odosobnienia dla więźniów politycznych.
Jaka jest geneza powstania tego obozu?
Bezpośrednim impulsem, który skłonił Józefa Piłsudskiego do podjęcia decyzji o utworzeniu obozu, było zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego dokonane przez Hryhorija Maciejkę, działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).
Temat Berezy Kartuskiej praktycznie nie funkcjonuje w świadomości Polaków. Dlaczego to wciąż temat tabu?
Piłsudski o zamachu majowym z 1926 roku powiedział, żeby nie stawiano pomników ku pamięci tego wydarzenia, co możemy odebrać jako wymazanie tego i innych epizodów kompromitujących sanację i Marszałka z powszechnej świadomości Polaków. W okresie II RP za choćby wspominanie publicznie o tych wydarzeniach groziło nawet więzienie, więc ludzie milczeli. Dziennikarze nie pisali artykułów, nie powstały naukowe rozprawy, a wspomnienia nie zostały spisane. Dziś, w okresie III RP nadal nie mówi się o „wyborach brzeskich”, zamachu majowym czy wreszcie o Berezie Kartuskiej. Są to tematy, które kłócą się z „legendą Marszałka”, a którą nadal karmi się w szkołach kolejne pokolenia. Przecież zarówno Komorowski jak i Kaczyński nieraz dawali wyraz swojej fascynacji „,marszałkiem” i żaden historyk nie odważy się burzyć obrazu wielkiego autorytetu Polaków, za jakiego nadal uchodzi Piłsudski.
Jak doszło do założenia tego obozu?
Jak już wyżej wspomniałem pretekstem do założenia „Miejsca Odosobnienia” był mord polityczny na ministrze Pierackim. Dziś wiemy, że wojskowa „dwójka” czyli wywiad nie tylko znała inspiratorów i wykonawców zamachu ale nawet była wcześniej uprzedzona, że do niego dojdzie. Znano nawet dzień, w którym miało dojść do mordu. O tym, że jakieś wpływowe czynniki sanacyjne dopuściły do usunięcia Pierackiego, miałby świadczyć fakt, że w porze obiadowej 15 czerwca nie było przed klubem przy ul. Foksal 3 żadnego z posterunkowych pełniących tam zawsze służbę w tych godzinach. Należy dodać, że Pieracki będąc kawalerem stołował się regularnie o stałej porze w tym klubie, będącym rządowym obiektem. Zamach ten był doskonałym pretekstem do wyeliminowania z życia publicznego niewygodnych z punktu widzenia sanatorów ludzi, w pierwszej kolejności byli to nieprzejednani narodowcy z antyrządowego ONR, na których początkowo wskazano jako wykonawców mordu na Pierackim.
Ilu narodowców trafiło do Berezy Kartuskiej?
Pierwszymi osadzonymi, posiadającymi dwa pierwsze numery więzienne, byli narodowcy z Krakowa, działacze Stronnictwa Narodowego – Antoni Grębosz i Bolesław Świderski, późniejszy lider Ruchu Narodowo Radykalnego (ONR-Falanga) w Małopolsce. Zostali oni przywiezieni do Berezy Kartuskiej 6 lipca 1934 roku o godz. 20. Nad ranem 7 lipca dołączyło do nich dziesięciu ONRowców z Warszawy. Był to słynny wówczas „transport warszawski”, w którym znajdowali się czołowi działacze organizacji, prawdziwa elita ruchu. Byli to adwokaci: Henryk Rossman, dr Jan Jodzewicz, Mieczysław Pruszyński, Henryk Łączyński, Edward Kemitz, a także studenci Bolesław Piasecki, Zygmunt Dziarmaga, Władysław Hackiewicz, Jerzy Korycki i Włodzimierz Sznarbachowski. Był to jedyny zbiorowy transport narodowców i naprawdę wyjątkowy. Każdy warszawski narodowiec przed opuszczeniem aresztu śledczego przy ul. Daniłowiczowskiej, w którym byli przetrzymywani już od 21 czerwca, otrzymał tort i bukiet róż z imiennym bilecikiem, następnie wszyscy pod eskortą zostali przewiezieni na Dworzec Wileński skąd pociągiem udali się w długą drogę do stacji Błudeń na Polesiu (Bereza Kartuska nie miała połączenia kolejowego). W trakcie podróży strażnicy zachowywali się wobec więźniów niemal jak służba a nie jak eskorta, m.in. donosili narodowcom wódkę i zakąski. Być może policjantom imponowała ogłada, wysoka pozycja społeczna niektórych i ich eleganci ubiór. W każdym razie atmosfera na tyle się rozluźniła, że na stację Błudeń, zarówno aresztanci jak i ich eskorta przyjechali mocno „wstawieni”. Na ten widok, oczekujący na „transport warszawski” specjalny oddział policji z Golędzinowa, zaaresztował natychmiast strażników odbierając im broń i pasy a rozweselonych aresztantów, przekleństwami i groźbami, przywrócono do porządku. Miał to być przedsmak tego, co czekało narodowców w „Miejscu Odosobnienia”. W sumie w całym okresie funkcjonowania obozu można się doliczyć 71 osadzonych tam narodowców. Warto jeszcze dodać, że w czasie „transportu warszawskiego” powstała piosenka „Marsz na polską Syberię”, której słowa brzmiały:
Kartuskie pola, poleskie błota,
Krew narodowców w mokry piach wsiąka.
Polską Syberię tworzy hołota,
Ratując swój ginący świat.
Refren piosenki brzmiał:
Car, Pystor i Wrona – Lamota, Sanacyjna hołota, hołota.
Kogo oprócz narodowców kierowano jeszcze do tego obozu?
Zaraz po przywiezieniu Świderskiego i Grębosza, czyli pierwszych osadzonych, do obozu trafiło trzech Białorusinów z komunistycznej partii chłopsko-robotniczej „Selrob”. W kolejnych dniach i miesiącach przybywały transporty działaczy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Ukrainy i wspomnianego już „Selrobu”. Byli to przeważnie Ukraińcy, Białorusini i Żydzi, którzy sympatyzowali z komunistami. Generalnie przez pierwsze dwa lata funkcjonowania obozu, Bereza przeznaczona była dla działaczy politycznych zdelegalizowanych bądź nielegalnych, w myśl polskiego prawa, organizacji. Potem przyszedł etap kryminalny. Mianowice władze zauważyły, że obóz może doskonale się przydać do zapobiegania działalności sutenerów, paskarzy, handlarzy narkotyków itd. W ten sposób policja mogła usuwać osobników, o których wiedziała, że popełniają przestępstwa, ale nie miała wystarczających na to dowodów. Kryminaliści mocno dokuczali Ukraińcom i politycznym zesłańcom wszelkiej narodowości, szczególnie inteligentom. Bili ich i zmuszali do obsługiwania siebie. W okresie tym w obozie nie było już narodowców. W ostatnim, trzecim, etapie, na kilkanaście miesięcy przed wybuchem wojny, Berezę zapełnili Niemcy, głównie hitlerowcy. Zdarzało się jednak, że do Berezy wysyłano osoby winne tylko tego, że miały nazwiska niemieckie. W ten sposób do obozu trafił m.in. Wedel, właściciel słynnej fabryki czekolad. Warto dodać, że do „Miejsca Odosobnienia” trafiali również działacze legalnych ugrupowań, Stronnictwa Narodowego, Stronnictwa Ludowego i Polskiej Partii Socjalistycznej a nawet sanatorzy, jak znany publicysta Stanisław „Cat” Mackiewicz, który został „odosobniony” na okres 17 dni pod zarzutem osłabiania ducha obronnego Polaków, gdyż ostro krytykował politykę obronną i zagraniczną ówczesnych władz, szczególnie ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Liczba osadzonych w Berezie Kartuskiej trudna jest do oszacowania, podawane są liczby od 3000 do 16 000 osób, które przewinęły się przez obóz w okresie ponad 5 lat jego funkcjonowania. W każdym razie  jednorazowo osadzonych w obozie było od 100 do 600 skazańców, np. w pierwszym okresie, gdy w obozie przebywali narodowcy, liczba więźniów wynosiła 219. Wraz ze zbliżaniem się tragicznego września 1939 roku, gdy na kresach wschodnich rozwijała się proradziecka propaganda, rosła liczba osadzonych w Berezie komunistów. Np. w roku 1936 na369 osadzonych było aż 342 komunistów, najsłynniejszym z nich był Franciszek Jóźwiak, w okresie PRL komendant główny Milicji Obywatelskiej.
Na jakiej podstawie osadzano tam więźniów?
Włodzimierz Sznarbachowski, jeden z liderów ONR-Falanga, wówczas student trzeciego roku prawa na Uniwersytecie Warszawskim, w swojej książce pt. „300 lat wspomnień” odtwarza z pamięci tekst pisma jakie otrzymał on i inni osadzeni w areszcie śledczym przy ul. Daniłowiczowskiej od Komisarza Rządu na Miasto Stołeczne Warszawę, Włodzimierza Jaroszewicza: „Ponieważ Pańska dotychczasowa działalność  daje podstawy do przypuszczenia, że dalsze jej prowadzenie może zagrozić spokojowi, porządkowi i bezpieczeństwu publicznemu, zarządzam  (…) zatrzymanie Pana i skierowanie do miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej”.
Z tą chwilą aresztanci zostali wyjęci z poza normalnego trybu prawnego a władze mogły z nimi postępować w dowolny sposób. Osadzano w obozie na podstawie decyzji administracyjnej bez prawa apelacji na okres 3 miesięcy. Osadzenie mogło być przedłużone na kolejne 3 miesiące. A nawet znane są przypadki przetrzymywania na okres dłuży niż rok. Do Berezy szło się więc nie za popełnione, a w każdym razie nie za udowodnione, przestępstwo, ale w celu zapobieżenia przestępstwu.  Był to więc swego rodzaju obostrzony areszt prewencyjny o którym jeden z osadzonych, Zygmunt Bauman, wyraził się słowami „terror uprzedzający przestępstwo”. Również przypadek Stanisława „Cata” Mackiewicza ilustruje na jak błahej i mocno kontrowersyjnej, z prawnego punktu widzenia, podstawie więziono ludzi w Berezie Kartuskiej.
Ile osób w sumie straciło tam życie?
Podaje się, że w Berezie Kartuskiej zmarło od 13 do 21 osób. Byli to przeważnie więźniowie narodowości Ukraińskiej, nad którymi szczególnie się znęcano. Czynili to zarówno strażnicy jak i współwięźniowie-kryminaliści z drugiego okresu funkcjonowania obozu. Wpływ na śmiertelność w obozie miały również warunki klimatyczne najbliższej okolicy, czyli bagienne niziny wśród których z powodzeniem rozwijały się różne choroby zwłaszcza gruźlica i reumatyzm. Największe jednak śmiertelne żniwo przyniosła surowa poleska zima roku 1934/35 kiedy budynki obozowe nie były dostatecznie ocieplone a więźniowie nie posiadali jeszcze ciepłych ubrań, poza tymi, które mieli na sobie z chwilą zatrzymania.
Ilu narodowców?
Narodowcy, zwłaszcza ci z „transportu warszawskiego” byli zwalniani w październiku, najpóźniej w listopadzie 1934 roku, uniknęli więc poleskich mrozów, byli również lepiej traktowani od współwięźniów – Ukraińców i Białorusinów. Dlatego nie ma wśród nich ofiar śmiertelnych. Oczywiście wielu zachorowało na gruźlicę czy nabawiło się reumatyzmu. Wielu zapadło również na depresję i wycofało się z czynnego życia politycznego. Największą ofiarą Berezy Kartuskiej z pośród narodowców, będącą symbolem swoistego „męczeństwa”, był lider ONRu, adwokat Henryk Rossman, który po opuszczeniu obozu mocno podupadł na zdrowiu i w wieku 41 lat zmarł na uremię czyli chorobę nerek, której przyczyną miał być ostry rygor, wprowadzony w obozie, oddawania moczu na komendę. Wymiar symboliczny miał również wieniec żałobny wykonany z drutu kolczastego złożony na grobie Rossmana
Czy wiadomo, jak wyglądała organizacja tego obozu? Kto za to odpowiadał personalnie?
Więzienie w Berezie Kartuskiej organizowali: dyrektor Departamentu Politycznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Wacław Żyborski oraz naczelnik Wydziału Narodowościowego w tymże departamencie płk Leon Jarosławski. Nadzór nad nim ze względu na właściwość terytorialną sprawował wojewoda poleski płk Wacław Kostek-Biernacki, często utożsamiany z jego komendantem. Faktycznie byli nim inspektorzy policji Bolesław Greffner z Poznania, pełniący tą funkcję do grudnia 1934, a po nim już do końca funkcjonowania obozu Józef Kamala-Kurhański
Płk Wacław Kostek-Biernacki, jak wyżej wykazałem, często niesłusznie był utożsamiany z komendantem obozu, jest to wynik „czarnej propagandy” PRL oraz osobistego zaangażowania wojewody w organizację obozu, jak częste kontrole i wizyty w obozie, często przeprowadzane incognito w przebraniu. Ciekawą dygresją może być fakt, że syn wojewody, Lesław Biernacki, jako działacz ONR, również był poszukiwany przez policję, a jego ojciec rozesłał do wszystkich podległych mu komisariatów ogólnik, w którym nakazywał aresztowanie syna i natychmiastowe odesłanie go do Berezy. W okresie okupacji Lesław Biernacki jako żołnierz Konfederacji Narodu, wojennego wcielenia ONR-Falangi, poległ w potyczce z Niemcami w 1943 roku.
Stosowano tortury?
Celem obozu było złamanie psychiczne osadzonych, aby już nigdy nie sprzeciwiali się władzom państwowym. W tym celu stosowano przede wszystkim terror psychiczny ale nie stroniono również od terroru fizycznego.
Podaj przykłady?
Torturą była już wstępna procedura przyjmowania osadzonego do obozu. Przybywający, po wstępnych formalnościach, w czasie których obrzucano ich wyzwiskami, kierowani byli do izby przejściowej na kwarantannę, która trwała 3 dni. Izba przejściowa była nieumeblowana, okna do połowy były zabite dyktą, a górne były otwarte, przez co w zimie panowała tam zawsze temperatura poniżej zera. Podłoga była betonowa. Przez cały dzień więźniowie musieli stać zwróceni twarzami do ściany. W nocy mogli położyć się bez przykrycia na betonowej podłodze, jednak co pół godziny policjant budził osadzonych, każąc im wstawać, stawać pod ścianą w szeregu, odliczać, biegać, padać, skakać. Po tym więźniowie mogli znowu położyć się na pół godziny. Jakiekolwiek uchybienie w postawie, które dowolnie oceniał policjant, powodowało natychmiastowe bicie pałką. Zresztą w izbie tej bito więźniów stale bez jakiegokolwiek powodu oraz masakrowano ich do krwi.
Do tortur należała również codzienna gimnastyka, która z tradycyjnym treningiem, nie miał nic wspólnego. Gimnastykę prowadzili policjanci lub „instruktorzy” rekrutujący się z więźniów kryminalnych. Chcąc się zasłużyć, byli oni często okrutniejsi niż policjanci. Gimnastyka była jednym z największych udręczeń zarówno ze względu na długotrwałość (siedem godzin dla tych, których nie kierowano do pracy oraz brak przerw), jak i prowadzenie jej systemem karnych ćwiczeń wojskowych, stosując ciągle komendy „padnij”, „czołgaj się”, urządzając całe godziny biegów itd. Celem tych ćwiczeń było osiągnięcie największego zmęczenia więźnia. Spośród „ćwiczących” wybierano specjalną grupę, ironicznie nazywaną „podchorążówką”. Kierowano do niej tych, których policjanci uznali za opornych a także nowo przybyłych. Grupa ta ćwiczyła albo na sali służącej w lecie za pracownię betoniarską (każde poruszenie podnosiło z podłogi tumany betonowego kurzu leżącego grubą warstwą do 5 cm i powodowało duże trudności w oddychaniu) lub za rogiem bloku mieszkalnego, w miejscu, gdzie z ustępów wypływała uryna, rozlewając się w wielkie kałuże. W dniach odwilży ćwiczono tam czołganie się. Więźniowie musieli poruszać się biegiem. Nie wolno im było ze sobą rozmawiać. Policjanci zwracali się do nich per „sku…synu”, „kur… mać”, „świńskie ścierwo”.
Torturą było nawet wypróżnianie się. Tę czynność fizjologiczną można było załatwić tylko raz na dobę, rano – 20 ludzi stawało w pokoju z betonową podłogą i na komendę każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić i zapiąć w ciągu kilkunastu sekund, co było oczywiście czasem niewystarczającym, wobec czego ludzie stale chodzili niewypróżnieni, co było dolegliwe szczególnie przy kilkugodzinnej gimnastyce. Ofiarą tego właśnie procederu padł m.in. Henryk Rossman.
Praca osadzonych również wpisywała się w ponurą praktykę tortur. Do prac należało m.in. czyszczenie ustępów dokonywane małą szmatką, a więc w praktyce gołymi rękami, przy czym przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem. Za najbardziej uciążliwą pracę uznawano pompowanie wody, które odbywało się przy użyciu kieratu. Orczyki były tak przymocowane, że więźniowie musieli pracować w głębokim pochyleniu. Kazano wykonywać również prace całkowicie bezsensowne jak kopanie i zasypywanie rowów, przenoszenie ciężkich kamieni z miejsca na miejsce. Za uchybienia w pracy więźniowie dostawali chłostę od 5 do 50 uderzeń w twarz.
Czy więźniem Berezy Kartuskiej był również Wojciech Korfanty?
Źródła w tej materii są rozbieżne i sprzeczne. Często również myli się osadzenie parlamentarzystów, wśród których był m.in. Witos i właśnie Korfanty, w twierdzy Brzeskiej w 1930 roku z osadzeniem w Berezie Kartuskiej. Faktem niezaprzeczalnym jest jednak, że władze sanacyjne szykowały Korfantemu pobyt w „miejscu odosobnienia”, a pretekstem ku temu miały być rzekome oszustwa podatkowe do których dyktator powstań Śląskich miał się dopuścić w 1933 roku. Na szczęście od 6 kwietnia 1935 roku, gdy formułowane były przeciwko Korfantemu zarzuty, przebywał on w Czechosłowacji.
Kiedy obóz przestał funkcjonować?
Miejsce odosobnienia w Berezie Kartuskiej funkcjonowało do 17 września 1939 roku czyli do agresji sowieckiej na Polskę. Armia Czerwona śpieszyła się, by jak najszybciej oswobodzić obóz w Berezie Kartuskiej, który miał być dowodem na „faszyzację” Polski. Policji z nadzoru obozu udało się uciec przed sowieckimi jednostkami, jednak zostali oni w większości wyłapani i zamordowani w Ostaszkowie. W propagandzie komunistycznej jest mowa o „wyzwoleniu” obozu przez Armię Czerwoną, która wypuściła wszystkich więźniów przeważnie komunistów (ponad 90 % osadzonych) i Niemców będących na usługach III Rzeszy.
Propaganda komunistyczna chętnie wykorzystywała fakt istnienia obozu w Berezie Kartuskiej. Przypomnij proszę, jak w czasach PRL przedstawiano temat tego obozu.
Obóz w Berezie Kartuskiej stał się koronnym dowodem, jak już wspomniałem, na „faszyzację” II RP i ucisk mniejszości narodowych, które Armia Czerwona w 1939 roku „wyzwoliła”. Propaganda PRL podkreślała przede wszystkim, że więźniami obozu byli wyłącznie komuniści nie wspominając o narodowcach, których „męczeństwo” nie pasowało do jedynie słusznej historii Berezy Kartuskiej. Symbolem komunistycznej propagandy wokół Berezy Kartuskiej są losy płk Kostki-Biernackiego, okrzykniętego „Diabłem z Berezy”. W 1945 roku został on zatrzymany przez komunistyczne władze Polski. W roku 1953, po długoletnim pobycie w więzieniu, został skazany na karę śmierci w oparciu, o łamiący zasadę nie działania prawa wstecz, dekret „O odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego” z 22 stycznia 1946 r. Wyrok ten został później zamieniony na 10 lat więzienia. Ostatecznie Wacław Kostek-Biernacki, symbol Polskiego „faszyzmu”, niesłusznie okrzyknięty komendantem Berezy Kartuskiej zmarł w 1957 r.
Wytłumacz mi, czym teraz dla młodego pokolenia narodowców jest obóz w Berezie Kartuskiej?
Bereza Kartuska, to ponury rozdział w historii Polski. To upadek federalistycznej koncepcji Piłsudskiego i kompromitacja sanacji. Narodowcy osadzeni w obozie traktowali ten okres jako próbę idei, próbę sił, jako „hartowanie młodości”. Zdali ten egzamin celująco, tylko kilku z pośród ponad 70 osadzonych tam zrezygnowało z życia politycznego. Efekt był nawet odwrotny, od zakładanego przez sanacyjne władze. A mianowicie osadzeni w Berezie narodowcy, zamiast, według oczekiwań władz, załamać się i zrezygnować z narodowej działalności, ideowo okrzepli stając się często po wyjściu z Berezy prawdziwymi fanatykami. To właśnie lekcja Berezy nauczyła młodych narodowców podziemnej działalności, którą zainicjowali już pod koniec 1934 roku, a która była znakomitym przygotowaniem na okres okupacji. W ten właśnie sposób współcześni narodowcy patrzą na Berezę Kartuską, która przyczyniła się co najwyżej do stworzenia „legendy” i nimbu „męczeństwa” w środowisku narodowców.
Tomasz Greniuch 

Za: //tomasz.greniuch.salon24.pl/
 
 
Warto też przeczytać;
 
Bereza Kartuska – czarna karta historii II RP
 
Bereza Kartuska 1934-1939
 
Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej – obóz dla więźniów w Berezie Kartuskiej, istniejący w latach 1934–1939.
 
Bereza Kartuska – jak było naprawdę?
 
BEREZA Kartuska - Polski Sanacyjny Obóz Koncentracyjny
 
Bereza była czymś w rodzaju łagodnego sowieckiego łagru czy niemieckiego obozu koncentracyjnego tej doby – mówił prof. Paweł Wieczorkiewicz.
 
 
 
 
 
 
   KOSTEK-BIERNACKI - DIABEŁ Z BEREZY?
 
Kiedyś opowiadał mi, jak Komendant polecił mu zlikwidować jakiegoś szpiega, który dostał się w ręce pierwszej brygady. Kostek poprosił go o zwolnienie z tego polecenia, gdyż nie odpowiadało to jego powołaniu żołnierskiemu. Piłsudski odpowiedział: A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?
Wacław Biernacki urodził się 28 września 1884 roku w Lublinie. W 1895 roku jedenastoletni Wacek Biernacki rozdawał ulotki PPS wzywające do bojkotu wiernopoddańczej imprezy, zorganizowanej z okazji koronacji Mikołaja II. Aresztowany, nie wydał swoich kolegów i za karę nie został przyjęty do gimnazjum. W 1902 roku redagował w szkole nielegalny miesięcznik „Ogniwo”, a po demonstracji uczniowskiej w kwietniu 1902 roku, wyleciał z wilczym biletem z gimnazjum. Wyjechał z Lublina i przeszedł przez zieloną granicę do Galicji, gdzie w Brzeżanach zdał maturę, a następnie przez dwa lata studiował medycynę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.
W styczniu 1905 roku poznał Józefa Piłsudskiego, który wciągnął go do Organizacji Bojowej PPS, nadając mu pseudonim partyjny „Konstanty”, który w skróconej formie – „Kostek” – przylgnął do niego na całe życie. "O ile ujęty byłem bardzo osobą Komendanta, o tyle mocno ochłodziły mnie jego słowa: »Wy pewnie myślicie, że teraz idzie się ze strzelbą do lasu, ale tak nie jest. Teraz idzie się na ulicę« (...) Jestem pewien, że gdyby nie dziwny osobisty wpływ, jaki »towarzysz Ziuk« wywierał na otoczenie, nie zgodziłbym się na pracę tak różną od ówczesnych pojęć moich o walce zbrojnej o niepodległość” - wspominał Biernacki w 1932 roku.       
Uczestniczył w akcjach bojowych w Warszawie, Płocku, Dąbrowie Górniczej i Lublinie. Kilkakrotnie aresztowany, w więzieniu na Zamku w Lublinie organizuje ucieczkę dwudziestoosobowej grupy, przekopem, który dwa miesiące drążą, przedostają się do lochów, stamtąd kanałami pod Starym Miastem wydostają się na wolność.
Po upadku rewolucji w Królestwie Polskim, w 1908 roku wyjeżdża do Francji, gdzie wstępuje do Legii Cudzoziemskiej.  W czasie rocznej służby w Algierii regularnie korespondował z Walerym Sławkiem, który ściągnął go z powrotem do Galicji. Kostek wszedł do Związku Walki Czynnej i Związku Strzeleckiego. W 1912 roku ukończył kurs oficerski ZWC.
6 sierpnia 1914 roku znalazł się w składzie pierwszej kompanii strzelców, która z Oleandrów wyruszyła do Kielc. Od października do grudnia 1914 roku Kostek był dowódcą legionowej żandarmerii, gdzie dorobił się ponurej sławy i przydomka „Kostek - Wieszatiel”. Faktycznie z pełną stanowczością rozprawiał się ze szpiegami rosyjskimi, pozostawionymi na terenach opuszczonych przez Rosjan.  "Kiedyś opowiadał mi, jak Komendant polecił mu zlikwidować jakiegoś szpiega, który dostał się w ręce pierwszej brygady. Kostek poprosił go o zwolnienie z tego polecenia, gdyż nie odpowiadało to jego powołaniu żołnierskiemu. Piłsudski odpowiedział: »A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?«" - napisał w pamiętnikach Michał Browiński. Ponadto jak wspominał Sławoj Składkowski: „W Pacanowie ludność na wieść o naszym przybyciu pozamykała wszystkie sklepy. Nie można było niczego dostać. Dopiero energiczna interwencja szefa żandarmerii, ob. Kostka, zmusiła wylękłych do otwarcia sklepików”.  Z drugiej jednak strony, Biernacki wprowadził ostrą dyscyplinę we własnych szeregach - jeden z żandarmów został stracony za gwałt na miejscowej kobiecie.
Po opuszczeniu stanowiska szefa żandarmerii, zostaje przydzielony do sztabu I Brygady, gdzie był kimś w rodzaju „kaowca”. Poza  Pieśnią o Wodzu miłym, do której muzykę napisał sierżant I Brygady Zygmunt Pomarański, redagował też pisemka dla żołnierzy.
W lipcu 1917 roku, po kryzysie przysięgowym, został internowany w Beniaminowie. Jak powiedział Komendant: "Szliście na pole bitew umierać za ojczyznę, teraz idźcie za nią do więzienia". W obozie Kostek wydaje gazetkę satyryczną pod tytułem "Sprzymierzeniec". Pisze i wystawia popularną wśród oficerów "Szopkę beniaminowską", prześmiewa w niej życie obozowe i niedawnych sojuszników – Austro-Węgry i Niemcy. Po odzyskaniu niepodległości wydaje ją z dedykacją "Ukochanemu Komendantowi".
U progu niepodległości Biernacki walczył z Ukraińcami o Lwów. W styczniu 1919 roku zostaje dowódcą batalionu zapasowego 22 pp i komendantem garnizonu w Siedlcach, któremu podlegały sądy doraźne dla ścigania nadużyć skarbowych. Po wojnie polsko-bolszewickiej awansuje do stopnia majora i zostaje zastępcą dowódcy 43 pp w Hoszczy nad Horyniem. Marian Romeyko tak zapamiętał pobyt Kostka w Dubnie: "W przeddzień imienin Piłsudskiego, 18 marca 1921 roku, Kostek zarządził »procesję« pułku po mieście. Na nosidłach, jak na Boże Ciało, niesiono portret Piłsudskiego, a za nim kroczyli oficerowie i szeregowi".
W listopadzie 1923 roku na krótko trafił do aresztu za udział w inspirowanej przez PPS krakowskiej rewolcie robotniczej. W regularnych walkach robotników z policją i wojskiem 6 listopada po obu stronach zginęło 31 osób, ponad 100 zostało rannych. Witos pisze we wspomnieniach, że socjalista Mieczysław Mastek "twierdził z całą stanowczością, że zamiarem Kostka-Biernackiego było objęcie rządów w Krakowie i urządzenie stamtąd marszu na Warszawę". Według aktu oskarżenia, Kostek doradzał oficerom – dowódcom mających pilnować porządku oddziałów wojska, „by najlepiej odmaszerowali z Plant, by nie występowali przeciwko tłumowi, gdyż ten oburzony jest jedynie na policję, a wojsku nic nie zrobi”. W efekcie oficerowie ci „w tym większą popadli bezradność i zachowali się wbrew przepisom”.  W kwietniu 1925 r. major Biernacki stanął przed sądem wojskowym, który uwolnił go z zarzutów.
