Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
458 postów 1677 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Moje komentarze

  • Głowa do góry Krzysztofie - czyli "niosący Chrystusa"
    Warszawski prezydent elekt Trzaskowski już zapowiedział tłumne przyjęcie do Stolicy nachodźców z Azji i Afryki.

    Wraz z Sorosem opracowali nawet 500 Plus na każdą kozę ;)
    Nie martwi mnie PiS, martwi mnie Polska
  • @Rebeliantka 09:39:56
    Na pewno producenci futer i kilkadziesiąt tysięcy pracowników i kooperantów i pewnie do tego parę razy tyle, mnożąc tą liczbę przez krewnych i znajomych ludzi z tej branży, którym pozbawia się miejsc pracy i biznesów POSZLI TŁUMNIE GŁOSOWAĆ NA ZOO-FILSKI PIS ;)

    Niech więc na humanizatorów zwierząt głosują kaczki dziwaczki ;)
    Niezadowoleni
  • @Murzynio 02:07:00
    Janusz Korwin-Mikke, prezes partii Wolność i były europoseł, zabrał głos po ogłoszeniu wyników wyborów na Prezydenta Warszawy. Korwin-Mikke zdobył zaledwie 1 procent głosów warszawiaków. W pierwszej turze zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski, na którego głosowało 54 procent.

    Korwin-Mikke zabrał już głos na twitterze, w swoim najnowszym wpisie uzasadnia swój słaby wynik w wyborach. „Ludzie piszą, że głosowali tak,by nie wygrał ten komunista Jaki. Ale mogli to zrobić w II turze…” – napisał na Twitterze.
    https://nczas.com/2018/10/21/dlaczego-korwin-mikke-mial-tak-slaby-wynik-ludzie-pisza-ze-glosowali-tak-by-nie-wygral-ten-komunista-jaki/


    Największe partie tracą poparcie! PiS i PO słabiej niż w wyborach parlamentarnych
    https://nczas.com/2018/10/21/najwieksze-partie-traca-poparcie-pis-i-po-slabiej-niz-w-wyborach-parlamentarnych/


    ZATEM OPTYMISTYCZNE JEST TO, ŻE DWIE NAJWIĘKSZE KOMUNISTYCZNE PARTIE SIĘ ZUŻYWAJĄ I MAJĄ MNIEJ WYBORCÓW!

    Oby Polacy jak najszybciej zrozumieli, iż obecnie rządzi tylko jedna partia komunistyczna a jej frakcje nazywają się PO, PiS, PSL, Nowoczesna, SLD, etc

    Czas najwyższy, aby wszystkie ośrodki polskie podjęły pracę od podstaw, dzięki której narodzi się dopiero wspólnota narodowa ze swoim rządem, z polską polityką narodowa, z ekonomią narodową, kulturą narodową, etyką narodową, z solidarnością narodową, etc.

    Oczywiście pijacy, zjadacze chipsów, pleciuchy, oglądacze TVN-u, etc. - NIGDY POLAKAMI NIE BĘDĄ i dlatego komunistów z POPiSoSLDeNowoczesnaPSL, będą mieć za swoich szefów i przedstawicieli.

    Ale co nas obchodzą moczymordy czy zjadacze glutaminu sodu i aspartamu, albo gębosze plecący bzdury, bo NIGDY nie inwestujący w miłość Ojczyzny i w szare komóry ????? NIECH GINĄ ZE SWOIMI POLITYKOMANIAKAMI I LEWACKIMI IDEAMI !!!
    Syndrom sztokholmski warszawiaków
  • @Janusz Górzyński 01:52:05
    error w punkcie 16, powinno być knota z nie konta.
    Syndrom sztokholmski warszawiaków
  • Polacy zginęli w Warszawie w Powstaniu Warszawskim
    Obecnie trudno powiedzieć co to są za ludzie, którzy mieszkają w Warszawie?
    Jeszcze przed II wojną światową Warszawa nosiła dumne miano "Paryża północy". Teraz to jest jakaś pipidówka bez ducha i wyrazu.

    Wyścig wyborczy w Stolicy nie był żadnym starciem gigantów, ale walką miernot o koryto.

    Nie było żadnej debaty, bo przecież nikt nie ścierał się ani o wizje ani o wartości. Trzaskowski z Jakim przecież wspólnie zawarli sojusz przeciwko "faszyzmowi" i bełkotali o konieczności delegalizacji ONRu.

    Stąd powiedzmy szczerze. W Warszawie o władzę walczyli ze sobą lewacy z PO i z PiS.

    Dlatego nie powinniśmy biadać, który z lewaków ostatecznie w Stolicy zdobył urząd Prezydenta Miasta.

    Mnie bardziej smuci, że katolickie środowiska nie miały swojego kandydata na ten urząd w najważniejszym mieście katolickiego kraju, zaś katolickie media były wyłącznie tubą dla lewaka z PiSu. W mojej ocenie to grzech ciężki!

    Lewak Jaki z całą ekipą w Ministerstwie Sprawiedliwości przecież nic więcej nie czyni jak poświadcza nieprawdę w dokumentach, w których tuszuje się zbrodnie mafii okupującej Polskę.

    PRZECIEŻ OD NIEGO TAK SAMO ŚMIERDZI SIARKĄ JAK OD TRZASKOWSKIEGO !

    Na FBm gdzie panuje wolność w wyrażaniu opinii, to ludzie mówią wprost dlaczego nie głosowali na obłudny PiS. Oto niektóre z argumentów;

    1) Oszukanie frankowiczów i prowadzenie polityki na kolanach wobec lichwiarzy.

    2) Oszukanie patriotów przez nieujawnienie aneksu raportu WSI

    3) Oszukanie Polaków w kwestii podstępnego nasiedlania Polski imigrantami

    4) Oszukanie Polaków w kwestii dumy narodowej i prowadzenie polityki na kolanach względem Izraela i USA

    5) Oszukanie Polaków w przedmiocie relacji do UE, gdzie PiSowcy rozmawiają z pozycji klęcznika z Brukselą i Berlinem

    6) Oszukanie Polaków w kwestii zreformowania wymiaru sprawiedliwości, tj. sądów, prokuratury i policji, albowiem reformy są zastępowane hagadą o reformach i biciem piany. Żaden bandycki układ nie został rozbity i żaden bandyta sądowy ukarany

    7) Oszukanie Polaków w przedmiocie osądzenia aferzystów z PO i PSL, którym jak dotąd włos z głowy nie spadł

    8) Oszukanie pokrzywdzonych, którym nie zadośćuczyniono krzyw wyrządzonych przez funkcjonariuszy publicznych

    9) Oszukanie przedsiębiorców, ktorych się gnębi podatkami i papierologią. Za PiSu odnotowaną największą ilość bankructw wśród małej i średniej przedsiębiorczości

    10) Oszukanie katolików w kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego, który jest ciągle konserwowany a dzieci są mordowane

    11) Oszukanie katolików w przedmiocie zaniechania dalszej genderyzacji Polski. PiS jak dotąd nie wypowiedział Konwencji Stambulskiej i przez kraj kroczą tęczowe manifestacje oraz w szkolach nie brakuje sexedukatorów.

    12) Oszukanie rolników w przedmiocie prowadzonej polityki rolnej i to samo dotyczy leśników.

    13) Oszukanie Polaków w przedmiocie ochrony polskich zasobów naturalnych. Jest w polityce PiSowców coś zgoła odwrotnego.

    14) Powszechna drożyzna !

    15) Skwery, place, ulice, etc. - im L i M Kaczyńskich, gdzie tylko władza PiS sięga, że aż się rzygać chce!

    16) Brak jasnej polityki w przedmiocie sakralizowania konta legislacyjnego w postaci Konstytucji RP

    17) Wzrost przestępczości. Zwłaszcza porwań ludzi, zaginięć, etc

    18) Tolerowanie na terenach Polski agend masońskich i brak reakcji na antykatolickie ekscesy w kinach i teatrach

    19) Brak realnej dekomunizacji

    20) Łajzowaty wygląd J. Kaczyńskiego i wkurzająca retoryka herszta kacerzy z Żoliborza
    Syndrom sztokholmski warszawiaków
  • Jerzy Robert Nowak - Gorące tematy: atak wściekłych bab na Michalkiewicza w Poznaniu
    https://www.youtube.com/watch?v=sN-hgh53vqY
    Sanhedryn z Poznania znów osądził Chrystusa Pana
  • Dekalog nie może się zmienić bo Bóg musiałby się zmienić tłumaczy głupcom ks. prof. Tadeusz Guz
    https://www.youtube.com/watch?v=i2-55WLm3ng
    (o Dekalogu od 14 minuty, Bóg jest niezmienną doskonałością a więc Dekalog jako doskonałe prawo nie może się nigdy zmienić)
    Ks. prof. Guz: Albo opowiemy się za Bogiem, albo za złem, czyli neomarksizmem, który afirmuje nicość!

    Neomarksizm to jest de facto satanizm | Ks. prof. Tadeusz Guz.
    https://www.youtube.com/watch?v=UYQFP0swoWs


    Ks. Jacek Ganiek SVD skomentował wyrok sądu najwyższego Brazylii dotyczący przymusu szkolnego. Jak orzeknięto, „edukacja domowa jest niekonstytucyjna”. – Pomysł, że państwo powinno chronić dzieci przed rodzicami, powinien budzić zdziwienie wśród obrońców wolności – ocenia kapłan.

    Ksiądz werbista w krytyczny sposób ocenia obowiązek posyłania dzieci do szkoły zamiast uczenia się w domu. – Sąd Najwyższy w Brazylii niedawno orzekł, że nauczanie domowe jest niezgodne z konstytucją. Strażnicy konstytucji odmówili rodzicom możliwości wyboru sposobu wychowania i edukacji ich własnych dzieci. Pomysł, że państwo powinno chronić dzieci przed rodzicami, powinien budzić zdziwienie wśród obrońców wolności – napisał ksiądz werbista na Facebooku.

    Ostrzega też, że państwo postrzega wprost swoich obywateli w kwestii opieki nad własnymi dziećmi jako coś gorszego. – Przeciwnicy nauczania domowego i strażnicy konstytucji argumentowali, że „usankcjonowanie tej praktyki może pobudzić pracę dzieci i ukrywać inne poważne choroby dotykające nieletnich” oraz „nadopiekuńczość jest szkodliwa dla dziecka”. Takie stwierdzenia dowodzą, że sąd uważa, że rodzice uczniów, którzy przyjmują nauczanie w domu, są bardziej niedbali i agresywni niż samo państwo brazylijskie, mimo że jest ono odpowiedzialne za to, co uważane jest za jeden z największych negatywnych przykładów publicznej edukacji na świecie według wszystkich indeksów i rankingów – tłumaczy kapłan.

    – Wychodzi na to, że Konstytucja w Brazylii chroni wszystko oprócz wolności i własności swoich obywateli – podsumował.
    https://nczas.com/2018/10/20/ks-gniadek-o-zakazie-edukacji-domowej-konstytucja-broni-wszystkiego-oprocz-wolnosci-wlasnych-obywateli/
    W obronie słusznego czyli sprawiedliwego prawa!
  • @Husky 21:18:28
    Ofiary fast food są lewakami !

    Zatem nigdy nie spożywajcie żydowskiego żarcia sieciowego, bo staniecie się okropnymi tucznikami i skrajnymi lewakami !!!

    Glutaminian sodu to największy zabójca mózgu !

    Poza tym kiedyś w Kongresie działała komisja oświatowa, której celem było ustalenie stanu szeroko rozumianej oświaty wśród Amerykanów w USA.
    Wniosek raportu prac komisji był taki, że "żaden okupant nie mógłby wyrządzić tak wielkich krzyw Amerykanom w tej dziedzinie działalności państwa - jak własny rząd i jego agendy oraz państwowe szkoły w USA.


    Inżynierowie społeczni od wielu dekad trudnią się destrukcją ludzkości w sposób planowy i konsekwentny.

    Ludzie zniszczeni i odmóżdżeni bez trudu dadzą się zwerbować własnym grabarzom.
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • @Husky 21:18:28
    Żydzi i muzułmanie razem przeciwko nienawiści
    https://ekai.pl/zydzi-i-muzulmanie-razem-przeciwko-nienawisci/

    Wspólnoty żydowskie i muzułmańskie w Europie uważają, że muszą się przeciwstawiać coraz większej wrogości, przejawom nienawiści wobec nich oraz ograniczaniu ich praktyk religijnych. Przed tą sytuacją ostrzegło w tych dniach w Amsterdamie nowe ugrupowanie Kierownicza Rada Muzułmańsko-Żydowska (Muslim-Jewish Leadership Council – MJLC).
    Organizacja, w której skład weszli przedstawiciele wspólnot muzułmańskich i żydowskich z 18 krajów, swoje pierwsze zebranie plenarne odbyła w Amsterdamie.

    Rada powstała dlatego, że „w Europie istnieje coraz większa potrzeba przeciwdziałania uprzedzeniom, fałszywym twierdzeniom, atakom i przemocy wobec ludzi wierzących i ich religiom” – stwierdza dokument MJLC.

    W Amsterdamie członkowie Rady omawiali m.in. wspólne problemy, na jakie napotykają ich wspólnoty.

    Dyskutowano też nad wkładem na rzecz dialogu i solidarności między wyznawcami judaizmu i islamu w różnych krajach. Współprzewodniczącymi nowej organizacji są naczelny rabin Moskwy Pinchas Goldschmidt i Nedžad Grabus – mufti Słowenii.
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • W.Sumliński ujawnia nowe szokujące FAKTY ws. śmierci Ks.Jerzego Popiełuszki!Zdradzili przyjaciele!
    W. Sumliński ujawnia nowe szokujące FAKTY ws. śmierci Ks. Jerzego Popiełuszki!
    https://gloria.tv/video/NLuBgbHhX7K82iKzqxm2FhXTM

    Zdradzili przyjaciele!
    19 X 1984 r śmierć ks. Jerzego
  • @Kościesza 23:55:54
    Ks.Popiełuszko był przez tydzień bestialsko torturowany w bunkrze przez funkcjonariuszy WSW!
    https://gloria.tv/article/KgeGmoywat714CmTbs2mosM4c?fbclid=IwAR1db0EZC03GMgBBaRh7cK8j9wrFwb1hGCcLUWGIPfNKvMLLO6iAlw1fhK4

    Już w listopadzie 1984 r. polski anatomopatolog odkrył, że ksiądz Jerzy Popiełuszko był przez kilka dni bestialsko katowany. Tropy odkryte po roku 1990 prowadzą do nieużywanego bunkra wojskowego w Kazuniu, trzech oficerów WSW i grupy ich wspólników z warszawskiej SB.

    „Tak zmasakrowanego ciała nie widziałem nigdy w życiu” – te słowa wypowiedział 2 listopada 1984 r. profesor Edmund Chróścielewski do Józefa Popiełuszki – brata księdza Jerzego. Chróścielewski – światowej sławy anatomopatolog – na prośbę Episkopatu przyjechał do Białegostoku, aby wziąć udział w oględzinach zwłok. Profesor nie został przesłuchany przed sądem w Toruniu, który wydawał wyrok na trzech esbeków oskarżonych o zabójstwo księdza. To o tyle zaskakujące, że był ważnym świadkiem w sprawie i mógłby podzielić się swoimi spostrzeżeniami popartymi fachową wiedzą. Chróścielewski (zmarł w 1998 r.) nie zdążył złożyć zeznań w śledztwie prokuratora Andrzeja Witkowskiego. O tym, co zobaczył wówczas w prosektorium w Białymstoku, opowiedział rodzinie Popiełuszków, która doskonale to zapamiętała. I wtedy zaczęły się jej wątpliwości co do tego, czy oficjalna wersja zbrodni była taka, jak przedstawiały ją władze.

    Ślady tortur
    Co takiego wstrząsającego zauważył profesor Chróścielewski (Jaruzelski wyrażał się o nim z pogardą „ten katolik”)? Na zdjęciach z sekcji widać zwłoki księdza potwornie zmasakrowane: liczne uszkodzenia szczęki, wyłupane oko (!), twarz tak zniszczona, że zatarły się jej rysy, nie do poznania. To dlatego rodzina kapłana i jego najbliżsi przyjaciele nabrali wątpliwości, czy to zwłoki księdza. Jacek Lipiński – hutnik z Warszawy, a prywatnie drugi kierowca Popiełuszki – zdobył dokumentację stomatologiczną. W prosektorium podważono szczękę kapłana i wtedy, po analizie zębów, zidentyfikowano go ponad wszelką wątpliwość. Gdy Lipiński rozszerzył rzędy zębów, oczom wszystkich świadków ukazała się… jama ustna pozbawiona języka. Wyglądało to tak, jakby ktoś wyrwał język księdza. Profesor Chróścielewski patrzył na to okiem fachowca i zwrócił uwagę na kilka istotnych szczegółów. Po pierwsze: liczne rany były w różnym stadium zabliźnienia, co oznaczało, że jedne zadano nawet kilka dni wcześniej przed innymi. To wskazywało, że ksiądz Jerzy był torturowany przez kilka dni. Profesor doszedł również do wniosku, że kapłan był martwy, gdy wrzucono go do wody (z relacji Grzegorza Piotrowskiego wynikało, że esbecy wyrzucili ciało księdza, gdy był ciężko pobity, ale żywy). Dla biegłego sądowego jest to proste do ustalenia m.in. po wyglądzie płuc. Gdy wrzucany jest do wody człowiek żywy, jego płuca oddychają, przez co nabierają wody. Gdy wrzucane są zwłoki, płuca już nie pracują i nie nabierają wody. Wszystkie te (i inne) spostrzeżenia doprowadziły Chróścielewskiego do wniosku, że „kapelan Solidarności” był przed swoją śmiercią brutalnie torturowany przez wiele godzin. Dowody, że tak było naprawdę, zgromadził wiele lat później prokurator Andrzej Witkowski.

    Tajemnica różańca
    W październiku 1984 r., gdy milicjanci i funkcjonariusze służb specjalnych szukali zaginionego księdza, kapitan Romuald S. z kontrwywiadu WSW w Toruniu znalazł jego różaniec. Przyjaciele zamordowanego kapłana potwierdzili, że różaniec należał do niego. Różaniec leżał obok mostu na Wiśle w Toruniu. Jak wykazało śledztwo prokuratora Witkowskiego, to tam przewieziono księdza Jerzego uprowadzonego w Górsku. Tam właśnie, w zaroślach pod mostem, ksiądz został pobity i przekazany innej grupie oprawców. Co działo się z nim dalej? W śledztwie zachowały się dwie ciekawe relacje. Jedną z nich złożyła kobieta, która w październiku 1984 r. leżała w szpitalu we Włocławku i zapamiętała, jak na dzień czy dwa przywieziono tam księdza Jerzego (rozpoznała go po wyrazie twarzy). Znajoma warszawska pielęgniarka opowiedziała prokuratorowi, że dwa lub trzy dni po uprowadzeniu księdza zjawił się u niej w domu milicjant i zapytał, jakich leków używa kapłan. Wszystko to wskazuje na to, że ksiądz żył jeszcze parę dni po uprowadzeniu.
    Ale jest jeszcze jeden, bardzo ważny trop. To relacje sześciu funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej, którzy w 1984 r. zajmowali się sprawą księdza. I to oni śledzili go po tym, jak wyjechał z Bydgoszczy. W 1990 r. dotarł do nich prokurator Andrzej Witkowski. Jeden z oficerów WSW zeznał, że ksiądz został pobity w Toruniu, w pobliżu mostu, a potem zabrany samochodem do bunkra amunicyjnego w Kazuniu. Tam aż do 25 października był bestialsko torturowany przez funkcjonariuszy WSW pod opieką KGB. Świadek, który to zeznał, podał nawet nazwiska trzech oficerów, którzy mieli torturować kapłana. To pułkownik, kapitan i major. Wszyscy żyją do dziś w Warszawie. Pobierają wysokie emerytury. Nigdy nie odpowiedzieli za tę makabryczną zbrodnię.
    Wersję o Kazuniu potwierdza jeszcze jeden szczegół. Mówił o nim już w latach 80. Krzysztof Wyszkowski. Chodzi o kamienie przywiązane do nóg kapłana. Analiza geologiczna wykazała, że kamienie te mają rzadki skład minerałów, jaki spotyka się właśnie w okolicach Kazunia. To była kolejna, niezależna poszlaka prowadząca do wniosku, że właśnie w Kazuniu przebywał uprowadzony ksiądz.

    Relacja jednego świadka
    Jest jeszcze jeden świadek, który potwierdza tę wersję. To emerytowany oficer warszawskiej Służby Bezpieczeństwa (będę go nazywał Y). W październiku 1984 r., kiedy pracował w warszawskiej SB, wezwał go jego przełożony – pan W. (żyje do dziś i wiedzie życie szanowanego emeryta) i powiedział mu o zadaniu specjalnym, które zlecił mu osobiście sam generał Kiszczak. Pan W. miał znaleźć ludzi, którzy będą codziennie zawozić prowiant do starego bunkra w Kazuniu, gdzie ekipa WSW wykonywała „zadanie specjalne”. Dostali na ten cel nawet specjalny resortowy samochód – poloneza. Y nie pytał, bo nie miał w zwyczaju w takich sytuacjach zadawać zbędnych pytań, tym bardziej, że czasy były niespokojne, a w resorcie z podejrzeniem patrzono na tych, co zadawali pytania. W każdym razie od 20 października Y i jego koledzy – podwładni pana B. – kursowali regularnie między Warszawą a Kazuniem koło Modlina i wozili jedzenie. Y zapamiętał swój pierwszy wyjazd do Kazunia. „Na miejsce trafiliśmy bezbłędnie, ale dojechaliśmy tylko do szlabanu blokującego bezpośredni dojazd do bunkra. Dalej prowadziła droga szutrowa, po której nie wolno nam było jechać. Przy szlabanie czekał na nas człowiek mówiący z silnym rosyjskim akcentem. Człowiek ten odebrał od nas prowiant, a potem w wulgarnych słowach kazał nam odjeżdżać”. Pojechali i nie zadawali więcej pytań. Opisywany tutaj Y. był w Kazuniu kilka razy – 2, może 3. Później przyszło polecenie, żeby zaprzestać wyjazdów do Kazunia z aprowizacją. Więc Y i jego koledzy przestali jeździć. Kilka lat po transformacji ustrojowej, gdy większość oficerów SB była już na emeryturach, pan Y i pan W. spotkali się w gronie dawnych kolegów z SB. Wypili morze wódki i wtedy pan W. niechcący wrócił do tamtej historii. Opowiedział mojemu rozmówcy, że „zadanie specjalne” z 1984 r. miało dlatego tak ogromne znaczenie, bo w Kazuniu był „jakiś ksiądz związany z opozycją”, wobec którego prowadzono „działania specjalne”. Mój Y oczywiście nie pytał, bo nie miał w zwyczaju pytać, ale odpowiedź była oczywista. W październiku 1984 r. zaginął tylko jeden ksiądz katolicki, który nazywał się Jerzy Popiełuszko (wcześniej nosił imię Alfons).
    Nasz Y sam o sobie mówi, że nie był grzecznym chłopcem. „Wiesz, że nie byłem aniołkiem” – mówił mi. – „Czasem trzeba było jakiegoś opozycjonistę obić, czasem dać w ryja jakiemuś gówniarzowi, czasem kogoś wywózką do lasu postraszyć, a czasem jakiegoś księdza zgnoić”. Nie był „aniołkiem” przez całe lata 80., a gdy wiatr historii wyrzucił na śmietnik Służbę Bezpieczeństwa, popracował jeszcze parę lat w policji, jak wielu jego kumpli z SB. Od wielu lat jest na emeryturze. W tym czasie uspokoił się, nikomu już nie obija mordy, politykę ma w d…, a jedyną rzeczą, której pragnie, jest święty spokój. Opisana tutaj relacja Y nie była nigdy spisana w żadnym protokole, a on sam nigdy nie został przesłuchany w związku z tą sprawą. Relacja wydaje się jednak wiarygodna. Po pierwsze dlatego, że Y zapamiętał wiele szczegółów potwierdzonych niezależnie w śledztwie prokuratora Andrzeja Witkowskiego. Po drugie: Y to człowiek z natury nieskory do konfabulacji i przeinaczeń.
    19 X 1984 r śmierć ks. Jerzego
  • @kula Lis 67 13:38:28
    Niemiecka policja przeszukała domy członków antysystemowej AfD! To odwet za protest przeciwko masowemu przyjmowaniu imigrantów

    Domy członków bawarskiej młodzieżówki Alternatywy dla Niemiec zostały przeszukane przez policję pod zarzutem wyrządzenia szkód majątkowych na proteście, podczas którego spisali imiona ofiar migrantów przed siedzibą CSU.

    Policja przeszukała domy kilku członków młodzieżówek. Rewizje przeprowadzono w Bayreuth, Augsburgu, Amberg i Monachium. Nastąpiły one po tym, jak zorganizowano protest przed biurem CSU, koalicjantów partii kanclerz Merkel. Tam zapisano nazwiska ofiar zbrodni popełnianych przez osoby ubiegające się o azyl i migrantów. Na miejscu pozostawiono również świece i sztuczną krew.

    Na stronie internetowej powiązanej z Young Alternatives czytamy, że celem demonstracji był sprzeciw wobec polityki otwartych granic CDU i CSU: Niemcy, a nawet cała Europa pogrążają się w krwi i chaosie od początku nielegalnej masowej migracji, wywołanej przez kanclerz Niemiec, Angelę Merkel.

    Granice są szeroko otwarte. Do kraju napływają islamiści, zabójcy nożem i gwałciciele. Profesjonaliści, którzy są bardziej wartościowi niż złoto dla lewackich Niemców – czytamy.

    Źródło: voiceofeurope.com
    https://nczas.com/2018/10/20/niemiecka-policja-przeszukala-domy-czlonkow-antysystemowej-afd-to-odwet-za-protest-przeciwko-masowemu-przyjmowaniu-imigrantow/
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • Błogosławiony Jerzy Męczenniku za Wiarę Świętą i Solidarność - módl się za nami
    Nie wyjaśnienie wszystkich okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i nie ukaranie sprawców zbrodni jest hańbą organów ścigania, prokuratury RP i sądów RP oraz wszystkich Polaków.

    Obojętność na kwestię sprawiedliwości musi po prostu zdumiewać i jest na pewno oznaką demoralizacji polityków, ale także opinii publicznej i również Kościoła hierarchicznego.

    Ukaranie prześladowców i morderców ks. Jerzego Popiełuszki nie ma nic wspólnego z nienawiścią, ale właśnie czerpie motywację z miłości do Boga i Jego prawa oraz z miłości publicznej i sprawiedliwości, która nakazuje oddać każdemu co mu się de facto należy !!!


    Króluj nam Chryste

    PS

    Mickiewicz pisał, że gdyby zapomniał o polskich męczennikach i to kiedykolwiek, to niech Bóg na niebie zapomni o nim.

    Kim jesteśmy, że nie pamiętamy i nie żądamy rekuperacji i ścigania zbrodni przeciwko bohaterskim duchownym polskiego Kościoła ?

    Do kina tysiącami idą na szmatławy KLER a morderców Błogosławionego nie chcą złapać i ukarać !!!

    Czy tak się zachowuje Naród jako wspólnota etyczna ?
    19 X 1984 r śmierć ks. Jerzego
  • @morgan 22:26:30
    Mamy dwa sposoby, albo zaczniemy im rozbijać te zaczarowane szkła, w które się gapią, albo im kolorowi podpieprzą i zgwałcą żony i córki !!! WTEDY ZROZUMIEJĄ NA PEWNO, ŻE ŚWIAT JEST INNI NIŻ NARRACJA PIStoletów politykomaniaków ;)
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • RZĄD ZACHĘCA DO PODZIELENIA SIĘ POLSKĄ Z IMIGRANTAMI !!! Hanibal adte portas !!!
    https://www.pch24.pl/rzad-bedzie-zachecal-nas-do-podzielenia-sie-polska-z-imigrantami,63236,i.html

    Rząd będzie zachęcał nas do podzielenia się Polską z imigrantami


    Czy nie odnosicie Państwo wrażenia, że ktoś zwyczajnie nas urabia, sprzedając nam ciepłe obrazki o przybywających do Polski cudzoziemcach, którzy czują się Polakami bardziej niż my sami? Nie mamy nic przeciwko miłowaniu Rzeczypospolitej Polskiej, ale skąd to medialne natężenie tematów imigranckich? I to wcale nie na lewicy! Polska na naszych oczach staje się wielonarodowa, wielokulturowa i politeistyczna – a wszystko to znajduje uzasadnienie w… ekonomii. Czy jest ono jednak przekonujące? To w zasadzie już nieważne, bo nakreślony przez rząd proimigrancki plan jest sukcesywnie realizowany.

    Zaczęło się jakby niewinnie. Jedna z sieci komórkowych wprowadziła do swej oferty w Polsce język ukraiński. Już wtedy pojawiły się pytania – po co? Odpowiedź była oczywista i prosta: zapotrzebowanie rynku. Z czasem ilość obcokrajowców na polskim rynku pracy była widoczna coraz bardziej. Kolejne doniesienia medialne miały przekonać nas o tym jak imigranci ratują nasz rynek pracy, jak uzupełniają braki w takich sektorach jak budownictwo czy produkcja… Wszystko to podlane demograficzno-emigracyjnym sosem. Kolejnym krokiem wydają się być już nie przedstawiciele tzw. taniej siły roboczej, ale zagraniczni specjaliści, których w Polsce także brakuje na rynku.

    Tak oto już od wielu miesięcy oswajani jesteśmy z rzekomą niezbędnością imigrantów dla naszego kraju. I żeby było jasne – nie chodzi tylko o Ukraińców, bo zapowiedzi rządowe dotyczące sprowadzania nowych pracowników sięgają aż po Azję (Filipiny)! Kto jeszcze otrzyma zaproszenie do Polski? Oficjalnie rząd wciąż staje okoniem wobec unijnych pomysłów relokowania nad Wisłą tzw. uchodźców. Jednocześnie jednak na ulicach polskich miast widać coraz więcej obcokrajowców, także przedstawicieli dalekich nam kultur i religii.Co ciekawe, w ów przekaz o imigracyjnym leku na polskie bolączki, coraz częściej wpisują się media, które chętnie ocieplają wizerunek mieszkających w Polsce obcokrajowców. Być może to tylko przypadek, ale działania te wpisują się w rządowe założenia polityki migracyjnej. Opublikowana w ubiegłym roku „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 r.)” sygnowana przez premiera Mateusza Morawickiego, to ciekawa lektura również w kwestii imigracyjnej.
    To właśnie w tym dokumencie (Pkt 5. Polityka migracyjna jako instrument zarządzania zasobami ludzkimi) znajdziemy kluczową zapowiedź o „prowadzeniu działań informacyjnych i edukacyjnych skierowanych do polskiego społeczeństwa nt. pozytywnej roli cudzoziemców, których celem będzie przeciwdziałanie dyskryminacji, promocja postawy otwartości, przełamywanie stereotypów i uprzedzeń”. I to już się dzieje. Warto zatem bliżej przyjrzeć się temu dokumentowi programowemu.
    Strategia zakłada, że polityka migracyjna Polski „powinna mieć charakter wielowymiarowy, uwzględniający migracje o charakterze zewnętrznym, zarówno te dotyczące imigracji, jak i emigracji, a także brać pod uwagę ich charakter (czasowy, trwały, zarobkowy itp.)”. Autorzy opracowania nie ukrywają, że napływ migrantów do Polski z krajów nie będących częścią wspólnoty europejskiej, może pociągać za sobą także szereg konsekwencji: politycznych, ekonomicznych i społecznych. Mowa tu o postrzeganiu naszego kraju i obywateli za granicą, integracji cudzoziemców w Polsce oraz zjawisku nietolerancji i ksenofobii.Dokument zakłada więc „oddziaływanie na procesy migracyjne w sposób zaplanowany, pozwalający na zrealizowanie bardzo konkretnych wyzwań i celów”, przy minimalizowaniu „prawdopodobieństwa wystąpienia różnego rodzaju ryzyk i zagrożeń charakterystycznych dla współczesnego świata (nierówności społeczne, kryzysy humanitarne, zagrożenia bezpieczeństwa)”.
    Tak oto – wedle rządu – polityka migracyjna ma swoich założeniach skupiać się na odpowiednim zarządzaniu i reagowaniu na problem depopulacji, starzenia się społeczeństwa, a co za tym idzie, malejącą liczbę rąk do pracy. W założeniu, rząd chce być mądrzejszy o doświadczenia „innych państw europejskich, które sobie z wyzwaniami związanymi z napływem cudzoziemców nie zawsze skutecznie poradziły”. Trudno jednak stwierdzić jednoznacznie czy chodzi tu o „politykę otwartych ramion” jako taką, czy też o sposób prowadzenia narracji na temat jej realizacji.
    W krótkiej perspektywie rząd stawia na migrantów jako na źródło, z którego można uzupełniać szczuplejący rynek pracowników w Polsce. Tu w dokumencie pojawia się sygnalizowany już w mediach system „zachęt dla obywateli państw trzecich”. Choć już w 2017 roku prowadzona polityka migracyjna (zarobkowa) oceniana była „pozytywnie pod kątem łatwości i elastyczności zatrudnienia cudzoziemców (zwłaszcza obywateli Ukrainy)”.
    „W ciągu ostatnich kilku lat kilkukrotnie wzrosła liczba cudzoziemców pracujących w Polsce. Uzupełniają oni w chwili obecnej przede wszystkim niedobory w sektorach i zawodach nie wymagających wysokich kwalifikacji, liczba sektorów i zawodów, a także regionów, w których znajdują oni pracę jednak stopniowo rośnie” – czytamy w dokumencie.
    Póki co, w Polsce przeważają migranci bliscy nam kulturowo, co „sprzyja ich integracji społecznej i asymilacji”. Strategia wskazuje, że „wyzwaniem, które wraz ze zmianami demograficznymi odgrywać będzie coraz większą rolę, jest także zapewnienie, by do Polski przyjeżdżali migranci o wysokich lub rzadkich kwalifikacjach, uzupełniając tym samym lukę kapitału ludzkiego w sektorach o wysokim popycie na kwalifikacje”. Jednocześnie – jak czytamy – „poziom zatrudnienia cudzoziemców nie może negatywnie wpływać na utrzymanie lub zdobycie zatrudnienia przez polskich obywateli”.
    Strategia w tym kontekście wspomina o zjawisku emigracji i odpływie wyspecjalizowanych, polskich kadr z rynku krajowego. Mają przeciwdziałać jej specjalne zachęty – także „powrotowe” – w polityce mieszkaniowej, prorodzinnej czy edukacyjnej.
    Czego zatem możemy spodziewać się w najbliższych dwóch latach? Na polski rynek pracy nadal ściągani będą cudzoziemcy (z czasem o coraz wyższych kwalifikacjach), którzy mają wypełniać powstającą lukę, a równolegle doskonalone będą narzędzia, które pozwolą na szybsze reagowanie na zapotrzebowania krajowego rynku pracy. Te działania będą połączone ze „ścieżkami integracji dla wybranych kategorii cudzoziemców oraz członków ich rodzin”. Strategia przewiduje tu „rozwój instrumentów integracyjnych, skierowanych zarówno do cudzoziemców przybywających do Polski (chodzi np. o naukę języka polskiego, kultury i zwyczajów, poprawę dostępu do mieszkań, wsparcie w załatwianiu spraw urzędowych), jak i do osób powracających do kraju (np. wsparcie zakładania działalności gospodarczej, uznawania kwalifikacji, doradztwo zawodowe)”.
    Rząd chce też „ograniczać nielegalną imigrację”, ale przy tym rozwijać sektor organizacji pozarządowych działających na rzecz cudzoziemców, w tym organizacji imigranckich. Będą na to oczywiście odpowiednio duże fundusze.
    Strategia obejmuje też działania zaplanowane do roku 2030. Wśród nich odnajdziemy m.in. „prowadzenie działań informacyjnych i edukacyjnych skierowanych do polskiego społeczeństwa nt. pozytywnej roli cudzoziemców, których celem będzie przeciwdziałanie dyskryminacji, promocja postawy otwartości, przełamywanie stereotypów i uprzedzeń”. Jak czytamy dalej „działania powyższe będą stanowić m.in. element Polityki Migracyjnej Polski”. A warto zauważyć, że jest to projekt strategiczny wskazany w obszarze Bezpieczeństwo narodowe.

    Czy w tejże „polityce urabiania” obywateli z czasem znajdzie się także miejsce i na tzw. uchodźców z krajów islamskich, którzy dziś zalewają Europę Zachodnią?

    Marcin Austyn
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • Nowa inwazja nachodźców na Europę!!!
    Europie zagraża nowa inwazja. I wcale nie chodzi o imigrantów


    Istne hordy przemieszczają się po Europie niszcząc lokalne kultury i obciążając infrastrukturę. Zajmują malownicze miejscowości i publiczne place. A lokalni mieszkańcy nie mają wyboru – uciekają.

    Można by pomyśleć, że to opis kryzysu imigracyjnego. Nie – ci nowi najeźdźcy wcale nie zostają w miejscach, do których przybyli. Nie są jak Cezar – przyjeżdżają, widzą i… wyjeżdżają. Mowa o… turystach.


    Każdego roku Europę odwiedzają setki milionów turystów. W ubiegłym roku było ich rekordowe 670 milionów, a rok 2018 będzie zapewne kolejnym rekordowym rokiem. Turyści podróżujący po Europie pochodzą z całego świata – z Ameryki, Chin, Bliskiego Wschodu i oczywiście z samej Europy.


    Zwykło się mówić, że tak wielu turystów to prognostyk rozwoju lokalnej gospodarki. Jednak większość z nich przebywa w odwiedzanych miejscach zbyt krótko i wydaje zbyt mało pieniędzy. Turyście przyczyniają się jednak do niszczenia miejsc do których przybywają, czyniąc je zatłoczonymi oraz wysiedlając miejscowych. Niektóre tętniące życiem atrakcje turystyczne bankrutują właśnie przez tłumy turystów podróżujących po Europie z kijem do selfie.


    Turystyka drapieżna

    Dziś turystyka straciła już wszelką powściągliwość. Niedrogie linie lotnicze, zniżkowe miejsca podróży i dalekobieżne autobusy dostarczają obecnie dziesiątki milionów ludzi do miejsc w Europie po naprawdę niskich cenach. Statki wycieczkowe mogą każdego dnia deponować tysiące turystów w popularnych portach, gdzie zostawiają za sobą śmieci wydając bardzo mało pieniędzy.



    To już nie jest tradycyjna turystyka. Niektórzy nazywają ją turystyką drapieżną, która pożera cuda cywilizacji chrześcijańskiej, która przecież przyciąga ludzi do Europy.



    Niegdyś turyści odwiedzali nowe miejsca, aby zobaczyć, jak żyją inni ludzie. Starali się mieszać z mieszkańcami, aby „doświadczyć” ich kultury. Podczas gdy tacy „tradycyjni” turyści byli często irytujący dla mieszkańców, to jednak na co dzień zajmowali się swoim codziennym życiem. Dziś o tym, jak żyją tubylcy, decydują zwiedzający. Nie „doświadczają” kultury, ale ją zmieniają!



    Transformacja w parki tematyczne

    Niemiecki magazyn „Der Spiegel” zamieścił pod koniec sierpnia obszerny i wstrząsający raport o tym, jak ta nowa turystyka grozi przytłoczeniem Europy, a nawet dalszym niszczeniem tożsamości narodowych.



    Otóż nowa turystyka tworzy przepaść między turystami, którzy zajmują najpiękniejsze miejsca, a mieszkańcami, którzy dostarczają siły roboczej i mieszkają gdzie indziej. Raport opowiada o tym, jak popularne miejsca, niegdyś cenione przez mieszkańców, mogą z dnia na dzień zostać zmienione. Wystarczy korzystna strona internetowa, aby wspomnieć o miejscu, w którym gromadzą się miejscowi, a niedługo potem przyjeżdżają tam turyści. Wkrótce osobliwe miejsca stają się niczym innym jak tylko niesławnymi pułapkami na turystów.



    W rzeczy samej, to turyści określają dziś rodzaj sklepów, które otwiera się w centrach miast i stają się specjalnymi strefami turystycznymi. Restauracje, dzięki którym od pokoleń rozwijali się lokalni przedsiębiorcy z charakterystycznymi lokalnymi potrawami, służą dziś obecnie głównie turystom, którzy jedzą razem z… innymi turystami. Niektóre niemieckie lokalizacje więc, na przykład, będą oferowały specjalne menu serwujące makaron, aby zaspokoić rosnącą liczbę azjatyckich turystów. Na przykład w jednej z małych austriackich wiosek restauracje oferują już e menu w języku arabskim, zawierające chleb pita i produkty halalowe.



    To zupełna nowość i całkowita zmiana dla lokalnych społeczności, które mogą czuć się obco we własnej miejscowości.



    Do Grecji, Portugalii, Hiszpanii i Francji rocznie przyjeżdża więcej turystów niż kraje te liczą sobie mieszkańców. Turyści zasypują europejskie miasta (i to każdej niemal wielkości) do tego stopnia, że miasta te przypominają już raczej muzea lub parki rozrywki. Brakuje im autentyczności bycia miejscami naturalnymi, w których ludzie gromadzą się, aby żyć intensywnym życiem społecznym. Fale turystów wdzierają się do nich nie pozostawiając w zamian nic (nawet niewiele pieniędzy). Następnie zwiedzający wycofują się, odbierając lokalne „kulturalne” życie w postaci osobliwych pamiątek i pocztówek.



    „Przeturystycznienie”

    Niektórzy zaczęli nazywać to zjawisko „przeturystycznieniem” (od angielskiego „overtourism”). „Przeturystycznienie” nie tylko zmienia charakter miejscowości, ale także obciąża infrastrukturę. Transport wykonywany do regularnego użytku jest często zatłoczony poza możliwości przewozowe. Lokalni mieszkańcy są wypychani z najpiękniejszych części swoich miast przez właścicieli lokali, którzy wolą wynajmować je turystom. Lokalni mieszkańcy stwierdzają coraz częściej, że turyści przejęli ich ulubione kawiarnie i restauracje. Czują się jak obcy w swojej własnej ziemi.



    Biorąc pod uwagę dziwne zwyczaje związane z wydawaniem pieniędzy przez opisywanych nowych turystów, niewiele osób korzysta z pieniędzy, które wydają w okolicy poza właścicielami hoteli i sklepikarzami z pamiątkami. Reszta ma do czynienia z hałasem, wybrykami i obojętnością najeźdźców. Stres związany z tym obciążeniem potęguje presja imigrantów, którzy już naprężyli infrastrukturę i wywierają presję na lokalną kulturę.



    Tania rozrywka

    Przyczyna inwazji jest dość prosta – turyści podróżują, bo mogą. Podróże nie są już przecież w dzisiejszym świecie luksusem. Globalizacja zamieniła dostęp do świata niemal w prawo człowieka. Podróże, zakwaterowanie i bilety na imprezy można uzyskać kilkoma kliknięciami po okazyjnych cenach. Niedrogie linie lotnicze umożliwiają teraz ucieczkę niemal każdemu.



    Kraje wschodzące w Azji, Rosji i na Bliskim Wschodzie dostarczą dziesiątki milionów nowych turystów w nadchodzących dziesięcioleciach. Oczekuje się, że do 2030 roku liczba ta wzrośnie o 500 milionów!



    Branża turystyczna stała się ważnym sektorem gospodarki na całym świecie. Obecnie jest on większy niż przemysł motoryzacyjny, a nawet naftowy, o wartości znacznie przekraczającej 7 bilionów dolarów.



    Boom napędzany jest przez ogromny popyt. Ludzie nie szukają już luksusowych i ekskluzywnych wnętrz. Turystyka opiera się na ogromnej ilości ludzi w poszukiwaniu tanich miejsc do zabawy, podniecenia i rozrywki.



