Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
454 posty 1584 komentarze

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Ideologia światowa wywiera presję

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ideologia światowa wywiera presję - Komunikat z Synodu abp. S. Gądeckiego Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski

 
Ideologia światowa wywiera presję
 
"Dokument ten ("Relatio post disceptationem" ) pozbawiony jest solidnych podstaw w Piśmie Świętym i Magisterium. W sprawie, w której Kościół ma bardzo bogate i jasne nauczanie, daje wrażenie wymyślenia czegoś zupełnie nowego, co jeden z ojców synodalnych nazwał «rewolucyjnym» nauczaniem na temat małżeństwa i rodziny. Przywołuje on wielokrotnie i chaotycznie zasady, które nie są określone, na przykład prawo stopniowania" (..) Można mieć nadzieję, że ojciec święty potwierdzi wiarę i praktykę w odniesieniu do małżeństwa i rodziny, będącą pierwszą komórką życia Kościoła” - prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej - amerykański kardynał – ks. Raymond Burke.
 
 
Ideologia światowa wywiera presję
11 i 12 października, czyli w sobotę i niedzielę, nie było żadnych kongregacji generalnych Synodu Biskupów. W tym czasie trwało przygotowanie relacji podsumowującej dotychczasową dyskusję, która w przyszłym tygodniu stanie się podstawą obrad w grupach językowych.
Jednocześnie zapowiadano także przygotowanie dokumentu końcowego, czyli ostatecznej relacji Synodu. Będzie to już trzeci dokument po „Relatio ante disceptationem” i „Relatio post disceptationem”, czyli relacji przed dyskusją i relacji po dyskusji. Będzie on owocem pracy w grupach językowych i na zakończenie Synodu zostanie przekazany papieżowi. Jego ostatecznej redakcji mają dokonać: relator generalny – kard. Péter Erdő, sekretarz specjalny – abp Bruno Forte i sekretarz generalny Synodu – kard. Lorenzo Baldisseri. Do pomocyw tym zadaniu Ojciec Święty Franciszek wyznaczył jeszcze sześciu innych Ojców Synodalnych, w tym dwóch kardynałów: Włocha Gianfranco Ravasiego i Amerykanina Donalda Wuerla, trzech biskupów: abpa Victora Manuela Fernándeza z Argentyny, abpa Carlosa Aguiar Retesaz Meksyku i bpa Petera KangU-Il z Korei oraz przełożonego generalnego zakonu jezuitów o. Adolfo Nicolása Pachóna.
W niedzielę o godzinie dwunastej, jak wiadomo, miał miejsce Anioł Pański, podczas którego Ojciec Święty prosił Maryję w intencji Synodu, który w tych dniach odbywa się w Watykanie. Natomiast dzisiaj, to jest 13 października, o godzinie dziewiątej rozpoczęła się lektura zapowiadanej już wcześniej „Relatio post disceptationem”, czyli relacji zbierającej owoce tygodniowej dyskusji Ojców Synodalnych. Zostało też zapowiedziane, że w ciągu najbliższego roku należy przekazać nazwiska uczestników następnego Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupówdotyczącego tej samej sprawy, czyli kwestii rodziny. Liczba reprezentantów zależy od ilości członków danego episkopatu. Zdaje się, że na dwudziestu pięciu biskupów przypada jeden delegat wysłany do Rzymu.
Potem nastąpiła część oczekiwana, czyli lektura wspomnianej relacji, której dokonał kard. Péter Erdő. Lektura ta miała być potem uzupełniona głosami podczas sesji generalnej oraz w grupach językowych, które miały się odbyć jeszcze w godzinach przedpołudniowych. Natomiast reakcje, które spowodował dokument, sprawiły, że odbyły się jeszcze dwie sesje generalne: pierwsza została przedłużona, druga została wprowadzona w miejsce grup językowych.Odniesiono się do całości dokumentu. Wielu biskupów stwierdzało, że sam tekst jest dość dobrą fotografią tego, co zostało powiedziane w minionym tygodniu. Podniesiono jednak dosyć poważne zarzuty przeciw pewnym kryteriom, które w dokumencie zostały zastosowane.
Zasada stopniowości liberalnie interpretowana
Wypowiedziano się mianowicie przeciwko nieostremu pojęciu tzw. zasady stopniowości, która jest tutaj interpretowana w sposób bardzo liberalny. Praktycznie do tej stopniowości miałaby należeć konwencja przed małżeństwem, która niby miałaby doprowadzić młodych do rozumu i w końcu zakończyć się ślubem.Pojęcie to pojawiło się jakby znikąd i nabrało takiej mocy, że właściwie można nim wszystko wytłumaczyć.
Następnym pojęciem była analogia między Kościołem, który „subsistit in” (trwa w) Kościele katolickimw którym zawarta jest pełnia prawdy, a kościołami siostrzanymi, w których zawarte są „ziarna prawdy”nie ma w nich pełnej prawdy, ale jest obecne jakieś dobro.Analogię tę przeniesiono na sakrament małżeństwa, doszukując się ziaren prawdy i dobra również w postawach, które do tej pory były przez nas uważane za zachowania negatywne.
Jeden z Ojców zwrócił uwagę na to, że w całym dokumencie nie pojawia się pojęcie grzechu.Brak tego słowa wskazywałby na dosyć laksystyczne podejście do sprawy. Zauważono, że tekst koncentruje się zasadniczo na wyjątkach i na trudnych kazusach.Nie mówi tymczasem o pięknie małżeństwa ani o małżeństwach, które trwają, codziennie walczą i dają przykład godnej pochwały wierności i nierozerwalności. Nie ma też słowa o małżeństwach wielodzietnych, które bardzo często są małżeństwami heroicznymi, zważywszy na idący za tym wysiłek ekonomiczny.
Uwagi krytyczne dotykały także tego, czy stanowisko relacji nie jest aby przyjęciem postawy świata: świat gra nam pewną muzykę, a my mamy tańczyć na jego melodię. Ideologia światowa wywiera dużą presję na pojęcie małżeństwa chrześcijańskiego, więc żeby usatysfakcjonować świat, my mielibyśmy zmieniać teraz naukę Kościoła.
Poza tym dotknięto bardzo mocno punktów 50-53, mówiących o związkach jednopłciowychoraz o dzieciach wychowywanych w takich związkach. Nie jest to ujęcie, które my znamy w Kościele – które do tej pory byłoby ewidentne czy wynikałoby choćby z „Familiaris Consortio”.
Zwrócono także uwagę na to, że gdy idzie o praktykę sądową, ryzykowne wydaje się przekazanie tego typu spraw biskupowi miejsca, żeby on – po radzie jakiegoś wykształconego w tej materii człowieka świeckiego lub duchownego – decydował, czy małżeństwo faktycznie istniało od samego początku, czy też nigdy nie istniało. Skoro bowiem sądy – które poważnie podchodzą do sprawy – w pierwszej instancji wydają jeden wyrok, w drugiej instancji wydają inny wyrok i trzeba odwołać się do Sygnatury jako do trzeciej instancji, jest jasne, że te sprawy są poważne. Domagają się poważnego namysłu i jednocześnie wymagają dużo czasu, żeby je dobrze rozstrzygnąć i dojść do prawdy. Jak można dojść do prawdy w sposób pośpieszny, przez krótkie podejście i rozstrzygnięcie w tę lub inną stronę?Wydaje się więc, jakby tekst starał się dopatrywać elementów pozytywnych w grzechu i próbował włożyć na plecy biskupów to, czego nie mogą zrobić trybunały. Trzeba pewnie bardziej podkreślać prewencję, aniżeli akceptować „status quo”.
Skoro tekst nie zawiera definicji dogmatycznych, są zarzuty, że jest generalny i mało konkretny. Na konkretne pytania nie daje konkretnych odpowiedzi. Oczywiście, nie jest to tragedia, bo nie chodzi o ostatni tekst tegorocznej sekwencji Synodu, tylko przedostatni. Zauważa się jednak, przynajmniej w kilku przypadkach, brak konkretności. Trzeba by wyraźnie powiedzieć, co mają robić biskupi, co mają robić księżajakie z małżeństwami i rodzinami podejmować prace, które mogłyby polepszyć dotychczasową praktykę pastoralną.
Zdradzić nauczanie Jana Pawła II?
Gdy idzie o świeckich, zarzuty dotyczą stwierdzenia, że wszyscy świeccy mają zadanie misyjne. Owszem, z natury chrztu wywodzi się misyjność Kościoła i każdego ochrzczonego człowieka, ostatecznie jednak na misje wyjeżdżają tylko pewne rodziny, które są dobrze do tego przygotowane i dają dobre świadectwo. Na przykład rodziny z Neokatechumenatu zostawiają pracę, zostawiają pieniądze i udają się w nieznane razem ze swoimi, nieraz maleńkimi, dziećmi. Jest to więc akt odwagi, którego nie można domagać się od każdego poszczególnego wiernego ani od każdej ochrzczonej rodziny. Za misją musi stać wszystko: przygotowanie, wolna wola i decyzja.
Dokument zwrócił też mało uwagi na to, czego Kościół nauczał przedtem. Nie chodzi już nawet o to, co znajduje się we wspomnianym wcześniej przeze mnie enchirydionie – żeby ruszać od tego, co Kościół mówił o małżeństwie i rodzinie od XV wieku – ale o uwzględnienie nauczania „Gaudium et spes” podczas Soboru Watykańskiego II i o „Familiaris Consortio”. Był już przecież Synod o rodzinie prowadzony przez Jana Pawła II. Odejść od tego wszystkiego albo po prostu przemilczeć? Owszem, nie można w kółko powtarzać tego, co już zostało powiedziane. Nie można jednak przemilczeć, że zostało powiedziane. Wydaje mi się więc, że jest to rzecz do uzupełnienia.
Stwierdzenie, że należy unikać pozycji ekstremalnych i nie należy przyjmować ekstremizmów ani w jedną, ani w drugą stronę, brzmi pięknie. Jednak przy Jezusowym „Niech wasza mowa będzie ’tak, tak’, ’nie, nie’”, nie bardzo da się ono udowodnić.
Czy można zdradzić nauczanie Jana Pawła II? Przecież zawsze chodzi o to, by łączyć „nowe” i „stare”, aby istota nie została nigdy zmieniona, ale by się rozwijała.
Dalej podnosi się kwestię komunii duchowej rozumianej jako rekompensata braku komunii materialnej. Sobór Trydencki rozumiał komunię duchową jako następstwo komunii rzeczywistej i przyjmował ją tylko w takiej sekwencji.
Sama stopniowość może być przyjęta, ale tylko w tym sensie, że jest to stopniowanie ku dobru, ku świętości.Nie natomiast, gdy idzie ono raz w jedną stronę, raz w drugą – jak człowiekowi przyjdzie do głowy. Nie można pochwalać wspólnego zamieszkania, chociaż wielu się wymawia warunkami ekonomicznymi, niestabilnością emocjonalną i różnymi innymi argumentami.
Nie jest też wspomniana sprawa struktur grzechu. Istnieją faktycznie struktury grzechu, które utrudniają życie małżeńskie i rodzinne, a czasami je nawet degradują. Istnieje na przykład coś takiego jak biznes pornograficzny, pornografia internetowa czy prostytucja. Wszystkie te sprawy są strukturami grzechu. Wprowadzają grzech strukturalny i mają silne oddziaływanie na środowiska małżeńskie i rodzinne.
Należałoby się zastanowić nad tym, co my mamy do powiedzenia rodzinom wiernym. Trzeba podziękować rodzinom, które są świadkami nierozerwalności małżeństwa i ją pielęgnują. Czynią to nieraz z pomocą stowarzyszeń katolickich.
Jak mamy powiedzieć młodym, dlaczego wyjść za mąż czy ożenić się? Jak należy odpowiedzieć na to pytanie?
Dalej: co to znaczy nawrócenie? Nie jest to tylko pewien akt słowny, ale zakłada najpierw rachunek sumienia, czyli wejście w siebie. Tak jak Syn Marnotrawny – on nie dokonał nawrócenia, dopóki nie został sprowadzony na dno. To dało mu do myślenia. Dopiero wtedy wszystko przemyślał, wrócił do ojca i wyznał swoje winy – powiedział: „mea culpa”.
Jest też coś takiego jak odpowiedzialność duchowieństwa i świeckich za niedostawanie do nauczania Kościoła w materii małżeństwa i rodziny. Jak daleko ona idzie, trzeba by to zgłębić i studiować.Niemniej jednak wszystko to dokonało się w sensie negatywnym sytuacji kryzysowych. Nie są one jednak tylko owocem i pochodną kryzysuczy sytuacji socjo-kulturalnej. Są też inne powody upadku niektórych rodzin i małżeństw.
Owoc ideologii antymałżeńskiej
W pewnych częściach dokument sprawia wrażenie, jakby był owocem ideologii antymałżeńskiej z roku 1968. Wygląda, jakby nad poważnymi problemami przechodził w sposób nie do końca poważny.Owszem, trzeba atmosfery przyjęcia, przygarnięcia każdego człowieka. Zawsze jednak w sensie, o jakim mówił św. Augustyn: kochamy człowieka, nie kochamy natomiast grzechu w człowieku.Tekst dokumentu wskazywałby natomiast, że bez względu na to, jaka jest sytuacja – czy dobra, czy zła – my kochamy wszystkich na prawo i lewo. Jest to niby poprawne politycznie, ale sprawia, że nie bierzemy pod uwagę, iż samo pojęcie „przygarnięcia” ma dwa znaczenia. Pierwsze – takie jak w klasycznym chrześcijaństwie – oznacza otwarcie się na człowieka ze względu na jego ludzką godność, ale nie na grzech. Drugie mówi o przygarnięciu każdego bez względu na grzech.Są to dwie różne sprawy i nie mogą być w Kościele traktowane w równy sposób.
To są pewne trudności, które rodzi tekst dokumentu. Możemy powiedzieć, że nie jest on ostateczny, więc sprawa nie jest jeszcze stracona. Jednak, nie wiadomo jakim sposobem, tekst ten, który nie powinien być publikowany, został opublikowany i już spowodował dosyć duże wstrząsy pośród ludzi. Widać to w szczególności w mediach, które oczekiwały na orędzie końcowe, tymczasem przyszedł tekst po dyskusji, który jest jakimś sformułowaniem niezaakceptowanym.Nie jest to dokument, który byłby przegłosowany i zaakceptowany, ale zbiór różnych opinii wypowiedzianych nieraz w sprzeczności z innymi głosami.Nie mogą one być traktowane jako ostateczne. To wszystko sprawia, że opublikowanie tekstu jest złe. Teraz bowiem każdy inny tekst, który przyjdzie później – bardziej dojrzały i rozwinięty – będzie osądzany w perspektywie obecnego.Będą się rodziły od razu pytania: dlaczego tutaj jest tak daleko, a w innym miejscu jest wycofywanie się? Można to łatwo przewidzieć.
Jest więc dużo spraw, które potem na pewno wyjdą też w grupach językowych. Dzisiaj już się zresztą to dokonało w naszej popołudniowej włoskiej grupie językowej. Staraliśmy się uzupełnić poprzez emendację tekst wstępu i pierwszego rozdziału, wnosząc bardzo dużo uwag, które potem zostaną przekazane Sekretariatowi. Jak dalece zostaną one przyjęte czy odrzucone, trudno powiedzieć.
Już teraz jednak stało się jasne, że w tekście pierwszego rozdziału jest przedstawione „status quo”, w drugim rozdziale – to, jak powinno być, czyli wizja rodziny w ujęciu Chrystusowym. W końcu, w trzecim rozdziale pastoralnym, mówi się, co robić, żeby uzdrowić to, co jest chore w małżeństwie i rodzinie.
Brak elementów pozytywnych
Wracając do pierwszego rozdziału – zauważono, że brakuje elementów pozytywnych. Jeżeli mówimy o obecnym „status quo” rodziny, nie można zbierać tylko elenchu rzeczy negatywnych. Trzeba zwrócić uwagę na pozytywne zmiany, jakie się dokonały w międzyczasie: większy szacunek dla osoby ludzkiej, większy stopnień dobrobytu, większy nacisk na wolność osobistą i religijną. Są to pewne znaki pozytywne, które też tworzą część kontekstu małżeńsko-rodzinnego. Gdy zaś idzie o część negatywną, omawiającą wyzwania pastoralne, brakuje tam odniesienia do problemów takich jak: emigracja, biotechnologia, aborcja, przemoc w rodzinie, skrajne ruchy feministyczne czy eutanazja. To są wszystko elementy negatywne, które trzeba umieścić w pierwszym rozdziale.
Potem pojawia się kwestia stosunku nauczania kościelnego do miłosierdzia. Było to już powtarzane kilka razy. Wygląda, jakby nauczanie Kościoła było do tej pory niemiłosierne, teraz natomiast zaczyna się nauczanie miłosierne. Trzeba wyjaśnić, że dotychczasowe nauczanie zawsze zakładało miłosierdzie, ale też nie uciekało od prawdy – co niektórym mogło się wydawać aktem niemiłosierdzia. Ten punkt powinien być dopracowany.
Podobnie też jest z problemem, może nieco mniejszym, dotyczącym małżeństw zawieranych między osobami różnych wyznań– czy to z prawosławnymi, czy z protestantami. Jakie to zjawisko pociąga za sobą konsekwencjei jakie jest nasze stanowisko wobec niego, biorąc pod uwagę ekumenizm? Jakie są też zobowiązania małżonków, zwłaszcza w sytuacji, gdy w pewnych krajach Kościół katolicki znajduje się w mniejszości i musi odnosić się do innych religii w prawdzie i w miłości.
Jest więc jeszcze dużo różnych rzeczy, które muszą być jeszcze przemyślane, żeby pierwsza faza Synodu skończyła się szczęśliwie i żebyśmy mogli dać ludziom do ręki pomoc, a nie sztuczne kule – które pozwalają ludziom chodzić, ale nie pozwalają swobodnie się poruszać.
+++
 
Tekst z bloga ks. abp. Stanisława Gądeckiego poświęconego III Nadzwyczajnemu Zgromadzeniu Ogólnemu Synodu Biskupów „Wyzwania duszpasterskie wobec rodziny w kontekście nowej ewangelizacji” 5-19 października 2014 r. (www.blog2014.archpoznan.pl). Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
 
Ksiądz abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski
 
 
KOMUNIA DLA ROZWIEDZIONYCH
Małżeństwo w pierwszych wiekach
Źródło siły Kościoła
 
DOKUMENTY MAGISTERIUM KOŚCIOŁA
DOKUMENTY DRUGIEGO SOBORU WATYKAŃSKIEGO
DOKUMENTY PIERWSZEGO SOBORU WATYKAŃSKIEGO
SOBORY KOŚCIOŁA POWSZECHNEGO
Interwencja św. Jana Pawła II

  

KOMENTARZE

  • PAPIEŻ FRANCISZEK - BASTA!!!!
    Papież na zakończenie Synodu: Basta! Macie rok na opamiętanie się! Pięciominutowe brawa dla Franciszka!


    Franciszek podsumował zakończony synod dla rodziny. - Jak w każdej wędrówce, były chwile, kiedy szybko podążano do przodu i chciano jak najszybciej dotrzeć do celu, ale były też momenty znużenia, kiedy przychodziła ochota, by powiedzieć: „dosyć”. Obok chwil, które były źródłem pocieszenia i otuchy, były też momenty strapienia i napięć – przyznał Ojciec Święty.

    Te słowa to jasny sygnał, że droga, którą usiłowały narzucić niektóre środowiska sugerujące, że komunię święta powinni otrzymywać rozwodnicy i osoby żyjące w związkach niesakramentalnych, jest niewłaściwa.

    Tęczowe rozwiązania i podpowiedzi szatana podczas obrad Synodu zostały jednoznacznie przekreślone. Dokoment podsumowujący obrady opracowany został na podstawie opinii przedstawionych przez 10 grup językowych, w których obradowali ojcowie w drugim tygodniu synodu. Głosowano nie nad całością dokumentu, lecz nad jego poszczególnymi częściami. Trzy części nie uzyskały wymaganej liczby głosów.

    „O dobrym poziomie tego dokumentu świadczy to, że na 62 punkty, tylko trzy zostały odrzucone – powiedział cytowany przez Radio Watykańskie ks. abp Stanisław Gądecki. – To znaczy punkt 52, 53 i 55. Najmniej głosów zyskał punkt 52, o tych, którzy się rozwiedli i zawarli nowe związki cywilne i którzy mieliby być dopuszczeni do sakramentu pojednania i Eucharystii w niezgodzie z dotychczasową praktyką Kościoła. Ten punkt stanowił takie oko cyklonu w całej medialnej propagandzie, która towarzyszyła synodowi i poprzedziła go. Odrzucony też został punkt 53, który mówi o komunii duchowej, która mogłaby zastąpić komunię materialną, ale jednocześnie budzi znaki zapytania, bo jeśli mogą przystępować do komunii duchowej, to dlaczego nie do sakramentalnej. I wreszcie odrzucony został punkt 55, który dotyczy osób o orientacji homoseksualnej. Mimo, że ten punkt został dość dobrze sformułowany i oddawał sens wypowiedzi ojców synodalnych. Mimo to jednak został odrzucony” - relacjonuje Przewodniczący KEP.

    Dodajmy: zabrakło dwóch głosów - (głosowało 180 ojców, 118 za, 62 przeciw. 2/3 wynoszą 120 głosów).

    Z kolei Papież na kończenie Synodu szczegółowo wyliczył wszystkie pokusy, z którymi musieli się zmierzyć ojcowie synodalni w czasie tego posiedzenia.

    „Pokusa wrogiej nieustępliwości, czyli trzymać się tego, co napisane, i nie pozwalać Bogu, by nas zaskoczył, Jemu, który jest Bogiem niespodzianek – powiedział papież. – Trzymać się prawa, pewników, tego, co znamy, a nie tego, czego mamy się jeszcze nauczyć i co mamy osiągnąć. W czasach Jezusa była to pokusa zelotów, skrupulantów, zapaleńców, a dziś tak zwanych tradycjonalistów, a także intelektualistów. Dalej pokusa «buonizmu» – zgubnej pobłażliwości, która w imię zwodniczego miłosierdzia pozostawia niezagojone i niewyleczone rany; zajmuje się objawami, a nie przyczynami. Jest to pokusa ludzi pobłażliwych, zalęknionych oraz tak zwanych progresistów i liberałów”.

    Papież wspomniał o pokusie przemienienia kamienia w chleb, aby przerwać post, który trwa zbyt długo, zbyt nam ciąży i doskwiera. Ale jest też pokusa przemiany chleba w kamień, by rzucić nim w grzeszników, słabych i chorych, czyli przemienić go brzemię nie do uniesienia.

    „Dalej pokusa zejścia z krzyża, aby zadowolić ludzi, zamiast pozostać na nim, by wypełnić wolę Ojca; pokusa ulegania duchowi świata, zamiast oczyszczać go podporządkować Duchowi Bożemu – mówił Papież. – Dalej pokusa zaniedbywania depositum fidei – depozytu wiary, jakby się nie było jego stróżami, lecz właścicielami i panami. A z drugiej strony pokusa nie liczenia się z rzeczywistością, posługiwania się językiem bardzo skrupulatnym i gładkim, by mówiąc dużo niczego nie powiedzieć!”

    Franciszek podkreślił, że te pokusy nie powinny nas lękać ani zniechęcać, bo sam Jezus był kuszony przez Belzebuba. - Osobiście byłbym zmartwiony, gdyby nie było tych pokus i burzliwych dyskusji – powiedział Ojciec Święty. Dodał, że wszystko to trzeba było przeżywać w spokoju, ponieważ Synod odbywa się cum Petro et sub Petro – z Piotrem i pod Piotrem, a obecność Papieża jest rękojmią dla wszystkich. Franciszek przyznał, że to jego obowiązkiem jest zachowanie jedności Kościoła.

    Odnosząc się do dokumentu końcowego, stwierdził, że wiernie oddaje on wypowiedzi i dyskusje na synodzie. Zostanie on przekazany episkopatom jako lineamenta do kolejnego synodu. Przed Kościołem otwiera się zatem rok duchowego rozeznania – powiedział Papież na zakończenie obrad synodalnych.

    Papieskie przemówienie na zakończenie Synodu księża biskupi nagrodzili prawie pięciominutowymi oklaskami.

    Michał Polak
    http://www.prawy.pl/wiara/7248-papiez-na-zakonczenie-synodu-basta-macie-rok-na-opamietanie-sie-pieciominutowe-brawa-dla-franciszka
  • Synod - zamieszanie i pytania zostają
    
Myślę, że większość osób w Kościele odetchnęła nieco z ulgą. Ja też. Wprawdzie dzisiejsza konferencja prasowa w Watykanie nie usunęła do końca przerażenia, jakie widziałam w oczach - i słyszałam w słowach - wielu osób pytanych w ostatnich dniach o synod - i o sam Kościół. Nie wiadomo też czy zamieszanie, jakie zafundował nam zespół przygotowujący podsumowanie pierwszego tygodnia obrad minie po publikacji - jeżeli zezwoli na to papież - końcowej relacji z synodu. Obawiam się, że to zamieszanie będzie trwało do przyszłorocznego synodu o rodzinie, a zapewne i dużej. Niemniej, okazało się, że to, co słyszeliśmy na zakończenie pierwszego tygodnia było opinią mniejszości uczestników synodu i było nie tylko klasycznym przykładem rozmiękczania Kościoła od wewnątrz - jesteśmy tego świadkami od dawna, jak i naciskow z zewnątrz - ale co gorsze próbą manipulacji samymi uczestnikami synodu.


    Podzielam opinię, że to, co proponował kard. Marx z biskupami niemieckimi było niczym innym jak drogą prowadzącą nie do pogłębienia rozumienia doktryny Kościoła - jak tłumaczył, bo doktryna, rzeczywiście, się rozwija przez wieki - ale de facto do jej zaprzeczenia. Do podważenia tego, co jest zapisane w Ewangelii na temat małżeństwa kobiety i mężyczyny i co Biblia mówi na temat czynnego homoseksualizmu. Dlatego też Kościół nie może pójść tą drogą, jeżeli nie chce zaprzeczyć samemu sobie, a przede wszystkim zaprzeczyć nauczaniu Jezusa. 


    Wiele w ostatnich dniach padło argumentów za i przeciw propozycjom - nazwijmy umownie - biskupów niemieckich (bo nie kard. Schoenborna z Wiednia, co jak błędnie dziś próbuje przedstawić Jarosław Mikołajewski w GW). Wśród tych pierwszych są głównie argumenty natury socjologicznej i kulturowej. Mnie się zdaje, że spór dotyczy rzeczy podstawowej i najgłębszej - na co też się wskazuje - zanikania poczucia grzechu. Spór dotyczy tego czy uznajemy istnienie grzechu czy nie. Jeżeli mamy takie poczucie, to będąc nawet na dnie, chcemy z tego wyjść, nawrócić się. I tak było w Kościele przez wieki - grzeszyli przed nami, grzeszymy my i grzeszyć będą następni. Ale te ludzkie losy były i są nie tylko historiami upadków, ale i nawróceń. Jeżeli natomiast uznamy, że grzech nie istnieje, że jeden punkt dekalogu nie obowiązuje, bo tak dzisiaj żyje świat, to znaczy, że wszystkie inne także można wykreślić. Możemy zarzucić wtedy cały dekalog i całą ewangelię - bo dlaczego nie? 
Oczywiście, problem istnieje, gdyż to co o małżeństwie mówi kultura zachodnia - bo to głównie jej dotyczy - jest w poprzek wskazań ewangelii. Tym bardziej trzeba nam dzisiaj lepszego duszpasterstwa szczególnie małżeństw, lepszego języka, który nazywając rzeczy po imieniu nie będzie ranił godności człowieka, lecz pomagał mu w drodze do zbawienia. Bo na tym właśnie polega miłosierdzie. Jezus mówił, abyśmy nie obrzucali się wzajemnie kamieniami, bo nie ma człowieka bez grzechu, ale nie mówił też: idź i grzesz dalej. (Dlatego na marginesie: nie podoba mi się ks. Jacku używanie przez Księdza słowa: gnój dla opisu grzeszności człowieka. To słowo nie pomaga, ono wdeptuje w ziemię.)

    
I jeszcze jedna rzecz. Jakoś niepostrzeżenie chyba dla samych sobie dajemy sobie wmawiać, że jednym z największych problemów w Kościele jest dzisiaj jakoby podejście do homoseksualistów. Kiedy zapytałam znajomego księdza, optującego za zmianą tego podejścia, co ma na myśli, odpowiedział: „no, na bardziej ewangeliczne”, ale na dalsze pytanie, co to konkretnie znaczy - nie dał odpowiedzi. Homoseksualiści są członkami Kościoła, są księża o takiej orientacji, znane jest nauczanie Kościoła o homoseksualistach - potępiające czyny, a nie człowieka - i to, co mówi Ewangelia o aktach homoseksualnych. Nie wiem czy ów ksiądz popiera to, o co w istocie chodzi lobby homoseksualnemu - o to, by Kościół uznał i pobłogosławił związki homoseksualne. O to toczy się przecież gra.

    Jestem przekonana, że wprowadzenie zmian tak daleko idących, jak proponują biskupi niemieccy nie uratuje Kościoła. Nie zapełni kościołów katolickich, choć przecież prawdę mówiąc nie to jest nawet najważniejsze, ale zbawienie ludzi. Słyszę, że być może powodem postulatów biskupów niemieckich, gdzie podobna dyskusja toczy się od lat kilkudziesięciu, jest głównie troska o zahamowanie procesu wypisywania się z Kościoła, co ma realny wymiar materialny - spadek wpływów z podatku kościelnego. Mam nadzieję, że to tylko pomówienia

    http://areopag21.pl/areopag21/artykul_5004_synod---zamieszanie-i-pytania-zostaja.html#.VEQKUBVWsyg.facebook

    http://gloria.tv/media/ut3nbyJA89n

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY

więcej