Po przewrocie majowym ppłk Kostek-Biernacki został dowódcą 38. Pułku Piechoty Strzelców Lwowskich w Przemyślu, w 1929 r. został „pełnym” pułkownikiem. Kostek wziął udział w „najściu oficerów na sejm” – zbrojnej manifestacji -  31 października 1929 roku podczas otwarcia sesji budżetowej przyszło do  sejmu około stu oficerów, co było oczywistą formą zastraszania posłów. Marszałek sejmu Ignacy Daszyński powiedział Piłsudskiemu: „Pod bagnetami, karabinami i szablami izby ustawodawczej nie otworzę”, na co ten rzucił, wychodząc z jego gabinetu: „to dureń!”. Sejm powołał specjalną komisję do zbadania incydentu. Kostek miał zostać sądzony za te działania, jednak prac komisji nigdy nie doprowadzono do końca.
Dużo poważniejsze zadanie Kostek otrzymał rok później, gdy antyrządowy Centrolew wyznaczył na 14 września 1930 roku serię wieców w przeszło 20 polskich miastach. Dwa tygodnie wcześniej prezydent Ignacy Mościcki rozwiązał parlament, a w nocy z 9 na 10 września  aresztowano i osadzono w twierdzy brzeskiej 19 byłych (czyli niemających już immunitetu) posłów.  Dwa tygodnie później do Brześcia trafił także Wojciech Korfanty.  Komendantem twierdzy brzeskiej był wtedy Kostek, który otrzymuje polecenie: "mają poczuć, iż są w więzieniu, że nie mogą czuć się w Brześciu jak bohaterowie". Brzeskie więzienie do lekkich nie należało, obowiązywał w nim surowy wojskowy regulamin. "Kostek-Biernacki miał nie tylko decydujący wpływ na dobór współpracowników, ale »program« zajęć i udręczeń, jakim byli poddawani więźniowie, był w znacznym, jeżeli nie w wyłącznym stopniu jego dziełem" - opowiadał zdecydowany przeciwnik sanacji, przywódca Stronnictwa Pracy Karol Popiel w komunistycznym sądzie na procesie Kostka. Natomiast Wincenty Witos pisze, że go w Brześciu "nie bito, nie przeklinano, nie lżono, nie pchano do ciemnicy i nie zadawano żadnych specjalnych tortur". Kostek "rewizje odbywał zawsze w nocy, gdy już więźniowie zasnęli. Komiczne było świecenie przez niego latarką pod łóżko, na okno, próbowanie krat, oświecanie kubła". Witos przytacza również zasłyszaną wypowiedź Kostka o sobie. Miał powiedzieć o byłym premierze: "Wzięliśmy chama za mordę i jest spokój". Działacz PPS Adam Pragier tak charakteryzował Biernackiego: "Jako nasz gospodarz w więzieniu brzeskim jest jednym z rzadkich w Polsce przykładów właściwego człowieka na właściwym miejscu. Przy czym wcale nie jest głupi. Kostek po prostu wygłupia się, żeby nas nastraszyć".
Jak głosiła popularna wtedy wyliczanka:
Nad uczniem jest nauczyciel
Nad nauczycielem – dyrektor
Nad dyrektorem – minister
Nad ministrem – premier
Nad premierem – prezydent
Nad prezydentem – marszałek Piłsudski
Nad marszałkiem Piłsudskim – Bóg
Nad Bugiem – Brześć
A nad Brześciem – Kostek-Biernacki.
Piłsudczycy chętnie obciążali winą za Brześć wyłącznie Kostka, choć sam Piłsudski, przemawiając na posiedzeniu Rady Ministrów we wrześniu 1930 r. przyznał: "Co do mnie, to też przygotowałem część tej pracy, bo chcę, by byli karani". I ostrzegał: "Ta bezkarność tego bydła przeklętego psuje całe państwo. Zastrzelę ich jak psów, gdy sądy nie osądzą". Kostka zaczęto nawet bojkotować towarzysko. Podobno na jednej z herbatek w Belwederze w 1931 roku Piłsudski witał gości ustawiwszy obok siebie Kostka i pilnował, by wszyscy goście przywitali się z nim. Ujął się za Kostkiem również Walery Sławek, prawa ręka Piłsudskiego: "Zbadałem sprawę i stwierdzam, że sadyzmu i znęcania nie było. Próbujecie oczernić oficerów, którzy chwalebniejszą niż wy mają przeszłość" - mówił w Sejmie.
Przeniesiony do rezerwy Kostek-Biernacki został 1 lipca 1931 roku wojewodą nowogródzkim, a 8 września 1932 roku – poleskim. Na tym stanowisku pozostał do wybuchu wojny. Najważniejszym jego zadaniem było utrzymanie porządku i bezpieczeństwo wewnętrznego, w tym walka z wywrotową robotą komunistyczną. Na odprawie starostów woj. poleskiego 14 lutego 1936 roku podkreślał: „Pierwszym zadaniem władz administracji ogólnej jest utrzymanie bezpieczeństwa (…). Przy tej sposobności zwraca uwagę P. Wojewoda na kwestię informatorów w terenie. Bez dobrej informacji nie może być mowy o akcji prewencyjnej i represyjnej. Informatorami nie mogą być tylko umundurowane ogniwa policji. Wiadomości właściwych trzeba szukać przez pracowników gminnych i osadników wojskowych”.
Kostek ostro przeciwstawiał się pobłażliwości polskich sądów wobec komunistów, a wręcz – jak sądził – brak właściwej reakcji na zagrożenie z ich strony. Usiłował zwracać na to uwagę Ministerstwu Sprawiedliwości i innym władzom. W piśmie do kuratora poleskiego okręgu szkolnego z 18 kwietnia 1933 roku żądał zwolnienia Józefa Zyskowskiego, nauczyciela szkoły powszechnej w Nowosiółkach, którego „stosunek  z komunistami może stać się w każdej chwili powodem do aresztowania go, co bardzo ujemnie wpłynąć musiałoby na powagę nauczycielstwa”.
Równocześnie jako wojewoda poleski dostrzegał istotne potrzeby tego najbiedniejszego w ówczesnej Polsce regionu i usiłował uzyskać pomoc dla ludności. W piśmie do Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych z 17 października 1933 roku żądał pomocy kredytowej dla dotkniętych przez powódź powiatów Stolin i Łuniniec: „Trudno mnie dzisiaj ująć możliwości położenia, jakie wytworzy się zimą, gdy zaczną padać setki krów i koni – częściowo z mojej winy, a chłopi będą oblegać starostę z prośbami o obiecaną pomoc. I to na samej granicy Państwa! Sąsiedzi nie omieszkają należycie wykorzystać położenie. I nie jest to mała rzecz, bo 60 tys. to w danych warunkach znacznie więcej niż 600 tys. na zachodzie Państwa”. Rzecz charakterystyczna, Kostek był wyczulony na wszelkie nieuczciwości – na przykład ze strony notariuszy – których ofiarą padali biedni polescy chłopi. Notariusz sporządzał umowę przedwstępną aktu kupna-sprzedaży, która była obarczona wadą prawną. Nieświadomy tego Poleszuk wpłacał zadatek, który oczywiście przepadał, bo transakcja nie dochodziła do skutku. Latem 1939 r. wojewoda „bombardował” ministerstwa: sprawiedliwości i spraw wewnętrznych pismami o tym oszukańczym procederze. MSW 4 sierpnia 1939 roku obiecało Kostkowi podjęcie środków zaradczych i zdyscyplinowanie notariuszy.
Jedną z najpilniejszych, ale i najdroższych (szacunkowy koszt wynosił 470 mln zł) potrzeb regionu stanowiła melioracja. Jej przeprowadzenie było bardzo utrudnione ze względu na stanowisko wojska, uznającego Polesie za centralny węzeł przyszłego frontu wschodniego na wypadek wojny z Rosją. Z tych  powodów w latach 1918–1936 zmeliorowano niespełna 60 tys. hektarów, czyli niecałe 4 % błot poleskich. Kostek-Biernacki krytykował też fakt, iż kredyt na melioracje udzielał Państwowy Bank Rolny, ale zarówno przygotowanie projektu, jak i same roboty musiało przeprowadzić Krajowe Towarzystwo Melioracyjne, którego bank był w 75 proc. udziałowcem. Skoro nie istniała inna możliwość melioracji, to i ceny były odpowiednio zawyżone. Wojewoda trafnie ocenił w 1933 roku ten instytucjonalny „przekręt”: „dla Polesia, a sądzę, że wszędzie, Krajowe Towarzystwo Melioracyjne jest zupełnie niepotrzebne. Gdyby nie było konieczności proszenia o kredyt w Państwowym Banku Rolnym – Towarzystwo za obecne swoje ceny nie otrzymałoby ani hektara ziemi dla przepracowania”.
"Jako wojewoda nowogródzki, potem poleski był nie tylko sprężysty, ale i sprawiedliwy dla ludności w tym sensie, że pilnował, aby urzędnicy nie krzywdzili ludności na własną rękę" - przyznaje, bardzo krytyczny wobec Kostka Stanisław Cat-Mackiewicz. Wojewoda lubił incognito odwiedzać starostwa, zaglądać na targi, wizytować gospodarstwa. Jak sam zapisał: "Przebierałem się po chłopsku i rozmawiałem szczerze z chłopami. Gdy przyjeżdżałem do wsi jako wojewoda, ustosunkowywano się do mnie wrogo lub uniżenie. Moją największą troską było zbliżenie ludności do Polski". Lubił niespodziewanie przeprowadzać inspekcje i kontrole urzędów. Tępił złodziei, aferzystów i komunistów. Tak więc w działalności Kostka-Biernackiego – włodarza Polesia – widać jego pepeesowską formację, czyli przywiązanie do elementarnych zasad sprawiedliwości społecznej
Przykładem „czarnej” legendy jest twierdzenie, że Kostek-Biernacki był „założycielem”, a nawet „komendantem” obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. W rzeczywistości, gdy 15 czerwca 1934 roku Grzegorz Maciejko, pseudonim „Gonta”- terrorysta ukraiński (członek OUN), zastrzelił przy ulicy Foksal w Warszawie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, dwa dni później w Dzienniku Ustaw ogłoszono rozporządzenie prezydenta o utworzeniu w Berezie Kartuskiej w woj. poleskim „obozu izolacyjnego dla osób zagrażających bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”. Główną „klientelą” obozu w Berezie byli nacjonaliści polscy i ukraińscy oraz komuniści. Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia był ówczesny premier Leon Kozłowski, a Józef Piłsudski zgodził się na utworzenie obozu, mimo iż sam wielokrotnie wcześniej powtarzał, że „Polacy mają w sobie instynkt wolności. Ten instynkt ma wartość i ja tę wartość cenię. W Polsce nie można rządzić terrorem” . Z kolei wedle zapisu Wacława Jędrzejewicza, Marszałek miał powiedzieć: "Ja nic nie mam przeciw tej waszej czerezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem". Kostek-Biernacki jako wojewoda nadzorował przygotowanie obozu, a później go wizytował, ale występował w roli urzędnika wykonującego polecenia władz centralnych.  Kostek nigdy nie był komendantem Berezy. Funkcję te początkowo sprawował Bolesław Greffner z Poznania, potem, od 1 grudnia 1934 roku, Józef Kamala- Kurhański, zastępca naczelnika carskiego  więzienia w Piotrkowie przed I wojną światową, czyli wtedy, gdy siedział w nim Kostek. Biernacki był wobec niego bardzo surowy, odnosił się do niego w sposób pogardliwy. Późniejsze wmawianie Kostkowi, że był komendantem Berezy to efekt czarnej legendy, którą zaczęły tworzyć mu przed wojną antysanacyjne elity.  Dziennikarka „Wiadomości Literackich” w reportażu z procesu komunistów z Kobrynia pod śródtytułem: „Jest już kat, czy go nie ma?” pisała: „…ktoś wie , że Kostek-Biernacki był w sądzie”. Niestety również Cat-Mackiewicz fałszywie przypisywał Kostkowi pełnienie funkcji komendanta Berezy. Propaganda komunistyczna szybko i ochoczo to podchwyciła.  I tak 1 kwietnia 1945 roku w „Szpilkach” Mieczysław Piotrowski w „żartobliwej” rubryce „Z ostatniej chwili” pisał: „(…) w dniu 1.4.1945 r. na tereny Polski zrzucony będzie desant powietrzny niektórych działaczy polskich zagranicą. (…) Kostek-Biernacki spadnie w Oświęcimiu, gdzie od razu założy obóz koncentracyjny”.
Po wybuchu wojny, 2 września 1939 roku Kostek-Biernacki otrzymał ministerialną nominację – został generalnym komisarzem cywilnym dla obszarów wojennych, któremu podlegało gros administracji. Granicę z Rumunią przekroczył 18 września pod Kutami i został internowany. W Rumunii przebywał w kilku ośrodkach internowania. Michał Browiński, też osadzony w obozie w Caracal, z jednej strony chwalił towarzysza niedoli: "Znawca i miłośnik średniowiecza, znawca starego języka polskiego. Czytał nam fragmenty niewykończonej jeszcze powieści o Bolesławie Śmiałym, zupełnie interesujące". Z drugiej krytykował: "Osobiście bardzo niesympatyczny. Miał w sobie jakiś starczy egoizm. Nigdy się z nikim niczym nie dzielił, niczym nikogo nie ugościł. Ulubioną jego potrawą była kiełbasa pokrajana w plasterki i zalana octem". Na koniec ogólnie stwierdzał: "Poza tym chętny do pogawędki. Nie czuło się w nim drapieżnego kiedyś człowieka".
Od końca 1943 roku  Kostek przebywał na wolnej stopie, miał szwajcarski paszport dyplomatyczny. Próbował dostać się do polskiego wojska na Zachodzie, ale władze polskie nie wyraziły zgody na jego przyjazd.
W kwietniu 1943 roku poległ w Warszawie podczas likwidacji volksdeutscha na ulicy Stalowej jedyny syn Kostka - Lesław Ryszard Biernacki, ps. „Romanowski”.  Należał do oddziału dywersyjnego prawicowej Konfederacji Narodu.
W marcu 1945 r. w nie wyjaśnionych okolicznościach Kostek-Biernacki został aresztowany w Rumunii, w której władzę przejęli już komuniści. "W kwietniu 1945 r. około dwudziestu Polaków miało być przewiezionych na Mokotów. Kostek-Biernacki stawiał opór czynny. Zabrano go przemocą" - zanotował Browiński.  „Słyszałam, że maczał w tym ręce Jerzy Borejsza. Ubrany w mundur NKWD przywiózł Kostka do Polski pociągiem na Dworzec Główny i przekazał swojemu bratu Goldbergowi, czyli Różańskiemu” - opowiadała Krystyna Banasik, która pracowała z żoną Biernackiego, Anną w Związku Literatów Polskich.
Wedle innej wersji został przywieziony samolotem: „przyleciał po niego samolot z polskimi znakami, przywitano go gorąco. W drodze przekonał się, że lecą nie na Zachód, jak sądził, lecz do Polski” - mówił Kazimierz Augustowski, który na Rakowieckiej siedział w jednej celi z Kostkiem.
Formalnie 9 listopada zostaje aresztowany, a 11 listopada 1945 rok zaczyna figurować w dokumentach aresztu karno-śledczego Warszawa I.
Reżimowy "Express Wieczorny" z 22 lipca 1946 roku wołał na czołówce: "Kat Brześcia za kratami Mokotowa". Natomiast  21 września 1946 roku ukazała się informacja: "Kostek za dwa tygodnie stanie przed sądem". Wedle scenariusza władz komunistycznych - "Kostek-Biernacki postawiony będzie pod pręgierzem nie tylko jako indywidualna jednostka, ale (...) będzie sądzony system rządzenia, którego był wyrazicielem, jako klasyczny reprezentant faszystowskiego reżimu".  Były wojewoda miał odpowiadać z dekretu z 22 stycznia 1946 roku za zdradę Narodu Polskiego.
W aktach śledczych zapisano: "Współorganizator i faktyczny przełożony obozu w Berezie Kartuskiej opracował osobiście jego regulamin, nadzorował go i wpływał bezpośrednio na służbę obozu w kierunku jeszcze większego zaostrzenia reżimu obozowego. Oskarżony w czasie swoich inspekcji niejednokrotnie sam brał udział w znęcaniu się nad więźniami". Oskarżenie Kostka było tak skonstruowane, żeby wykazać, że przez całe życie,  był elementem wrogim i szkodliwym. I tak, tępi śledczy, nadzorowani przez znanego ze służalczości wobec "ludowej" władzy - Władysława Dymanta, wicedyrektora Departamentu Specjalnego Prokuratury Generalnej (tego samego, który zarządził sądzenie gen. Augusta Emila Fieldorfa przy drzwiach zamkniętych) - wymienili: "agenturalną" działalność w PPS - na usługach wywiadu austriackiego, okrucieństwo piłsudczykowskiego żandarma, przynależność do "elitarnej kliki legionowej" i "mafii Parasol", komendanturę Brześcia, no i przede wszystkim wspomnianą już Berezę. Jako świadków powołano m.in. dawnych kolegów z Legionów - gen. Leona Berbeckiego i ppor. Mariana Robaka-Raczyńskiego oraz przedwojennych posłów - Karola Popiela i Władysława Kiernika.
Do pokazowego procesu, w którym nowa "demokratyczna" władza chciała pokazać zbrodniczość przedwojennej sanacji, jednak nie doszło. Akt oskarżenia upadł właśnie ze względu na Berezę - komunie nie udało się znaleźć wystarczających dowodów i świadków przestępstw Kostka w tym najgorszym z możliwych obozów. Osądzenie go za Brześć okazałoby się niewłaściwe, gdyż działacze przedwojennego SL i przedwojennej PPS byli wtedy uważani za „wrogów ludu”. Także wątek Berezy mógłby okazać się niekorzystny dla komunistów. Jeden z policjantów, odbywających służbę w Berezie, który był świadkiem w śledztwie, zeznał: „My nie wywieraliśmy żadnego wpływu na więźniów, by podpisywali tzw. deklaracje wierności, czasami tylko tłumaczyliśmy, że jak napisze taką deklarację, to go zwolnią. Istotnie często nawet po jednym dniu po wypisaniu takiej deklaracji zostawał zwolniony. Żadnych nagród za to nie dostawaliśmy”. Innymi słowy, jeśli „bereziacy” podpisywali lojalki, to mogłoby się okazać, że kapepowcy również, a zatem sprawa niekoniecznie nadawała się na proces pokazowy. Wśród bardziej znanych po wojnie „bereziaków” byli: jeden z przywódców PPR/PZPR Roman Zambrowski, komendant MO, wiceminister bezpieczeństwa Franciszek Jóźwiak, szef Głównego Zarządu Politycznego generał Kazimierz „Gazrurka” Witaszewski.
Na nowy proces musiał czekać następnych siedem lat. Jako "faszyście" zapewniono mu nie byle jakie towarzystwo - siedział w jednej celi z Erichem Kochem, komisarzem Rzeszy dla Ukrainy, skazanym w Polsce na karę śmierci za zbrodnie wojenne.
„Psychicznie trzymał się dobrze - wspominał Kazimierz Augustowski. - Był towarzyski, czasami nawet dowcipkował. Opowiadał nam o Legionach, Algierii, swoim przywiązaniu do Marszałka. Nigdy nie pozwolił powiedzieć o nim złego słowa. Kiedyś Różański miał obchód, jako starszy celi krzyknąłem: . Kostek, udając, że nie słyszy, nie ruszył się z miejsca”. Wedle ciekawej relacji współwięźnia, przedwojennego komunisty, a po wojnie oficera MO Józefa Marchwińskiego, który spotkał się z nim na przełomie lat 1949–1950, zdaniem Kostka: „niewybaczalnym błędem był udział Polski w najeździe Niemiec na Czechosłowację w 1938 r. i zajęcie Śląska Cieszyńskiego. Twierdził, że należało wspólnie z Czechosłowacją stawić czoła Hitlerowi (…). Mówił mi, że należało dać Ukraińcom na terenach, gdzie stanowili większość, prawa autonomiczne w ramach Państwa Polskiego. Na skutek błędnej polityki mieliśmy Ukraińców przeciwko sobie. Mówił, że była to niewybaczalna ślepota, skoro graniczyliśmy z wcieloną do Sowietów, przewyższającą nas liczebnie Ukrainą. Mieliśmy więc wrogów po obu stronach granicy”. Inny współwięzień, o. Tomasz Rostworowski napisał o Kostku: „Siedział już od sześciu lat w więzieniu, cały czas w śledztwie, ale na przesłuchania nie brano go prawie wcale, bo też wcale nie chciał nic mówić. Czuł, że w więzieniu władze chcą mu odebrać zdrowie i życie, a żyć chciał koniecznie.”
10 kwietnia 1953 roku Wacław Kostek-Biernacki stanął przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie. Podczas tajnej rozprawy, której przewodniczył "zasłużony" sędzia Henryk Kempisty, Biernacki do winy się nie przyznał: "akt oskarżenia jest wielką nieprawdą"- zdecydowanie stwierdził, a stawiane zarzuty to "fantazja autora aktu oskarżenia", "w protokołach oficera śledczego są włożone mi w usta nonsensy, bo wtedy cierpiałem na bezsenność i podpisując byłem na wpół świadomy". Mimo to 14 kwietnia 1953 roku skazano go na karę śmierci "za tłumienie ruchu rewolucyjnego, faszyzowanie kraju, szkalowanie i zohydzanie Związku Radzieckiego".  W uzasadnieniu wyroku napisano m.in.: "Od września 1931 roku do 31 sierpnia 1939 roku w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego, realizując politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej, działał na szkodę Narodu Polskiego".

7 sierpnia 1953 roku Sąd Najwyższy "łaskawie" zamienił mu karę na 10 lat więzienia, z zaliczeniem aresztu śledczego. Biernacki był już wówczas bardzo chory, miał miażdżycę, chorobę wieńcową, rozedmę płuc, padaczkę. Komisja lekarska w styczniu 1955 r. stwierdziła: "Ogólny stan zdrowia ulega stałemu pogorszeniu, nie rokuje zupełnie poprawy oraz zagraża życiu". Kazimierz Augustowski, towarzysz Kostka z celi, wspominał: „ Raz na kwartał na widzenia przychodziła żona. Kontakt jednak mieli utrudniony - on był prawie głuchy, ona niedowidząca”.
"Mój mąż od dawna nie może poruszać się o własnych siłach. Na ostatnim widzeniu odniosłam wrażenie, że mąż jest umierający i że przy swoich 71 latach nie przetrzyma tych kilku miesięcy, które mu zostały do odcierpienia" - pisała Anna Biernacka do Rady Państwa w lipcu 1955 r. Sama żyła w nędzy, wielokrotnie była wyrzucana z pracy. Zmarła w Warszawie w grudniu 1972 r. W końcu władza ludowa ulitowała się nad "faszystą". 9 listopada 1955 roku, czyli dokładnie w 10 lat po formalnym aresztowaniu,  Wacław Kostek-Biernacki został warunkowo zwolniony z więzienia. Z Rakowieckiej do małego pokoiku na ul. Mokotowskiej, gdzie mieszkała jego żona, przewieziono go karetką pogotowia.  Komuniści doskonale wiedzieli, że mogą wypuścić wroga, przedstawiciela znienawidzonego reżimu piłsudczykowskiego, bo jest już całkowicie nieszkodliwy. Natomiast jego śmierć w więzieniu byłaby nie na rękę władzom komunistycznym "Diabeł z Berezy" zmarł 25 maja 1957 r. Został pochowany na starym cmentarzu w Grójcu, w grobie rodzinnym.
"I obok naturalnego wstrętu do śmierci, uczuwam jasną radość, że odchodzę i że nigdy już nie będzie mnie dręczyć nieznośny widok cierpień żyjących istot" - napisał Wacław Kostek-Biernacki w jednej ze swoich powieści "Diabeł zwycięzca".
Polska Ludowa wyrządziła mu jeszcze inną krzywdę. Kostek miał talent literacki, poza wspomnianą poezją legionową napisał  w 1931 roku publicystyczny zbiór Diabeł zwycięzca i rok później Strasznego gościa. To sześć napisanych piękną kresową polszczyzną opowiadań, w których narratorem jest stary chłop Kostia.  Należy zgodzić się z prof. Andrzejem Nowakiem, który napisał: „Rozbuchaniem wyobraźni i umiejętnością budowania gęstej atmosfery przypominająca Gogolowskiego „Wija” czy „Wieczory na futorze koło Dikańki”. Mistrzostwo stylizacji „Strasznego gościa" ma innego jeszcze patrona i wzór: „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego, które utrwaliły w naszej literaturze język i mentalność XVIII-wiecznej szlachty.” Tymczasem Kostek-Biernacki patrzy na świat oczami poleskiego chłopa, używa jego niepowtarzalnych metafor. Ot, choćby takich: „Znam własne serce, jak pop nasz żonę Aleksieja starosty". Albo w rozważaniach o zauroczeniu „babskim rodzajem”: „Dałże Bóg rodzajowi babskiemu siłę taką, jakby komu dobremu! Patrzysz na nią: cud chyba, serce ci mięknie jak kartofel upieczony, zdaje ci się, że to coś jak nie człowiek, jakby święty anioł, przed którym choć na kolana padaj, to znów jakby przysmak jakiś nadziemski, a w nim samo najwyższe szczęście twoje siedzi i rozkosz tajemnicza, niezmierna. A w rzeczy samej: baba! Napycha brzuch kapuśniakiem, jak i ty, w nocy chrapie przez nos, wódkę pije i jak upije się, to śpiewa nieprzyzwoite piosenki. Tylko, że włosy ma długie, gębę bez wąsów i ciało według tej potrzeby, na co ją Bóg stworzył z żebra Adamowego”.
Rozsiane na każdej niemal stronie tej książki takie „zapisy" czynią z opowiadań Kostka-Biernackiego cudowną rozrywkę i historyczno-etnograficzne świadectwo odchodzącej mentalności. Obrazy zderzenia tego świata z nowoczesnym światem miasta albo z nowoczesnym nacjonalizmem: polskim i ukraińskim, które walczą o duszę kresowego chłopa  – to lektura wręcz obowiązkowa dla badaczy dziejów społecznych Europy Wschodniej. „Ojczyzna to pańska rzecz albo urzędnicza (...) Chłop służy ziemi swojej rodzonej, a wielcy mocarze przychodzą z boku i nakrywają go ojczyzną jak wróbla czapką” – za tę metaforę Kostek zasłużył na trwałe miejsce w historii pojęcia narodu i ojczyzny.
1 października 1951 r. Centralny Zarząd Bibliotek Ministerstwa Kultury i Sztuki nakazał niezwłoczne wycofanie wszystkich utworów Kostka-Biernackiego, skazując go na zapomnienie. Wznowione w 2006 roku to arcydzieło polskiej prozy, przeszło niezauważone.
 
Godziemba
Wybrana literatura:
 S. Składkowski -  Moja służba w Brygadzie. Pamiętnik polowy,
P. Cichoracki -  Polesie nieidylliczne
P. Cichoracki – Droga ku anatemie. Wacław Kostek-Biernacki 1884-1957
W. Biernacki – Diabeł zwycięzca
I. Polit -  Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej
K. Świtalski - Diariusz 1919-1939
 
 
 
 
 

KOMENTARZE

  • "cywilizacji lacinska w akcji"
    Dzieki za wnikliwy i uczciwy wglad w realia Berezy.

    Zobaczylem odrazajaca morde Chrystusa Narodow i Przedmurza Chrzescijanstwa w akcji.
    Pewnie Ukraincy zapamietali lekcje...
    Zanim Bereze otwarto zapewne, zostala wczesniej z pompa poswiecona.
    Bez tego oficjalnego aktu przeciez nie moglo sie wowoczas nic obyc.
    Czy ostaly sie z tego okresu jakies dokumenty, np. fotografie i raporty kapelana wieziennego?
    "Czy o take Polskie walczylem?"
  • @1abezmetki 01:36:06
    Sanacja to byli turańcy. Dokładnie tak ich oceniał wielki znawca cywilizacji prof. Feliks Koneczny. Zatem niby patrioci Polacy lecz mózgi mieli moskiewsko-mongolskie.

    Przynależność do cywilizacji łacińskiej to coś więcej niż metrykalna przynależność narodowa.

    W opinii Konecznego wszystkie wojny moją charakter cywilizacyjny.

    Domowe też!!!!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY

więcej