    Zniszczenie kultury

    Nie ma nic złego w odwiedzaniu innych krajów – wszak ludzie zawsze podróżowali do odległych krain. Tradycyjni turyści nauczyli się wiele, doświadczając tego, jak inni żyli, jedli i jak się zachowywali. Miejscowa ludność również zyskiwała coś dzięki obcym i uczyła się od nich. Były to zdrowe wymiany, które sprzyjały lepszym relacjom między ludźmi.



    Wszystko to zmieniło się wraz z początkiem nowoczesnej turystyki w XIX wieku. Turystyka od dawna była krytykowana za jej powierzchowność. Stwarza to iluzję, że człowiek „doświadczył” innej kultury tylko poprzez szybkie odwiedziny w danym miejscu. Taka turystyka kładzie nacisk na poznawanie faktów o miejscach, ale nie doceniając roli kultury. Służy również jako środek do poszukiwania przyjemności i ulgi w rutynowej pracy. W ten sposób turystyka celebruje osobę turysty, a nie odwiedzaną kulturę. Zachęca ludzi do stawiania się w centrum, ponieważ później mogą chwalić się przed innymi swymi podróżami.



    Nowa turystyka w Europie idzie jednak jeszcze o krok dalej, niszcząc odwiedzane miejsca i kultury. A są to przecież skarby cywilizacji chrześcijańskiej, które od dawna przyciągają ludzi swoim pięknem i wielkością. Tragedia „przeturystycznienia” polega na tym, że skarby te odbierane są miejscowym mieszkańcom, do których należą.



    Znacznie gorszy jest jednak aspekt kulturowy tej praktyki. Turystyka zatruwa glebę, w której rośnie kultura. W takim klimacie ludzie nie gromadzą się już w swoich miastach i nie rozwijają relacji społecznych tak potrzebnych do stworzenia sposobu życia. Przy tak wielu ludziach przychodzących i odchodzących, społeczeństwo traci tę intymność, która uczyniła życie tak malowniczym i interesującym. Piękne miejsca stają się teraz zwykłymi platformami rozrywki, ekscytacji i postów w mediach społecznościowych.



    Dawni najeźdźcy zabijali mieszkańców i pozbawiali Europę jej bogactw. Nowi najeźdźcy turystyczni odbierają duszę kultury i zastępują ją szaleńczym nieumiarkowaniem zepsutego świata.


    John Horvath II
    Źródło: tfp.org
    tłum. malk

    Read more: http://www.pch24.pl/europie-zagraza-nowa-inwazja--i-wcale-nie-chodzi-o-imigrantow-pch,63529,i.html?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=post&utm_term=pch&fbclid=IwAR0bax6X9u7jomZ-cAzmYcjdGbWgV39j3Ke5k2Xlwn3Afa6LpCQgnkwKbrY#ixzz5UJN4zeWa
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • @finka 20:21:08
    SAMORZĄDOWA AGENDA DEPOPULACYJNA
    https://www.youtube.com/watch?v=hoFxdkv3Aq4
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • @Rzeczpospolita 11:09:52
    Bł. Pius IX – obrońca Tradycji i przyjaciel Polski

    Bł. Pius IX nazywany był przez naszych przodków defensor Poloniae – obrońca Polski. Z wielką uwagą śledził odrodzenie narodowe, wystąpienia patriotyczne i bardzo mocno im sprzyjał – mówi dla PCh24.pl ks. Sebastian Heliosz, wikariusz parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Katowicach-Murckach.

    Bł. Pius IX był w momencie swojego wyboru młodym papieżem, miał bowiem 54 lata. Przez niektórych postrzegany był jako liberał. Dlaczego?

    Na samym początku muszę przyznać, że bł. Pius IX jest jednym z moich ulubionych papieży. Historia jego życia i posługi jest fascynująca i pełna niesamowitych zwrotów akcji. Podziwiam papieża za jego konsekwencję, bezkompromisowość i przekonanie o tym, że jego głównym zadaniem jest strzeżenie depozytu prawdy, jaki posiada Kościół święty katolicki.


    Prawdą jest, że na początku swego pontyfikatu w 1846 r. postrzegany był jako liberał, ponieważ rozpoczął gruntowne reformy Państwa Kościelnego: ogłosił generalną amnestię, złagodził cenzurę polityczną i powołał Radę Państwa. 18 marca 1848 r. przyjął nawet konstytucję. Prócz tego zaczął unowocześniać kolej, transport i administrację. Reformy te podejmowane w duchu kompromisu, tak naprawdę nikogo nie zadowoliły.

    Niepocieszeni byli konserwatyści, a także sami liberałowie, którzy zaczęli stawiać coraz bardziej wygórowane żądania. Spowodowało to wybuch powstania antypapieskiego w 1848 r. W tej sytuacji bł. Pius IX uciekł 24 listopada do Gaety w Królestwie Neapolitańskim. Przebywał tam siedemnaście miesięcy. Tymczasem w Rzymie proklamowano republikę. Papież ekskomunikował sprawców przewrotu, wezwał na pomoc państwa katolickie, które przywróciły jego doczesną władzę nad Wiecznym Miastem. Po powrocie do Rzymu 12 czerwca 1850 r. papież zajął nie swoją starą rezydencję na Kwirynale, ale stojący na uboczu Watykan, co miało stanowić oznakę radykalnej zmiany jego nastawienia. Zaczął być nieufny wobec tłumu i zrezygnował z liberalizacji ustawodawstwa.



    Pamiętajmy, że papież nie był liberałem, ponieważ został mianowany kardynałem przez Grzegorza XVI, który był wyjątkowo wyczulony na wszelkie nowinkarstwo w dziedzinie wiary. Poza tym Pius IX już w swojej pierwszej encyklice Qui pluribus z 9 listopada 1846 r. jasno i wyraźnie nakreślił nieprzebytą barierę między wolnością postulowaną przez liberałów, a doktryną katolicką. W encyklice tej potępił błędne nauki biblijne, indyferentyzm religijny, komunizm i wolność druku.



    Pius IX, jak była już wcześniej mowa,w niektórych kwestiach zliberalizował strukturę wewnętrzną Państwa Kościelnego. Jaka była historia tego państwa podczas jego pontyfikatu?

    Powodem upadku Państwa Kościelnego była słabość administracyjna, gospodarcza, polityczna i wojskowa. Jego los w XIX wieku zależał tak naprawdę od obecności obcych wojsk w Rzymie. Wiemy doskonale, że istnienie tego tworu politycznego nie podobało się wszelkiej maści liberałom, którzy dążyli do zjednoczenia Włoch. W obliczu upadku cesarza francuskiego Napoleona III w wojnie z Prusami, 20 września 1870 r. rządowy włoski korpus pod dowództwem generała Raffaele Cardorna za zgodą króla Wiktora Emanuela II wkroczył do Rzymu. Po krótkich walkach zdobyto miasto, a papież Pius IX ogłosił się „więźniem Watykanu”. Potępił dynastię sabaudzką i wszystkich, którzy przyczynili się do upadku ziemskiego dominium św. Piotra. Napięta sytuacja między papiestwem, a państwem włoskim trwała aż do 1929 r., kiedy to podpisano kompromisowe układy laterańskie powołujące do życia najmniejsze państwo świata – Watykan.



    Dzisiejszy patron wielokrotnie przestrzegał wiernych przed liberalnymi katolikami. Jakie poglądy reprezentowała ta grupa?

    Kiedy zacząłem interesować się postacią bł. Piusa IX w ręce wpadł mi genialny cytat dotyczący tego zagadnienie. To fragment wypowiedzi tego wielkiego następcy św. Piotra skierowanej do prezesa i członków koła św. Ambrożego: „Chociaż dzieci tego świata są bardziej przebiegłe niż dzieci światłości, to ich podstępy i gwałty odnosiłyby niewątpliwie mniejsze sukcesy, gdyby wśród tych, którzy zwą się katolikami, nie było takich, co wyciągają do nich przyjazną dłoń. Tak, niestety są tacy, co sprawiają wrażenie, że pragną iść w zgodzie z naszymi wrogami i usiłują doprowadzić do przymierza między światłością a ciemnością, do układu między sprawiedliwością a ciemnością, za pomocą doktryn tzw. liberalnego katolicyzmu”.



    Liberalny katolicyzm powstał jako próba, zupełnie szalona, połączenia zdobyczy rewolucji francuskiej z chrześcijaństwem. Od samego początku wieku XIX był stanowczo potępiany przez papieży, którzy słusznie widzieli w nim coś obcego, wrogiego i nielogicznego.



    Liberalizm według Encyklopedii Kościelnej z 1879 r. to „doktryna głosząca zupełną niezależność wolności ludzkiej, a tym samym przecząca wszelkiej powadze wyższej od człowieka w porządku umysłowym, religijnym i politycznym (…). Wszelka władza wywodzić się ma według niego od człowieka, myśli i słowa mają być najzupełniej niezależne, a religia chrześcijańska zdegradowana ma być do znaczenia innych, błędnych kultów religijnych. Bóg przestaje być Panem czy to w porządku umysłowym, religijnym, czy w porządku politycznym: we wszystkich tych trzech sferach panem jest człowiek”.



    Doktryna ta jak widzimy stoi w zupełnej sprzeczności z tradycyjną nauką katolicką, nic więc dziwnego, że została oficjalnie wielokrotnie potępiona, najbardziej chyba w Syllabusie Errorum bł. Piusa IX z 1864 r. i w encyklice Libertas Leona XIII w 1888 r.



    Pius IX ogłosił dwa dogmaty: o Niepokalanym Poczęciu NMP i o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności. O czym mówią owe dogmaty?

    Dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP ogłoszony uroczyście 8 grudnia 1854 r. stwierdza, że Maryja była uwolniona od grzechu pierworodnego. Warto przytoczyć tu definicję dogmatyczną pochodzącą z bulli Ineffabilis Deus: „stanowimy i wyrokujemy, że od Boga jest objawiona, a przeto przez wszystkich wiernych mocno i stale ma być wiarą wyznawana nauka, według której Najświętsza Dziewica Maryja w pierwszej chwili swego Poczęcia za szczególniejszą łaską i przywilejem Boga Wszechmogącego, przez wzgląd na przyszłe zasługi Jezusa Chrystusa Zbawiciela rodzaju ludzkiego zachowana była wolną od wszelkiej zmazy pierworodnej winy”. Można zatem powiedzieć, że w Maryi zrealizowała się w sposób doskonały prośba z modlitwy „Ojcze nasz”: „Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego” (Mt 6,13).

    Warto wspomnieć, że Maryja jakby sama potwierdziła ten dogmat, kiedy to objawiła się w Lourdes w 1858 r. i przedstawiła się: „Jestem Niepokalane Poczęcie”.

    Z kolei dogmat o nieomylności papieża jest chyba najbardziej krytykowanym dogmatem katolickim. A przecież jego wymowa jest prosta. Przytoczmy jego brzmienie, które zawarł Sobór Watykański I w Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym: „(...) za zgodą świętego Soboru nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że Biskup Rzymski, gdy mówi ex cathedra – tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności – dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła”.

    Papież jest nieomylny dlatego, że reprezentuje Tradycję Kościoła, nad którą pieczę sprawuje sam Chrystus – Źródło Prawdy. Pamiętajmy, że od czasu oficjalnego zatwierdzenia tylko raz wykorzystano ten dogmat. Uczynił to sługa Boży Pius XII w 1950 r., kiedy ogłaszał dogmat o Wniebowzięciu NMP.


    Dziełem tego papieża było również zwołanie I Soboru Watykańskiego. Jaki miał przebieg ów sobór?

    Sobór Watykański I został zwołany przez bł. Piusa IX w celu wyrażenia jasnego stanowiska Kościoła wobec rosnącego w siłę liberalizmu i pewnych wczesnych tendencji modernistycznych. Papież chciał wyrazić jasne, powszechne stanowisko wobec pojawiających się coraz częściej błędów przeciwko wierze katolickiej. Sobór rozpoczął swoje obrady 8 grudnia 1869 r. i miał przede wszystkim znaczenie dogmatyczne. Ojcowie Soboru skupili się na dwóch podstawowych kwestiach. Po pierwsze wyjaśnić chcieli zasady wiary katolickiej w konfrontacji z nowymi błędami teologicznymi, a po drugie pragnęli sformułować naukę o Kościele Chrystusowym. Ogłoszono dwie konstytucje: Dei Filius o wierze katolickiej oraz Pastor aeternus o Kościele Jezusa Chrystusa. Zajęcie Rzymu 20 września 1870 r. przez wspomniane wcześniej wojska włoskie spowodowało wstrzymanie prac Soboru. Bullą Postquam Dei munere bł. Pius IX odroczył sobór na czas nieokreślony.



    Do głównych zasług Soboru Watykańskiego I należy z pewnością uporządkowanie eklezjologii, potwierdzenie nauki tomistycznej w zakresie relacji wiary i rozumu oraz ogłoszenie dogmatu o nieomylności papieża, nad którym pochylaliśmy się wcześniej.



    Warto pamiętać, że Sobór Watykański I ogłosił także dogmat o możliwości poznania Boga za pomocą rozumu ludzkiego.



    Jak kształtowały się relacje Piusa IX z Rosją? Papież ten, w przeciwieństwie do swego poprzednika, Grzegorza XVI, nie potępił powstańczych aspiracji Polaków, ale wręcz je poparł.

    Bł. Pius IX był życzliwy Polakom i naszym dążeniom niepodległościowym. Nazywany był przez naszych przodków defensor Poloniae – obrońca Polski. Z wielką uwagą śledził odrodzenie narodowe, wystąpienia patriotyczne i bardzo mocno im sprzyjał. Zapewniał także wielokrotnie o swojej modlitwie za Polskę. Warto pamiętać, że w czasie trwania powstania styczniowego utrzymywana była łączność między Stolicą Apostolską a Rządem Narodowym. Do Rzymu nawet przybywali przedstawiciele władz powstańczych. W rozmowie z Władysławem Czartoryskim papież miał powiedzieć, że Rosja ma tylko jedną politykę – kłamstwa i obłudy. I dodał: „Przy każdej Mszy modlę się za Polskę, modlę się i do św. Stanisława Kostki, i do bł. Andrzeja Boboli, który jest waszym szczególnym opiekunem, ale modlitwy nie wystarczają, wam trzeba dział i broni”. Co ciekawe Papież wysłał odręczne pismo do cesarza austriackiego z prośbą o pomoc dla Polski, a także apelował do katolików włoskich „żeby wznoszono modły za nieszczęśliwą Polskę, którą „widzi z boleścią, wydaną w tej chwili na łup tylu mordów i krwi przelewu. Naród polski, który był zawsze katolickim i tworzył niejako przedmurze naprzeciw napadom błędu, zasługuje ze wszech miar, by się zań modlono”.

    Taka bezkompromisowa postawa Ojca Świętego spotkała się ze zdecydowaną niechęcią w Rosji, z którą papież nie nawiązał dobrych stosunków już nigdy.

    Jak można pokrótce scharakteryzować najdłuższy po św. Piotrze pontyfikat?

    Jan Paweł II w czasie homilii beatyfikacyjnej w roku 2000 tak pisał o Piusie IX: „pośród burzliwych wydarzeń swej epoki był on wzorem bezwzględnego przylgnięcia do niezmiennego depozytu prawd objawionych”. Dodał, że „wierny w każdej sytuacji zadaniom swej posługi, umiał zawsze dać całkowite pierwszeństwo Bogu i wartościom duchowym. Jego bardzo długi pontyfikat faktycznie nie był łatwy i musiał on niemało wycierpieć, by wypełnić swą misję na służbie Ewangelii”.


    Pius IX był z pewnością jednym z największych następców św. Piotra. Zawdzięczamy mu zdecydowaną linię kontynuacji nauczania katolickiego w niełatwych czasach XIX wieku. Jego pisma, wystąpienia i encykliki zawierają trafne spostrzeżenia dotyczące liberalizmu, a także powoli raczkującego modernizmu. Polecam szczególnie Syllabus Errorum, w którym potępiono wszelkie doktryny przeciwne naszej świętej wierze. Cenię bł. Piusa IX także za jego doskonałą znajomość tomizmu i propagowanie go powszechnie w Kościele.

    Bóg zapłać za rozmowę!

    Rozmawiał Kajetan Rajski

    Read more: http://www.pch24.pl/bl--pius-ix---obronca-tradycji-i-przyjaciel-polski,20997,i.html#ixzz5UH2BwPeP

    Św. Pius X - syn Polaka, tercjarz i papież (1835-1914)
    https://www.franciszkanie.pl/artykuly/sw-pius-x-syn-polaka-tercjarz-i-papiez-1835-1914

    Św. Pius X należał do III zakonu św. Franciszka z Asyżu, w swoim testamencie napisał: „Ubogim urodziłem się, ubogim żyłem, ubogim chcę umrzeć”.

    Józef Melchior Sarto, późniejszy papież Pius X, urodził się 2 czerwca 1835 roku w Riese koło Vincenzy, we Włoszech. Miał dziesięcioro rodzeństwa. Ojciec Józefa - Jan Sarto (co po włosku znaczy „krawiec”) - z zawodu listonosz, był Polakiem, który „za chlebem” wyemigrował do Włoch. Matka Józefa była krawcową.

    Kiedy Józef miał 12 lat, patriarcha Wenecji, kardynał Jakub Monico ufundował mu stypendium w seminarium w Padwie. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1858, mając 23 lata. Był bardzo dobrym kaznodzieją. Opiekował się ubogimi, katechizował, zajmował się śpiewem liturgicznym. Wstąpił do III zakonu św. Franciszka z Asyżu (1182-1226).

    W 1884 roku został biskupem Mantui, dając swoim życiem przykład modlitwy, ubóstwa i gorliwości. Dużą wagę przywiązywał do formacji w seminarium kandydatów do kapłaństwa, osobiście zwizytował wszystkie kościoły i parafie diecezji.

    W 1892 roku papież Leon XIII, również tercjarz franciszkański, mianował bp. Sarto patriarchą Wenecji i kardynałem. W nowej diecezji rozwinął katechizację, do seminarium wprowadził studia biblijne, historię Kościoła i ekonomię społeczną.

    Po śmierci Leona XIII, 3 sierpnia 1903 roku kardynałowie zebrani na konklawe, po siódmym głosowaniu, wybrali kard. Sarto na biskupa Rzymu. Przyjął on imię Pius X, hasłem jego pontyfikatu były słowa: „Wszystko odnowić w Chrystusie”.

    W roku 1903 wydał pierwszą encyklikę, rozpoczął reformę prawa kanonicznego. Dwa lata później ukazał się Katechizm Piusa X, najpierw dla diecezji rzymskiej, potem dla całego Kościoła. Wydał dekret, w którym określił wiek dzieci, mogących przyjąć Komunię świętą. Zapoczątkował tradycję przyjmowania tego sakramentu we wczesnych latach dziecięcych, zyskując przydomek „przyjaciela dzieci”.

    Polecił opracowanie nowego wydania śpiewnika gregoriańskiego i zreformował brewiarz. Zachęcał do badania Pisma św., założył w Rzymie Papieski Instytut Biblijny; był prekursorem Akcji Katolickiej. Potępił modernizm, w roku 1910 nakazał księżom składanie „Przysięgi antymodernistycznej”, której tekst napisał w 1908 roku.

    Pius X zmarł 21 sierpnia 1914 roku, został pochowany w rzymskiej Bazylice św. Piotra. Papież Pius XII w roku 1951 beatyfikował go, a trzy lata później kanonizował.

    Warto wspomnieć, że w roku 1970 powstało Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, na jego czele stoi bp Marcel Lefebvre. Sprzeciwia się ono niektórym reformom Soboru Watykańskiego II, szczególnie występuje przeciwko zmianom w liturgii oraz dążeniom ekumenicznym. Ruch ten działa bez aprobaty Stolicy Apostolskiej. Papież Benedykt XVI spotkał się z przełożonym tego stowarzyszenia w sierpniu 2005 roku i rozpoczął dialog na temat unormowania statusu kanonicznego bractwa.

    Katecheza Benedykta XVI o św. Piusie X, Auduencja Generalna 18 sierpnia 2010 r.

    Dzisiaj chciałbym się zatrzymać przy postaci mojego poprzednika, św. Piusa X, którego wspomnienie liturgiczne przypada w najbliższą sobotę, podkreślając niektóre jego cechy, które mogą być użyteczne także dla duszpasterzy i wiernych naszych czasów.
    Giuseppe Sarto - tak się nazywał - urodził się w Riese (prowincja Treviso) w 1835 r. w wiejskiej rodzinie. Po studiach w seminarium w Padwie został wyświęcony na kapłana, mając zaledwie 23 lata. Początkowo był wikarym w Tombolo, następnie proboszczem w Salzano, później został kanonikiem katedry w Treviso, pełniącym obowiązki kanclerza biskupiego i ojca duchownego seminarium diecezjalnego. W tych latach bogatych w doświadczenia duszpasterskie przyszły papież wykazywał się głęboką miłością do Chrystusa i do Kościoła, pokorą i prostotą oraz wielką miłością do najbardziej potrzebujących, która charakteryzowała całe jego życie. W 1884 r. został mianowany biskupem Mantui, a w 1893 r. - patriarchą Wenecji. 4 sierpnia 1903 r. wybrano go na papieża. Posługę tę przyjął z wahaniem, gdyż nie uważał się za godnego tak wzniosłego zadania.
    Pontyfikat św. Piusa X pozostawił niezniszczalne znaki w historii Kościoła i był naznaczony wielkim wysiłkiem reformy, streszczającej się w jego haśle biskupim: „Instaurare omnia in Christo” - Odnowić wszystko w Chrystusie. Jego posunięcia obejmowały różne środowiska kościelne. Od początku zaangażował się w reorganizację Kurii Rzymskiej, później zapoczątkował prace nad redakcją Kodeksu Prawa Kanonicznego, zatwierdzonego przez jego następcę Benedykta XV. Wspierał następnie reformę studiów i formacji przyszłych kapłanów, zakładając również wiele seminariów lokalnych, wyposażonych w dobre biblioteki i mających odpowiednio przygotowanych profesorów. Innym ważnym polem była formacja doktrynalna ludu Bożego. Gdy jeszcze był proboszczem, ułożył katechizm, a jako biskup Mantui pracował nad redakcją jednolitego katechizmu, jeśli nie powszechnego, to przynajmniej w języku włoskim. Jako prawdziwy pasterz rozumiał, że w sytuacji tamtych czasów, choćby ze względu na zjawisko emigracji, koniecznością był katechizm, do którego każdy wierny mógłby sięgnąć, niezależnie od miejsca i okoliczności jego życia. Jako papież przygotował tekst doktryny chrześcijańskiej dla diecezji rzymskiej, którą później rozszerzył na całe Włochy i na cały świat. Katechizm ten, noszący jego imię, stał się dla wielu niezawodnym przewodnikiem w poznaniu prawd wiary, dzięki prostemu, jasnemu i ścisłemu językowi oraz ze względu na skuteczność w wyjaśnianiu.
    Wiele uwagi poświęcał Pius X reformie liturgii, zwłaszcza muzyki sakralnej, aby prowadzić wiernych do głębszego życia modlitwą i do pełniejszego udziału w sakramentach. W motu proprio „Tra le Sollecitudini” (1903 - pierwszy rok jego pontyfikatu) stwierdza, że prawdziwy duch chrześcijański ma swoje pierwsze i niepodważalne źródło w czynnym uczestnictwie w świętych tajemnicach oraz w uroczystej i publicznej modlitwie Kościoła (por. ASS 36 [1903], 531). Dlatego zalecał częste korzystanie z sakramentów, popierając codzienne przyjmowanie Komunii św. przy dobrym przygotowaniu. Faworyzował też, i to z powodzeniem, wcześniejszą Pierwszą Komunię św. dla dzieci w wieku 7 lat, „kiedy dziecko zaczyna rozumować” (por. Święta Kongregacja ds. Sakramentów, Decretum „Quam singulari”: AAS 2 [1910]).
    Wierny zadaniu utwierdzania braci w wierze, św. Pius X wobec pewnych tendencji, które pojawiły się w środowisku teologicznym na przełomie XIX i XX wieku, zareagował zdecydowanie, potępiając „modernizm”, by bronić wiernych przed błędnymi ideami i wspierać naukowe zgłębianie Objawienia zgodnie z tradycją Kościoła. Listem apostolskim „Vinea electa” z 7 maja 1909 r. ustanowił Papieski Instytuty Biblijny.
    Ostatnie miesiące jego życia były naznaczone łunami wojennymi. Apel do katolików świata, ogłoszony 2 sierpnia 1914 r., aby wyrazić „gorzki ból” obecnego czasu, był pełnym cierpienia krzykiem ojca, który widzi synów stojących naprzeciw siebie. Zmarł wkrótce potem - 20 sierpnia 1914 r., a jego sława świętości zaczęła się natychmiast szerzyć wśród ludu chrześcijańskiego.
    Drodzy Bracia i Siostry! Św. Pius X uczy nas wszystkich, że u podstaw naszych działań apostolskich podejmowanych na wielu polach musi być zawsze głęboka osobista więź z Chrystusem, którą należy pielęgnować i rozwijać dzień po dniu. Dopiero wtedy, gdy jesteśmy rozmiłowani w Panu, będziemy w stanie poprowadzić ludzi do Boga i otworzyć ich na Jego miłosierną miłość, i w ten sposób otworzyć świat na miłosierdzie Boże

    Dnia 3 czerwca 1951 r. odbyła się w Rzymie beatyfikacja*) papieża, Piusa X.

    Starsi wiekiem przypominają sobie, że został on papieżem na skutek dość wyjątkowego zbiegu okoliczności, a mianowicie zawdzięcza swój wybór także wielkiej odwadze cywilnej i zdecydowanemu poczuciu patriotycznemu polskiego uczestnika konklawe z r. 1903, biskupa krakowskiego, kardynała Puzyny1.

    Mniej już jest wiadomo, że wkrótce po swym wyniesieniu na stolicę Piotrową wielki ten „odnowiciel wszystkiego w Chrystusie”, jeden z największych reformatorów i uświęcicieli życia kościelnego w dziejach chrześcijaństwa, „papież Eucharystii”, Pius X, urodzony w r. 1835 jako syn ubogiego i skromnego pracownika w małej mieścinie północno-włoskiej Riese, wyniósł w r. 1905 na ołtarze Ślązaka, męczennika za wiarę z początków XVII w., urodzonego w Cieszynie, błog. Melchiora Grodzieckiego. Rok później wystosował na ręce prymasa Polski, arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego, ks. Stablewskiego, serdecznie napisany list, którym podniósł i pokrzepił ducha narodu polskiego, a jeszcze trzy lata później, co również nie powinno być dla nas obojętne, kanonizował pracującego niegdyś także w Warszawie Morawianina, św. Klemensa Marię Hofbauera (Dworzaka). Gdy w r. 1910 spadła na Polskę szkarada zbrodni jasnogórskiej, to Pius X pośpieszył z pociechą, ofiarowując dla klasztoru częstochowskiego cenne korony na cudowny obraz Matki Bożej. Gdy zaś następnego roku zawakowała przez śmierć kardynała Puzyny stolica biskupia krakowska, wyniósł na nią i własnoręcznie konsekrował swego przybocznego szambelana, a pod koniec życia kardynała, księcia Sapiehę.


    Przyjaciel Polski Benedykt XV

    Nie bój się trudności – pójdziesz przecie do narodu, w którym Wiara święta pierwsze miejsce zajmuje, a on sam swą religijnością pierwsze zajmuje miejsce wśród narodów. Polonia semper fidelis – Polska zawsze wierna. Pój dziesz do Narodu-Męczennika, który za wiarę i wolność tyle krwi przelał, a oto dziś wstaje z grobu do nowego życia i choć jeszcze ma na sobie śmiertelne powijaki, już nie jest w grobie„ – tak Ojciec Święty Benedykt XV dodawał otuchy ks. Achillesowi Rattiemu – przyszłemu Papieżowi Piusowi XI, gdy ten wahał się przed objęciem urzędu nuncjusza w Warszawie w 1919 roku. Słowa Ojca Świętego Benedykta XV, którego pontyfikat przypadł na czas I wojny światowej i objawień fatimskich – wielkiego wołania Maryi, by przez pokutę i modlitwę różańcową uprosić pokój dla świata, ilustrują jego serdeczne uczucie, którym darzył nasz Naród. Od pierwszych dni na Stolicy Piotrowej nigdy nie zapomniał o Polsce, choć tej nie było jeszcze na mapie Europy. Benedykt XV (Giacomo Della Chiesa) wywodził się ze starego margrabiowskiego rodu osiadłego od setek lat w okolicach Genui. Jego matka była krewną Innocentego VII, stojącego na czele Kościoła przez kilkanaście miesięcy na początku XV wieku. Ojciec był niechętny synowskiemu powołaniu i dlatego ten nawet ukończył studia prawnicze. Wyświęcony został na kapłana, mając już trzy doktoraty. Został sekretarzem nuncjatury w Madrycie, gdzie w końcu XIX wieku zaczął zdobywać swe pierwsze dyplomatyczne doświadczenia. Później rozwijał je, będąc zastępcą sekretarza stanu za Leona XIII. Następnie był arcybiskupem Bolonii. Papieski dar Jeszcze w czasie pracy w nuncjaturze w Madrycie zaangażował się w organizowanie akcji pomocy chorym na cholerę. Ten samarytański rys jego osobowości stanie się bardzo wyraźny w czasach papieskiej posługi podczas wojny 1914-1918, która stanowiła połowę jego pontyfikatu. Już na początku września 1914 r. – miesiąc po wyborze i dwa miesiące od rozpoczęcia działań wojennych, które określał ”samobójstwem cywilizowanej Europy„ – wezwał rządzących państwami do pojednania: ”Niech rozważą, że już i tak zbyt wiele nieszczęść i smutków towarzyszy śmiertelnemu życiu temu, nie należy więc czynić go bardziej nieszczęśliwym i bolesnym. Niech poprzestaną na tych spustoszeniach – dosyć wylanej krwi ludzkiej. Niech dążą do zawarcia pokoju i podania sobie rąk bratnich„. Kilka tygodni później ogłoszona została jego encyklika ”Ad beatissimi Apostolorum„. Wskazywał w niej na przyczyny konfliktu rujnującego Europę. ”To zaś zło, które my widzimy, jest: brak wzajemnej między ludźmi życzliwości; poniżanie powagi władzy; krzywdzące walki jednych klas społecznych z drugimi; pożądanie dóbr doczesnych, przemijających i znikomych z takim upragnieniem, jakby wcale nie było innych i to wiele donioślejszych, o których nabycie człowiek starać się powinien. To są – zdaniem naszym – cztery przyczyny, które społeczność ludzką tak potężnie targają. Musimy więc społem wszyscy usiłować wygnać je spośród nas, przez przywrócenie do życia zasad chrześcijańskich, jeśli naprawdę pragniemy uspokojenia zatargów i należytego uporządkowania spraw publicznych„. Apelował, wydawał noty, wzywał do modlitw i nabożeństw w intencji powstrzymania rozlewu krwi, m.in. do modlitw do Najświętszego Serca Jezusa, zyskując miano ”Papieża pokoju„. Nie milczał wobec ludobójstwa Ormian, upominał się o humanitarne traktowanie jeńców i ludności cywilnej. Od samego początku swego pontyfikatu aktywnie wspierał sprawę polską. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe pisał: ”Ale dla nas Polaków ma jeszcze Benedykt XV szczególne znaczenie jako Przyjaciel Polski. Miłość ku naszej Ojczyźnie, jaką zaczerpnął z opowiadań Sióstr Zmartwychwstanek polskich w Rzymie, u których, jako młody jeszcze kapłan, stale Mszę św. odprawiał – miłość ta nigdy nie wyziębła„. Życzliwość Benedykta XV dla Narodu Polskiego miała również konkretny wymiar. Gdy w Boże Narodzenie 1914 roku ks. abp Adam Stefan Sapieha, twórca słynnego Książęco-Biskupiego Komitetu Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny, apelował do świata o pomoc dla swych rodaków, żarliwego orędownika tej sprawy znalazł w Ojcu Świętym. 31 stycznia 1915 roku w krakowskim ”Czasie„, w codziennej rubryce ”Dla Polski„ zamieszczającej wpłaty licznych ofiarodawców, znajdujemy pomiędzy innymi: ”Jego Świętobliwość Ojciec św. Benedykt XV 10 000 lirów„. I nie był to pojedynczy dar. Papieskie wsparcie zyskał również Komitet Generalny Pomocy dla Ofiar Wojny w Polsce, któremu przewodniczył Henryk Sienkiewicz. W liście do autora ”Quo vadis„ papieski sekretarz stanu ks. kard. Pietro Gasparri nie ograniczył się jedynie do telegraficznej, zwyczajowej odpowiedzi, ale przekazał papieskie odczucia Benedykta XV widzącego ”w ukochanych Polakach nie tylko naród szlachetny, wtrącony, niestety, w rozpacz i nieszczęście, lecz uznaje w nim i kocha synów swoich szczególnie sobie oddanych, niezrównanie szlachetnych i aż do poświęcenia przywiązanych do Stolicy Apostolskiej… Jego Świątobliwość szczególnie szczęśliwy był, iż mógł przyjść z pomocą ukochanemu narodowi polskiemu„. ”Umiłowanie narodu waszego„ Na 21 listopada 1915 roku Stolica Piotrowa wezwała do modłów w intencji Polski i kwesty we wszystkich katolickich kościołach świata. ”Ten Naród bardziej niż którykolwiek inny dźwigał dotychczas i dźwiga jeszcze okrutnie brzemię wojny… Pragnie Jego Świętobliwość dać całej Polsce, to jest zaborom austriackiemu, pruskiemu i rosyjskiemu, nowy jeszcze dowód współczucia„ – pisał ks. kard. Pietro Gasparri. W liście do biskupów Galicji z 10 grudnia 1915 roku Ojciec Święty podkreślał: ”Od dawna bowiem tkwi w mej duszy umiłowanie narodu waszego zgoła osobliwe, które dziwnym sposobem wzrasta teraz, na widok tych licznych i ciężkich nieszczęść, co was skutkiem tej wojny już prawie przygniotły. Zwróciły one, jak wiecie, ojcowskie moje ku wam współczucie i nad jednym tylko boleję, że czynna pomoc z mej strony nie mogła dorównać wszystkiemu, czego całym gorącem sercem wam życzę…„. W nocie wystosowanej 1 sierpnia 1917 roku do przywódców państw prowadzących wojnę Benedykt XV stwierdzał, że ”duch słuszności i sprawiedliwości musi też kierować rozważaniem innych spraw politycznych i terytorialnych… należących do dawnego Królestwa Polskiego, któremu szlachetne tradycje dziejowe i zniesione, zwłaszcza podczas wojny obecnej, cierpienia, słusznie pozyskać muszą współczucie narodów„. Niemiecki cesarz Wilhelm II uznał jednak Ojca Świętego za człowieka oderwanego od realiów życia. W styczniu 1918 roku Benedykt XV w liście do członków Rady Regencyjnej w Warszawie wyraził nadzieję, ”aby najszlachetniejszy Naród Polski wraz z możnością samoistnego rządzenia się odzyskał też, za pomocą Bożą, dawną pomyślność i chwałę„. Wkrótce mianował w Warszawie swego wizytatora apostolskiego (późniejszego nuncjusza w Polsce, a następnie Ojca Świętego Piusa XI) ks. Achillesa Rattiego. Polonia semper fidelis Niespełna na miesiąc przed odzyskaniem niepodległości wystosował Orędzie do Narodu Polskiego. ”Historia zapisała złotymi głoskami zasługi Polski względem religii chrześcijańskiej i europejskiej cywilizacji, atoli – niestety! – musiała także zapisać, jak Europa za to niegodziwie się Jej odpłaciła. Przemocą bowiem odebrawszy Polsce jej osobowość polityczną, usiłowała nadto w niektórych częściach wydrzeć jej katolicką wiarę i jej narodowość. Aliści z podziwu godnym oporem umieli Polacy utrzymać jedno i drugie; obecnie zaś, przetrwawszy prześladowania, dłuższe niż wiek cały, Polska zawsze wierna (Polonia semper fidelis) okazuje większą żywotność, niż kiedykolwiek„. Niepodległość trzeba było jeszcze obronić. Czas największej próby nadszedł w sierpniu 1920 roku podczas wojny z bolszewicką Rosją. Polska pozostała osamotniona. Z pomocą ruszyli jakże nieliczni. Wśród nich nie zabrakło Benedykta XV, który wezwał cały katolicki świat do modlitw w intencji ocalenia naszej Ojczyzny, a po zwycięstwie nadesłał polskim biskupom przesłanie o znaczeniu Bitwy Warszawskiej: ”Komuż bowiem nie wiadomo, że szalony napór wroga to miał na celu, aby zniszczyć Polskę, owo przedmurze Europy, a następnie podkopać i zburzyć całe chrześcijaństwo i opartą na nim kulturę, posługując się do tego krzewieniem szalonej i chorobliwej doktryny?„. Zachęcając do obrony wiary katolickiej, pocieszał, że ”nie ma obawy dla ludu chrześcijańskiego, gdyż jeśli Bóg z nami któż przeciw nam?„ l Dr Jarosław Szarek

    Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/87861,przyjaciel-polski.html

    Pius XI - Papież Polaków

    Tak w latach międzywojennych mówiono nie tylko w Polsce, ale również we Włoszech, o ówczesnym papieżu Achillesie Rattim, który w 1922 r., gdy Bóg powołał go na Stolicę Apostolską, przyjął imię Pius, czyli pobożny. Wcześniej przez 3 lata pełnił on funkcję nuncjusza apostolskiego w Polsce. Były to czasy odradzania się kraju po latach niewoli. Brał udział w organizowaniu się polskiego Kościoła katolickiego i „ukochał nas jako swych braci, a Polskę jako swoją Ojczyznę”. „Gdy nawała bolszewicka dosięgała serca Polski, Warszawy, wówczas przedstawiciele wszystkich państw opuścili Warszawę, pozostał jedynie nuncjusz papieski i dzielił nasze obawy i nasze nadzieje”.
    Ks. Ratti był konsekrowany na biskupa w Polsce przez polskich biskupów i uważał się za biskupa polskiego. Jeszcze jako młody kleryk i później, gdy pełnił już ważne funkcje kościelne, uwielbiał wycieczki w góry. Nazywano go nawet alpinistą i mówiono, że „nie wytrzyma w murach Watykanu przez całe życie”.
    Pewnego razu, gdy „wyruszył, jak zwykle, ku wysokiemu i trudnemu szczytowi za Val Viso, napotkał gęstą mgłę i stracił orientację. Na szczęście spotkał w górach jakiegoś człowieka, z którym bez zbytecznych ceremonii zaznajamiania się ruszył w dalszą drogę. Był już wówczas monsignorem - tamten był zwykłym góralem. Po kilku godzinach marszu we mgle wdrapali się na szczyt, z którego dalsza droga przedstawiała się nieco jaśniej. Skierowali się w tę stronę, gdy raptem groźne: Kto idzie! zatrzymało ich na miejscu. Dwaj karabinierzy pilnowali tego przejścia górskiego, gdyż po drugiej stronie odbywały się wojskowe manewry i nikomu z cywilów nie wolno było wkraczać na ten teren. Wieczór był późny - podejrzani alpiniści zostali odstawieni do najbliższego oddziału operacyjnego, ale zanim o ich dalszym losie zadecydowała nieco dalej przebywająca wyższa władza, monsignor Ratti noc całą przesiedział w areszcie”.
    Inna ciekawostka o Piusie XI, drukowana w 25. numerze „Niedzieli” z 22 czerwca1930 r., opowiada o dramatycznym wydarzeniu, w którym papież mógł stracić życie. „Punktualnie o godz. 6.30 wieczorem orkiestra zagrała potrójną fanfarę i Ojciec Święty zbliżył się do tronu. W tym właśnie momencie z niewyjaśnionych dotąd przyczyn wypadła olbrzymia szyba z zegara i rozbiła się w drobne kawałki koło tronu. Wypadek zrobił olbrzymie wrażenie na obecnych pielgrzymach i większość z nich zaczęła głośno płakać z przerażenia. Tylko Ojciec Święty, uśmiechnięty jak zawsze, spokojnie podszedł do tronu, usiadł na nim i wygłosił długie, serdeczne przemówienie, nie zwracając żadnej uwagi na wypadek”.
    Gdy pod koniec 1930 r. ukończono budowę stacji nadawczej w Watykanie, Pius XI wygłosił przez radio mowę do całego świata chrześcijańskiego.
    Mam wrażenie, jakby Achilles Ratti był starszym bratem Karola Wojtyły...
    http://www.niedziela.pl/artykul/94478/nd/Pius-XI---Papiez-Polakow
    PiS wprowadza w Polsce multikulti – protest Ruchu Narodowego
  • Świat wariatów !
    Urodził się jako kobieta, z czasem doszedł do tego, że jest mężczyzną, by w końcu zrozumieć, że jest psem.
    https://www.magnapolonia.org/urodzil-sie-jako-kobieta-z-czasem-doszedl-do-tego-ze-jest-mezczyzna-by-w-koncu-zrozumiec-ze-jest-psem/?fbclid=IwAR2TiWtfmEE4fn1Ci_-3lupsM4tfcB1VwpnjohLLY96MTu14t8N-zGhyn2c

    Na świat przyszedł (?) 30 lat temu jako kobieta. Z czasem doszedł (?) do wniosku, że w ciele kobiety uwięziony jest mężczyzna, by w końcu odkryć, że jednak jest psem. Andrew, czyli mąż i „opiekun” w pełni to akceptuje i wspiera go (?) w tych życiowych wyborach.

    – Wiele małych dzieci lubi bawić się w psy, ale większość z tego wyrasta. Po prostu ja nigdy nie z tego nie wyrosłem – mówi Tony

    – A teraz, w moim dorosłym życiu, w moim związku, mogę liczyć na wrażliwość i bliskość mojego partnera. To bardzo intymna rzecz – dodaje

    – Wyobraź sobie, że najprostszym sposobem na rozkoszowanie się swoim partnerem jest rzucenie mu piłki po całym pokoju. Relacje nie zawiodą, jeśli to wszystko, co musisz zrobić – stwierdza Andrew.
    W obronie słusznego czyli sprawiedliwego prawa!
  • @Janusz Górzyński 19:08:26
    Dla Brudzyńskiego, marsz pedałów, to to samo co procesja Bożego Ciała.

    CBJ jest konieczne, bo na świecie z winy polityków jest niebezpiecznie.


    Bolszewik Brudzyński i dobra zmiana Szatana !


    Brudziński w ogniu krytyki za słowa po "Marszu kochających inaczej" (po polsku: pedałów) w Lublinie. Atakują go osoby o prawicowych poglądach, zwłaszcza katolicy.
    https://www.youtube.com/watch?v=Hfd2jjq5Bcw


    Nigdy więcej w Radio Maryja i w TV Trwam Brudzyńskiego i Kaczyńskiego oraz Morawieckiego, którzy stoją tam gdzie ZOMO - po stronie marksizmu-lesbianizmu i korupcji obyczajów !

    Proszę zobaczyć, jak obrońców katolickiej moralności traktuje "Dobra zmiana" Szatana w Lublinie !
    https://www.youtube.com/watch?v=DC0JYLGX-Hk

    Tak ZOMO Brudzyńskiego z sekty Kaczyńskiego - strzela do narodowcow - w obronie degeneratów i "prawa" do promocji marksizmu-lesbianizmu
    https://www.youtube.com/watch?v=SLDARfKaKNA
    http://dzienniknarodowy.pl/policja-uzyla-przeciw-narodowcom-miekkiej-amunicji-granatow-hukowych-gazu-lzawiacego-wideo/

    Dobra zmiana szatana !!!! ;) 
    http://www.fronda.pl/a/jak-walczyc-z-szatanem-radzi-egzorcysta-ks-marian-polak-1,116607.html
    W obronie słusznego czyli sprawiedliwego prawa!

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej