Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
437 postów 1425 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Rozważania o państwie i narodzie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rozważania o państwie i narodzie w czasach pomieszania powszechnego

Rozważania o państwie i narodzie
 
Leon XIII wiedział, że do zapewnienia normalnego rozwoju ludzkich działań, zarówno duchowych, jak i materialnych, jedne i drugie bowiem są niezbędne, konieczna jestzdrowa teoria Państwa 89 . Dlatego w jednym z punktów encykliki Rerum novarum przedstawia on organizację społeczeństwa opartą na trzech władzach - prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej - co w tamtych czasach było nowością w nauczaniu Kościoła90 . Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada "państwa praworządnego", w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi.
Koncepcji tej w czasach współczesnych przeciwstawił się totalitaryzm, który, w formie marksistowsko-leninowskiej, utrzymuje, że niektórzy ludzie z racji głębszej znajomości praw rozwoju społeczeństwa, szczególnej pozycji klasowej czy kontaktu z najgłębszymi źródłami kolektywnej świadomości nie mylą się, a zatem mogą sobie rościć prawo do sprawowania władzy absolutnej. Trzeba dodać, że totalitaryzm rodzi się z negacji obiektywnej prawdy: jeżeli nie istnieje prawda transcendentna, przez posłuszeństwo której człowiek zdobywa swą pełną tożsamość, to nie istnieje też żadna pewna zasada, gwarantująca sprawiedliwe stosunki pomiędzy ludźmi. Istotnie, ich klasowe, grupowe i narodowe korzyści nieuchronnie przeciwstawiają jednych drugim. Jeśli się nie uznaje prawdy transcendentnej, triumfuje siła władzy i każdy ciąży do maksymalnego wykorzystania dostępnych mu środków, do narzucenia własnej korzyści czy własnych poglądów, nie bacząc na prawa innych. Wówczas człowiek jest szanowany tylko na tyle, na ile można się nim posłużyć do własnych egoistycznych celów. Tak więc, nowoczesny totalitaryzm wyrasta z negacji transcendentnej godności osoby ludzkiej, będącej widzialnym obrazem Boga niewidzialnego i właśnie dlatego z samej swej natury podmiotem praw, których nikt nie może naruszać: ani jednostka czy grupa, ani też klasa, naród lub państwo. Nie może tego czynić nawet większość danego społeczeństwa, zwracając się przeciwko mniejszości, spychając ją na margines, uciskając, wyzyskując czy usiłując ją unicestwić91 . Św. Jan Paweł II Centesimus Annus
 
Państwo czy instytucja
 
Tok myśli kard. Augusta Hlonda jest niezwykle przejrzysty i konsekwentny.Państwo, o którym pisze, nie jest tworem dowolnych decyzji, ale jest konsekwencją natury ludzkiej, a zatem jest podporządkowane prawu naturalnemu.
 
Dlatego ma swój wymiar nie tylko prawny, ale i etyczny.
 
Dziś widzimy, choćby w dobie tzw. afery taśmowej, jak bardzo ścisłe jest to powiązanie.
 
Dla władzy, która odrzuca prawo naturalne jako fundament państwowości, a przyjmuje jako ten fundament układ sitwy, nie liczy się ani prawo, ani tym bardziej etyka życia politycznego.
 
To dlatego człowiek, który szydzi z obywateli swego państwa, może nadal być wysokim urzędnikiem państwowym, a zarazem może być w przestrzeni tzw. etyki Kalego traktowany jako salonowiec.
 
Bardzo istotny, może wręcz najważniejszy, przywołany w dzisiejszym fragmencie listu Augusta Hlonda jest problem stosunku państwa do Boga. Kardynał stwierdza wprost, że „Państwo[…] nie może się rządzić, jakby Boga nie było”. To zdanie koliduje z dzisiejszymi poglądami na temat „neutralności” państwa, na temat jego świeckości i laickości, na temat pluralizmu światopoglądowego.
 
Rzecz charakterystyczna, że te same głosy, które próbują wyrzucić Boga z przestrzeni życia politycznego, wyrzucają wraz z Nim rozum! Jak bowiem traktować choćby tak bardzo głośną dziś tzw. sprawę prof. Chazana. Profesor medycyny i dyrektor szpitala zostaje osądzony za kierowanie się sumieniem, które dla niego jest głosem Boga w człowieku. Odrzucenie tego miejsca dialogu Boga z człowiekiem sprawia, że naganne staje się ratowanie życia ludzkiego, a preferowane jest zabicie nienarodzonego.
 
Naganna jest pomoc kobiecie w zostaniu matką i przeżyciu wyjątkowo bolesnej, ale zarazem absolutnie uczłowieczającej żałoby, a godna pochwały jest pomoc w zabiciu dziecka.
 
Prymas Hlond przypomina słowa Leona XIII:Państwa nie mogą bez zbrodni tak się rządzić, jak gdyby Boga wcale nie było”. Jeśli komuś te słowa wydadzą się archaiczne, może sięgnąć po bardzo współczesne słowa Benedykta XVI:Bez korekt, jakie daje religia, także rozum może paść ofiarą wypaczeń, tak jak ma to miejsce wówczas, kiedy jest manipulowany przez ideologię lub używany w sposób stronniczy, nieuwzględniający w pełni godności osoby ludzkiej” (Przemówienie w Parlamencie Brytyjskim, 17.09.2010).
 
Bezcenne stają się dzisiaj słowa Prymasa Hlonda o etycznym wymiarze państwa – „zło nie staje się moralne i dozwolone przez to, że się go dopuszcza Państwo, albo że się je popełnia z ramienia lub na rzecz Państwa”. Bezcenne powinny być dla tych, którzy po katastrofie smoleńskiej mówili, że zadaniem rządu i państwa polskiego jest „wygrać prawdę” (Donald Tusk w Sejmie).
 
Otóż „wygrać prawdę” oznacza podporządkować prawdę utylitarnym celom, to znaczy traktować politykę jako technikę sprawowania władzyzdobyć ją i utrzymać za wszelką cenę.Ale – jak zauważa Prymas Hlond: „Państwo nie stoi poza etyką, tak jak nie stoi ponad nią”. Jeśli próbuje stawać – nie jest państwem, ale instytucją kierowaną przez sitwę.
 
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr
 
 
45.  Kultura i praktyka totalitaryzmu niosą z sobą także negację Kościoła. Państwo czy też partia, które utrzymują, że mogą realizować w historii dobro absolutne i które siebie stawiają ponad wszelkimi wartościami, nie będą tolerowały uznawania obiektywnego kryterium dobra i zła, innego aniżeli wola sprawujących władzę, które w określonych okolicznościach może stać się podstawą osądu ich zachowań. To właśnie dlatego totalitaryzm stara się zniszczyć Kościół, a przynajmniej podporządkować go sobie i uczynić z niego narzędzie swego aparatu ideologicznego92 .
Państwo totalitarne dąży również do wchłonięcia narodu, społeczeństwa, rodziny, wspólnot religijnych i poszczególnych osób. Broniąc własnej wolności, Kościół jednocześnie broni osoby ludzkiej, która ma bardziej słuchać Boga niż ludzi (por. Dz 5,29), rodziny, różnych społecznych organizacji i narodów, bowiem im wszystkim przysługuje własny zakres autonomii i suwerenności. Św. Jan Paweł II Centesimus Annus
 
Grzech współczesnej władzy
 
Kardynał Hlond, pisząc swój list w 1932 r., przedstawił zasady, które zyskują na aktualności w roku 2014. Podkreślając, że państwo wywodzi się z natury człowieka, a nie z woli i umowy sił politycznych, sprzeciwia się koncepcji Lewiatana, powstałego w wyniku określonych konwencji i podporządkowującego sobie wolę i prawa innych.
 
Dzisiaj te uwagi zyskują na znaczeniu, zwłaszcza w dobie takich tez, jakie stawia np. prof. minister Fuszara:Bez gender nie można być w Unii”. Otóż problem w tym, że to nie Unia determinuje kształt życia rodzinnego, społecznego, etycznego. To nie Unia ani władza parlamentarna jest absolutnym Lewiatanem, który określa totalnie wszystko.
Jednocześnie ksiądz Prymas wyraźnie wskazuje na granice władzy państwowej. Choć jest ona suwerenna w zakresie rządzenia państwem, to nie jest absolutna. Jej granicą jest dobro wspólne obywateli– pojęcie niezwykle ważne w myśli społecznej Kościoła i bardzo dzisiaj niepopularne.
 
Dobro wspólne winno określać cele polityki państwa, Unii, społeczności międzynarodowej. Nie jest ono prostą sumą indywidualnych dóbr, zracjonalizowanym bilansem korzyści tworzących wspólne dobro, ale jest „sumą tych warunków życia społecznego, w jakich ludzie mogą pełniej i szybciej osiągnąć swoją osobistą doskonałość(św. Jan XXIII).
 
Pisząc o dobru wspólnym, ks. kard. Hlond bardzo wyraźnie wskazuje na dwa jego bieguny – jednostkę i społeczność.
 
Najpierw i przede wszystkim podkreśla podmiotowość osoby ludzkiej. Wymienia też grzechy państwa przeciw tej podmiotowości: „Daleko gorzej, jeżeli Państwo nakłada obywatelom nieznośne ciężary, jeżeli się do nich wrogo odnosi, jeżeli ich ciemięży, jeżeli nimi systemem terrorystycznym rządzi, jeżeli im poglądy i przekonania narzuca, jeżeli w dziedzinę wierzeń religijnych wkracza i sumieniom gwałt zadaje”.
 
Grzechem śmiertelnym współczesnej władzy, czy też sitwy, jest arogancja wobec obywateli, jest pogarda dla różnego typu „moherów” jako strażników wartości moralnych i patriotycznych i promowanie patologii moralnych. Batalia, którą rządzący wytoczyli wobec niezawisłych sumień obywateli, jest tego dobitnym przykładem.
 
Wyrazem troski o podmiotowość obywatela jest zakaz interwencjonizmu państwowego i sprawiedliwość społeczna, która sprawia, że państwonie powinno darzyć pewnych grup szczególnymi względami z krzywdą dla innych. Dzielenie obywateli na uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych lub, co gorsza, na obywateli o pełnych prawach i na tolerowanych czy wyjętych spod prawa, jest przejawem niezdrowym i szkodliwym”.
 
Wyrazem interwencjonizmu nie musi być tylko i wyłącznie sfera ekonomiczna i gospodarcza. O wiele bardziej niebezpieczna jest sfera ideowa i światopoglądowa.
 
Państwo, które próbuje narzucić system edukacji seksualnej, które usiłuje wbrew racjonalności promować pary homoseksualne jako małżeńskie, które nie toleruje krzyża na Krakowskim Przedmieściu, ale zmusza do tolerancji i afirmacji tęczy jako znaku gejowskiego, takie państwo kpi z obywateli. Wyraża arogancję wobec podmiotu jednostki, a zawłaszcza nią – w sposób totalny, totalitarny.
 
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr
 
Autor jest teologiem moralistą, etykiem, wykładowcą na UAM w Poznaniu oraz w WSKSiM w Toruniu.
 
 
46.  Kościół docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów, a także - kiedy należy to uczynić - zastępowania ich w sposób pokojowy innymi93 . Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych partykularnych korzyści albo dla celów ideologicznych przywłaszczają sobie władzę w państwie.
Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. Wymaga ona spełnienia koniecznych warunków, jakich wymaga promocja zarówno poszczególnych osób, przez wychowanie i formację w duchu prawdziwych ideałów, jak i "podmiotowości" społeczeństwa, przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności. Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm, ci zaś, którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej. W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.Św. Jan Paweł II Centesimus Annus
 
Siła jednocząca rozbitków
 
Przeżywamy wielkie dni sierpniowe. Jesteśmy przed świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Nazwa liturgiczna tej uroczystości odnosi się do prawdy i atrybutu Matki Najświętszej: po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do Nieba. Do tej nazwy liturgicznej w naszej tradycji dołączamy tytuł: Matka Boża Zielna, ze szczególnym podziękowaniem za plony ziemi.Historią zwycięstw z wojny bolszewickiej przypominają obchody święta Oręża Polskiego. Bardzo bogaty dzień, utrwalony w takim wymiarze w polskiej tradycji, że nawet wieloletni nacisk ateizmu bolszewickiego, który zniósł to święto, nie wygasił uroczystych obchodów religijnych i patriotycznych. Doczekaliśmy się przywrócenia pełnego blasku tego dnia, ale „mistrzowie nowego programu laicyzmuprzygotowują bardziej przebiegłe i niemniej skuteczne metody zagłuszania naszej świadomości i odrywania umysłów od bogatych jego treści.
Skąd bierze się ta konsekwentna nieprzyjaźń, która czyha na „piętę Niewiasty, co zrodziła Zbawiciela” (Rdz 3,15). Inżynierowie nowego ładu społecznego znają wagę tego dnia i dlatego tak mobilizują wszystkie siły, ażeby w niepamięć poszła nasza historia i obyczaje pracowitych ludzi.
 
O roli kultu Matki Najświętszej i centralnym znaczeniu duchowej stolicy Polski, Jasnej Góry, pisał z więzienia Prymas Tysiąclecia Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński. Przeczytajmy kilka zdań z jego listu z dnia 24 czerwca 1956 roku. Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, a w nastrojach społecznych pełna napięcia atmosfera, która wywołała wydarzenia czerwcowe w Poznaniu, śmierć wielu niewinnych osób i próby uwolnienia Polski spod jarzma bezbożnego systemu. Pisze ksiądz Prymas: „Tak mocno wierzę w to, że Opatrzność dała Polsce dodatkową pomoc wiążącą Naród w trudnych chwilach. Jasna Góra jest tą ostatnią deską ratunku dla Narodu. Występuje w sposób szczególny widocznie wtedy, gdy jest ciężko i gdy już znikąd zda się nie widzieć ratunku. W takich chwilach Wasza pomoc od Tronu Królowej Polski jest tą siłą jednoczącą rozbitków, którą uznają nawet nieprzyjaciele Boga i Narodu”. Na potwierdzenie głosu nieprzyjaciół cytuje ksiądz Prymas fragment z dziennika Hansa Franka: Święta z Częstochowy i Kościół, który dla polskich umysłów jest centralnym punktem zbornym, promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła.
Pisze dalej Prymas Tysiąclecia: „Jasna Góra musi mieć dłuższe ramiona, by dosięgnąć wszędzie, gdzie władztwo Królowej Polski sięga. Trzeba związać bliżej jeszcze Naród cały z Jasną Górą. Chodzi mi szczególnie o inteligencję naszą, tak słabą, tak żyjącą zaledwie okruchami ze Stołu ewangelicznego, a jednak tak religijną, choć na swój sposób, i kochającą Matkę Bożą. Nasze obecne przeżycia wskazują na to, że inteligencja polska, choćby istotnie była teologicznie niewyrobiona, to jednak na Kościół patrzy oczyma narodowej racji stanu. Możemy widzieć błędy i braki tego patrzenia, ale możemy nie widzieć, że jest to doniosły dla Kościoła Bożego punkt wiążący, dzięki któremu schizma i herezja są w Polsce niemożliwe… nie jest możliwa ateistyczna apostazja Narodu”. To jest optymizm Prymasa Tysiąclecia, Sługi Bożego. Wskazujący na rolę kultu Matki Najświętszej i rolę Jasnej Góry.
 
Trzeba przeczytać odpowiednie zapiski z więzienia, ażeby zorientować się, czy czasy nasze przy zmasowanym ataku na wolnego człowieka, myślącego człowieka, można kwalifikować jako te, które jednoczą rozbitków, które potrzebują centralnego punktu dla umysłów, a które potrafią mobilizować ludzi dobrej woli i bronić się przed takim zagrożeniem.
 
Wystarczy spojrzeć na program pielgrzymek, zwłaszcza pieszych, i zestawić owoce pielgrzymowania z wołaniem Kościoła o nową ewangelizację.
 
Kto bierze udział albo z bliska widzi skutki przejścia dziesiątek tysięcy pątników przez ziemie polskie, może wprost kojarzyć, jak bardzo te pieśni i świadectwa wypełniają to, co stawiamy jako program ewangelizacji ulicznej, nawiedzania domów ze Słowem Bożym i głoszenia optymizmu Zmartwychwstania Chrystusa.
 
Jest administracyjny nacisk, próba zagłuszenia odsłoniętego patologicznego egoizmu i wulgarnym językiem ustalanych planów władzy. To budzi zmobilizowany front obrony. Narodowa racja stanu, o której mówił Prymas Tysiąclecia w kontekście aktywności środowisk inteligenckich, staje się programem podejmowanym przez coraz to młodszych i coraz to szerzej reprezentowanych Polaków. Jest to koło ratunkowe, które Polska rzuca cywilizacji zachodnio-atlantyckiej, zdawałoby się katastroficznie dążącej do całkowitego unicestwienia.Bogata oferta mediów katolickich, chociażby niedzielny magazyn „Naszego Dziennika”, z iluż głosami niezwykle kompetentnych osób, z ks. prof. Czesławem Bartnikiemna czele. Gratulujemy osiemdziesiątych piątych urodzin Mistrzowi słowa, pióra i aktywności naukowej. W sposób szczególny dziękujemy za personalizm i teologię Narodu, którą zajął się nie tylko na poziomie warsztatu uniwersyteckiego, ale dociera pod szeroko rozumiane polskie strzechy.
 
Ks. bp Stanisław Stefanek TChr
 
Kościół nie zamyka bynajmniej oczu na niebezpieczeństwo fanatyzmu czy fundamentalizmu tych ludzi, którzy w imię ideologii uważającej się za naukową albo religijną czują się uprawnieni do narzucania innym własnej koncepcji prawdy i dobra. Prawda chrześcijańska do tej kategorii nie należy. Nie będąc ideologią, wiara chrześcijańska nie sądzi, by mogła ująć w sztywny schemat tak bardzo różnorodną rzeczywistość społeczno-polityczną i uznaje, że życie ludzkie w historii realizuje się na różne sposoby, które bynajmniej nie są doskonałe. Tak więc metodą Kościoła jest poszanowanie wolności przy niezmiennym uznawaniu transcendentnej godności osoby ludzkiej 94 . Wolność jednak w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych. Chrześcijanin żyje wolnością (por. J 8,31-32) i służy jej zgodnie z misyjną naturą swego powołania, ofiarowując innym prawdę, którą sam poznał. W dialogu z innymi ludźmi, baczny na każdy fragment prawdy, obecny w konkretnym życiu i w kulturze poszczególnych osób oraz Narodów, nie przestaje potwierdzać tego, co poznał dzięki wierze i właściwemu używaniu rozumu95 . Św. Jan Paweł II Centesimus Annus
 
PAJDOKRACJA WARIANT ZASTĘPCZY
Rewolucja młodzieżowa
Dr Marek Czachorowski
 
Zapraszani na Woodstock niektórzy duszpasterze opowiadają, że zgromadzona młodzież to sól ziemi, przyszłość Narodu i Kościoła, jak to ostatnio obwieścił ks. Lemański. Czyżby zatem pielgrzymki na Jasną Górę pogubiły się duchowo i zamiast do Częstochowy powinny skręcać do Kostrzyna nad Odrą? Cóż o tej imprezie mówi sama jej nazwa i zgodny z nią program?
 
Przystanek Woodstock celebruje wydarzenia rewolucji cywilizacyjnej lat sześćdziesiątych, której szczególnym symbolem było pojawienie się tłumów amerykańskiej młodzieży na Festiwalu Woodstock w 1969 roku. Było to jednak najpierw wydarzenie polityczne, a nie muzyczne.Dzisiaj zbieramy jego owoce. Młodzież to zawsze podatne narzędzie w rękach rozmaitych spryciarzy. Rewolucją młodzieżową zainteresowali się od razu światowi politycy, jak opowiada sam John David Rockefeller III w swojej książce „Druga Amerykańska Rewolucja”. Ta rewolucja młodzieżowa to poprawka czy raczej dokończenie pierwszej rewolucji amerykańskiej. Deklaracja niepodległościzawiera wszak cytat z dzieła Johna Locke’a, iż „każdy człowiek pragnie szczęścia”, a rozumiane jest ono przez tego nowożytnego filozofa jako doznawanie przyjemności. Same pieniądze takiego „szczęścia” nie dają, konieczna jest jeszcze rozrywka seksualna i coś na późniejsze posklejanie psychiki.
 
Nasza młodzież już z internetu wie, że na Woodstock o rozrywkę seksualną nie będzie trudno, a o higienę zadbają dziewczęta z „Pontonu”, rozdające prezerwatywy, oraz organizujący pokazy sposobu ich używania.Dziewczętami opiekują się oczywiście dorośli z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, organizacji dofinansowywanej przez aborcyjną międzynarodówkę, oraz dorośli z Towarzystwa Rozwoju Rodziny. Akcję opatrzono kryptonimem „Miłość, młodość i odpowiedzialność”, fałszując w ten sposób duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II, zawarte w jego książce „Miłość i odpowiedzialność”.
 
Sami cudzołożnicy najlepiej wiedzą, jak samotnie i jaka trwoga jest w cudzym łożu.
 
Świat seksualnej rozrywki nie może się zatem obejść bez jakiejś psychicznej protezy. Woodstockowa rewolucja ze swojej istoty promuje zatem rozmaite substancji odurzające. Nauczycielem Ameryki był i od tej strony Zygmunt Freud. Jego zdaniem, narkotyczne odurzenie to „najbardziej skuteczna metoda” uśmierzania cierpienia, i z tego powodu „zarówno jednostki, jak i całe ludy przyznały im stałe miejsce w swej ekonomii libidalnej”i „coś tego rodzaju jest niezbędne”. Na Woodstock nad Odrą reklamę odlotów rozumu powierzono w tym roku hiszpańskiemu zespołowi muzycznemu, który za zimowe serduszka próbował śpiewać utwór „Cannabis”, żądający legalizacji odurzających substancji z konopi. Rozradowana młodzież tym utworem, żenującym od strony muzycznej, potwierdza opinię Charles’a Baudelaire’a, że po haszyszu byle co wydaje się arcydziełem. Ale i tutaj znajdziemy dorosłych spryciarzy. Za rządów Baracka Obamy państwo przejęło zyski z handlu marihuaną w stanach Kolorado i Waszyngton, a akcji na całym świecie „patronuje” fundacja George’a Sorosa, od lat wyliczająca dobrodziejstwa finansowe płynące z legalizacji narkotyków.
 
Koniecznym elementem młodzieżowej rewolucji jest także muzyka, lekceważona przez twórców totalitarnego komunizmu, ale doceniana w III Rzeszy. Zdaniem angielskiego historyka Paula Johnsona, Hitler uwiódł Niemców ich wrażliwością muzyczną. W każdym obozie koncentracyjnym tworzono orkiestry składające się ze znakomitych muzyków i ich produkcja to stały element tego piekła na ziemi. Tak było też w Auschwitz: „Muzyka towarzyszyła wszystkim oficjalnym okazjom, przemowie lagerführera, transportom, a nawet wieszaniu skazańca[…]. Grano nawet na dziedzińcu krematorium”. Także trzeci totalitaryzm, opisany przez Aldousa Huxleya w „Nowym wspaniałym świecie”, ma za swoje spoiwo nie tylko seksualną rozrywkę i somę, legalny narkotyk, ale także koncerty szczególnej muzyki, przypominające nam współczesne rockowe koncerty.
 
Są zatem bardzo poważne powody, aby nie mieć dobrych wspomnień orewolucji młodzieżowej”.
 
47.  Po upadku totalitaryzmu komunistycznego i wielu innych ustrojów totalitarnych i tak zwanych systemów "bezpieczeństwa narodowego", obserwuje się dzisiaj dominację - co prawda nie wolną od sprzeczności - ideału demokratycznego, który łączy się z zainteresowaniem i troską o prawa człowieka. Właśnie dlatego te narody, które reformują swoje systemy, muszą demokracji zapewnić autentyczne i mocne fundamenty poprzez wyraźne uznanie tych praw96 . Wśród zasadniczych należy przede wszystkim wymienić prawo do życia, którego integralną częścią jest prawo do wzrastania pod sercem matki od chwili poczęcia; prawo do życia w zjednoczonej wewnętrznie rodzinie i w środowisku moralnym sprzyjającym rozwojowi osobowości; prawo do rozwijania własnej inteligencji i wolności w poszukiwaniu i poznawaniu prawdy; prawo do uczestniczenia w pracy dla doskonalenia dóbr ziemi i zdobycia środków utrzymania dla siebie i swych bliskich; prawo do swobodnego założenia rodziny oraz przyjęcia i wychowania dzieci, dzięki odpowiedzialnemu realizowaniu własnej płciowości. Źródłem i syntezą tych praw jest w pewnym sensie wolność religijna, rozumiana jako prawo do życia w prawdzie własnej wiary i zgodnie z transcendentną godnością własnej osoby 97 .
Także w krajach, gdzie obowiązują demokratyczne formy rządów, prawa te nie zawsze w pełni są respektowane. Odnosi się to nie tylko do gorszącej sprawy sztucznych poronień, ale również do różnych aspektów kryzysu systemów demokratycznych, które niekiedy, jak się wydaje, zatraciły zdolność podejmowana decyzji zgodnych z dobrem wspólnym. Niekiedy postulaty społeczeństwa rozpatruje się nie przy użyciu kryteriów sprawiedliwości i moralności, ale raczej biorąc pod uwagę siłę wyborczą lub finansową stojących za nimi grup. Tego rodzaju odstępstwa od zasad moralności politycznej prowadzą z czasem do zniechęcenia i apatii, a w konsekwencji do zaniku zaangażowania politycznego i ducha obywatelskiego ludności, która czuje się poszkodowana i zawiedziona. Wynika stąd coraz większa niezdolność do włączania korzyści partykularnych w konsekwentny obraz dobra wspólnego, które nie jest zwykłą sumą korzyści partykularnych, ale wymaga ich oceny i pogodzenia w oparciu o sprawiedliwą hierarchię wartości i w ostatecznym rozrachunku, o właściwe zrozumienie godności i praw osoby 98 .
Kościół respektuje słuszną autonomię porządku demokratycznego i nie ma tytułu do opowiadania się za takim albo innym rozwiązaniem instytucjonalnym czy konstytucyjnym. Wkład, który w ów porządek wnosi, polega na takim zrozumieniu godności osoby, jakie w całej pełni objawia tajemnica Słowa Wcielonego99 .Św. Jan Paweł II Centesimus Annus
 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej